Wydaje się, że zasada równości przestaje obowiązywać. Wyznawanie poglądów sprzecznych z poglądami władzy wiąże się z represją. Sprzyjanie zaś władzy daje duże pole bezkarności. O tym, jak nierówne traktowanie staje się faktem, a represja karna – instrumentem walki politycznej, piszą prawnicy: Jacek Dubois i Michał Zacharski

„Obecnie liczba toczonych postępowań karnych i wykroczeniowych za udział w zgromadzeniach szacowana jest na ponad 1000. Działania te określane są jako „efekt mrożący” polegający na tym, by poprzez mnogość dolegliwości zniechęcić obywateli do publicznego wyrażania swoich poglądów” – piszą dwaj wybitni adwokaci specjalizujący się w sprawach karnych.


Jacek Dubois*
Michał Zacharski**

Ostatnie dwa lata spowodowały, że w obrębie granic Rzeczypospolitej istnieją dwie Polski. Linie podziałów są różne. Miejscem przedstawiania racji poszczególnych grup staje się coraz częściej ulica. Lecz czy wobec wszystkich władza stosuje te same zasady? Postanowiliśmy to przeanalizować z punktu widzenia prawa o zgromadzeniach.

Konstytucja gwarantuje nam prawo do wyrażania własnych poglądów. Zapewnia obywatelom wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Jednak prawo do prezentowania swoich poglądów nie jest nieograniczone. Zaporą jest m.in. art. 13 Konstytucji, w myśl którego zakazuje się działalności partii i organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową. Uzupełnieniem tych reguł są przepisy kodeksu karnego przewidujące odpowiedzialność osób głoszących takie hasła. Zatem z uwzględnieniem powyższych ograniczeń wszyscy obywatele państwa mają prawo do publicznego głoszenia własnych poglądów. W dyskursie publicznym słusznie istotną rolę odgrywa idea narodowa.

Z Konstytucji również wynika, że wszyscy obywatele są równi wobec prawa i wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczną. Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym społecznym i gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny. Przyjrzyjmy się, czy władza stosuje te same standardy wobec osób o różnych poglądach.

Marsz Niepodległości: Hasła sprzeczne z prawem

Marsz w dniu 11 listopada w swoim założeniu miał być świętem niepodległości i z takim przekonaniem wzięła w nim udział większość uczestników. Jednak szybko radość została zdominowana przez wątki rasistowskie. Pojawiły się hasła gloryfikujące białą rasę i nawołujące do wykluczenia osób o odmiennym kolorze skóry, obcym pochodzeniu, czy religii. Jak pogodzić taki stan rzeczy z legalnie zgłoszonym zgromadzeniem mającym przebiegać zgodnie z przepisami prawa?

Ustawa o zgromadzeniach daje jasne odpowiedzi, co zrobić w takich sytuacjach. Gdy zachowanie któregoś z uczestników zgromadzenia narusza przepisy prawa, przewodniczący zgromadzenia winien zażądać, by osoba ta opuściła zgromadzenie, a w przypadku niepodporządkowania się przez nią takiemu żądaniu powinien zwrócić się o pomoc do policji.
Gdy zaś uczestnicy zgromadzenia nie podporządkowują się jego poleceniom, lub gdy przebieg zgromadzenia narusza przepisy ustawy karnej, przewodniczący powinien rozwiązać zgromadzenie. Z kolei jeśli przewodniczący takich działań nie podejmuje, obowiązana jest do tego policja uprawniona do podjęcia interwencji oraz zwrócenia się do przedstawiciela organów gminy o rozwiązanie zgromadzenia.

Marsz Niepodległości: Race i przemoc. Policja nie interweniuje

Propagowanie w czasie marszu haseł o charakterze rasistowskim i faszystowskim nie było jedynym zachowaniem sprzecznym z prawem. W trakcie zgromadzenia używano bowiem środków pirotechnicznych, czego wprost zabrania art. 4 prawa o zgromadzeniach. Ponadto uczestnicy użyli przemocy wobec kobiet protestujących przeciwko propagowaniu rasistowskich haseł. Policja nie interweniowała. Nie zrobiła użytku ze swoich uprawnień. Nie wylegitymowała ani nie zatrzymała osób naruszających prawo. Nie wzywała do zaniechania bezprawnych działań, i nie zażądała rozwiązania zgromadzenia, tym samym legitymując zachowania jego uczestników.

Marsz Niepodległości: Minister Błaszczak nic nie widział

Należałoby zbadać, czy zachowanie funkcjonariuszy odpowiedzialnych za przebieg zgromadzenia nie stanowiło aby niedopełnienia przez nich obowiązków. Trudno jednak na to liczyć, biorąc pod uwagę publiczną wypowiedź ministra MSWiA Mariusza Błaszczaka, który oświadczył, że nie widział sprzecznych z prawem haseł. Minister tym samym upodobnił się do słynnych trzech mądrych małp wyrażających w formie rzeźby japońskie przysłowie: „Nie widzę nic złego, nie słyszę nic złego, nie mówię nic złego”. Owa utrata zdolności postrzegania może przytrafić się osobie prywatnej. Nie może jednak stać się udziałem szefa resortu odpowiedzialnego za bezpieczeństwo publiczne. Zamknięte oczy ministra bezprawną manifestację czynią bezkarną, skoro władza przyjmuje swoistą postać solipsyzmu twierdząc, że istnieje tylko to co widziała.

Puszcza Białowieska i Krakowskie Przedmieście: władza mniej wyrozumiała

Warto przypomnieć, jak ta sama władza zachowywała się w sytuacjach zgromadzeń obywateli protestujących w obronie wartości konstytucyjnych. Ustawa o zgromadzeniach przewiduje możliwość zgromadzeń spontanicznych, zwoływanych w związku z nagłymi wydarzeniami, których odbycie w innym terminie byłoby niecelowe. Przykładem są zgromadzenia w obronie Puszczy Białowieskiej oraz te na Krakowskim Przedmieściu. Tu jednak wyrozumiałość władzy nie była tak daleko idąca. Policja podważała spontaniczny charakter zgromadzeń. Legitymowała i zatrzymywała uczestników oraz składała wnioski o ukaranie do sądu. Konsekwencją tych działań funkcjonariuszy był list RPO do Komendanta Głównego Policji, mający na celu zagwarantowanie wolności obywatelskich i zapewnienie przestrzegania przez policję prawa, które tym wolnościom służy.

„Efekt mrożący”, czyli jak władza zniechęca obywateli do publicznego wyrażania swoich poglądów

Niewątpliwie różny jest stosunek policji zarówno do poszczególnych zgromadzeń, jak i do jego uczestników. W mediach brak jest informacji, by naruszający prawo uczestnicy Marszu Niepodległości byli choć legitymowani. W przypadku zaś zgromadzeń w obronie konstytucyjnych zasad kanonem stały się policyjne działania polegające na pozbawianiu uczestników wolności pod pozorem ich legitymowania. Osoby te są zabierane na komisariat, gdzie czynność sprawdzenia tożsamości, która powinna trwać kilka minut, przeciąga się do kilku godzin. To nielegalne pozbawianie wolności powoduje oczywiście niemożność uczestnictwa w zgromadzeniu. Takie prewencyjne pozbawienie wolności miało miejsce przed rozpoczęciem marszu. Grupa ponad czterdziestu obywateli została zaniesiona do radiowozów i zawieziona na komendę.

Podstawą legitymowania stają się nawet nie zachowania poszczególnych osób, lecz emblematy, którymi się posługują. Jak w stanie wojennym milicja zatrzymywała za czarną opaskę na rękawie, tak teraz podstawą legitymowania stała się biała róża w ręku. Osoby uczestniczące w zgromadzeniach są inwigilowane, publikuje się ich wizerunek w prasie, wzywane są na przesłuchania, a w konsekwencji stawiane są im zarzuty najczęściej niezwiązane z ich rzeczywistymi działaniami, ale dotyczące zaśmiecania ulicy, zakłócania porządku, naruszania miru domowego czy nielegalnego gromadzenia się.

Obecnie liczba toczonych postępowań karnych i wykroczeniowych za udział w zgromadzeniach szacowana jest na ponad 1000. Działania te określane są jako „efekt mrożący” polegający na tym, by poprzez mnogość dolegliwości zniechęcić obywateli do publicznego wyrażania swoich poglądów.

Ten kto z władzą, ma lepiej

Zachowania naruszające Konstytucję, jeśli są zbieżne z poglądami władzy, często zyskują jej akceptację. Znamienna jest wypowiedź posła PiS Dominika Tarczyńskiego, który stwierdził, że uczestnicy Marszu Niepodległości nazwani faszystami będą mogli liczyć na jego pomoc. Posła nie interesowało, czy istotnie do takich zachowań doszło. Skoncentrował się na wzmocnieniu tych, którzy takich zachowań mogli się dopuścić. Marsz Niepodległości oraz tzw. „miesięcznice smoleńskie” chronione są przez tysiące policjantów. Pomimo to nie zdołano pomóc kobietom, które protestowały przeciwko rasistowskim hasłom.

Paradoksalny staje się spór, czy w manifestacjach mogą uczestniczyć osoby z zasłoniętymi twarzami. Bronisław Komorowski wnosił o wprowadzenie zakazu posługiwania się maskami podczas zgromadzeń. Nie doszło do tego wobec treści wyroku TK, który uznał, że prawo do bycia anonimowym w życiu publicznym ma większą wartość, niż doraźne ułatwienie pracy policji. Obecnie osoby narażone na represje za działalność publiczną idą na zgromadzenia w obronie zasad konstytucyjnych z otwartą przyłbicą, zaś w maskach stawiają się ci, którzy mają za sobą ochronny parasol państwa.

Wydaje się, że zasada równości przestaje obowiązywać. Wyznawanie poglądów sprzecznych z poglądami władzy wiąże się z represją. Sprzyjanie zaś władzy daje duże pole bezkarności. Nierówne traktowanie staje się faktem, a represja karna – instrumentem walki politycznej. Policja z kolei staje się istotnym elementem tej walki zapominając, że jej obowiązkiem jest ochrona obywateli, a nie władzy, oraz że w trakcie swoich działań ma wynikający z art. 14 ust. 3 ustawy o policji obowiązek respektowania godności ludzkiej oraz przestrzegania i ochrony praw człowieka.


*Jacek Dubois jest adwokatem specjalizującym się w prawie karnym. W latach 2012-2015 zastępca przewodniczącego, a następnie członek Trybunału Stanu. Zasiada w Radzie Fundacji im. profesora Bronisława Geremka. W 2017 roku został członkiem rady programowej Archiwum im. Wiktora Osiatyńskiego. Jest również członkiem Stowarzyszenia im. Prof. Zbigniewa Hołdy.

**Michał Zacharski jest adwokatem specjalizującym się w prawie karnym, doktorantem w dziedzinie nauk prawnych na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 2012 r. był stypendystą w University College London. Jest także członkiem Stowarzyszenia im. Prof. Zbigniewa Hołdy.



Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym