Żyjemy w czasie - także w Polsce - odkrywania kobiecej siły, która jest oczywiście czymś innym niż siła-siła w patriarchalnym wydaniu. Wiąże się raczej z wrażliwością i z rozkoszą. Idzie o poszerzanie przestrzeni wolności, niezależności, mocy. W Gdyni w ogóle królowała wolność, wbrew temu, co dookoła - mówi Marta Konarzewska scenarzystka "Niny"

W Gdyni czułam siłę naszego środowiska. Najmocniej przemówił Antoni Komasa-Łazarkiewicz, że jest pod wrażeniem, jak w tych ciężkich czasach wszyscy twórcy starają się mądrze mówić o wolności i jest dumny, że może być częścią tej opowieści. I że świat nie jest czarno-biały, tylko mieni się w kolorach tęczy. Jerzy Skolimowski, laureat Platynowych Lwów za całokształt, ujął to tak: „Niech żyje wolność w polskim kinie!” – opowiada Marta Konarzewska, scenarzystka filmu „Nina” nagrodzonego na 43. Festiwalu Filmowym w Gdyni.

„Nina” w reżyserii Olgi Chajdas według scenariusza Chajdas i Marty Konarzewskiej zdobyła na festiwalu w Gdyni 22 września 2018 aż trzy nagrody:

  • Złoty Pazur w konkursie „Inne spojrzenie” i dwie pozaregulaminowe:
  • Nagroda Onetu – Odkrycie Festiwalu („przyznawana twórcom, którzy przełamują granice gatunku, wymykają się definicjom i posuwają sztukę filmową do przodu”)
  • Nagroda Dr Irena Eris – Najodważniejsze Spojrzenie (słynna producentka kosmetyków podkreśla, że nagroda ma „wspierać kobiety w realizacji ich życiowych pasji i celów”).

OKO.press rozmawia z Martą Konarzewską, współscenarzystką filmu, tą samą, która w czerwcu 2018 opowiadała nam o swym obsypanym nagrodami scenariuszu „Włast”. Na zdjęciu poniżej: Konarzewska i Chajdas.

  • Zobacz, kim jest Marta Konarzewska

    Literaturoznawczyni, nauczycielka szkolna i akademicka, scenarzystka. Współautorka (razem z Piotrem Pacewiczem) książki „Zakazane Miłości. Seksualność i inne tabu” (2010), autorka głośnego tekstu „Jestem nauczycielką, jestem lesbijką” w „Wyborczej” (2010).

    Pracowała z reżyserkami Olgą Chajdas, Kasią Adamik, Agnieszką Glińską. Aktualnie pracuje nad nowym filmem z Łukaszem Rondudą oraz książką o Małdze Kubiak – artystce i córce poety Tadeusza Kubiaka.

    Jej scenariusz pt. „Włast” otrzymał na konkursie Script Pro Nagrodę Główną PISF oraz – rzecz bez precedensu – także nagrodę specjalną Stowarzyszenia Autorów ZAIKS. To najważniejszy konkurs scenariuszowy w Polsce.

Piotr Pacewicz, OKO.press: Nagrody za film o miłości lesbijskiej w kraju o takiej homofobii?

Marta Konarzewska: To nie takie proste. „Złoty Pazur” jest za odwagę z jaką nasz film podchodzi do rzeczywistości, w której rzeczywiście nie wszyscy są hetero, ale rzecz nie dotyczy samej miłości między kobietami.

Gatunkowo nie jest to „kino lesbijskie”. Idzie raczej o poszerzanie przestrzeni wolności, niezależności i mocy, i to zostało pokazane w sposób bezkompromisowy, radykalny.

Pomimo tego, a może właśnie dlatego, że nie używamy treści zbyt dosłownych, gramy raczej na subtelnościach. Chodziło o mocny przekaz trafiający w emocje kobiet i i najwyraźniej trafiłyśmy.

Nagroda Irena Eris to z natury rzeczy kobieca nagroda, kojarzy się z kobiecą skórą, kobiecym ciałem. Skóra to nasza naturalna granica. Między wnętrzem i zewnętrzem, mną i innym, naturą a kulturą, córką i matką – i o tym właśnie jest ten film. Film bardzo kobiecy i o kobietach. Nie o walce z mężczyznami czy męskością, jak ktoś mógłby pomyśleć. Nie bezpośrednio o walce kobiet o ich prawa. Raczej o zniuansowanej kobiecości.

Na festiwalach w Rotterdamie, Szwecji, we Wrocławiu film zbierał nagrody i wywoływał dyskusje. Na wrocławskich „Nowych horyzontach” kobiety i dziewczyny hetero, starsze i młodsze, niejednokrotnie były zdumione, że patrzą na opowieść o miłości dwóch kobiet, a mają poczucie, że oglądają film o sobie, w znaczeniu nieoczywistej emocji, którą w sobie noszą, pragnieniu, którego nie mogą zaspokoić. Albo zrealizować. Albo odmrozić.

A o czym to jest, tak bardziej konkretnie? Premiera dopiero 5 października.

Film korzysta z formuły trójkąta małżeńskiego i jest o miłości, jak wszystkie filmy zresztą, tylko niektóre bardziej, jak nasz. Trójkąty są zazwyczaj heteronormatywne, a jeśli pojawia się w nich miłość homoseksualna, to jako zagrożenie, np. jako niezrealizowany sen. U nas na odwrót. Ninę i Wojtka – po trzydziestce, od lat małżonków – dopada taka Bergmanowska małżeńska pustka. Jeszcze się kochają, ale może tylko z przyzwyczajenia, albo już się nie kochają, ale jeszcze tego nie zauważyli. Nina nie może zajść w ciążę, a jej siostry mają już dzieci, albo za chwilę będą miały, bo młodsza właśnie wychodzi za mąż. Próbują z Wojtkiem staraniami o dziecko zapełnić rosnącą pustkę swego związku.

Natrafiają na lesbijkę Magdę, planują, by została surogatką. I wtedy coś zaczyna się dziać między Niną i Magdą. Nie tylko proste zakochanie. Nina odnajduje w relacji z Magdą i jej lesbijskim środowiskiem coś nowego, odkrywa coś w sobie samej.

Odkrywa własne zamrożenie. Coś nieruchomego, co nagle domaga się ruchu, ognia. Odsłania się nowa, pociągająca przestrzeń poza martwą relacją z mężem, wyzwolona od uwikłania z figurą matki, która – nie tylko w naszym filmie – stoi na straży patriarchalnych reguł.

Według stereotypu pójście za mąż uwalnia kobietę od zależności od rodziców, ale we współczesnym świecie można to zrobić inaczej: niekoniecznie mężczyzna jest tym, który da szansę na oddzielenie od matki. W filmie dzieje się tak dopiero, gdy pojawia się ta trzecia – kobieta.

Nina to kobieta-rewolucja. Według filmowej psychoanalizy, jaką proponujemy kobietom, żeby się rozwinąć musimy stanąć twarzą w twarz ze swoim pragnieniem i nie oglądać się na cudze, łapać kontakt ze swoim wnętrzem, stawiać pytania o własne ja, poszukiwać siły i mocy w rejonach kobiecości.

Dla facetów miejsca nie ma? Seksmisja?

Dla facetów jest 99 proc. kina, w którym to wy gracie główne role, coraz częściej dość jałowe. Co zresztą staje się nieadekwatne. Żyjemy w czasie – także w Polsce – odkrywania kobiecej siły, która jest oczywiście czymś innym niż siła-siła w patriarchalnym wydaniu. Wiąże się raczej z wrażliwością i z rozkoszą. I nasz film jest o tym. To jest film rozkoszny, odważny, kobieca rozkosz została rozpisana na kilka długich scen.

Erotycznych?

W szerokim sensie, niektóre są scenami seksu, a niektóre tylko oczekiwaniem i pragnieniem.

Kobieca rozkosz była pokazywana w filmie jako zagrożenie, poprzez postaci femme fatales, u nas nie jest siłą niszczącą, wręcz przeciwnie. W polskim kinie jeszcze tego nie widziałam.

W „Innym spojrzeniu” z 1982 roku w reżyserii Károly Makka gwałtowna miłość Jadwigi Jankowskiej-Cieślak i Grażyny Szapołowskiej na tle wydarzeń na Węgrzech w 1956-58 roku, prowadziła do splątania, niemożliwości, bólu.

Teraz, gdy w Polsce 2015-2018 nieoczekiwanie znaleźliśmy się w podobnym momencie historycznym, bo też załamują się nadzieje na wolność, nasz film pokazuje miłość  kobiet nie jako ograniczoną, stłamszoną przez świat polityki i homofonicznych uprzedzeń lecz jako rozwiązanie konfliktów i źródło wyzwolenia.

