Gigantyczny transfer 500 plus miał umocnić rodzinę i wywołać baby boom. Wywołał boomik, który nie powstrzyma katastrofy demograficznej. Program ma inne zalety, ale wpływ na prokreację ograniczony. Ważniejsza jest raczej poprawa na rynku pracy. Model kobiety pracującej ma dziś większą siłę prokreacyjną niż mrzonki o strażniczce domowego ogniska

W rządowym uzasadnieniu uchwalonego w lutym 2016 programu 500 plus, OKO.press natknęło się na ciekawy wykres. Pokazuje on związek między stopą bezrobocia rejestrowanego i współczynnikiem dzietności (liczbą dzieci urodzonych przez „statystyczną kobietę” w wieku 15-49 lat). Widać, że jak rośnie bezrobocie, to dzietność spada. I odwrotnie, dzietność rośnie wraz ze spadkiem bezrobocia.

Im więcej pracy, tym więcej dzieci.

 

Autorzy rządowej ustawy twierdzili w uzasadnieniu, że dzieci rodzi się mniej w wyniku „kryzysu rodziny” i „wzrostu popularności związków nieformalnych” (w czym słychać ślad prawicowej narracji), ale dodawali, że „z drugiej strony, spadek dzietności wzmocniony został przez transformację ustrojową: zmiany na rynku pracy, zagrożenie bezrobociem, wzrost aspiracji edukacyjnych”.

Rządowy wykres kończy się na 2014 roku. OKO.press uzupełniło go korzystając z danych ministerstwa pracy i GUS. Zależność więcej pracy – więcej dzieci obowiązuje nadal.

Z pewnością potwierdzi się też w 2017 roku, w którym bezrobocie spadło do najniższego poziomu od 1991 roku. Rozumując przez analogię można spodziewać się współczynnika dzietności (jeszcze go nie podano) na poziomie 1,40-1,41.

 

Wzrost będzie jednak mikroskopijny wobec potrzeb. Zastępowalność pokoleń wymaga w krajach rozwiniętych (takich jak Polska) współczynnika dzietności ok. 2,1 dziecka na kobietę (bo część kobiet nie dożyje 49 lat). 1,4 oznacza dalsze wyludnianie kraju i gwałtowne starzenie się społeczeństwa.

W 2016 roku dzietność 1,36 dała Polsce 215. miejsce na 228 krajów świata, „skok” na 1,4 w 2017 roku może nas przesunąć o 4-6 miejsc w górę.

Tak czy owak, mamy demograficzną katastrofę, a liczba 403 tys. urodzonych w 2016 roku dzieci jest niższa (minimalnie) od liczby zgonów.

Liczba urodzeń żywych w tysiącach

Rok 2017 według wstępnych danych GUS

GUS

Baby boomik

Wprowadzenie 500 plus miało odwrócić trend demograficzny.

Zgodnie z rządowym uzasadnieniem „celem ustawy jest przede wszystkim pomoc finansowa kierowana do rodzin wychowujących dzieci. Proponowane rozwiązanie ma zmniejszyć obciążenia finansowe związane z wychowywaniem dzieci, a tym samym zachęcać do podejmowania decyzji o posiadaniu większej liczby dzieci”. Obu wątkom – prokreacyjnemu i finansowemu – poświęcono dokładnie tyle samo miejsca.

W latach 2016 i 2017 nastąpił  faktycznie wzrost urodzeń (jak pisało OKO.press „baby boomik”), niestety bez większych szans na dalszy trend wzrostowy. Tendencje demograficzne są nieubłagane – w Polsce będzie ubywać kobiet w wieku rozrodczym.

Co ciekawe, nawet ten „baby boomik” nie musi być wynikiem olbrzymiego transferu socjalnego, jakim jest program 500 plus (w 2018 ma kosztować budżet 24,5 mld zł, dwa razy więcej niż uczelnie wyższe, cztery razy więcej niż nauka, siedem razy więcej niż kultura. I aż 60 proc. budżetu MON).

Liczy się raczej praca

Jak widać na wykresach (powyżej), kluczowe dla wzrostu urodzeń może być bezpieczeństwo pracy. Oczywiście zależność nie musi oznaczać związku przyczynowo-skutkowego, a także nie wyklucza działania innych czynników, w tym 500 plus. Ale wygląda na to, że znaleźliśmy efektowne potwierdzenie tezy, że znaczący wpływ na decyzję o dzieciach ma perspektywa pracy.

Byłoby to zgodne z wynikami badań.

W raporcie „Niska dzietność w Polsce w kontekście percepcji Polaków” pod redakcją prof. Ireny E. Kotowskiej, pytano o powody opóźniania lub rezygnacji z potomstwa. Respondenci wskazywali najczęściej 11 czynników. Pogrubioną czcionką zaznaczamy te bezpośrednio związane z rynkiem pracy:

  • trudne warunki materialne (85 proc.)
  • brak pracy i niepewność zatrudnienia (85 proc.),
  • niemożność zajścia w ciążę (85 proc.),
  • złe warunki mieszkaniowe (74 proc.),
  • brak odpowiedniego partnera (69 proc.),
  • ryzyko chorób genetycznych dziecka (69 proc.),
  • niepewność przyszłości (67 proc.),
  • trudności godzenia pracy i rodzicielstwa (63 proc.),
  • wysokie koszty wychowania dzieci (62 proc.),
  • brak miejsc lub zbyt wysokie opłaty w żłobkach i przedszkolach (61 proc.),
  • zbyt niski zasiłek na urlopie macierzyńskim lub wychowawczym (60 proc.).

Bezpieczeństwo pracy dla obojga rodziców obniża aż cztery z wyżej wymienionych barier. Praca matek jest dziś nie tylko wyrazem rosnących aspiracji kobiet, ale także ekonomiczną koniecznością, by rodzina miała dość pieniędzy, m.in. na wychowanie dzieci.

Polska w stronę Skandynawii

Aspiracje Polek i Polaków bardziej przypominają kraje skandynawskie niż południe Europy.

Bezdzietne kobiety i mężczyźni w wieku 25-49 lat pracują w Polsce w podobnym natężeniu – ok. 80 proc. Gdy w rodzinie pojawia się pierwsze dziecko, pracę przerywa ok. 5 proc. matek, za to 9 proc. ojców ją podejmuje, więc luka między wskaźnikami zatrudnienia rodziców sięga 14 pkt proc. Przy dwójce dzieci wzrasta do 20 punktów, a przy trójce lub więcej zbliża się do 30 punktów.

Tymczasem w Szwecji dzieje się odwrotnie. Zatrudnienie bezdzietnych Szwedek jest na poziomie niższym niż Polek (76 proc.), ale po urodzeniu pierwszego dziecka nie spada, a z dwójką dzieci rośnie (!) do 86 proc. i prawie utrzymuje się z trójką (83 proc.)!

Sprzyja temu znacznie większe niż w Polsce zaangażowanie ojców (na 100 urlopów rodzicielskich Szwedek przypada 77 urlopów Szwedów!), a także bogata sieć instytucji opiekuńczych (ze żłobków korzysta 63 proc. szwedzkich dzieci). Podobnie jest we Francji: pracuje 75 proc. Francuzek bez dzieci, 76 proc. z jednym i 78 proc. z dwójką. Dopiero przy trzecim dziecku zatrudnienie obniża się do 58 proc.

Odmienny wzorzec prezentują kraje południowej Europy, gdzie zatrudnienie kobiet jest niskie i spada z kolejnymi dziećmi, np. wśród bezdzietnych Włoszek pracuje tylko 65 proc., ale z jednym dzieckiem – już 58 proc., z dwojgiem 53 proc., z trojgiem ledwie 40 proc. Dzietność tego kraju utrzymuje się na niemal polskim poziomie (1,43 w 2016 r.).

Jak mówią badacze, na naszych oczach

załamuje się tradycyjna zależność: im mniej kobiet pracuje zawodowo tym większy będzie przyrost naturalny. We współczesnej Europie jest raczej odwrotnie – bezpieczeństwo pracy kobiet wpływa na decyzję rodziny, by mieć dzieci.

Za programem 500 plus stało myślenie raczej – choć nie wyłącznie – tradycyjne. Znaczne wsparcie materialne rodzin miało ułatwić kobietom poświęcenie się wychowaniu dzieci i odłożeniu bądź rezygnacji z pracy.

Jeżeli coś wpływa na prokreację, to raczej odwrotna zachęta: łatwiej dostępnej praca.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym