Wiceminister Zwinogrodzka broni wyłonioną w konkursie przez komisję ministerialną nową dyrekcję Teatru Starego w Krakowie. I twierdzi, że konkursy na dyrektorów instytucji kultury to w jej resorcie norma. OKO.press sprawdziło: 10 nominacji bez konkursu, a tylko trzech wyłonionych w konkursie

Dziennikarz Radia Szczecin pytał w piątek 16 czerwca wiceminister Wandę Zwinogrodzką m.in. o koniec dyrekcji Jana Klaty w Starym Teatrze w Krakowie. Przypomnijmy: pełniący funkcję od 2013 r. Klata był wielokrotnie atakowany przez skrajnie prawicowe środowiska, które żądały jego dymisji jeszcze przed końcem kadencji. Z kolei zespół Starego Teatru wyrażał wielokrotnie zaniepokojenie w związku z powołaniem przez ministerialną komisje konkursową jego następców – b. dyrektora TVP Kielce Marka Mikosa i niepracującego nigdy w polskim teatrze brytyjskiego reżysera Michała Gielety.



Na stwierdzenie dziennikarza, że minister może przecież mianować kandydata bez konkursu, wiceminister Zwinogrodzka odpowiedziała: „To jest wyjątek od reguły – i tak należy go traktować. Przypominam, że jeśli odstępuje od tej zasady, narusza procedury bardziej demokratyczne na rzecz rozwiązań bardziej arbitralnych. Tu jest pewien paradoks- osoby, które zarzucają ministrowi arbitralność, równocześnie wzywają do tego, by tę arbitralność zwiększał” – tłumaczyła.

Czy dla wicepremiera Glińskiego tryb pozakonkursowy to faktycznie „wyjątek”?

Policzyliśmy. Za swojej półtorarocznej kadencji minister powołał bez rozpisywania konkursu 10 dyrektorów narodowych instytucji kultury:

  • Dariusza Jaworskiego, dyrektora Instytutu Książki;
  • Krzysztofa Olendzkiego, dyrektora Instytutu Adama Mickiewicza;
  • Karola Nawrockiego, dyrektora Muzeum Drugiej Wojny Światowej w Gdańsku;
  • Rafała Wiśniewskiego, dyrektora Narodowego Centrum Kultury;
  • Zbigniewa Wawra, dyrektora Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie;
  • Marcina Adamczewskiego – dyrektora Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego (w Świątyni Opatrzności Bożej – w porozumieniu z ordynariuszem archidiecezji warszawskiej, na mocy umowy o współprowadzeniu);
  • Annę Gutkowską – dyrektorkę Ośrodka Badań nad Totalitaryzmami im. Witolda Pileckiego;
  • Łukasza Michalskiego – dyrektora Państwowego Instytutu Wydawniczego;
  • Przemysława Mrozowskiego – dyrektora Zamku Królewskiego w Warszawie.

W tym ostatnim przypadku Gliński zignorował wybór Rady Powierniczej Zamku – która zgodnie ze swoimi ówczesnymi kompetencjami chciała powierzyć stanowisko dyrektora Małgorzacie Omilanowskiej. Minister poczekał do końca kadencji Rady, wcześniej – 10 listopada 2016 – zmieniając  statut muzeum tak, że instytucję Rady Powierniczej zlikwidowano, a dyrektora znów samodzielnie powołuje minister.

Wbrew słowom Zwinogrodzkiej, „rozwiązania bardziej arbitralne” wygrały tu z konkursową procedurą.

Ponadto, resort powierzył funkcję „p.o. dyrektora” szefom dwóch nowych instytucji – Filmoteki Narodowej-Instytutu Audiowizualnego i Biura Programu Niepodległa 2018.

Jest więc dokładnie odwrotnie niż mówi Wanda Zwinogrodzka – to konkurs na stanowisko dyrektora Starego Teatru jest wyjątkową sytuacją podczas tej kadencji.

Policzyliśmy – minister Piotr Gliński ogłosił od objęcia funkcji zaledwie 5 konkursów dyrektorskich. Poza Starym Teatrem, szukano kandydatów na szefów:

  1. – Polskiego Wydawnictwa Muzycznego w Krakowie
  2. – Studia Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej.
  3. – Studia Miniatur Filmowych – tego konkursu nie rozstrzygnięto, gdyż komisja nikogo nie zarekomendowała, jedynym kandydatem był dotychczasowy dyrektor Włodzimierz Matuszewski. Gliński powołał na p.o. dyrektora pozakonkursowo Edwarda Durysa, b. dyrektora warszawskiego kina Femina.
  4. –  Studia Filmowego KRONIKA Polska Kronika Filmowa w Warszawie – tu również nie było rozstrzygnięcia.

Zatem tylko trzech powołanych przez Glińskiego dyrektorów wyłoniono w konkursach. Nie ma wśród nich szefów instytucji dysponujących największymi budżetami i wpływem na kulturę (np. IAM).

Czy minister ma obowiązek organizować konkursy?

Zwinogrodzka powiedziała o konkursach tak: „To jest procedura przewidziana ustawą i przez ustawę zdecydowanie wskazywana. Tutaj wola ustawodawcy jest dosyć oczywista”.

Czy rzeczywiście? Niekoniecznie. Większość zapisów dotyczących konkursów dyrektorskich w ustawie o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej mówi o instytucjach samorządowych, w których przypadku na odstąpienie od konkursu prezydent czy marszałek musi mieć specjalną zgodę ministra.

Tymczasem min. Zwinogrodzka mówi o instytucjach narodowych, bezpośrednio podległych ministrowi. Tu prawo nie doprecyzowuje ani trybu powołania, ani składu komisji. Sebastian Gajewski, prawnik z UW i współautor „Komentarza do ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej” pisze,  że poza wymienionymi w art. 16 ust. 2 ustawy samorządowymi instytucjami konkurs ma charakter „fakultatywny”.

Ministrowie kultury w rządach Platformy Obywatelskiej również częściej dyrektorów mianowali, niż wyłaniali w konkursach. Te ostatnie stały się zresztą ostatnio częstym obiektem środowiskowej krytyki – wskazuje się na nietransparentny sposób ich przeprowadzania i przewagę w komisjach konkursowych urzędników z politycznego nadania nad ekspertami z branży.

Jednak obecne kierownictwo resortu jedną rzecz mówi, a drugą robi.

Wiceminister stwierdziła też w tym samym wywiadzie: „Uważam, że przerywanie kadencji mianowanego dyrektora jest sytuacją, która może się zdarzyć, ale w okolicznościach bardzo drastycznych – to niefortunne posunięcie, na ogół, zawsze dla instytucji”.

Tymczasem minister Gliński odwołał przed końcem kontraktów następujących dyrektorów:

  • Grzegorza Gaudena z Instytutu Książki (powód to m.in.: „brak skutecznych działań w powstrzymywaniu spadku czytelnictwa”),
  • Pawła Potoroczyna z IAM („utrata zaufania”),
  • Tadeusza Zielniewicza z Łazienek (choć zmodernizował funkcjonowanie muzeum i zdobywał sponsorów, to przegrał sprawę o mobbing, a temat złego traktowania pracowników w instytucji powracał latami).

O ile mobbing to poważna – choć często lekceważona w instytucjach kultury – sprawa, to trudno mówić o „drastycznych” okolicznościach w przypadku Potoroczyna i Gaudena. Zwłaszcza, że w tych przypadkach minister Gliński powołał się m.in. na wyniki kontroli zleconych i przyjętych jeszcze przez swoją poprzedniczkę Małgorzatę Omilanowską.

Jednocześnie Gliński zaopiniował negatywnie decyzję dolnośląskich samorządowców o odwołaniu Cezarego Morawskiego z dyrekcji Teatru Polskiego we Wrocławiu – choć tam związek zawodowy Inicjatywa Pracownicza miesiącami mówił o łamaniu praw pracowniczych w instytucji, frekwencja radykalnie spadła, a niemal całe środowisko teatralne od prawa do lewa zgadza się co do bezpredecensowej degradacji wiodącej jeszcze niedawno sceny i niewywiązywania się przez Morawskiego z warunków kontraktu.

Trudno nazwać to inaczej niż podwójnymi standardami. Nieważne, jakim jesteś dyrektorem – ważne, czy jesteś po linii.



Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym