Rząd nie zmienia zdania. Nie będzie lotów samolotów wojskowych i rządowych po Polaków do Emiratów czy Omanu. Urzędnicy MSZ współorganizują natomiast ewakuację z krajów realnie zagrożonych konfliktem, czyli Izraela, Jordanii i Libanu.
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankietyKwestia ewakuacji Polaków z krajów Bliskiego Wschodu, w których znajdują się obiekty (najczęściej bazy wojskowe i placówki dyplomatyczne USA) atakowane przez Iran w odwecie za amerykańsko-izraelskie uderzenia powietrzne i rakietowe, nabrała już wymiaru politycznego.
Politycy Prawa i Sprawiedliwości powtarzają już schemat opracowany podczas ataku Izraela i USA na Iran z czerwca zeszłego roku. Narracja PiS brzmi: rząd zawiódł, gdybyśmy rządzili my, po Polaków poleciałyby już rządowe i wojskowe samoloty. W tym samym tonie wypowiada się prezydent Karol Nawrocki.
„Może to jest też okazja, żeby zaapelować do polskiego rządu, żeby trochę bardziej zabrał się do pracy w pomocy polskim turystom i mieszkańcom Zatoki Perskiej. Od tego jest MSZ, żeby teraz pokazał swoją efektywność. Doskonale pan minister i rzecznik MSZ radzą sobie z walką z polskim prezydentem i z polityką twitterową. A dzisiaj jest moment »sprawdzam«. Więc do pracy. (...) Z całą pewnością nie powinniśmy zostawić Polaków samych w rejonie Zatoki Perskiej. Podejmuję wysiłki w tym kierunku i tego żądam od rządu” – mówił Nawrocki w poniedziałek, korzystając z wystąpienia w trakcie Europejskiego Kongresu Samorządów.
W odpowiedzi rząd przypomina, że
We wtorek 3 marca narracja rządu w kwestii ewakuacji nieco się zmieniła. „We współpracy z innymi państwami będziemy starali się możliwie skutecznie pomóc w powrocie do kraju tym, którzy ze względu na kłopot tranzytowy utknęli w miejscu, gdzie kończy im się właśnie wypoczynek. Pracujemy nad tym właśnie 24 godziny na dobę. Żaden Polak nie może i nie pozostanie bez pomocy, wtedy gdy ta pomoc będzie niezbędna” – mówił premier Donald Tusk.
Zarazem jednak Tusk podkreślił, że „wydał decyzję, by powstrzymać się z jakimikolwiek lotami rządowymi” i że sytuacja w Zjednoczonych Emiratach Arabskich „nie stwarza bezpośredniego zagrożenia dla naszych obywateli w tym miejscu”.
We wtorek wieczorem w TVP Info wiceminister spraw zagranicznych Marcin Bosacki poinformował, że MSZ przygotowuje rozwiązania dla tych, którzy najbardziej potrzebują pomocy, czyli „głównie ewakuacja medyczna tych, którzy są w złym stanie, potrzebują szybko leków”. „Myślę, że w ciągu najbliższych godzin będziemy w stanie zakomunikować, że będziemy im pomagać w wydostaniu się głównie ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich” – powiedział.
Rząd uczestniczył dotychczas w organizacji ewakuacji Polaków z Izraela, Libanu i Jordanii, czyli z państw najbardziej bezpośrednio zagrożonych w wyniku konfliktu. Izrael jest jego stroną i doświadcza ataków odwetowych ze strony Iranu. Na terytorium Libanu operuje Hezbollah, który ostrzeliwuje rakietami Izrael – co skutkuje oczywiście odpowiedzią izraelskich sił zbrojnych. Jordania w konflikt się nie włączyła, jednak to nad jej terytorium przelatują pociski i drony zarówno izraelskie, jak i irańskie.
Z tych trzech krajów ma wrócić do Polski łącznie kilkaset osób (do 3 marca wróciło ich 480), za podstawienie samolotów odpowiadają przede wszystkim biura podróży.
Ale przytaczane są przykłady innych krajów. Choćby Czech. Ten kraj po swoich turystów przebywających w Egipcie (gdzie bezpośredniego zagrożenia obecnie nie ma) i Jordanii (gdzie o zagrożeniu jak najbardziej można mówić) wysłał samoloty wojskowe.
Czesi nie ewakuowali natomiast swych obywateli z ZEA, Kataru, Omanu, czy Arabii Saudyjskiej. W zagrożonych krajach Bliskiego Wschodu przebywało w pierwszych dniach konfliktu około 6,5 tysiąca Czechów.
Ewakuację (z Jordanii i Omanu) uruchomiła też Słowacja. Niemcy zamierzają wysłać samoloty do Arabii Saudyjskiej i Omanu.
