Ziobro twierdzi, że Tusk nie może zasłonić się immunitetem szefa Rady Europejskiej i nie stawiać się na wezwania prokuratury. Według analizy OKO.press Tusk mógłby jednak skorzystać z zasady tzw. fumus persecutionis. Chroni ona polityków UE przed działaniami prawnymi, których prawdziwym celem jest utrudnić im pracę lub zaszkodzić dobremu imieniu

Donald Tusk przyjechał w środę 19 kwietnia 2017 do prokuratury w Warszawie na przesłuchanie w roli świadka w sprawie dotyczącej nawiązania współpracy polskich służb z rosyjską FSB za czasów jego premierowania. Jego prawnik Roman Giertych powiedział w TVN24, że Tusk mógłby odmówić przyjazdu na podstawie ekspertyzy prawnej, która uznaje, że immunitet Tuska jest „najszerszy z możliwych”. Giertych odmówił OKO.press jej udostępnienia, bo jego klient (Tusk) tak sobie zastrzegł. Współpracownik OKO.press Tomasz Bielecki, dziennikarz pracujący w Brukseli, odkrywa, że Tusk może posłużyć się starą łacińską zasadą prawną fumus persecutionis (dosłownie „dym – w sensie ślad – prześladowania”), zgodnie z którą immunitet może chronić polityka unijnego przed pseudoprawnymi działaniami, których celem jest tak naprawdę mu szkodzić.

Tusk kontra Ziobro

Tusk tłumaczył mediom, że stawił się w prokuraturze niejako dobrowolnie, bo mógłby się uchylić dzięki funkcji, jaką sprawują w Brukseli.

„Skorzystam z immunitetu wtedy, kiedy dojdę do wniosku, że celowo wykorzystywane są sprawy przeciwko mnie po to, aby utrudnić lub uniemożliwić mi sprawowanie funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale jeśli tak, to nie będę się wahał” – zapowiedział Tusk.

Z taką interpretacją unijnego prawa o immunitetach urzędników UE polemizował minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

„To jest immunitet, który chroni osobę piastującą tę funkcję wyłącznie w zakresie działań podejmowanych przez – w tym przypadku – Donalda Tuska w ramach jego urzędu, natomiast nie obejmuje zdarzeń, które miały miejsce wcześniej. […]

Jedno jest pewne, że Donald Tusk nie może się zasłaniać immunitetem” – powiedział Ziobro w TVP.

Racje Ziobry: immunitet Tuska obejmuje jego prezydenturę

Trudno odmówić Ziobrze wszelkich racji, bo immunitet obejmuje urzędników UE zasadniczo w zakresie pełnionych przez nich funkcji. Główną podstawą prawną jest Protokół 7. dołączony do traktatów UE stanowiący, że „urzędnicy i inni pracownicy Unii” na obszarze każdego kraju członkowskiego UE „korzystają z immunitetu jurysdykcyjnego co do dokonanych przez nich czynności służbowych, a obejmującego również słowa wypowiedziane lub napisane; korzystają oni z tego immunitetu również po zakończeniu pełnienia funkcji”. Sprawa, której dotyczyło przesłuchanie Tuska – w sensie ścisłym – nie mieści się w tej kategorii.



Racja Tuska: jeśli chodzi o to, by mu zaszkodzić

Jednak i Donald Tusk nie rzucał słów na wiatr. W UE, podobnie jak w niektórych państwach członkowskich Unii, przepisy o immunitecie (głównie deputowanych) bywają interpretowane rozszerzająco. Protokół 7. mówi, że także europosłom należy się immunitet jurysdykcyjny („nie można prowadzić wobec nich dochodzenia, postępowania sądowego, ani też ich zatrzymywać’) w zakresie „opinii lub stanowiska zajętego przez nich w głosowaniu w czasie wykonywania przez nich obowiązków służbowych”. Mimo to Parlament Europejski przy decyzjach, czy uchylić immunitet, bada już od wielu lat, czy – nawet w sprawach niezwiązanych bezpośrednio z obowiązkiem eurodeputowanego – nie ma do czynienia z przypadkiem fumus persecutionis.

W europarlamentarnych uchwałach

fumus persecutionis jest definiowany jako „podejrzenie, że postępowanie wszczęto z zamiarem zaszkodzenia działalności politycznej posła” lub sytuację, w której „postępowanie wszczęto w wyłącznym celu zaszkodzenia dobremu imieniu zainteresowanego posła”.

W takich przypadkach europosłowie rozważali zablokowanie immunitetu nawet w postępowaniach podatkowych, jeśli rodziły podejrzenia, że są formą politycznego nękania któregoś z członków Parlamentu Europejskiego.

Tusk w publicznych komentarzach nie odwołał się wprost do łacińskiego terminu, ale w istocie jego słowa o „wykorzystywaniu spraw, aby utrudnić lub uniemożliwić mi sprawowanie funkcji przewodniczącego Rady Europejskiej” odnoszą się do wprost do koncepcji fumus persecutionis. I do możliwości przywołania jej przez szefa rady Europejskiej, gdyby polski wymiar sprawiedliwości chciał karać go za ewentualne niestawianie się w prokuraturze nawet w roli świadka.



To byłaby gratka dla prawników

Kwestie immunitetu urzędników UE są bardzo słabo opisane w literaturze naukowej. – Gdyby spór o interpretację immunitetu Tuska trafił do unijnego trybunału w Luksemburgu, to byłaby to nie lada gratka dla nas prawników. Może i powstałby jakiś doktorat – mówi pół żartem, pół serio jeden z naszych rozmówców w Brukseli. Rzeczniczka Komisji Europejskiej już w czwartek wykręciła się na konferencji prasowej od odpowiedzi na pytanie, czy immunitet Tuska mógłby go zwolnić nawet od roli świadka w polskiej prokuraturze. Pytana przez OKO.press Rada UE odpowiedziała, że „nie są w stanie dziś odpowiedzieć na pytanie o immunitet”.

Rada Europejska zgodnie z Traktatem o UE może odwołać swego szefa „w przypadku przeszkody lub poważnego uchybienia”, do czego trzeba by „wzmocnionej większości kwalifikowanej”, czyli głosów 72 proc. krajów UE (21 z 28) reprezentujących łącznie 65 proc. ludności UE. Oczywiście, na takie głosowanie w ogóle się nie zanosi. Druga kadencja Tuska na czele Rady Europejskiej zaczyna się 1 czerwca 2017.


Masz cynk?