Orbán na Węgrzech płynął do władzy na fali oburzenia z powodu korupcji, o którą (słusznie) oskarżał lewicę i liberałów, a Kaczyński w Polsce przyszedł z ideą państwa bez komunistów i liberałów, którzy Polakom ukradli 1989 rok. Ale co nowego może zaproponować Fico, który po 10 latach władzy wyczerpał ten skromniutki zapas idei, z jakim wygrywał wybory

Premier Robert Fico mówi o „opozycyjnym zamachu stanu” po to, żeby mógł przeprowadzić własny. Jakie przeszkody musi pokonać szef słowackiego rządu, żeby zniszczyć demokrację i stać się dyktatorem – sytuację w pogrążonej w chaosie Słowacji analizuje dla OKO.press Martin M. Šimečka*, wybitny słowacki dziennikarz, pisarz, eseista. Sam bierze aktywny udział w obecnym kryzysie, dużo pisze, przemawia na wiecach.

27-letniego dziennikarza śledczego Jana Kuciaka i jego narzeczoną Martinę Kušnírovą znaleziono zastrzelonych 25 lutego. Kuciak zapewne zapłacił życiem za tropienie powiązań włoskiej mafii ‚Ndranghety ze słowackim urzędnikami i politykami. Premier Robert Fico lider partii Smer, która rządzi w Słowacji od roku 2006 z ogromną przewagą, został oskarżany o tolerowanie w kraju mafijnego układu. Nie chce ustąpić, kontratakuje.

Oto analiza Martina Simecki.

Fico oskarża opozycję, prezydenta i Sorosa

„Wszyscy dyktatorzy doszli do władzy i umocnili ją dzięki temu, że swoich oponentów nazwali egzystencjalnym zagrożeniem” – piszą profesorowie Harvardu Steven Levitsky i Daniel Ziblatt w swej nowej książce „Jak umierają demokracje” (How Democracies Die).

W obliczu coraz większych protestów społecznych po brutalnym zabójstwie słowackiego dziennikarza śledczego Jána Kuciaka i jego partnerki Martiny Kušnírovej premier Robert Fico – słusznie oskarżany o tolerowanie korupcji i kontaktów z mafią w swym najbliższym otoczeniu – sam zaatakował opozycję twierdząc, że przygotowuje zamach stanu. A ma ją w tym wspierać prezydent Andrej Kiska, rzekomo inspirowany przez George’a Sorosa. To pucz zaplanowany za granicą, grzmi Fico, zagrożenie dla państwa.

Zgodnie z definicją Levitskiego i Ziblatta mówi jak przyszły dyktator, a jego słowa o „opozycyjnym puczu” to przygotowanie do własnego zamachu na demokrację. Ale na ile jest prawdopodobne, że Robert Fico istotnie zostanie dyktatorem?

Koniec starego Fico

Faktem jest, że do tej pory tak się nie zachowywał. Co prawda doprowadził do tego, że w epoce jego rządów korupcja wrosła w system demokratyczny niczym rak, ale zewnętrzne przejawy wolności – łącznie z wolnością słowa – zostały jednak zachowane. Fico nie jest urodzonym demokratą i prawie nigdy publicznie nie mówił o demokracji, ale nie miał powodu do tworzenia systemu autorytarnego, ponieważ ten demokratyczny bez żadnych przeszkód umożliwiał mu wygrywanie wyborów i rządzenie.

Ale w tych dniach to się diametralnie zmieniło. Zabójstwo Kuciaka i informacje o związkach otoczenia premiera z mafią włoską zaszokowały całe społeczeństwo. Robert Fico w ciągu kilku dni stracił legitymację polityka, który utrzymywał demokratyczną stabilizację kraju i cieszył się sporą sympatią Brukseli. W mgnieniu oka dla wielu Słowaków stał się reprezentantem aroganckiej władzy, która ma krew na rękach.

Rozłoży demokrację?

Jeśli chce nadal utrzymać się u władzy – a najwyraźniej wciąż tego chce – będzie musiał stopniowo rozłożyć demokrację. Pierwszy krok to zaatakowanie jej ducha – czyli umowy społecznej, że opozycja jest prawomocnym elementem demokracji, a nie „egzystencjalną groźbą” dla państwa. Właśnie zrobił ten krok oskarżając prezydenta i opozycję o przygotowywanie przewrotu.

Teraz musiałby wykonać kolejne kroki – stopniowo opanować instytucje demokratyczne. Niestety istnieje w historii – też współczesnej – wiele przykładów na to, że dyktatorom się to udawało. „Tragiczny paradoks przejścia od demokracji do systemu autorytarnego polega na tym, że wrogowie demokracji korzystają z tych samych narzędzi do jej legalnego i stopniowego niszczenia” – piszą Levitsky i Ziblatt.

Fico jest dostatecznie wyrafinowanym prawnikiem, by wykorzystać na swą korzyść luki w konstytucji (każda je ma) i w różnych ustawach. Potrzebuje w tym celu albo nowej większości w parlamencie (w przyszłym tygodniu zapewne wyjdzie z koalicji rządowej liberalna partia Most-Híd), albo wyraźnego zwycięstwa w przedterminowych wyborach. Jeśli uda mu się jedno lub drugie, należy się liczyć z tym, że spróbuje zmienić demokrację na system autorytarny.

Media, opozycja, protesty

Będzie jednak musiał pokonać kilka przeszkód. Jedna z nich to niezależne media, które po zabójstwie dziennikarza śledczego Jána Kuciaka są paradoksalnie znacznie silniejsze niż kiedykolwiek przedtem, bo wzrosło zapotrzebowanie obywateli na informacje, a także społeczne zaufanie do mediów. Z drugiej strony publiczną telewizję i radio od zeszłego roku opanowali ludzie bliscy Fico, przebiegły tam już czystki i zaczynają być widoczne polityczne wpływy. Z kolei inne media, łącznie z komercyjnymi stacjami telewizyjnymi, znalazły się w ostatnich latach w rękach oligarchów, a to wzmacnia karty Roberta Fico.

Druga przeszkoda to opozycja. Jeśli potrafi współpracować ze sobą i stworzyć demokratyczną alternatywę, może z Ficem wygrać. Ale obecna opozycja takich gwarancji nie daje: jest skłócona i często jeszcze przebija obecnego premiera swym populizmem. Jeśli coś ją spaja, to przekonanie, że kraj pogrążony jest w korupcji i należy z tym walczyć. Główna opozycyjna partia Wolność i Solidarność jest eurosceptyczna i neoliberalna zarazem, a jej lider radykalny i sztywny. Partia Zwykli Ludzie jest z kolei konserwatywna, a do tego chaotyczna. Są jeszcze faszyści Mariana Kotleby, politycznego mafioso, niezbyt zrównoważonego.

Przykłady z Polski czy Węgier, a ostatnio również z Czech, stanowią poważny sygnał ostrzegawczy, bo tamtejsze partie opozycyjne nie potrafiły stworzyć demokratycznej alternatywy i dlatego są słabe.

Trzecią przeszkodą jest aktywna część społeczeństwa. Mamy dużo przykładów, także w Europie, że masowe protesty potrafiły uratować demokrację lub obalić dyktaturę, jednak obecnie w Polsce i na Węgrzech na razie się to nie udało.

Słowacja ma atut pamięci społecznej i doświadczenie, że mobilizacja znacznej części obywateli przy wsparciu elit może być skuteczna, bo właśnie dzięki temu przed dwudziestu laty dało się zakończyć epokę Mečiara. Czy to wystarczy także dzisiaj, tego nie da się przewidzieć i można jedynie mieć na to nadzieję. Masowe protesty w zeszłym tygodniu i te zaplanowane na dziś  (piątek, 3 marca), nadzieję tę umacniają.

Brakuje idei

Jednak może największa przeszkoda to… Robert Fico. Większość dyktatorów parła do władzy pełna energii i z wyraźną wizją, która mogła oczarować wyborców. Fujimori w Peru obiecywał zniszczenie inflacji i terroryzmu, Pinochet w Chile – hydry komunizmu, Orban na Węgrzech płynął do władzy na fali oburzenia z powodu korupcji, o którą (słusznie) oskarżał lewicę i liberałów, a

Kaczyński w Polsce przyszedł z ideą nowego państwa bez komunistów i liberałów, którzy Polakom „ukradli” 1989 rok. Ale co nowego może zaproponować Fico, który od dziesięciu lat jest u władzy i wyczerpał nawet ten skromniutki zapas idei, z jakim do tej pory wygrywał wybory?

Jeśli nie ma pod ręką niczego lepszego niż „spisek George’a Sorosa” (który w dodatku na Słowacji jest znacznie mniej znany niż na Węgrzech czy nawet w Polsce), to chyba nie wystarczy.

Dyktator, który planuje zniszczenie demokracji legalną drogą, bardzo potrzebuje mocnej idei, dzięki której w pierwszej fazie zachwyci dostateczną ilość wyborców.

Konkurencja faszystów i populistów

Istnieją oczywiście przypadki, że udało się to nawet politykom, którzy byli u władzy równie długo jak Robert Fico. Rosyjski prezydent Putin zaczął budować twardą dyktaturę dopiero po dziesięciu latach stania na czele kraju – po masowych demonstracjach, które uznał za zagrożenie dla własnego panowania. Oskarżył krajową opozycję o to, że z poparciem zagranicy próbowała dokonać puczu i wystąpił z ideą wielkiej Rosji, która wstaje z kolan, odzyskując dawną potęgę. Podobnie postąpił turecki prezydent Erdogan, a jako idei nośnej użył islamizacji kraju.

Ale co może zaproponować Fico? Walkę z korupcją, zwrot ku radykalnej prawicy czy znalezienie nowego wroga w Brukseli? Wszystko to już dawno proponują słowaccy faszyści, nacjonaliści i populiści. Fico nie może z nimi konkurować, bo nie będzie wiarygodny.

Oczywiście nie znaczy to, że Robert Fico nie może odnieść sukcesu w niszczeniu demokracji. Jednak większym zagrożeniem dla Słowacji wydaje mi się dziś to, że uda mu się zrobić pierwszy krok, a potem przejmie po nim pałeczkę dyktator z nową ideą i energią. Ktoś, kogo teraz lekceważymy. Czy też ktoś taki, o którym jeszcze nic nie wiemy.

Andrzej S. Jagodziński

*Martin M. Šimečka (ur. 1957) – słowacki pisarz, eseista i dziennikarz. Pochodzi z czesko-słowackiej rodziny, więc pisze zarówno po słowacku, jak i po czesku. Jest synem zmarłego w 1990 roku filozofa i eseisty Milana Šimečki, czołowego działacza opozycyjnej Karty 77, a po 1989 roku – doradcy prezydenta Václava Havla.

Z powodu działalności ojca komunistyczne władze uniemożliwiły mu studia i do Aksamitnej Rewolucji 1989 roku utrzymywał się z pracy fizycznej, a jego teksty literackie ukazywały się wyłącznie w obiegu niezależnym. W drugiej połowie lat 80.  współtworzył podziemne pismo filozoficzno-literackie „Fragment K”.

W okresie Aksamitnej Rewolucji w listopadzie 1989 był jednym z liderów słowackiego ruchu Społeczeństwo Przeciw Przemocy, które przez trzy lata współrządziło Czechosłowacją (wspólnie z czeskim Forum Obywatelskim). Szybko wycofał się jednak z polityki założył wydawnictwo filozoficzno-literackie Archa.

W latach 1999-2006 był redaktorem naczelnym głównego dziennika słowackiego – „Sme”. W latach 2006-2009 kierował najważniejszym czeskim tygodnikiem „Respekt”, do 2016 roku był tam redaktorem. Obecnie jest redaktorem słowackiego liberalnego „Dennika N”.

Autor zrezygnował z honorarium wyrażając w ten sposób wsparcie dla OKO.press

Tłum. Andrzej S. Jagodziński, tłumacz (m.in. Havla, Skvoreckiego, Kundery, Hrabala), dziennikarz m.in. RWE i Wyborczej, dyplomata


Masz cynk?