0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Kamila Kotusz / Agencja Wyborcza.plKamila Kotusz / Agen...

OKO.press nie zajmuje się (jeszcze) krytyką filmową, nie będziemy więc recenzować filmu o Edwardzie Gierku, pierwszym sekretarzu KC PZPR, rządzącym PRL w od grudnia 1970 roku do września 1980, jako dzieła sztuki.

Powiedzmy od razu, że zawodowi krytycy nie byli dla filmu życzliwi.

„Co nie wyszło? Wyliczmy: scenariusz, reżyseria, dramaturgia, aktorstwo. Czyli niemal wszystko” - pisał w „Krytyce Politycznej” krytyk filmowy i publicysta Jakub Majmurek. „Film Michała Węgrzyna jest po prostu zły. (...) Staje się to ewidentne praktycznie od pierwszych minut” - pisał recenzent Onet.pl Bartosz Czartoryski. „Naiwność, uproszczenia, nieprawda” - pisała Joanna Solska w „Polityce”. Cytować można długo.

Producent filmu, Heathcliff Janusz Iwanowski Pineiro, w wywiadzie dla WP.pl nie tracił jednak dobrego samopoczucia, chociaż skarżył się na „nagonkę i zniszczenie ze strony krytyków, jakby się umówili”.

OKO.press męczyło się okropnie na dwóch godzinach seansu. Naszym zdaniem nawet te krytyczne recenzje nie oddają „Gierkowi” sprawiedliwości. Jest jeszcze gorszy.

„Gierek” jako wydarzenie polityczne: dobry król

„Gierek” jest jednak filmem z wyraźnym publicystycznym i politycznym przesłaniem. Opowiada historię bardzo ważnej dekady lat 70. na nowo, robiąc z pierwszego sekretarza, który odszedł ze stanowiska w niesławie po latach kryzysu i masowych strajkach, pozytywnego bohatera.

Opowiada także historię gierkowskiego „cudu gospodarczego” - wielkiego programu inwestycji i przyspieszonego rozwoju, który zakończył się spektakularnym załamaniem.

Żaden film fabularny nie pokazuje oczywiście historii „taką, jaką była”: scenarzyści i reżyser mają prawo do swojej wizji. Warto jednak wiedzieć, w których momentach ich wizja rozmija się z tym, jak było naprawdę.

A rozmija się prawie zawsze. „Gierek” to bajka o kochanym przez lud dobrym władcy, który marzy o tym, żeby kraj się rozwijał, a ludzie żyli lepiej. Ma doskonały pomysł, wszystko idzie świetnie, ale obala go spisek mrocznego generała w czarnych okularach (to oczywiście generał Wojciech Jaruzelski) oraz zapijaczonego aparatczyka (to Stanisław Kania, chociaż w filmie nosi nazwisko Maślak). Za sznurki pociągają demoniczni Rosjanie z KGB oraz przewrotni amerykańscy bankierzy, którzy zastawiają na dobrodusznego i nieco naiwnego Gierka pułapkę.

Debunking

„Gierek”, biograficzny film o Edwardzie Gierku, I sekretarzu PZPR, jest opowieścią o „cudzie gospodarczym na kredyt” lat 70.
Film jest bajka o dobrym pierwszym sekretarzu PZPR - na bakier z faktami

„Niech sam zrezygnuje”

- to mówi w filmie Gierek o poprzedniku Władysławie Gomułce, który został zmuszony do odejścia po masakrze robotników na Wybrzeżu w Grudniu 1970 roku.

Jak to wyglądało naprawdę? Gierek był zawodowym aparatczykiem, wówczas na szczytach władzy od blisko dwóch dekad. Przynajmniej od 1968 roku -jak sam twierdził - postrzegany był w partii jako następca Gomułki, a ludzie Gomułki snuli przeciwko niemu skomplikowane intrygi.

W „Przerwanej dekadzie” - wywiadzie-rzece z Januszem Rolickim - Gierek mówi o tym tak:

„Już nawet sądziłem, że mnie w końcu Gomułka odwoła, ale nie zdecydował się ani na rozmowę ze mną, ani na odwołanie mnie. Z psychologicznego punktu widzenia [...] popełnili wielki błąd. Ich reakcja i obchodzenie mnie na różne sposoby, plotki na mój temat spowodowały, że nie zabiegając o to, zdobyłem w stosunku do Gomułki pozycję alternatywną. W jego własnych oczach, a także aktywu partyjnego, stałem się potencjalnym następcą pierwszego, i tak, proszę pana, jeszcze raz potwierdziło się, że człowiek strzela, a Pan Bóg kule nosi”.

W tym wywiadzie Gierek twierdzi, że został poproszony o objęcie funkcji pierwszego sekretarza - ale było to efektem starannego budowania pozycji w aparacie władzy. Kiedy Gomułka musiał odejść, Gierek był oczywistym kandydatem.

„Pomożecie”?

W filmie po wyborze Gierek jedzie w styczniu 1971 roku na spotkanie z robotnikami w stoczni gdańskiej. I widzimy, że idzie do robotników sam, a w rzeczywistości przywódcy towarzyszył cały dwór. Gierek „gasił” wówczas robotnicze strajki. Na sławne pytanie Gierka „Pomożecie?” robotnicy odpowiadają: „Pomożemy!”.

Biograf Gierka (i pozostałych I sekretarzy), historyk prof. Jerzy Eisler, pisał w 2003 roku:

"Powszechnie uważa się (tak myśli nawet wielu uczestników spotkania z Gierkiem), że odpowiedziało mu chóralne: »Pomożemy!«. O tym, że w rzeczywistości nic takiego nie było, można przekonać się oglądając archiwalny film z tego spotkania i słuchając nagrania magnetofonowego. Rozległy się tylko umiarkowane oklaski, ale środki masowego przekazu niemal od razu starały się zdyskontować propagandowo podróż Gierka na Wybrzeże".

Podwyżka

W filmie sławną podwyżkę cen żywności wprowadzoną w czerwcu 1976 roku - która doprowadziła do buntu robotników i masowych represji w Radomiu i Ursusie - przygotowują w tajemnicy wrogowie Gierka, a on sam decyduje o jej wprowadzeniu z dnia na dzień.

W istocie było inaczej. W monografii "Czerwiec 1976" historyk, dr Paweł Sasanka pisze, że przygotowania trwały przynajmniej od października-listopada 1975 roku. Patronem tej operacji był premier Piotr Jaroszewicz, najbliższy współpracownik Gierka. "W kwietniu 1976 r. Jaroszewicz, w towarzystwie Pyki jako protokolanta, w czasie spotkań w kilkuosobowych grupach, przedstawiał założenia podwyżki wszystkim członkom Biura Politycznego, Sekretariatu KC i rządu przed przewidywaną na maj »operacją cenową«" - pisze Sasanka.

Sam Gierek nie tylko był za podwyżką, ale brał udział w pracach nad jej wprowadzeniem:

„Edward Gierek argumentował zaś, że za podwyżką było całe Biuro Polityczne i rząd, a w czasie rozmów nie tylko nie było sprzeciwów, ale »byli nawet tacy, którzy uważali, że zakres spraw jest zbyt wąski i że trzeba iść dalej«. On sam - jak twierdził - miał sprzeciwiać się temu, tłumacząc, że »nie należy iść szeroko«, gdyż społeczeństwo musi się do tego przyzwyczaić”.

Po odwołaniu podwyżki pod presją buntu robotników Gierek zamierzał wprowadzić ją za jakiś czas ponownie.

Nie strzelać do robotników?

Gierek pokazany jest w filmie jako ojciec narodu, przyjaciel prostego człowieka, który zabraniał strzelać do robotników. Z podwyżek wycofał się pod presją protestów, a wobec robotników, którzy strajkowali, nie miał litości. Represje były okrutne - bicie, wysokie wyroki - z pełną akceptacją całych władz partii.

Sam Gierek w czasie telekonferencji z sekretarzami wojewódzkimi 25 czerwca 1976 mówił o uczestnikach protestu, że mieli się dowiedzieć, "jak my ich nienawidzimy, jacy to są łajdacy, jak oni swoim postępowaniem szkodzą krajowi. Uważam, że im więcej będzie słów bluźnierstwa pod ich adresem, a nawet jeśli zażądacie wyrzucenia z zakładu elementów nieodpowiedzialnych - tym lepiej dla sprawy. [...] to musi być atmosfera pokazywania na nich jak na czarne owce, jak na ludzi, którzy powinni się wstydzić, że w ogóle są Polakami, że w ogóle na świecie chodzą".

Cały Radom miał ponieść karę za protest. Gierek mówił: "trzeba będzie tam zebrać radomiaków i powiedzieć im, jak my ich oceniamy, jak oni wychowali swoje dzieci, jak oni szkodzą Polsce. Po prostu, towarzysze, radomiacy powinni odczuć, że cała Polska ich lekceważy, że cała Polska ma do nich pretensję, że cała Polska będzie im to długo pamiętała".

Organizowano wiece poparcia dla Gierka - i zarazem seanse nienawiści do protestujących - w całym kraju.

Gospodarka z księżyca

O modelu gospodarczym polityki Gierka dowiadujemy się tyle, że chciał lepszych mieszkań dla robotników, zaciągał kredyty i był ofiarą spisku. W filmie oglądamy dwóch anonimowych bankierów z USA, którzy na polu golfowym w Delaware w 1973 roku snują przewrotny plan - najpierw pożyczą pieniądze Polsce (a w bankach zachodnich jest dużo petrodolarów), potem sprzedadzą jej technologię, a więc zarobią podwójnie.

Rzeczywistość była bardziej skomplikowana i mniej w niej było spisku, a więcej niekompetencji. Gierkowski cud gospodarczy był finansowany kredytami od początku - już od 1971 roku - oraz dewizami z eksportu węgla, którego ceny na rynkach światowych kształtowały się wówczas korzystnie. Towarzyszyły temu reformy centralnego planowania i zarządzania - powstały wówczas "Wielkie Organizacje Gospodarcze" (WOG) wzorowane na zachodnich koncernach. Próbowano wprowadzać nowoczesne metody zarządzania.

Historyk gospodarki dr hab. Piotr Koryś ("Poland From Partitions to EU Accession. A Modern Economic History, 1772-2004", Palgrave 2018) pisze:

„Ekspansja inwestycji była skuteczna do połowy dekady, potem symptomy przeinwestowania zaczęły powracać: kapitał był rozproszony, projekty inwestycyjne nie były odpowiednio koordynowane, brakowało materiałów i zasobów pracy”.

Recesja zaczęła się w 1978 roku, rosła także inflacja, wywołana drukiem pieniądza niemającego pokrycia w towarach (stąd brały się puste półki w sklepach). Spadek cen węgla w drugiej połowie lat 70. zadał Gierkowi ostateczny cios.

W 1970 roku polski dług wynosił 1 mld dol., w 1976 - 12 mld, w 1980 - 25 mld dol. W drugiej połowie dekady odsetki od długu pochłaniały ponad połowę wpływów z importu. W 1981 roku PRL na pokrycie deficytu handlowego, spłatę odsetek i kredytów potrzebował 11 mld dol., podczas gdy wpływy z eksportu wyniosły 8,5 mld, głównie z powodu spadku cen węgla na rynkach. Polska była bankrutem: nie mogła płacić swoich długów, bo nie miała czym.

Z filmu nie sposób się tego dowiedzieć: pojawia się za to złowieszczy ekspert Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który zaleca terapię szokową (gra go Rafał Woś, publicysta i współautor scenariusza) oraz prywatyzację. Prywatyzacja była nie do pomyślenia w komunistycznej gospodarce lat 70. Nie wiadomo w ogóle, dlaczego Gierek się tym długiem przejmuje, a autorzy sugerują widzom, że po prostu został podpuszczony przez złych „ekspertów”.

Infantylne i nieprawdziwe

Takich nadużyć historycznych realiów jest dużo więcej - żeby wyliczyć wszystkie, należałoby napisać książkę. Dowiadujemy się np., że reglamentację (czyli kartki na towary) wprowadzili Jaruzelski z Kanią, aby obrzydzić Gierka narodowi. Tymczasem wprowadzenie kartek na cukier w sierpniu 1976 roku było wywołane drastycznymi brakami na rynku. Historyk gospodarki, dr hab. Andrzej Zawistowski w swojej historii reglamentacji w PRL pisze:

„12 sierpnia - a więc po przeszło miesiącu od rozpoczęcia szturmu na sklepy - wicepremier Tadeusz Pyka na posiedzeniu rządu referował: »Analiza pokazała, iż gdyby dostarczyć ilość cukru ponad planowane ilości na miesiąc lipiec i sierpień o 100 proc. i tak zaspokojenie nie byłoby pewne. [...] Tworzą się duże kolejki. Kolejki są coraz bardziej agresywne, powstaje bardzo niekorzystna i niesprzyjająca sytuacja [...]«”.

Krótko mówiąc, było dokładnie na odwrót, niż pokazują nam autorzy filmu "Gierek". Cała wizja polityki jest przy tym niesłychanie infantylna: decyzje podejmuje się pod wpływem impulsu, z dnia na dzień, podczas gdy proces decyzyjny w PRL był często długi i skomplikowany (co nie znaczy, że dawał dobre rezultaty). Podobnie zresztą relacje z ZSRR są relacjami z kierownictwem mafii: np. przywódca ZSRR Leonid Breżniew dostaje polski order Virtuti Militari przy zakrapianej kolacji. I tak dalej, i tak dalej. Lista jest bardzo długa.

Bajka o dobrym Edwardzie jest więc po prostu bajką - w dodatku (tutaj nie będziemy wyręczać zawodowych krytyków) źle zrobioną.

;

Udostępnij:

Adam Leszczyński

Dziennikarz OKO.press, historyk i socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Komentarze