0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Sławomir Kamiński / Agencja GazetaSławomir Kamiński / ...

Sama Beata Szydło w porannym wywiadzie dla TVP Info nie umiała wytłumaczyć, po co właściwie wybiera się do Zjednoczonego Królestwa. W rozmowie przed wylotem do Londynu Szydło zapowiedziała, że wizyta "będzie dotyczyć":

  • "spraw zagranicznych" - to stwierdzenie banalne, skoro ksenofobiczne rządy obu państw uważają dyskusję o sprawach wewnętrznych za naruszanie ich suwerenności;
  • "gospodarczych" - to z kolei nonsens, bo Polska i Wielka Brytania jako członkowie Unii Europejskiej w bardzo ograniczonym zakresie mogą wprowadzać szczególne regulacje do dwustronnych relacji gospodarczych, a po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE Polska będzie wciąż w dużym stopniu ograniczona regulacjami wspólnotowymi, chroniącymi rynek wewnętrzny UE przed resztą świata;
  • "i polityki obronnej" - tu również nie ma specjalnie o czym rozmawiać, ponieważ oba kraje należą do NATO.

W efekcie w telewizji publicznej Beata Szydło uznała za kluczowe to, że Theresa May nie tylko się z nią spotka, ale jeszcze wyjedzie powitać reprezentację z Polski na lotnisku. To rzeczywiście w dyplomacji uznawane za wyraz szczególnej przyjazności, ale to tylko gest, który nie ma żadnych praktycznych konsekwencji.

W rzeczywistości Wielką Brytanię i Polskę łączy marginalizacja - w wyniku podjętych decyzji politycznych oba państwa znalazły się daleko od głównego nurtu decyzji na kontynencie europejskim. Teresa May i Beata Szydło są liderkami dużych, kompletnie nie liczących się w Europie rządów.

Przeczytaj także:

Nie-wielka Brytania

UE nie ma wyjścia, będzie współpracowała z Wielka Brytanią. W Wielkiej Brytanii UE będzie miała być może najważniejszego partnera. Pozostaje ona ważnym sojusznikiem NATO. To państwo, które będzie nadawało ton sprawom europejskim.

"Gość Poranka", TVP Info,28 listopada 2016

Sprawdziliśmy

Będzie sąsiadem, jakich Unia ma wielu. Ale "nadawanie tonu" to nonsens.

Oczywiście Wielka Brytania po wyjściu z Unii Europejskiej będzie ważnym partnerem gospodarczym i politycznym Unii Europejskiej - jest państwem demokratycznym, należy do Rady Europy, NATO i wielu innych organizacji międzynarodowych, które utrwalają demokratyczny ład polityczny obszaru euroatlantyckiego.

Twierdzenie jednak, że to Unia Europejska nie ma wyjścia i musi współpracować z Wielką Brytanią, która "będzie nadawać ton sprawom europejskim" jest nonsensem.

Rdzeń Europy niezmiennie tworzą państwa strefy euro, wśród których dominują największe gospodarki - Niemcy, Francja, Włochy oraz sąsiadujące z nimi, piekielnie bogate państwa Beneluksu. Do niedawna, nieco awansem, w tej pierwszej lidze była również Polska. Wielka Brytania natomiast od początku była w ogonie integracji europejskiej - nie przystąpiła ani do unii walutowej, ani do strefy Schengen, wynegocjowała rabat w składce do budżetu unijnego.

Na "Brexicie" stracą i Unia Europejska, i Wielka Brytania, ale decyzja referendalna zaszkodziła bardziej Wyspom - dlatego po ogłoszeniu wyników premier David Cameron podał się do dymisji, namawiający do głosowania na opuszczenie UE populiści zaczęli odwoływać swoje wcześniejsze obietnice, a sformowany po kryzysie rząd w Londynie od miesięcy unika oficjalnego rozpoczęcia procedury wyjścia z Unii Europejskiej.

Politycy w Brukseli doskonale zdają sobie sprawę z tego, że to oni są w lepszej pozycji negocjacyjnej - dlatego naciskają na Londyn, by rozpoczął procedurę wychodzenia z UE lub wycofał się z głupiej decyzji.

Polska nadaje ton samej sobie

Jutro do Polski przylatuje 16 ministrów spraw zagranicznych. Będą rozmawiać o przyszłości UE, o reformach. Przylatuje również w najbliższych dniach do Polski premier Malty. Polska jest państwem, które nadaje ton polityce europejskiej.

"Gość Poranka" TVP Info,28 listopada 2016

Sprawdziliśmy

Polska nadaje ton, ale w trzeciej lidze europejskiej polityki.

Polska została drugim państwem - obok opuszczającej wspólnotę Wielkiej Brytanii - które zostało przez premier Szydło nazwane "nadającym ton". To oczywiście nonsens - Polska po zmianie politycznej stara się jednoczyć państwa Europy środkowej i wschodniej, których główną motywacją do udziału w jutrzejszym spotkaniu jest to, że nic nie tracą na obecności w Polsce.

Kiedy jednak jedność państw "Trójmorza" ma zostać przekuta w działanie polityczne, wszystko się sypie. Doskonałym przykładem był komunikat Słowacji i Czech, które - po deklaracji Jarosława Kaczyńskiego i Victora Orbana o planach "kontrrewolucji kulturowej" natychmiast jasno powiedziały, że w niczym takim nie zamierzają brać udziału.

Szczyt mniejszych graczy

Do Polski przyjeżdżają szefowie dyplomacji szesnastu państw, ale poza rzeczywiście pierwszoligowymi Włochami i Polską, która pod władzą PiS spadła do drugiej ligi, w szczycie udział wezmą mało istotne gospodarczo i politycznie państwa UE.

Czechy, Słowacja, Węgry, Bułgaria, Chorwacja, Grecja, Rumunia, Słowenia to europejska trzecia liga. Pozostałe państwa to marginalne państwa bałkańskie, które nie należą nawet do UE - Czarnogóra, Serbia, Macedonia, Albania, Bośnia, Hercegowina i Kosowo. Wszystkie te państwa obciążone są podobnym problemem - podatnością na argumenty Rosji, którym Polska bez wsparcia Unii Europejskiej nie jest w stanie się przeciwstawić. Premią za liczbę jest obecność szefowej unijnej dyplomacji, Federiki Mogherini.

Celebrowany przez PiS szczyt nie może przynieść żadnych istotnych decyzji - nikt nie będzie chciał zobowiązać się do współpracy z Warszawsą - mało przewidywalną politycznie, pogrążoną w konflikcie z instytucjami unijnymi i partnerami na Zachodzie, która nie ma nic konkretnego do zaproponowania.

Natomiast chwalenie się wizytą szefa rządu Malty to wyraz absolutnej desperacji, który w poważnej rozmowie o polityce zagranicznej brzmi jak dowcip.

Oczywiście, spotkania z Maltą są konieczne i należy im się odpowiednia oprawa wynikająca z szacunku dla suwerennego, sojuszniczego państwa, ale wymienianie Malty jako podmiotu nie ma sensu - to państwo na Morzu Śródziemnym ma poniżej pół miliona mieszkańców (mniej więcej tyle, co Gdańsk), a jego PKB to mniej więcej jedna czwarta bogactwa generowanego przez jeden tylko niemiecki Berlin.

;

Udostępnij:

Stanisław Skarżyński

Socjolog, publicysta. Publikuje na łamach Gazety Wyborczej. Doktorant w ISNS UW.

Komentarze