0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Łukasz Cynalewski / Agencja GazetaŁukasz Cynalewski / ...

Przemówienie, jakie Andrzej Duda wygłosił w Żaganiu 31 stycznia 2017 na spotkaniu z mieszkańcami w Pałacu Książęcym można by uznać za ostateczną rezygnację z prezydentury, jaką zapowiadał i wręcz ostentacyjne wyjście z konstytucyjnej roli.

"Chcemy prowadzić i prowadzimy taką politykę, która jest ukierunkowana na zwykłego człowieka. Oczywiście, i państwo to wiecie, rozwiązania, które wprowadzamy, są wprowadzane ku niezadowoleniu wielu elit, może niejasno artykułowanych, ale za to jesteśmy atakowani" - mówił Duda. Użycie "my" oznacza pełną identyfikację z rządząca partią. W dodatku deklarację uzupełnia zaskakująco agresywny apel.

Duda: nie zatrzyma nas żaden jazgot
Duda: nie zatrzyma nas żaden jazgot

Na takie wezwanie Dudy zebrani żaganianie i żaganianki odpowiedzieli chóralnie: "Przyjedziemy! Przyjedziemy!".

Duda stawiał na "miłość" i "wspólnotę"

Pozostaje to w jaskrawej sprzeczności z hasłem "Prezydent wszystkich Polaków" wykorzystywanym w dziesiątkach klipów z kampanii wyborczej Dudy.

Podczas inauguracji 6 sierpnia 2015 opowiadał, jak "dojrzewał do polityki rozumianej jako troska o dobro wspólne, w znaczeniu dobra narodu, dobra polskiego państwa, państwa sprawiedliwego, w którym wszyscy obywatele traktowani są równo, które broni słabszych i nie musi bać się silnych".

I deklarował "odbudowanie wspólnoty. Ludzie marzą o takiej wspólnocie, jaka wśród Polaków powstała w czasach Solidarności i dlatego mówię dzisiaj do ludzi o różnych poglądach, o różnym światopoglądzie, wierzących i niewierzących. Proszę o wzajemny szacunek.

Mówię do polskich polityków, mówię to także do siebie. Chciałbym, żebyśmy budowali wzajemny szacunek, bo to szacunek musi być podstawą wspólnoty, a tylko wtedy, kiedy będziemy wspólnotą, jesteśmy w stanie naprawić Polskę.

W listopadzie 2015 w orędziu sejmowym Duda "przypomniał niezwykle ważne słowa, wypowiedziane w 2008 roku przez pana prezydenta prof. Lecha Kaczyńskiego: że podstawą patriotyzmu jest miłość".

Zwrócił się do posłów PiS i opozycji: "Nie mam wątpliwości, że wszyscy, tak jak tutaj jesteśmy, w wysokiej izbie, dziś, bez wątpienia wszyscy jesteśmy patriotami.

Chciałbym, by tutaj – przy różnicy poglądów – elementem miłości był wzajemny szacunek w debacie, szacunek w wymianie argumentów.

To kwestia tego, w jaki sposób będzie kształtowany obraz polskiej polityki".

Prezydent nazywający 31 stycznia 2017 krytykę PiS "jazgotem" i wzywający zwolenników PiS do demonstracji sprzeniewierzył się tym obietnicom.

Przeczytaj także:

Duda jak Duda

Wezwanie prezydenta kojarzy się ze słowami innego Dudy - Piotra, szefa "Solidarności", który 19 grudnia 2016 r. straszył antyrządowych demonstrantów:

"My nie będziemy się temu biernie przyglądać. Przygotowujemy się do wyjścia na ulicę i policzenia się. Jeżeli druga strona chce się policzyć na ulicy, to się policzymy. My ich czapkami przykryjemy!

My jesteśmy do tego przygotowani. Jeśli chcą mieć konfrontację, to my jesteśmy na tę konfrontację przygotowani".

Wywołało to falę krytyki, że zdradza ideały "Solidarności". Powtarzał się zarzut, że to wypowiedź bojówkarza a nie lidera ruchu związkowego.

Gierek dodał "no!"

Prezydent Duda wezwał zwolenników PiS do "przyjechania (w domyśle - do stolicy) gdyby trzeba". Skandowane "Przyjedziemy, przyjedziemy" przypomina OKO.press historyczną scenę 25 stycznia 1971 r., gdy I sekretarz partii komunistycznej Edward Gierek próbował pacyfikować nastroje robotników po protestach Grudnia 1970. Na wiecu w Gdańsku Gierek mówił:

"Chciałbym zakończyć apelem o zaufanie, wiarę i pomoc, o coraz lepszą pracę. Możecie być przekonani, że wszyscy jesteśmy ulepieni z tej samej gliny i nie mamy innego celu jak ten, który tu deklarowaliśmy.

Jeśli nam pomożecie, to sądzę, że ten cel uda nam się wspólnie osiągnąć. No więc jak – pomożecie?".

Gdy zabrzmiały rachityczne okrzyki "pomożemy" Gierek skomentował aprobatywnie "No!".

A gdzie styczniowy marsz?

Wezwanie zwolenników PiS do Warszawy przypomniało OKO.press niedawne zapowiedzi wielkiego marszu poparcia rządu.

Hasło padło 27 grudnia 2016 z ust samego Jarosława Kaczyńskiego. W wywiadzie dla "wSieci" najpierw kpił z małej frekwencji antyrządowych demonstracji:

"Najpoważniejsza demonstracja to było może 3 tys. osób. Pod Trybunałem 1,5 tys., pod Sejmem po kilkaset. To siła społeczna w żaden sposób nieporównywalna z poparciem dla obozu zmian".

I zapowiedział, że

"w styczniu pokażemy, jak wielu ludzi stoi po naszej stronie, gdzie jest prawdziwe poparcie społeczne. Jest silna presja oddolna, by zorganizować demonstrację, pokazać, przy kim naprawdę stoją ludzie".

O marszu rozpisywały się prawicowe media. "Wiadomo, że w styczniu odbędzie się w Warszawie wielka manifestacja poparcia dla rządu PiS. Weźmie w niej udział m.in. „Solidarność”, kluby „Gazety Polskiej” oraz Rodziny Radia Maryja - informowała TV Republika.

4 stycznia Joachim Brudziński twierdził, że PiS poinformuje o dacie i miejscu marszu "po decyzjach i uzgodnieniach ze środowiskami, które zapowiedziały gotowość".

5 stycznia Piotr Duda zapowiadał, że "Solidarność" włączy się w - jak go nazwał - "marsz solidarnych Polaków".

Nieoczekiwanie, 9 stycznia NSZZ "Solidarność" wydała jednak oświadczenie, że "biorąc pod uwagę informację o możliwym porozumieniu sił parlamentarnych zmierzającym do zakończenia kryzysu sejmowego uważa, że należy powstrzymać się od czynnych działań i dać szansę na powrót do normalności".

W ten sposób Duda (Piotr) pogrzebał styczniowy marsz. Teraz Duda (Andrzej) znowu wzywa zwolenników do stolicy, ale nie podaje żadnego terminu. Stwierdza jedynie - "w razie potrzeby".

;

Udostępnij:

Piotr Pacewicz

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".

Komentarze