W przemówieniu na Placu Zamkowym prezydent Andrzej Duda nazywał "obowiązującą" Konstytucję RP z 2 kwietnia 1997 roku. W jego ustach to sformułowanie jest fałszywe, ponieważ prezydent nie tylko nie reaguje na łamanie konstytucji przez PiS, ale sam ma na sumieniu łamanie ustawy zasadniczej


Wierzę w to, że taką konstytucję, która będzie czerpała z dorobku 226 lat od Konstytucji Majowej, z dorobku prawie 30 lat od 1989 roku i z dorobku 20 lat obowiązywania konstytucji z 1997 r. jesteśmy w stanie jako społeczeństwo stworzyć.

Andrzej Duda, Przemówienie na Placu Zamkowym - 03/05/2017

fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


Bzdura. Konstytucja obowiązywała 18 lat, PiS zakończyło ten okres.


Obowiązywanie jakiegoś prawa nie jest tylko terminem technicznym, oznaczającym jego formalną ważność. Obowiązywanie prawa zakłada również, że jest ono przestrzegane – dlatego akurat Andrzej Duda i PiS mogą mówić o zaledwie osiemnastu i pół roku obowiązywania Konstytucji RP z 2 kwietnia 1997 roku. To Andrzej Duda i PiS odpowiadają za to, że od półtora roku konstytucja obowiązuje tylko na papierze.

Po raz pierwszy ustawę zasadniczą złamał właśnie Andrzej Duda. Prezydent nie wykonał konstytucyjnego obowiązku odebrania ślubowania od trzech sędziów Trybunału Konstytucyjnego, których większość PO-PSL w Sejmie VII kadencji wybrała na stanowiska 8 października 2015 roku.

Gdyby Andrzej Duda wstrzymał się ze wszystkimi ślubowaniami do czasu rozstrzygnięcia prawomocności wyboru przez Trybunał Konstytucyjny, mógłby się uchylić przed zarzutami łamania konstytucji (i przysięgi prezydenckiej, bowiem obejmując urząd, mówił: „uroczyście przysięgam, że dochowam wierności postanowieniom Konstytucji”). A jednak prezydent 2 grudnia w nocy zaprzysiągł sędziów wybranych przez PiS na – Trybunał Konstytucyjny stwierdził to w wyroku z 3 grudnia 2015 roku – miejsca już zajęte, bo prawidłowo obsadzone przez większość PO-PSL. To w efekcie łamania konstytucji przez Andrzeja Dudę stanowiska sędziów Trybunału Konstytucyjnego zajmują dziś bezprawnie tzw. dublerzy – Henryk Cioch, Mariusz Muszyński i Lech Morawski.

Po tym precedensie łamanie konstytucji weszło do podstawowego arsenału politycznego PiS. Wbrew konstytucji nie wykonano wyroków Trybunału Konstytucyjnego z 3 i 9 grudnia 2015 roku ani ich nie opublikowano. Nie wykonano też wyroków z 9 marca i 11 sierpnia 2016 roku o ustawach o TK oraz z 13 grudnia 2016 roku o małej ustawie medialnej. W międzyczasie PiS przyjął szereg ustaw, które budzą poważne wątpliwości z punktu widzenia konstytucyjności – m.in. prawo ograniczające prawa do obrotu ziemią rolną, ustawę „antyterrorystyczną”, prawo o lasach (jego skutkiem są masowe wycinki drzew) oraz kolejne trzy ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, które doprowadziły do podporządkowania władzy wykonawczej i atrapizacji tego fundamentalnego organu państwa.

W kolejce na uchwalenie czeka m.in. ewidentnie niekonstytucyjna ustawa o Krajowej Radzie Sądownictwa i nowelizacja ustawy o ustroju sądów powszechnych.



Referendum przeciw demokracji

„Chcę, aby w przyszłym roku odbyło się referendum w sprawie konstytucji i przyszłości ustroju – oznajmił prezydent Andrzej Duda podczas obchodów rocznicy Konstytucji 3 Maja w Warszawie.

Pomysł na referendum prowadzące do demontażu ustroju demokratycznego nie jest wynalazkiem Prawa i Sprawiedliwości – nie ma właściwie państwa, w którym elementem demolowania ustroju demokratycznego i zaprowadzania rządów autorytarnych nie byłoby przeprowadzenie referendum w tej czy innej sprawie.

W 2014 roku referendum przeprowadzono na zajętym przez Rosję Krymie – przy 85-procentowej frekwencji ponad 80 proc. uprawnionych do głosowania opowiedziało się za przyłączeniem Krymu do Rosji. Nie wiadomo, jaka część mieszkańców Krymu była za pozostaniem częścią Ukrainy, bo możliwości oddania takiego głosu referendum nie przewidywało.

Na Węgrzech Victor Orban od 2010 roku dysponował większością konstytucyjną, która rozmontowała demokratyczną konstytucję już w 2012 roku, a w 2014 roku instytucjonalnie zdominowana opozycja przegrała wybory z koalicją prowadzoną przez lidera Fideszu. Wtedy, zdaniem Orbana, żadne referendum nie było potrzebne.

Jednak i on nie oparł się czarowi głosu ludu – w 2016 roku, podczas kryzysu uchodźczego, Węgrom zadano pytanie „czy chcesz zezwolić na to, aby Unia Europejska mogła nakazywać obowiązkowe przesiedlanie osób niebędących obywatelami węgierskimi na terytorium Węgier bez zgody Zgromadzenia Narodowego?”. Choć 98 proc. głosowało na „nie” – do czego zachęcał rząd – to do urn poszło 41 proc. uprawnionych do głosowania. Ważne referendum wymagałoby 50-procentowej frekwencji. Swoje cele jednak Orban osiągnął – podsycanie wrogości wobec uchodźców pozwoliło mu całkowicie zdominować węgierską prawicę, na której skrajny Jobbik zaczął wyróżniać się antyuchodźczą retoryką.

Ostatnie referendum miało miejsce w Turcji – nękający przeciwników politycznych prezydent Recep Erdogan w kilka miesięcy po nieudanym zamachu stanu przedstawił obywatelom w referendum pakiet 18 zmian ustrojowych, zastępujących turecką demokrację systemem prezydenckim. Według Najwyższej Komisji Wyborczej pomysł prezydenta poparło 51,4 proc. uczestników głosowania.

Kolejnym referendum może być – w razie zwycięstwa Marine Le Pen w wyborach prezydenckich we Francji (7 maja 2017) – pytanie o opuszczenie Unii Europejskiej przez Francję. Kandydatka Ruchu Narodowego ogłosiła, że zamierza zachęcać Francuzów do opuszczenia Unii.


Abonament na wolność słowa

Socjolog, publicysta. Publikuje na łamach Gazety Wyborczej. Doktorant w ISNS UW.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym