Malta pozywa resort kultury za odebranie z przyczyn politycznych już przyznanej dotacji. Odebrane przez władzę 300 tys. zł zebrali obywatele. Głośną "Klątwę" tymczasem zaprosi miasto Roberta Biedronia

Poznański festiwal Malta pozwie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.  Chodzi o odebraną przez wicepremiera Piotra Glińskiego ministerialną dotację, wcześniej przyznaną imprezie w konkursie. Odebranie 300 tys., które Malta chce teraz odzyskać, było karą za zaproszenie w charakterze kuratora programu Olivera Frljića – reżysera głośnego spektaklu „Klątwa” w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Samo przedstawienie nie było na festiwalu pokazywane.

Jak pisze poznańska „Gazeta Wyborcza”, obsługą prawną sprawy zajmie się pro bono międzynarodowa kancelaria Hogan Lovells z pomocą Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Kierownictwo festiwalu nie ujawnia na razie, jaką linię przyjmie w sądzie. „Minister przekroczył Rubikon, bo zerwał umowę, która była prawnie wiążąca” – powiedział „Wyborczej” dyrektor Malty Michał Merczyński. I dodał: „Jesteśmy w 100 proc. przekonani, że jesteśmy w prawie”.

Obywatele ministrami kultury

300 tys. złotych od ministerstwa stanowiło zaledwie 7 proc. kosztów imprezy finansowanej przede wszystkim przez miasto Poznań.

W ramach aukcji przekazanych przez artystów dzieł sztuki i obywatelskiej zbiórki „Zostań ministrem kultury” zebrano nawet więcej, niż Gliński zabrał.

Zaś do prezentowanego na festiwalu innego spektaklu Frljića, „Turbofolku”, dodano ironiczny monolog o ministrze.

Arbitralne odebranie przyznanej już dotacji ustanowiło jednak groźny precedens. Osłabia pozycję każdego artysty czy menadżera kultury – nikt nie może już być pewnym, że ministerstwo nie wycofa się z podjętego zobowiązania czy podpisanej umowy.

Za „nieodpowiednie” nazwisko minister wprowadził na rok swoisty „stan wyjątkowy” – ponieważ Fundacja Malta dostała w 2016 roku dofinansowanie na trzy lata, resort wypłacił pieniądze w 2016 i a także w bieżącym 2018. Ale w 2017 – nie dał nic.

Sztuka łączy, sztuka dzieli

Obecność bałkańskiego artysty na ubiegłorocznej Malcie nie była niespodzianką. Frljić figurował w złożonych ministerstwu planach festiwalu – jego nazwisko pojawiło się tam pięciokrotnie. Malta zajęła wysokie, 13 miejsce na liście dofinansowanych projektów, które oceniali pospołu zaproszeni przez ministra zewnętrzni eksperci i ministerialni urzędnicy. Choć ci pierwsi rekrutowali się głównie z konserwatywnych przedstawicieli środowiska teatralnego, gdyby liczyły się tylko ich głosy, festiwal byłby oceniony jeszcze wyżej – w „ocenie organizacyjnej” wniosek otrzymał 9 punktów na 10 możliwych, 55 na 60 w „ocenie merytorycznej”.

I wszystko byłoby OK, gdyby Frljić nie wyreżyserował „Klątwy” – premiera w lutym 2017). Gliński atakował spektakl choć – jak przyznał – go nie widział. Twierdził jednak, że nie ma on nic wspólnego z Wyspiańskim i nie jest działalnością artystyczną lecz polityczną i ideologiczną.

Nie mogąc zablokować przedstawienia, Gliński chciał utrącić reżysera i wybrał szantaż. Ogłosił wstrzymanie dotacji – chyba, że festiwal zrezygnuje z Frljića. Zrobił to w marcu 2017 na łamach prawicowego periodyku „WPiS – Wiara Patriotyzm i Sztuka”, który zresztą znalazł się w tym roku na liście czasopism dofinansowanych przez resort.

Znalezienie oficjalnego powodu zajęło resortowi przeszło dwa miesiące. To nie jedyny raz, gdy w praktyce ministerstwa Glińskiego publicznie ogłoszony polityczny zamiar wyprzedził formalny pretekst i prawnicze uzasadnienie – tak było też w przypadku odwołania Magdaleny Sroki ze stanowiska szefowej Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej.

W sprawie Malty minister stwierdził, że obecność Frljića „dzieli”, a festiwal miał być wydarzeniem „inkluzywnym”. W uzasadnieniu powoływał się na wywiad, który autor niniejszego tekstu przeprowadził z Frjljićem w lutym 2017 roku.

Wicepremier wywodził, że „Frljić publicznie deklaruje, iż: «sztuka powinna zawsze przekraczać normy społeczne» oraz: «interesuje mnie bunt tej wspólnoty» (wywiad dla „Gazety Wyborczej” z 24 lutego 2017)”. W opinii Glińskiego

Frljić „swoimi działaniami wywołuje głębokie konflikty i falę protestów społecznych, a nie «otwiera odbiorcy na doświadczenie sztuki», a przeciwnie: zraża dużą część społeczeństwa do instytucji teatru”.

Nie miało tu znaczenie, że „Klątwa” grana była przy nadkompletach widowni, a bilety wyprzedawały się na pniu.

 

Czarna lista istnieje, szantaż Glińskiego działa

Gliński kilkakrotnie powtórzył od tamtego czasu – m.in. przy okazji nagrody w Cannes dla „Zimnej wojny” Pawła Pawlikowskiego – że nie ma w Polsce „czarnej listy artystów”.

Jest – i liczy przynajmniej jedno nazwisko, Olivera Frljića. Przekonali się o tym organizatorzy wrocławskiego festiwalu Dialog, którzy zaprosili „Klątwę”. Gliński wstrzymał im pół miliona ministerialnej dotacji – choć dla ostrożności ogłosili, że pokaz spektakl z warszawskiego Teatru Powszechnego odbędzie się poza głównym programem, a finansowany będzie bez użycia środków z dotacji – wyłącznie z biletów, które z tego powodu były droższe niż zazwyczaj.

Szantaż Glińskiego podziałał. Najważniejszego przedstawienia ubiegłego roku nie zaprosił już żaden z ważniejszych polskich festiwali – w Krakowie, Trójmieście czy Poznaniu.

Odważniejsze są mniejsze ośrodki.  „Klątwę” pokaże w ramach wrześniowego Festiwalu Scena Wolności Nowy Teatr im. Witkacego w Słupsku. Jego dyrektor, Dominik Nowak podlega prezydentowi Robertowi Biedroniowi. Wcześniej przedstawienie Frljića zaprosił Dariusz Miłkowski, dyrektor muzycznego Teatru Rozrywki w śląskim Chorzowie.

Dyrektor Merczyński zapowiedział, że Malta będzie znów ubiegać się o ministerialne dofinansowanie w konkursie o ministerialne środki. Tytuł tegorocznego programowego „idiomu” brzmi „Skok w wiarę”.

 


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym