Trzy największe dezinformacje w Polsce w ostatnim półroczu to nie robota rosyjskiej propagandy czy jakichkolwiek innych wpływów zewnętrznych, to nasze własne krajowe kreacje. Celem każdej było świadome wprowadzenie w błąd odbiorców. W każdą zaangażowane były tradycyjne media, które rozpowszechniały niesprawdzone informacje

Nie ma wątpliwości – najbliższe lata w Polsce będą czasem fake newsów i przekłamań. I coraz trudniej będzie się przed nimi bronić.

Dr Anna Mierzyńska, specjalistka marketingu, także politycznego, analizuje dla OKO.press trzy ostatnie przypadki rozpowszechniania w polskim internecie fałszywych informacji. Najnowszy casus – rzekome milczenie Schetyny na pytanie o sukcesy rządu PO-PSL – rozpowszechniali świadomie zarówno internauci jak i poważne media, dopiero na samym końcu informując o manipulacji.

Drugi przypadek to fejkowa petycja w obronie Macierewicza, którą utworzył dla żartu  internauta znany z takich prowokacji – w zastawioną pułapkę wpadła większość prawicowych portali, a petycję podpisało imieniem i nazwiskiem ok. 9 tys osób.

I trzecia, najbardziej znana dezinformacja o rzekomym tajnym spotkaniu sędziów z politykami PO. I od niej ten przegląd dezinformacji zaczynamy.

A na końcu jeszcze „kwiatek” – nowe technologie umożliwiają włożenie dowolnej wypowiedzi w usta polityka tak, że odkrycie oszustwa jest praktycznie niemożliwe – przykładem filmik BBC z fejkowym przemówieniem Baracka Obamy.

Dezinformacja nr 1: „Tajna narada” opozycji i sędziów

5 grudnia 2017 roku po południu, tuż przed rozpoczęciem kolejnych protestów przeciwko zmianom w ustawach o KRS i Sądzie Najwyższym, anonimowe konto „Cenzura to bzdura” na You Tube publikuje 44-sekundowy film nagrany w lipcu 2017 roku. Niecałą godzinę później ten sam film „ujawnia” portal niezalezna.pl (internetowa wersja „Gazety Polskiej”), a 17 minut później – anonimowy użytkownik o nicku @Prawy Populista zaczyna rozpowszechniać go na Twitterze.

Termin publikacji nie jest przypadkowy.

Chodzi o jak najszybsze dotarcie z przekazem, że „elita sędziowska” z Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego „układała się” z politykami Platformy. Czyli: sądy nie były i nie są niezależne, bo kolaborują z opozycją. Po co więc te protesty?

Tweet rozchodzi się wyjątkowo szybko, mimo że nie zawiera praktycznie żadnych informacji o nagraniu – nie podaje, kiedy nakręcono film, nie wszyscy użytkownicy rozpoznają widoczne na nim osoby. Co ciekawe, @Prawy Populista nie powołuje się na niezalezna.pl, lecz ma dostęp do źródłowego pliku z nagraniem i rozpowszechnia go bezpośrednio ze swojego konta.

Dopiero po jakimś czasie udostępnia link do portalu. W zamieszczonym tam artykule można przeczytać, kiedy film nagrano, ale nie ma w nim ani słowa o jego autorze czy choćby o kanale You Tube, na którym zamieszczono video. Opisano za to szczegółowo, co należy myśleć o filmie.

Według niezalezna.pl nagranie „tłumaczy jednomyślność polityków PO, Nowoczesnej i PSL z czołowymi »apolitycznymi« figurami świata sędziowskiego. Na nagraniu widać, jak z Biura Krajowego Platformy Obywatelskiej przy ulicy Wiejskiej, nieopodal gmachu Sejmu, wychodzi wraz z politykami PO sędziowska elita. (…) Przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości zmierzają stąd, w zwartej grupie, do Sejmu w otoczeniu  polityków PO Grzegorza Schetyny, Borysa Budki, Krzysztofa Brejzy, Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i  innych posłów tej partii. Ta nieujawniana dotąd wizyta sędziów w siedzibie PO pokazuje, jak »apolityczni« sędziowie nieformalnie dogadują się z politykami PO”.