Zobaczymy, co o filmie powie szersza publiczność, ale wśród ludzi kina jest już głęboka akceptacja, że świat nie jest w całości heteronormatywny. Jako autorki tego filmu chcemy o tym opowiedzieć Polakom i Polkom.

Myślę, że film o tym wiarygodnie opowiada. Nie tylko dlatego że ja, Olga, czy Kasia Adamik (autorka montażu, prywatnie partnerka Olgi) jesteśmy nieheteronormatywne.

Także casting do ról kręgu Magdy był prowadzony w środowisku lesbijek. Nasza filmowa nieheteroseksualna energia jest autentyczna. Sceny imprez LGBT wyszły świetnie, bo są prawdziwe i Nina znajduje w nich swoją szansę na emocjonalną wolność. To szansa nieodparta jak noc, w którą się wypuszczasz, ale co będzie rano? Nina musi coś zniszczyć, żeby coś zbudować. Wiem że to zabrzmi dziwnie, ale to wystawienie się na zniszczenie i smutek jest najbardziej budujące w tym filmie”.

A jaka była aura Festiwalu w Gdyni? „Titanica” zalewanego przez fale prawicowego populizmu? Artystycznego liberum veto wobec prawicowych władz? Kunktatorstwa, które nie pozwoliło dać głównej nagrody „Klerowi”?

Nie, nie, „Kler” przegrał z nie byle kim, bo z „Zimną wojną”, ale dostał nagrodę i był bardzo honorowany.

W Gdyni czułam siłę naszego środowiska. Obroną był czasem żart. Smarzowski powiedział, żeby tyle nie klaskać, bo jeszcze ktoś policzy, co było aluzją do rezygnacji z przyznania przez publiczne Radio Gdańsk Nagrody Klakiera. Wyraził też żal, że nagrody specjalnej nie wręczy mu prezes TVP.

Jacek Kurski w 2016 roku ufundował Smarzowskiemu nagrodę (100 tys. zł) za „Wołyń”, ale reżyser nie zgodził się jej przyjąć. Tegoroczne dowcipy Smarzowskiego zostały wycenzurowane w „relacji z poślizgiem” TVP Kultura.

Najmocniej przemówił Antoni Komasa-Łazarkiewicz [nagroda za muzykę do „Wilkołaka” i „Kamerdynera” – red.], że jest pod wrażeniem,

jak w tych ciężkich czasach wszyscy twórcy starają się mądrze mówić o wolności i jest dumny, że może być częścią tej opowieści.

I że świat nie jest czarno-biały, tylko mieni się w kolorach tęczy. Jerzy Skolimowski, laureat Platynowych Lwów za całokształt, ujął to tak: „Niech żyje wolność w polskim kinie!”.

Kuriozalne przemówienie wiceministra kultury Pawła Lewandowskiego wywołało na sali gromkie śmiechy.

Ale realia są, jakie są…

Kino zaczęło się wspaniale rozwijać dzięki PiSF  i teraz jest taki ból, że to wszystko stanie w miejscu. Ale na razie przypominamy sobie, po co jest kino, które mówi społeczeństwu o najważniejszych rzeczach, wolności, niezależności, autentyczności.

Tak jak „kino moralnego niepokoju” lat 70., tylko innymi środkami.

Bardzo sobię cenię, że nie nie zrobiłyśmy „mocnego filmu”, gdzie kobiety chodzą na parady równości, tylko pokazałyśmy, co to znaczy stanąć przed lustrem i co wtedy widzi kobieta:

ile poddaństwa, z którego trzeba się wyzwolić, żeby zobaczyć tę potrzebę uśpioną przez kapitalizm, przez nadmiar konsumpcji, przez nudę, też przez politykę.

Feministki anglosaskie mówiły o powieściach „podnoszących świadomość”, a ja wolę mówić o rozbudzaniu do kobiecości. Tej kobiecości było w Gdyni dużo. Czułam siłę kobiet, burze oklasków, za każdą nagrodę dla kobiety.

Coraz więcej kobiet – po prostu w kawiarni, czy na gdyńskim molo – mówi językiem feministycznym, jakim 10 lat temu to mogłyśmy sobie porozmawiać na zajęciach z Gender u Agnieszki Graff.

To jest film rozkoszny, odważny, kobieca rozkosz została rozpisana na kilka długich scen.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Masz cynk?