Dokładnej liczby Polaków, którzy utknęli w krajach Bliskiego Wschodu, nie zna w tej chwili nikt. Ministerstwo Spraw Zagranicznych dysponuje precyzyjną wiedzą przede wszystkim na temat tych obywateli RP, którzy zarejestrowali się w resortowym systemie Odyseusz. Rejestracja w Odyseuszu nie jest jednak obowiązkowa, a część podróżujących za granicę Polaków nadal nie zdaje sobie sprawy z jego istnienia. Ostrożnie szacować można jednak, że w zagrożonych z powodu wojny z Iranem krajach Bliskiego Wschodu przebywa łącznie nieco ponad 20 tysięcy Polek i Polaków.
Zdecydowanie najwięcej obywateli Polski utknęło w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie w pierwszych dniach konfliktu całkowicie zamknięto przestrzeń powietrzną. W tym kraju w momencie rozpoczęcia amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran przebywało około 13-14 tysięcy obywateli RP. Dla części z nich ZEA – a przede wszystkim ich stolica Dubaj – były wakacyjną lub biznesową destynacją. Część wybierała się jednak zupełnie gdzie indziej. Utknęli natomiast na ogromnym dubajskim lotnisku stanowiącym jeden z największych hubów przesiadkowych na świecie. Lotnisko w Dubaju zajmuje w ostatnich latach miejsca od 5. do 2. w rankingach portów lotniczych obsługujących najwięcej pasażerów w roku.
Sytuacja Polaków (i obywateli innych krajów), którzy utknęli w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, jest zdecydowanie najlepsza w porównaniu z innymi państwami regionu. Przede wszystkim dlatego, że rząd ZEA nie szczędzi petrodolarów, by kraj uchodził za najbardziej otwarty na turystykę i biznes na Bliskim Wschodzie.
„Nasi partnerzy w Emiratach Arabskich zapewniają, że państwo (ZEA – red.) bierze na siebie obowiązek opieki nad wszystkimi, którzy utknęli albo kończy im się czas wypoczynków w Emiratach. Więc nie będą pozostawieni sami sobie” – mówił we wtorek 3 marca premier Donald Tusk.
A chodzi o nie tylko o Polaków, lecz o całą rzeszę ludzi. Bo samych obywateli państw Unii Europejskiej przebywa w tej chwili w ZEA około 400 tysięcy. Wśród tych Europejczyków, którzy utknęli w Dubaju,
znaleźli się między innymi ministrowie obrony Włoch i Estonii. Obaj pojechali do stolicy ZEA w celach prywatnych, lekceważąc ostrzeżenia własnych rządów.
Sytuacja w poszczególnych krajach Bliskiego Wschodu, jeśli chodzi o stopień ich lotniczego odcięcia od świata, mocno się różni. Nie zawsze pokrywa się to ze stopniem ich realnego zagrożenia.
Przestrzeń powietrzna nad szczególnie obecnie niebezpiecznym Libanem pozostaje na przykład oficjalnie otwarta – mimo że trwa wymiana ognia między rozlokowanym w południowej części tego kraju proirańskim Hezbollahem a Izraelem. Realia są jednak takie, że operuje tam obecnie tylko jeden przewoźnik – czyli libańska linia Middle East Airlines. Rozkład lotów nie jest stały, ten komu się poszczęści, może na przykład dolecieć do Latakii na Cyprze.
Do poniedziałku całkowicie zamknięta była przestrzeń powietrzna Zjednoczonych Emiratów Arabskich. W poniedziałek miejscowa agencja lotnicza ogłosiła, że luzuje niektóre restrykcje i że „możliwe jest ograniczone wznowienie operacji lotniczych”. Tak też się stało, niektóre połączenia ruszyły. W nocy z poniedziałku na wtorek z Dubaju odleciał samolot linii Flydubai do Warszawy.
Władze ZEA cały czas podkreślają jednak, że wznowienie ruchu lotniczego ma charakter ograniczony. Apelują do pasażerów, by nie przyjeżdżali na lotniska bez jednoznacznej informacji od ich przewoźnika.
Do wtorku zamknięta była przestrzeń powietrzna Kataru.
Z Rijadu – czyli stolicy Arabii Saudyjskiej – nadal odlatują samoloty części linii. Zupełne przerwy w ruchu lotniczym notowano tam głównie w momentach największego nasilenia aktywności militarnej Iranu. Większość przewoźników wycofała się jednak na najbliższe dni z obsługi tego kierunku.
Inaczej było w poniedziałek w Omanie. To w ostatnich latach dość modna destynacja turystyczna. Niektóre biura podróży wysyłają tam po samoloty po swych klientów. Co budzi konsternację, do Omanu nadal też przylatywały samoloty z turystami. Jeden z nich wysłało polskie biuro podróży Itaka, o czym informował dziennikarz Wirtualnej Polski.
We wtorek 3 marca sytuacja jednak się zmieniła. Po kolejnych irańskich atakach loty do i z Omanu są odwoływane.
Informacja o przylocie nowych polskich turystów do Omanu zirytowała ministra spraw zagranicznych.
„Bardzo proszę o odpowiedzialność za siebie i też za kraj. Bo skutki nieodpowiedzialności często musi potem podżyrować Skarb Państwa” – mówił 3 marca Radosław Sikorski. Na tej samej konferencji prasowej Sikorski był pytany, czy po Polaków przebywających na Bliskim Wschodzie mogą zostać wysłane samoloty rządowe i wojskowe. „To jest przedmiotem narady Zespołu Kryzysowego. No bo przyzna pan, że to jest pewien dylemat” – mówił Sikorski.
Dylemat to zarówno z zakresu wzajemnej odpowiedzialności obywateli i ich państwa, jak i czystej polityki. Po rządowych korytarzach krążą wyniki przeprowadzonych już badań nastrojów internautów odnoszących się do kwestii ewakuacji. Ma z nich wynikać, że zdecydowana większość użytkowników sieci sprzeciwia się angażowaniu publicznych środków w ewakuację turystów i biznesmenów z Bliskiego Wschodu.
W najbliższym czasie do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Arabii Saudyjskiej i Izraela nie będzie latać największy polski przewoźnik lotniczy. PLL LOT zawiesiły do 6 marca loty do Dubaju a do 8 marca do Rijadu. Do Tel Awiwu nie będzie można polecieć LOT-em aż do 18 marca. Inaczej wygląda sytuacja z lotami obsługiwanymi przez przewoźników z regionu – dominuje strategia dynamicznego dopasowywania rozkładów do bieżącej sytuacji.
Bezpieczeństwo
Władza
Radosław Sikorski
Koalicja 15 października
Ministerstwo Spraw Zagranicznych
wojna z Iranem
Dziennikarz, publicysta, rocznik 1978. Pracowałem w "Dzienniku Polska Europa Świat" (obecnie „Dziennik Gazeta Prawna”) i w "Polsce The Times" wydawanej przez Polska Press. W „Dzienniku” prowadziłem dział opinii. W „Polsce The Times” byłem analitykiem i komentatorem procesów politycznych, wydawałem też miesięcznik „Nasza Historia”. Współprowadziłem realizowany we współpracy z amerykańską fundacją Democracy Council i Departamentem Stanu USA cykl szkoleniowy „Media kontra fake news”, w ramach którego ok 700 dziennikarzy mediów lokalnych z całej Polski zostało przeszkolonych w zakresie identyfikacji narracji dezinformacyjnych i przeciwdziałania im. Wydawnictwo Polska Press opuściłem po przejęciu koncernu przez kontrolowany przez rząd PiS państwowy koncern paliwowy Orlen. Wtedy też, w 2021 roku, wszedłem w skład zespołu OKO.press. W OKO.press kieruję działem politycznym, piszę też materiały o polityce krajowej i międzynarodowej oraz obronności. Stworzyłem i prowadziłem poświęcony wojnie w Ukrainie cykl „Sytuacja na froncie” obecnie kontynuowany przez płk Piotra Lewandowskiego.
Dziennikarz, publicysta, rocznik 1978. Pracowałem w "Dzienniku Polska Europa Świat" (obecnie „Dziennik Gazeta Prawna”) i w "Polsce The Times" wydawanej przez Polska Press. W „Dzienniku” prowadziłem dział opinii. W „Polsce The Times” byłem analitykiem i komentatorem procesów politycznych, wydawałem też miesięcznik „Nasza Historia”. Współprowadziłem realizowany we współpracy z amerykańską fundacją Democracy Council i Departamentem Stanu USA cykl szkoleniowy „Media kontra fake news”, w ramach którego ok 700 dziennikarzy mediów lokalnych z całej Polski zostało przeszkolonych w zakresie identyfikacji narracji dezinformacyjnych i przeciwdziałania im. Wydawnictwo Polska Press opuściłem po przejęciu koncernu przez kontrolowany przez rząd PiS państwowy koncern paliwowy Orlen. Wtedy też, w 2021 roku, wszedłem w skład zespołu OKO.press. W OKO.press kieruję działem politycznym, piszę też materiały o polityce krajowej i międzynarodowej oraz obronności. Stworzyłem i prowadziłem poświęcony wojnie w Ukrainie cykl „Sytuacja na froncie” obecnie kontynuowany przez płk Piotra Lewandowskiego.
Komentarze