Wiemy kto i za ile doradza ministrowi obrony narodowej Antoniemu Macierewiczowi. Na liście ekspertów: weryfikatorzy WSI, doradcy zespołu smoleńskiego, byli pracownicy IPN oraz działacze polonijni. I tylko jedna osoba z doświadczeniem w dziedzinie wojskowości

Wybierając doradców, Antoni Macierewicz postawił przede wszystkim na sprawdzonych współpracowników. Radą służą mu jego wieloletni towarzysze w politycznych bojach, członkowie komisji weryfikacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych (której Macierewicz przewodniczył w latach 2006– 07), eksperci zespołu parlamentarnego ds. zbadania katastrofy smoleńskiej (któremu szefował w latach 2010-15), a także byli pracownicy IPN znani z lustracyjnego zapału i amerykańscy polonusi. W sumie 21 doradców zarobi do końca roku prawie milion złotych.

zrzut3

Pełną listę doradców MON znajdziesz tutaj

Wierni współpracownicy i weryfikatorzy WSI

Największe wynagrodzenie za „usługi analityczno- doradcze na rzecz ministra obrony narodowej” dostaje Kancelaria Adwokacka Andrzeja Lwa- Mirskiego. Resort podpisał z nią umowę w ubiegłym roku, na 11 i pół miesiąca. Za ten okres kancelaria dostanie 147,6 tys. zł. Nie wiadomo, w jakich konkretnie sprawach, doradza ministrowi.

Adwokat Andrzej Lew-Mirski to jeden z najbliższych współpracowników Macierewicza. Reprezentował go w procesach, które wytoczyli mu oficerowie WSI, pomówieni w raporcie z likwidacji tej służby. Kilka miesięcy temu „Gazeta Wyborcza” ujawniła, że MON zawarł z Lwem- Mirskim umowę, zgodnie z którą mecenas ma reprezentować resort w postępowaniach dotyczących „szkód osobowych” po katastrofie smoleńskiej. Od lutego do grudnia br. dostanie za to 120 tys. zł.

Tylko na podstawie tych dwóch umów z MON, adwokat zarobi więc łącznie w ciągu roku blisko 270 tys. zł.

Andrzej Lew Mirski (w todze), przed rozprawą z powództwa Jana Kobylańskiego przeciwko dziennikarzom
Andrzej Lew- Mirski (w todze), w 2009 r., przed rozprawą z powództwa Jana Kobylańskiego przeciwko dziennikarzom.

Resortowi doradzał również syn Andrzeja Lwa- Mirskiego – Maciej. Także adwokat, były członek komisji weryfikacyjnej WSI. Za 5 dni doradztwa prawnego w grudniu ub. roku otrzymał 7 tys. zł. Wkrótce potem został powołany do zarządu spółki Polska Grupa Zbrojeniowa, nadzorowanej przez MON oraz rad nadzorczych dwóch spółek- córek PGZ.

Kolejny były weryfikator WSI i wierny współpracownik Macierewicza – Mariusz Marasek, za „konsultacje, wydawanie opinii w zakresie tworzenia i funkcjonowania Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO” od połowy lutego br. do końca roku otrzyma 108,9 tys. zł. Czyli średnio 10,4 tys. zł miesięcznie.

Na początku lat 90. Marasek był jednym z niewielu, którzy bronił Macierewicza, gdy wyrzucano go z ZChN (po tym jak umieścił na „liście agentów” szefa partii – Wiesława Chrzanowskiego); potem razem działali w kanapowych prawicowych ugrupowaniach. Marasek – z wykształcenia historyk – domagał się wówczas nie tylko przeprowadzenia lustracji, ale także dekomunizacji, czyli wprowadzenia zakazu pełnienia funkcji publicznych przez byłych działaczy PZPR (porównując ich do hitlerowskich ministrów).

Kilka miesięcy temu został pełnomocnikiem MON ds. organizacji CEK NATO. „Gazeta Wyborcza” opisywała jak wraz z Piotrem Bączkiem – szefem Służby Kontrwywiadu Wojskowego, przejął kontrolę nad Centrum, wdzierając się do jego siedziby pod osłoną nocy, w asyście żandarmerii.

Sam szef SKW – Piotr Bączek, uważany za prawą rękę Macierewicza, były członek komisji weryfikacyjnej WSI i doradca parlamentarnego zespołu smoleńskiego, także służył radą MON. Za jednodniowe „doradztwo specjalistyczne”, w grudniu ub. roku resort wypłacił mu 1 tys. zł.

Polonijni działacze

Członkiem komisji weryfikacyjnej WSI był także Tadeusz Witkowski, któremu MON zlecił „monitoring i koordynację prac dotyczących szczytu NATO”. Za pięć miesięcy „monitoringu” wypłacono mu prawie 50 tys. zł.

Nie wiadomo, jak Witkowski koordynował prace związane z warszawskim szczytem NATO – od lat mieszka w USA. Jest z wykształcenia polonistą, emerytowanym lektorem języka polskiego na Uniwersytecie Michigan.

W 2013 r., gdy polska prokuratura wezwała go na przesłuchanie w sprawie przekroczenia uprawnień przez członków komisji weryfikacyjnej WSI, wydał oświadczenie, że nie zamierza się stawić bo od 30 lat jest za granicą, a w Polsce bywa „jedynie w sprawach rodzinnych i w związku z projektem badawczym”, nad którym pracuje (ostatecznie jednak się stawił). W ramach swojego „projektu badawczego” Witkowski tropi w aktach IPN współpracowników komunistycznej bezpieki (ujawnił m.in. związki ks. Michała Czajkowskiego z SB).

Zza granicy działa na rzecz MON także Jan Czarniecki. Sam pisze o sobie na Twitterze, że jest licencjonowanym architektem w USA i menedżerem rozwoju projektów. I że jego serce jest skierowane ku ważnym polskim sprawom. W 2013 r. wystąpił jako lektor angielskiej ścieżki językowej do filmu ze spotkania z Antonim Macierewiczem, poświęconego katastrofie smoleńskiej. Dzięki temu już nie tylko Polacy, ale internauci z całego świata mogą poznać „prawdę” o katastrofie.

W tym roku, za „monitorowanie mediów zagranicznych w obszarze bezpieczeństwa i obronności Polski” przez dwa miesiące dostał z MON prawie 25 tys. zł. A za trzymiesięczny „monitoring anglojęzycznych źródeł medialnych” resort wypłacił mu 34 tys. zł.

Eksperci smoleńscy

Potrójnie predestynowany do doradzania szefowi MON jest Marcin Gugulski. To nie tylko wieloletni współpracownik Macierewicza (jego wychowanek z harcerstwa, później towarzysz działalności w kanapowych partiach), ale także członek komisji weryfikacyjnej WSI, a potem współpracownik zespołu smoleńskiego.

Za „konsultacje, wydawanie opinii w zakresie bezpieczeństwa państwa” na rzecz MON od 20 stycznia do końca roku otrzyma łącznie 102 tys. zł (ponad 9 tys. zł miesięcznie).

Jest też członkiem podkomisji powołanej przez Macierewicza przy Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. Ma ona ujawnić „prawdę o katastrofie smoleńskiej” i podlega bezpośrednio szefowi MON. Z listy płac członków podkomisji, ujawnionej przez radio TOK FM, wynika, że tam Gugulski dostaje 2 tys. miesięcznie.

W tym samym dniu i na taki sam okres jak z Gugulskim, MON zawarł umowę „doradczą” z Kazimierzem Nowaczykiem.

Za „konsultacje, wydawanie opinii w zakresie bezpieczeństwa państwa” dostanie on w tym roku 120 tys. zł (ponad 10,6 tys. miesięcznie). Jest też wiceprzewodniczącym podkomisji smoleńskiej, ale nie znalazł się na liście płac, którą otrzymało z MON radio TOK FM.

Nowaczyk to znajomy Macierewicza z okresu internowania. Od lat mieszka w USA. W 2010 r. został ekspertem parlamentarnego zespołu smoleńskiego. Prezentacje zaczynał od planszy z napisem: „Smoleńsk 2010 – Katyń 1940” i zdjęć ofiar katastrofy wymieszanych z fotografiami oficerów zamordowanych w Katyniu. Od początku twierdzi, że prezydencki samolot leciał innym torem, niż to wynika z oficjalnych ustaleń i że na pokładzie nastąpiło kilka eksplozji.

Według ustaleń „Gazety Wyborczej” Nowaczyk jest fizykiem, nigdy nie zetknął się z lotnictwem, mechaniką, aerodynamiką. Pracował na wydziale medycznym Uniwersytetu Maryland, jako technik od obsługi aparatury i administrator sieci komputerowej.

Porad „w zakresie bezpieczeństwa państwa” udzielał Macierewiczowi również Wacław Berczyński– były ekspert parlamentarnego zespołu smoleńskiego, dziś szef podkomisji powołanej do zbadania katastrofy. Za doradzanie resortowi wypłacono mu 10 tys. zł. Jako przewodniczący podkomisji do zbadania katastrofy smoleńskiej zarabia 8 tys. zł miesięcznie.

Podobnie jak Macierewicz i Nowaczyk, forsuje teorię, że na pokładzie prezydenckiego tupolewa doszło do wybuchu i „prawie z pewnością rozpadł się w powietrzu”. Przedstawia się jako „człowiek, który badał dziesiątki katastrof lotnictwa wojskowego” w USA. Ale – według „Gazety Wyborczej” – w dostępnej amerykańskiej dokumentacji nie ma o tym ani słowa. Mówi też o sobie, że jest „konstruktorem Działu Wojskowo-Kosmicznego Boeinga”. Według Boeinga, pracował  jako informatyk.


slony twitter


Lustratorzy z IPN

W gronie doradców Macierewicza znalazł się również Sławomir Cenckiewicz, niegdyś historyk Instytutu Pamięci Narodowej, a dziś – członek kolegium IPN i dyrektor Centralnego Archiwum Wojskowego.

Jako historyk zyskał uznanie polityków PiS publikacjami o Lechu Wałęsie. Dowodził w nich, że były przywódca Solidarności to agent komunistycznej bezpieki. Czytelnicy jego książek mogą odnieść wrażenie, że jedynym środowiskiem w opozycji, nieuwikłanym w kontakty z SB, byli współpracownicy Macierewicza.

Za „wydawanie opinii dotyczących reformy archiwów wojskowych” MON zapłacił mu od końca stycznia do początku kwietnia br. 10,5 tys. zł. A od połowy maja do początku lipca – kolejne 10,5 tys. zł. W tym czasie Cenckiewicz był już dyrektorem Centralnego Archiwum Wojskowego.

Sławomir Cenckiewicz, niegdyś historyk IPN, obecnie dyrektor Centralnego Archiwum Wojskowego Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta
Sławomir Cenckiewicz, niegdyś historyk IPN, obecnie dyrektor Centralnego Archiwum Wojskowego Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta

W grudniu ub. roku MON zawarło także roczną umowę z Radosławem Petermanem – niegdyś archiwistą w łódzkim Instytucie Pamięci Narodowej, później wiceszefem  biura lustracyjnego całego IPN (tropił  przede wszystkim współpracowników WSW w wojsku). Miał udzielać resortowi konsultacji oraz wydawać opinie dotyczące oceny kadrowej Sił Zbrojnych. Otrzymałby za to w ciągu roku 72 tys. zł wynagrodzenia. Ale w kwietniu, został dyrektorem Departamentu Kadr w MON. Według zapewnień biura prasowego resortu, za doradztwo resort płacił mu tylko do czasu objęcia tej funkcji.

Przed terminem rozwiązano również umowę na doradztwo z Bogdanem Ścibutem (dyrektorem generalnym MSW w czasie gdy szefem resortu był Macierewicz, potem m.in. wiceburmistrzem Cieszyna). Miał od wydawać opinie dotyczące struktury organizacyjnej i realizacji budżetu MON, z wynagrodzeniem 60 tys. zł za pół roku, ale po miesiącu… został dyrektorem generalnym resortu.

Na liście ekspertów MON znaleźli się również: Olga Semeniuk (radna PiS na warszawskiej Woli, współorganizatorka akcji upamiętniających Żołnierzy Wyklętych; za nieco ponad miesiąc doradztwa „w zakresie działań promocyjnych i zamówień publicznych” otrzymała 13,6 tys. zł), Dominik Smyrgała (pracownik naukowy Collegium Civitas, specjalista w sprawach polityki międzynarodowej; za wydawanie opinii dotyczących sytuacji międzynarodowej od grudnia ub. roku do września br. dostanie łącznie 54 tys. zł), Antoni Wręga (niegdyś wicekonsul Polski w Kopenhadze; za doradztwo związane ze szczytem NATO wypłacono mu 20,1 tys. zł) oraz  Lech Wojciechowski z Instytutu Jagiellońskiego, któremu za doradzanie w sprawach szczytu resort zapłacił 11,6 tys. zł.

Jedynym doradcą Antoniego Macierewicza, który ma doświadczenie w sprawach wojskowości (nie licząc gen. Bogusława Packa, który został umieszczony na liście, bo jeszcze na początku kadencji obowiązywała umowa podpisana za rządów PO- PSL, ale nie doradzał obecnemu szefowi resortu) jest ppłk rezerwy dr Grzegorz Kwaśniak – pełnomocnik MON ds. tworzenia obrony terytorialnej kraju. W marcu, za 20 dni doradztwa „w zakresie tworzenia,  funkcjonowania oraz kierowania biurem ds. obrony terytorialnej” dostał 20 tys. zł.

 


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym