„Nie ma takiego urlopu, z którego się nie wraca” - mówiła w wywiadzie dla „wPolityce.pl” szefowa „Wiadomości” Marzena Paczuska. Chwilę później została zwolniona przy pomocy wiadomości na Twitterze. Zdążyła jednak naopowiadać rzeczy dziwnych

Kulisy zwolnienia Marzeny Paczuskiej – która z „Wiadomości” programu informacyjnego TVP, uczyniła w krótkim czasie narzędzie propagandy PiS – przedstawiła w fascynującym materiale “Gazeta Wyborcza”. Według “Wyborczej” Paczuska padła ofiarą frakcyjnej walki wewnątrz TVP, a pośrednio także wewnątrz PiS. Do jej upadku przyczynił się również drastyczny spadek oglądalności jednego z najważniejszych programów TVP.

Jest to wiadomość z punktu widzenia czytelników OKO.press bardziej o charakterze ciekawostki – następca Paczuskiej, Jarosław Olechowski, będzie robił to samo co ona. Być może tylko – sądząc po naszych licznych przygodach z materiałami p. Olechowskiego – w sposób bardziej nieudolny i prymitywny od poprzedniczki.

Zanim jednak los Paczuskiej został przesądzony – przebywała na przymusowym urlopie – zdążyła udzielić wywiadu portalowi „wPolityce” prowadzonemu przez braci Karnowskich (jeden z nich był jej szefem i patronem w TVP w latach 2009-2010). To bardzo ciekawa rozmowa. Można się z niej dowiedzieć, w jaki sposób myśli – oraz mówi – osoba, która przez wiele miesięcy kierowała “Wiadomościami”. I jest to osobliwa lektura – całość można przeczytać tutaj.

Paczuska przedstawia się jako ofiara wewnętrznych rozgrywek oraz cel nieustannych ataków „lewicowo-liberalnych” mediów (to między innymi o nas). Musi jednak wytłumaczyć się z fatalnych wyników oglądalności. Paczuska twierdzi więc, że: a) to wroga propaganda, b) wszystkim spada, „takie są trendy cywilizacyjne”, c) badania rynkowe zaniżają oglądalność „Wiadomości” (znów spisek wrogich sił), d) “A i tak wiele razy byliśmy lepsi od konkurencji, tylko o tym się nie mówiło”. Jak widać, sugestia, że być może ludzie nie chcą oglądać propagandy, nawet się nie pojawia.

Rozbiliśmy monopol mediów III RP” – mówi Paczuska. To jest sedno jej wywodu i zarazem najbardziej odległy od rzeczywistości pogląd. Zacytujmy cały fragment: „Kiedy obejmowałam ten program, zależało mi na stworzeniu nowej, prawdziwej, poważnej narracji. Chodziło o to, by dopuścić do głosu ludzi i środowiska, które przez osiem lat były marginalizowane, blokowane, by zacząć pokazywać także konserwatywny przekaz, który był wcześniej redukowany do oszołomstwa. Za to dziś właśnie obrywam, dlatego ubiera się w moje nazwisko te ataki na TVP”.

Szefowa „Wiadomości” przedstawia się jako osoba walcząca o pluralizm i o „dopuszczenie do głosu” środowisk „wcześniej marginalizowanych”. To fałsz, a raczej wygodne kłamstwo. Nikt nigdy środowisk związanych z PiS (a wcześniej z prawicą) nie marginalizował. Miały one swoje media od lat 90. Fakt, że były to media niszowe, to nie wynik spisku, ale głębokiej nieudolności w zarządzaniu, konfliktów wewnętrznych oraz nieumiejętności pozyskania zewnętrznych inwestorów do swoich projektów. Przypomnijmy, że na początku lat 90. w spadku po komunistycznym koncernie RSW „Prasa” „środowiska konserwatywne” otrzymały najpopularniejszą wówczas gazetę bulwarową “Express Wieczorny” i szybko doprowadziły ją do upadku – podobnie jak „Tygodnik Solidarność”, zarządzany przez Jarosława Kaczyńskiego. Kiedy na początku XXI w. niemiecki koncern Axel Springer zaczął wydawać gazetę „Dziennik”, jego redakcja wyraźnie sympatyzowała z PiS. Pracował tam m.in. Michał Karnowski, autor sławnego reportażu (z 2007 roku) o Kaczyńskim jako o „żelaznym kanclerzu IV RP”. Warto po ten tekst sięgnąć – po dziesięciu latach nadal czyta się znakomicie i jest pełen niezamierzonego przez autora humoru.

Dziś powtarzana w kółko nieprawda o tym, że dzięki przejęciu „mediów narodowych” przez PiS oddaje się głos „wykluczonym” oraz “przywraca pluralizm” służy wyłącznie za wygodną zasłonę do czystek personalnych i produkowania prorządowej propagandy. Logika jest tu następująca: przez lata byliśmy marginalizowani, a więc dziś, korzystając z okazji, nie obowiązują nas żadne reguły uczciwości i przyzwoitości – ponieważ tylko „przywracamy równowagę”. W programach publicystycznych TVP oraz wśród komentatorów „Wiadomości” nie ma naturalnie żadnego pluralizmu: spektrum polityczne waha się od prawicowego „Do Rzeczy” aż po prawicowe wykwity w rodzaju „Rebelya.pl”.

„Dobrze pamiętam, jak w czasach PRL ówczesnym odpowiednikiem „Wiadomości”, manipulowały tajne służby” – mówi na zakończenie rozmowy Paczuska, sugerując, że za jej odsunięciem stoją jakieś mroczne, tajne siły. „Być może komuś zależy, bym nie wróciła”. Zależeć może widzom, którzy woleliby obejrzeć program zdradzający choćby odrobinę pretensji do obiektywizmu i bezstronności. Tego jednak po nowym szefie „Wiadomości”, Jarosławie Olechowskim, spodziewać się raczej nie należy.

Opłać abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym