Przedstawiana jako "historyczna" i niezwykle ważna, wizyta Beaty Szydło w Wielkiej Brytanii jest spotkaniem polityków z państw, którzy wypchnęli swoje państwa na europejski margines. Podobnie jest z nagłaśnianym, jutrzejszym spotkaniem szesnastu ministrów spraw zagranicznych

Sama Beata Szydło w porannym wywiadzie dla TVP Info nie umiała wytłumaczyć, po co właściwie wybiera się do Zjednoczonego Królestwa. W rozmowie przed wylotem do Londynu Szydło zapowiedziała, że wizyta „będzie dotyczyć”:

  • „spraw zagranicznych” – to stwierdzenie banalne, skoro ksenofobiczne rządy obu państw uważają dyskusję o sprawach wewnętrznych za naruszanie ich suwerenności;
  • „gospodarczych” – to z kolei nonsens, bo Polska i Wielka Brytania jako członkowie Unii Europejskiej w bardzo ograniczonym zakresie mogą wprowadzać szczególne regulacje do dwustronnych relacji gospodarczych, a po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE Polska będzie wciąż w dużym stopniu ograniczona regulacjami wspólnotowymi, chroniącymi rynek wewnętrzny UE przed resztą świata;
  • „i polityki obronnej” – tu również nie ma specjalnie o czym rozmawiać, ponieważ oba kraje należą do NATO.

W efekcie w telewizji publicznej Beata Szydło uznała za kluczowe to, że Theresa May nie tylko się z  nią spotka, ale jeszcze wyjedzie powitać reprezentację z Polski na lotnisku. To rzeczywiście w dyplomacji uznawane za wyraz szczególnej przyjazności, ale to tylko gest, który nie ma żadnych praktycznych konsekwencji.

W rzeczywistości Wielką Brytanię i Polskę łączy marginalizacja – w wyniku podjętych decyzji politycznych oba państwa znalazły się daleko od głównego nurtu decyzji na kontynencie europejskim. Teresa May i Beata Szydło są liderkami dużych, kompletnie nie liczących się w Europie rządów.



Nie-wielka Brytania


UE nie ma wyjścia, będzie współpracowała z Wielka Brytanią. W Wielkiej Brytanii UE będzie miała być może najważniejszego partnera. Pozostaje ona ważnym sojusznikiem NATO. To państwo, które będzie nadawało ton sprawom europejskim.

Beata Szydło, "Gość Poranka", TVP Info - 28/11/2016

"Gość Poranka", TVP Info

fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


raczej fałsz. Będzie sąsiadem, jakich Unia ma wielu. Ale "nadawanie tonu" to nonsens.


Oczywiście Wielka Brytania po wyjściu z Unii Europejskiej będzie ważnym partnerem gospodarczym i politycznym Unii Europejskiej – jest państwem demokratycznym, należy do Rady Europy, NATO i wielu innych organizacji międzynarodowych, które utrwalają demokratyczny ład polityczny obszaru euroatlantyckiego.

Twierdzenie jednak, że to Unia Europejska nie ma wyjścia i musi współpracować z Wielką Brytanią, która „będzie nadawać ton sprawom europejskim” jest nonsensem.

Rdzeń Europy niezmiennie tworzą państwa strefy euro, wśród których dominują największe gospodarki – Niemcy, Francja, Włochy oraz sąsiadujące z nimi, piekielnie bogate państwa Beneluksu. Do niedawna, nieco awansem, w tej pierwszej lidze była również Polska. Wielka Brytania natomiast od początku była w ogonie integracji europejskiej – nie przystąpiła ani do unii walutowej, ani do strefy Schengen, wynegocjowała rabat w składce do budżetu unijnego.

Na „Brexicie” stracą i Unia Europejska, i Wielka Brytania, ale decyzja referendalna zaszkodziła bardziej Wyspom – dlatego po ogłoszeniu wyników premier David Cameron podał się do dymisji, namawiający do głosowania na opuszczenie UE populiści zaczęli odwoływać swoje wcześniejsze obietnice, a sformowany po kryzysie rząd w Londynie od miesięcy unika oficjalnego rozpoczęcia procedury wyjścia z Unii Europejskiej.

Politycy w Brukseli doskonale zdają sobie sprawę z tego, że to oni są w lepszej pozycji negocjacyjnej – dlatego naciskają na Londyn, by rozpoczął procedurę wychodzenia z UE lub wycofał się z głupiej decyzji.



Polska nadaje ton samej sobie


Jutro do Polski przylatuje 16 ministrów spraw zagranicznych. Będą rozmawiać o przyszłości UE, o reformach. Przylatuje również w najbliższych dniach do Polski premier Malty. Polska jest państwem, które nadaje ton polityce europejskiej.

Beata Szydło, "Gość Poranka" TVP Info - 28/11/2016

"Gość Poranka" TVP Info

fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


raczej fałsz. Polska nadaje ton, ale w trzeciej lidze europejskiej polityki.


Polska została drugim państwem – obok opuszczającej wspólnotę Wielkiej Brytanii – które zostało przez premier Szydło nazwane „nadającym ton”. To oczywiście nonsens – Polska po zmianie politycznej stara się jednoczyć państwa Europy środkowej i wschodniej, których główną motywacją do udziału w jutrzejszym spotkaniu jest to, że nic nie tracą na obecności w Polsce.

Kiedy jednak jedność państw „Trójmorza” ma zostać przekuta w działanie polityczne, wszystko się sypie. Doskonałym przykładem był komunikat Słowacji i Czech, które – po deklaracji Jarosława Kaczyńskiego i Victora Orbana o planach „kontrrewolucji kulturowej” natychmiast jasno powiedziały, że w niczym takim nie zamierzają brać udziału.

Szczyt mniejszych graczy

Do Polski przyjeżdżają szefowie dyplomacji szesnastu państw, ale poza rzeczywiście pierwszoligowymi Włochami i Polską, która pod władzą PiS spadła do drugiej ligi, w szczycie udział wezmą mało istotne gospodarczo i politycznie państwa UE.

Czechy, Słowacja, Węgry, Bułgaria, Chorwacja, Grecja, Rumunia, Słowenia to europejska trzecia liga. Pozostałe państwa to marginalne państwa bałkańskie, które nie należą nawet do UE – Czarnogóra, Serbia, Macedonia, Albania, Bośnia, Hercegowina i Kosowo. Wszystkie te państwa obciążone są podobnym problemem – podatnością na argumenty Rosji, którym Polska bez wsparcia Unii Europejskiej nie jest w stanie się przeciwstawić. Premią za liczbę jest obecność szefowej unijnej dyplomacji, Federiki Mogherini.

Celebrowany przez PiS szczyt nie może przynieść żadnych istotnych decyzji – nikt nie będzie chciał zobowiązać się do współpracy z Warszawsą – mało przewidywalną politycznie, pogrążoną w konflikcie z instytucjami unijnymi i partnerami na Zachodzie, która nie ma nic konkretnego do zaproponowania.

Natomiast chwalenie się wizytą szefa rządu Malty to wyraz absolutnej desperacji, który w poważnej rozmowie o polityce zagranicznej brzmi jak dowcip.

Oczywiście, spotkania z Maltą są konieczne i należy im się odpowiednia oprawa wynikająca z szacunku dla suwerennego, sojuszniczego państwa, ale wymienianie Malty jako podmiotu nie ma sensu – to państwo na Morzu Śródziemnym ma poniżej pół miliona mieszkańców (mniej więcej tyle, co Gdańsk), a jego PKB to mniej więcej jedna czwarta bogactwa generowanego przez jeden tylko niemiecki Berlin.


OKO pilnuje,
żeby Polska nie wyszła z Europy.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Socjolog, publicysta. Publikuje na łamach Gazety Wyborczej. Doktorant w ISNS UW.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!