 

Nagranie szybko staje się popularne na Twitterze. Gdy użytkownicy z grupy antypisowskiej wrzucają zdjęcia i transmisje z protestów pod sądami, konta związane z prawicą rozpowszechniają filmik.

  • 40 minut po opublikowaniu tweeta ma on już 311 udostępnień;
  • dwie godziny – 628;
  • o godz. 23.26, niecałe 5 godzin od publikacji – 1024 udostępnienia i 1504 polubienia.

Na tym etapie post z filmem jest już wiralem – algorytm Twittera pozycjonuje go bardzo wysoko ze względu na dużą liczbę reakcji, zobaczy go więc każdy użytkownik TT, który ma wśród obserwowanych osoby związane z prawą stroną sceny politycznej.

Dopiero trzy godziny po pojawieniu się tweeta dyskusję nt. przekazu filmu rozpoczyna (jako pierwsza) dziennikarka Polsat News Dominika Długosz. To z jej tweetów można dowiedzieć się, że film niczego nie ujawnia, bo nagrano go w lipcu 2017 roku, w dniu wysłuchania publicznego organizowanego przez Platformę  w Sejmie, na które to wysłuchanie zaproszono sędziów TK i SN. A ponieważ nie było wiadomo, czy będzie zgoda marszałka Sejmu na wpuszczenie uczestników wysłuchania do parlamentu, spotkano się w kawiarni „Czytelnik” (to ten budynek, z którego wychodzą politycy i sędziowie na nagraniu; w tym samym budynku kilka pięter wyżej mieści się siedziba PO).

Gdy okazało się, że jednak zgoda będzie, wszyscy przeszli razem do Sejmu – ten moment sfilmował autor nagrania. Wysłuchanie było transmitowane na żywo, odbyło się w obecności mediów, w całej sytuacji nie było nic tajnego – nic, co trzeba by ujawniać.

Wyjaśniające tweety Dominiki Długosz cieszą się jednak małym zainteresowaniem. Tymczasem na film reaguje publiczna telewizja: o godz. 21.22 na portalu TVP Info pojawia się tekst o „ujawnionym” przez Niezależną filmie, 20 minut później jest on już na profilu TVP Info na Twitterze. W materiale telewizja podaje niewiele informacji – opisuje jedynie, kogo widać na filmie. Nie przeszkadza jej powoływanie się na kompletnie anonimowe, nieznane źródło.

Dopiero następnego dnia o godz. 6.09 rano niezalezna.pl informuje o nagraniu na swoim koncie Twitterowym. Wtedy film ma już liczone w dziesiątkach – albo i setkach tysięcy – zasięgi.  TVP Info od rana emituje go na swojej antenie. Przed południem poseł PiS Waldemar Buda domaga się od Platformy oficjalnych wyjaśnień na temat spotkania.

Robi się z tego klasyczny temat dnia, o którym mówią wszystkie media, pytani są o niego posłowie opozycji będący gośćmi w programach informacyjnych.

Dopiero ok. godz. 12.00 (17 godzin od pierwszej publikacji) Platforma Obywatelska na Twitterze oficjalnie wyjaśnia, że nie było to żadne tajne spotkanie z sędziami i informuje o okolicznościach nagrania.

Wieczorem temat przycicha, ale wiadomo, że swoje zrobił – przekaz nt. powiązań między opozycją a sądami poszedł w świat. W momencie strategicznym dla dalszych losów ustaw sądowych.

Dezinformacja nr 2: petycja w obronie Macierewicza

Miesiąc później, 9 stycznia 2018 roku, na kolejną dezinformację, która w założeniu miała być pomysłem na „strollowanie prawych”, nabiera się prawie cała prawa strona polskiej sceny politycznej.

To dzień, gdy premier Mateusz Morawiecki ogłasza zmiany personalne w rządzie. Jedną z najgorętszych informacji jest dymisja ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza, która oburza licznych zwolenników ministra. Ich oburzenie postanawia wykorzystać jeden z uczestników Twittera o nicku @Napalony Wikary, na co dzień stojący po przeciwnej stronie niż fani Macierewicza.

O godz. 19.37 w tweecie informuje o pomyśle stworzenia petycji ws. przywrócenia Macierewicza na stanowisko. Sposób, w jaki o tym pisze, oraz znajomość jego wcześniejszych wpisów wyraźnie wskazują, że chodzi o podstęp, pułapkę, dzięki której można będzie obśmiać (cytuję z tweeta) „prawych kochanych”.

Pół godziny później petycja już jest zamieszczona na portalu Avaaz. Zaczyna się od słów: „Żądamy przywrócenia Antoniego Macierewicza na stanowisko Ministra Obrony.” Autorem petycji jest anonimowy Bartosz Z.

@Napalony Wikary o godz. 20.09 w nowym tweecie informuje o petycji, zawiadamia jednocześnie kilku prawicowych dziennikarzy i kilka portali informacyjnych oraz prawicowych użytkowników Twittera z dużą liczbą followersów. Nie zdradza oczywiście, że to pułapka, a on sam nie ma zamiaru wysyłać zebranych podpisów do premiera.

Tweet zaczyna się rozchodzić.  Od początku większość odbiorców nie widzi w petycji kpiny ani fake’a, tylko prawdziwą obywatelską reakcję na decyzję podjętą przez premiera. Co ciekawe, nikt nie widzi nic zaskakującego w samej treści apelu, choć są tam antyrządowe i antypisowskie sformułowania:

„Niestety, polityczne intrygi części obozu »dobrej zmiany« oraz środowisk dawnych Wojskowych Służb Informacyjnych najpierw doprowadziły do kampanii zohydzającej postać Antoniego Macierewicza, a następnie do jego odwołania z piastowanego stanowiska Ministra Obrony Narodowej. W związku z powyższym my, wyborcy Prawa i Sprawiedliwości oraz wielu innych środowisk patriotycznych, zwracamy się z apelem do Pana Prezesa Rady Ministrów Mateusza Morawieckiego, Pana Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy, Pana Prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego o przerwanie antypolskiego chocholego tańca i przywrócenie Antoniego Macierewicza na zajmowane uprzednio stanowisko”.

Zaledwie godzinę po opublikowaniu apelu informuje o nim na swojej stronie internetowej dziennik „Rzeczpospolita”. Pod petycją w tym momencie znajduje się kilkanaście podpisów, ale rozpowszechnienie informacji o niej przez tak wiarygodne medium sprawia, że liczba podpisów zaczyna szybko rosnąć.

Tuż po godz. 22.00 „Rzeczpospolita” aktualizuje swój tekst dodając, że petycja ma charakter prześmiewczy, jednak wstawia tę informację na końcu materiału. Newsa o apelu podają kolejne media. Najpierw Wirtualna Polska i niezalezna.pl. 10 stycznia rano – a potem Dorzeczy.pl, Wolnosc24.pl, NaTemat.pl, Wprost.pl, Radio Zet, Kresy.pl, a nawet Radio Maryja. Niektóre informują (często na końcu tekstu) o prześmiewczym wg jej autora charakterze petycji, inne nie.

Rusza lawina. Petycja rozchodzi się błyskawicznie w mediach społecznościowych. Do jej podpisywania zachęcają się użytkownicy Facebooka w wielu prawicowych grupach, np. „Polska zawsze niepodległa” (12 tys. członków). Po południu na TT można zauważyć wysoką aktywność botów, które udostępniają link do apelu.

Nowe konta powstają dziesiątkami, w ciągu kilku godzin. Portal Avaaz daje możliwość automatycznego udostępnienia linku do petycji w mediach społecznościowych – do 14 stycznia z tej możliwości skorzystano: na Twitterze 765 razy, na Facebooku – 4074 razy, e-mailowo link przesłano 898 razy (dane z 14.01.2018).

