Prezydent Andrzej Duda podpisał 28 stycznia 2020 roku ustawę o zmianie niektórych ustaw w celu ułatwienia zwalczania chorób zakaźnych zwierząt zwaną "lex Ardanowski". Ustawa wprowadza szereg kontrowersyjnych przepisów, m.in. umożliwia karanie więzieniem za utrudnianie odstrzału sanitarnego, ale i „zwykłych” polowań

Specustawa wprowadza do ustawy Prawo łowieckie zapis, który mówi, że ten, kto „celowo utrudnia lub uniemożliwia wykonywanie polowania” podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Natomiast do ustawy o ochronie zdrowia zwierząt i zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt „lex Ardanowski” dodaje przepis mówiący o karaniu za „udaremnianie lub utrudnianie wykonania odstrzału sanitarnego” grzywną, ograniczeniem wolności lub jej pozbawieniem do trzech lat.

Te zapisy wymierzone są głównie w ruchy antyłowieckie, jednak w praktyce mogą uderzyć w każdego, kto nie jest myśliwym, np. w grzybiarzy, biegaczy, rowerzystów, miłośników pieszych wędrówek, obserwatorów przyrody.

Jeśli spotkają w lesie polujących myśliwych, to zawsze będą musieli się wycofać. Jeśli tego nie zrobią, będą im grozić wspomniane kary za zakłócanie polowania. Podobne przepisy funkcjonowały już na początku 2018 roku i prowadziły do sytuacji „wypraszania” przez myśliwych z lasu innych jego użytkowników.

Ale sprzeciw społeczny organizacji ekologicznych, części naukowców, prawników i obywateli budzą również inne zapisy, m.in.

zgoda na używanie tłumików podczas odstrzałów sanitarnych, zaangażowanie służb mundurowych do odstrzału, czy możliwość zamykania przejść dla zwierząt na drogach publicznych.

Prezydent nie posłuchał apelu

O prezydenckie veto do Andrzeja Dudy apelowała koalicja „Niech Żyją!”, która zrzesza 40 organizacji ekologicznych i prozwierzęcych. W piśmie do Prezydenta RP koalicja przypomniała, że w 2015 roku obiecał, że nie podpisze „żadnej ustawy, która by pogarszała los zwierząt”.

Tymczasem – przekonuje koalicja – „ustawa, którą dostał Pan do podpisu, ten los zdecydowanie pogarsza”.

„Jej przepisy powinny Pana jako Prezydenta zbulwersować, ponieważ uderzają one w 99,7 proc. społeczeństwa, dosłownie grożąc więzieniem za przeszkadzanie w polowaniach, pozostawiając jednocześnie brak sankcji za niezgłoszenie przez myśliwych polowania.

Takie traktowanie społeczeństwa, pozostawiając przypadkowych ludzi w lesie na łasce myśliwych, pod groźbą najcięższych restrykcji prawnych, narusza zasady tworzenia prawa i sprawiedliwości społecznej” – przekonywała koalicja, jak się ostatecznie okazało, bezskutecznie.

Apel poparła m.in. Ewa Zgrabczyńska, dyrektorka poznańskiego ZOO.

„Ustawa ma charakter dyskryminujący dla osób nie będących myśliwymi, ogranicza im użytkowanie lasów państwowych, które są dobrem wspólnym” – pisała na Facebooku.

„Zasady demokracji i ustroju polskiego państwa nie pozwalają, by interes pewnej grupy społecznej szkodził dobru wspólnemu – dziedzictwu przyrodniczemu, bądź wyróżniał i nadawał przywileje pewnej grupie społecznej” – dodała.

Przepisy karne ostro krytykowano

Zaproponowane przepisy karne budziły również wcześniej wątpliwości biur legislacyjnych Sejmu i Senatu. Biuro Legislacyjne Senatu wskazywało m.in. na

nieadekwatność sankcji, bo np. utrudnianie akcji gaszenia pożaru jest tylko wykroczeniem.

Trudno więc zrozumieć, dlaczego utrudnianie polowania miałoby być przestępstwem zagrożonym więzieniem. Biuro Legislacyjne Sejmu zwróciło z kolei uwagę na

niejednoznaczność i nieprecyzyjność przepisów mówiących o „celowym utrudnianiu i uniemożliwianiu”, co będzie finalnie prowadziło do dowolności w ich interpretacji.

Tak samo widziała to Wielkopolska Izba Rolnicza. Zdaniem Piotra Walkowskiego, prezesa izby, specustawa nie precyzuje, czym jest „celowe utrudnianie lub uniemożliwianie” polowania i odstrzału sanitarnego. Ten brak precyzji może

„doprowadzić do sytuacji, w której przepis ten będzie martwy, albowiem potencjalni utrudniający będą odmawiać przyjęcia mandatów, w sądzie zaś będzie niezwykle trudno wykazać, że ktoś celowo utrudniał lub uniemożliwił polowanie”.

Zdaniem mec. Karoliny Kuszlewicz, Rzeczniczki ds. Ochrony Praw Zwierząt przy Polskim Towarzystwie Etycznym, nie można skazać kogokolwiek za utrudnianie odstrzału sanitarnego, skoro nie ma jasnych zasad, czym w ogóle ten odstrzał jest, bo specustawa tego nie definiuje.

„Tym bardziej absurdalne okaże się ściganie jako przestępców ludzi, którzy pojawią się w lesie i wejdą w drogę myśliwym prowadzącym zwykłe polowanie.

Wyobrażam sobie nawet, że ten sam rolnik, którego interes miał być chroniony specustawą, doświadczyć może wypędzenia go z pola pod zarzutem przeszkadzania w polowaniu” – przekonywała prawniczka.

OKO.press sprawdza, czy politycy ratują świat przed katastrofą klimatyczną.
Wesprzyj nas, też chcemy przeżyć.

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Komentarze

    • Jan Helak

      Najgorsze, że dożywotnio przysługiwać mu będzie pensja ze budżetu państwa i ochrona SOP. No ale takie jest prawo – i dlatego nie da się tych pieniędzy sensowniej wydać, niestety.

      • Brat Maupy

        Tylko, że każda ingerencja człowieka w ekosystem w takim stopniu, jak wyeliminowanie jednego gatunku prędzej czy później odbije się na sprawcy czkawką. Stosowanie pestycydów zabija pszczoły – twoje prawnuki mogą nie wiedzieć, jak smakują owoce z drzew zapylanych przez owady, wprowadzenie upraw monokulturowych i eliminacja chwastów wytrzebiła wróble. Niby nic, ale ich przysmakiem są kleszcze – mało się słyszy o wzroście liczby zachorowań na boreliozę? Itd., itp.

        • Lech Małolepszy

          Nie ma się co podniecać, naprawdę.
          Bo po pierwsze, wybicie całej populacji dzika przez polowanie nie jest możliwe.
          To co piszą i zapowiadają wszelkiej maści fachowcy i naukowcy, można spokojnie między bajki włożyć, ponieważ tego nie da się zrobić przez polowanie. Ograniczyć populację, tak – wybić wszystko, niemożliwe.
          A po drugie, jakie wybicie dzika w Niemczech?
          Dzika u zachodnich sąsiadów jest sporo i będzie sporo.

          A pszczoły, mają się coraz gorzej. Ale wcale nie przez pestycydy (bo ten problem zauważono już dawno temu i są stosowane określone środki prewencyjne, np. opryski pól po zachodzie słońca, kiedy pszczółki siedzą spokojnie w ulach) a głównie przez zmiany jakie zachodzą w klimacie.
          Porozmawiajcie z pszczelarzami, to dowiecie się dlaczego.
          Monokulturowa uprawa pól też wcale im nie pomaga, zresztą jak i pozostałej zwierzynie drobnej.

      • Robert Kisiel

        No, właśnie, niech Pan sprawdzi sobie, jaka była populacja dzika w Niemczech. Tak większa liczba odstrzałów oznacza wybicie ok. 30 proc. populacji, a u nas 90 proc. Drobna różnica prawa?

        • Lech Małolepszy

          Szafujecie jakimiś liczbami, jakby to miało wielki sens.
          Tylko, że nie ma to sensu…
          Po pierwsze nikt dokładnie nie wie jaka jest wielkość populacji dzika czy to w PL czy w DE. A więc czy to jest 200 czy 400 tyś to tylko szacunki. A to, że ma coś wybite przez polowania, bo jeden "mundry" z drugim w "żondzie" coś tam obmyślił, to sobie obmyślił. Nawet i ustawę napisał. I co z tego? Trzeba to jeszcze wykonać, a to nie takie proste… Resorty siłowe do wybicia dzików? Gratuluję pomysłu, chętnie bym zobaczył, jak to wygląda w praktyce…
          A po drugie, szanowny przedmówca być może nie orientuje się, ile zakłada się procentowo pozyskania dzików w danym roku w oparciu o zinwentaryzowane stany zwierzyny na wiosnę. No to Panu podpowiem – 100%. Tak więc, jeśli w danym obwodzie łowieckim zinwentaryzowano np. 200 dzików, to do odstrzału przeznaczonych jest właśnie 200. I tak było od zawsze. Problem z dzikami jest też taki, że one się szybciej mnożą niż kiedyś (to naukowo udowodniony fakt). A sposób obliczania planów pozostał bez zmian. Efekt jest jaki widać, dzika z roku na rok jest coraz więcej i coraz łatwiej go spotkać gdziekolwiek.
          Jasne, może tu paść zaraz koronny argument anty-łowieckich, że to wina myśliwych bo przecież karmią, aby strzelać.
          No nie. Po pierwsze dokarmianie dzików jest zakazane.
          A po drugie i ważniejsze, proszę zapoznać się z pracami naukowymi w tym temacie; słowa kluczowe: mikotoksyny, zearalenon, kukurydza.

          • Robert Kisiel

            Panie Lechu, zapewne obaj pozostaniemy przy swoich argumentach i swojej wrażliwości. To też przerzucanie się nimi nie ma sensu. Jednak co do dokarmiania dzików – to, że nie wolno to jedna rzecz, ale to, że są tacy, którzy tego nie przestrzegają to inna sprawa. Sam widziałem, jak pewien pan myśliwy przywiózł i wysypał kukurydzę i buraki w pobliżu ambony. Nieopodal zagajnika, dziwnym trafem akurat na łaczce, którą lubią odwiedzać właśnie dziki. W niedalekiej odległości znajdują się pola, na których okoliczni rolnicy uprawiją własnie buraki i kukurydzę. I jeszcze dwie kwestie. Jeden z myśliwych sam przynał mi rację, że w wielu przypakach nie jest dobrze z przestrzeganiem podstawowej zasady, mówiącej, że można oddać strzał wyłacznie do całkowiecie rozpoznanego celu. Oczywiście ubolewał nad tym. Tylko może zamiast ubolewać, lepiej wzmocnić "weryfikacyjne sito", tak aby w szeregi myśliwych nie przyjmowano członków na zasadzie : "przzecież ten Jasiu, to syn Stasia. No jak nie przyjąć syna kumpla. Przecież Stasiu może nam wiele rzeczy załatwić, bo ma chody". Potem nie ma się, co dziwić, że tacy przysłowiowi Jasie, synkowie Stasiów wyrabiają, to co wyrabiają. Zresztą w mojej okolicy kilka miesięcy temu był taki właśnie przypadek ze strzelaniem do wszystkiego, co się rusza, wjeżdżaniem quadem i z bronią na tereny prywatne, położone tuz obok zabudowy mieszkalnej etc. Młody myśliwski narybek ochłonął dopiero po poinformowaniu odpowiednich władz.

    • Marek Jarczewski

      Mówisz o tym prawniku: "Wyobrażam sobie nawet, że ten sam rolnik, którego interes miał być chroniony specustawą, doświadczyć może wypędzenia go z pola pod zarzutem przeszkadzania w polowaniu” – przekonywała prawniczka." no faktycznie cymbał to powiedział!!! Ja rolnik nie mam zamiaru przeszkadzać w polowaniu i nikt mie nie będzie musiał wypedzać bo z chęcią udostępnię pole myśliwym żeby trochę szkodników zneutralizowali.

      • Brat Maupy

        Typowo chłopskie myślenie – podział zwierząt na szkodniki i… No właśnie: co zostało? Traktowanie zwierząt i ogólnie przyrody w sposób jedynie utylitarny jest ślepą ścieżką. To niezrozumienie, że człowiek jest klockiem w wielkiej układance – wyjęcie jednego klocka może zagrażać nam, jako gatunkowi. Ale cóż, do niektórych to nie trafia. 🙁

        • Robert Kisiel

          Na szczęście nie każdy na wsi myśli w ten sposób. Sam od urodzenia mieszkam na wsi. Ale faktycznie, wielu jeszcze ma taki tok rozumowania, jak nasz powyższy pan rolnik. Jakaś sarenka? A zastrzelić! Pies się zestarzał – a w łeb mu albo do lasu. Niedawno załatwiłem jednej z dalszych sąsiadek bezpłatną sterylizację jej dwóch kotek (plus bezpłatny transport i takież leki w razie jakiejś choroby). Rano przyjeżdża po nie dziewczyna z fundacji, a kotek nie ma. Okazało się, że kobitka je celowo wypuściła, bo kolejna sąsiadka nagadała jej, że "kocięta przecież się topi, a sterylizacja to GRZECH". Ano niech się cieszą co niektórzy chłopi z Lex Ardanowski. Później bardzo sami się zdziwią. Szybciej niż im się wydaje.

    • Marek Jarczewski

      Porażka i żenada to ten artykuł który komentujemy, stek bzdur i kłamstw nie mających nic wspólnego z rzeczywistością. Np odstrzał sanitarny – jest niezdefiniowany??? Bzdura! Jest dokładnie sprecyzowany w przepisach czym jest, kto go zarządza i wykonuje. Rozumiem ze mozna się z czymś nie zgadzać ale tak kłamać i manipulować faktami to tylko okopress potrafi. Gebels mógł by wam buty czyścić,

  1. Robert Kisiel

    I pomyśleć, że sam kiedyś byłem (czynem, mową i słowem pisamym) po tej samej stronie sceny politycznej, co prezydent Duda! Na szczęście w porę otrzeźwiałem (z tej okazji tylko czekać na odmowę "bycia Polakiem" i szukanie jakichś "haków" a przynajmniej czarny piar). Dla mnie to, co się dzieje, to po prostu porażka rozumu. Nikogo z rządzących nie obchodzi opinia prawie 1200 naukowców, nie było żadnych konsultacji społecznych (chyba, że z Toruniem). Dla mnie to zwyczajne działanie lobbystyczne, tym niebezpieczniejsze, że de facto tworzy ze środowiska łowieckiego prawdziwą, a nie wydumaną "kastę nadzwyczajnych ludzi".

  2. Andrzej Rokosz

    Towarzystwo tępych złodziei i bandytów panoszy się w naszym kraju. Większość z nich normalnie nie byłaby w stanie się niczego dorobić i jestem pewien, że do ich wyborców niedługo dotrze jak są robieni w konia i wyślą ich tam gdzie raki zimują.

Masz cynk?