Jednocześnie na Twitterze część użytkowników zaczyna dementować informację, że petycja ma być wysłana do premiera i w ogóle – że powstała „na poważnie”. Nie robi tego jednak autor apelu, @Napalony Wikary. On w tym czasie na swoim koncie prezentuje kolejne tweety osób, które uwierzyły w wiarygodność apelu i cieszy się z ”fejmu”.

Informacja, iż petycja była prowokacją, do zwolenników ministra Macierewicza przebija się dopiero późnym popołudniem. Wtedy pojawia się tweet, że „Lewak @Napalony Wikary utworzył petycję po to, aby zbierać nazwiska i adresy osób z prawej strony”.

Ten wątek powtarza się wielokrotnie – petycja to prowokacja stworzona po to, by zebrać dane osób popierających prawicę. Masowa akcja linkowania do apelu wygasa, ale jest on wciąż podpisywany. 10 stycznia liczba podpisów przekracza 4,5 tysiąca, 12 stycznia jest ich ok. 7 tysięcy, ostatecznie – ponad 9 tys.

Tyle osób uwierzyło w petycję, złożyło pod nią swój podpis i podało dane – mimo że była sygnowana przez anonimowego autora. Jej wiarygodność zbudowały przekazy medialne. Po ujawnieniu, iż apel był fałszywy, część  mediów usunęła informacje o nim ze swoich stron (np. Radio Maryja), inne zaktualizowały artykuły.

Dezinformacja nr 3: 10 sekund milczenia Schetyny

Z rozpowszechnienia tych dwóch powyżej opisanych dezinformacji tradycyjne media łatwo wytłumaczyć – nie sprawdziły źródeł, chciały jak najszybciej podać angażujący news. To fatalne, ale niekoniecznie cyniczne i manipulatorskie.

Trzeci przypadek dotyczy jednak sytuacji, gdy medium publiczne i politycy rozpowszechniają dezinformację w sposób świadomy i przemyślany.

19 kwietnia lider Platformy Grzegorz Schetyna ma konferencję prasową w Szczecinie. W którymś momencie pytanie zadaje mu dziennikarz lokalnej telewizji internetowej TV Goleniów. Chce, by Schetyna wymienił kilka sukcesów rządu PO/PSL. Schetyna się zastanawia – przez 10 sekund. Potem odpowiada, dość długo.

TV Goleniów montuje fragment nagrania z pytaniem dziennikarza i 10 sekundami milczenia Schetyny, kończąc całość planszą z napisem: ”Chcesz poznać odpowiedź? Zapraszamy na www.goleniow.net.pl”. Wrzuca to do Internetu

jednocześnie zamieszczając też całość nagrania z konferencji

Nikt, kto obejrzy do końca krótką zajawkę, nie może sądzić, że odpowiedzi nie było – była, tylko żeby ją obejrzeć, trzeba wejść na inną stronę.

Potem jednak ktoś przemontowuje filmik: usuwa końcowe plansze i domontowuje fragment z polskiego filmu „Rejs”. Ostatnia zamieszczona w nagraniu fraza z „Rejsu” brzmi: „Pytania są tendencyjne!”.

Nagranie w tej wersji zamieszcza na swoim profilu internetowym Paweł Kukiz – robi to 20 kwietnia o godz. 7.57 rano.

Nagranie chwyta, ma setki tysięcy wyświetleń i tysiące udostępnień. Wszyscy padają ze śmiechu, że „Schetynę zatkało” i nie potrafił wymienić ani jednego sukcesu rządu PO-PSL.

Tego samego dnia film pojawia się w sieci w jeszcze jednej wersji – 20 sekund nagrania, bez planszy TV Goleniów i bez fragmentów z „Rejsu”. Tę wersję oraz wersję Pawła Kukiza zaczynają rozpowszechniać w sieci nie tylko zwykli użytkownicy, ale też prawicowe portale: niezalezna.pl, Wprawo.pl, Wmeritum.pl, TelewizjaRepublika.pl, Dorzeczy.pl.

Informują co prawda, że Schetyna ostatecznie „powiedział parę zdań”, ale „w pamięci pozostaje pierwsza reakcja Schetyny” (Dorzeczy.pl). Do portali dołączają kolejni politycy, np. w piątek o godz. 9.21 nagranie publikuje na swoim profilu poseł klubu PiS Patryk Jaki.

Pisze przy tym o znokautowaniu opozycji przez dziennikarza TV Goleniów. Żadne z mediów nie zamieszcza linku do pełnego nagrania konferencji, które cały czas jest dostępne na stronie internetowej lokalnej telewizji – ba, nikt nawet o nim nie wspomina!

Bańki informacyjne (czyli ograniczenie kontaktów w mediach społecznościowych do własnego środowiska) sprawiają, że przez długi czas nikt z opozycji nie odnosi się do nagrania, może więc ono funkcjonować w sieci bez żadnego dementi.

W sobotę, 21 kwietnia 2018 roku ok. godz. 14.30 20-sekundowy film udostępnia na Twitterze TVP Info. To moment, w którym nagranie wychodzi z prawicowej bańki informacyjnej i dociera do obozu antypisowskiego. Dwie godziny później jako pierwsze z antypisowskiej przestrzeni konto @Polskawruinie1 upublicznia pod tweetem TVP link do pełnego nagrania z konferencji.

To przełom. Zaczyna się dementowanie, zestawiane są dwa nagrania – opublikowane przez TVP Info oraz całościowe. W komentarzach

pojawiają się stwierdzenia, że to manipulacja. Jednak TVP Info jeszcze przez wiele godzin ma tę wiadomość na pierwszym miejscu swojego timeline’a – tweet został przypięty,

tzn. oznaczono go tak, by był widoczny jako pierwszy dla każdego, kto wejdzie na konto TVP. To skuteczny sposób promowania treści.

Czy TVP Info albo Paweł Kukiz mogli manipulować przekazem w sposób nieświadomy? Trudno uwierzyć,

by osoby doświadczone medialnie nie miały świadomości, że nagranie jest tylko fragmentem większej całości. A jeśli miały, to dezinformację zamieszczono celowo i świadomie ją rozpowszechniano, wiedząc, że prawda o konferencji jest zupełnie inna: Schetyna odpowiedział na pytanie.

Fake-fake news na progu

Obserwowanie mediów społecznościowych w Polsce każe przypuszczać, że dezinformacje będą coraz częściej wykorzystywane do walki politycznej. Są skuteczne i trudne do zdementowania. Niestety, powstają już aplikacje, dzięki którym w prosty sposób można będzie nie tylko wycinać fragmenty nagrań, ale też podkładać głos pod nagranie tak, by odbiorcy nie wiedzieli o zmianie ścieżki dźwiękowej.

W sieci popularny jest film obrazujący to zjawisko: jeden z amerykańskich aktorów podkłada głos pod nagranie wypowiedzi prezydenta Obamy. Robi to w taki sposób, że odbiorca nie ma szans, by zorientować się w manipulacji.

Kiedy tego typu aplikacje upowszechnią się i staną się jeszcze prostsze w obsłudze, możemy spodziewać się ich wykorzystania w polskiej polityce. Niestety, dziś nie ma narzędzia, które pozwoliłoby w prosty sposób ujawnić, iż tego typu nagranie jest fałszywe.

Wydaje się, że w przestrzeni publicznej jedyną możliwą obroną będzie prezentowanie prawdziwego nagrania oraz wytaczanie procesów sądowych. Chyba nic poza nieuchronnością kary nie ochroni nas przed tego typu oszustwami.


Analizuje funkcjonowanie polityki w sieci. Specjalistka marketingu sektora publicznego, pracuje dla instytucji publicznych, uczelni wyższych i organizacji pozarządowych. Kilka lat temu była dyrektorką biura białostockiego posła PO Roberta Tyszkiewicza. Dla OKO.press pisze jako autor zewnętrzny.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym