Kaja Godek i jej fundacja Życie i rodzina, znana z homofobii i billboardów z porozrywanymi płodami, przystępuje do spisywania "pracowników naukowych prowadzących zajęcia z gender studies". W USA po zwycięstwie Trumpa trwa podobna akcja "Professor Watch List". Według Agnieszki Graff nagonka na gender studies może być groźna w skutkach

Kaja Godek z Fundacji Życie i Rodzina i inicjatywy „Stop Aborcji” (na zdjęciu w środku)  zwróciła się do uczelni o podanie następujących informacji:

  • liczby, tytułów naukowych i nazwisk pracowników naukowych prowadzących zajęcia z gender studies;
  • kryteriów, według których dokonano wyboru tych pracowników;
  • kosztów prowadzenia zajęć z gender studies.

Na pytanie OKO.press po co jej taka wiedza, Godek odpowiedziała, że po prostu realizuje prawo do dostępu do informacji publicznej. Informacje od uczelni zamierza opublikować.

Graff: administracyjny zakaz?

Członkini Zarządu Polskiego Towarzystwa Genderowego dr hab. Agnieszka Graff z Ośrodka Studiów Amerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego mówi OKO.press:

„Nagonki na gender studies należało się spodziewać. Wojna z gender trwa od kilku lat. Polska może być pierwszym krajem, gdzie będzie próba wykluczenia gender studies z uczelni metodami administracyjnymi.

Ale Kaja Godek się rozczaruje, bo gender studies to interdyscyplinarne podejście badawcze i ważna część dydaktyki  w socjologii, psychologii, historii, filmoznawstwie. Każde zajęcia z teorii literatury muszą mieć element genderowy, bo uwzględnianie wymiaru płci kulturowej to część współczesnej wiedzy o literaturze”.

Graff dodaje, że w Polsce studia genderowe są płatne. Tak więc państwo nie ponosi tu kosztów.

Prof. Ewa Graczyk z wydziału filologicznego Uniwersytetu Gdańskiego komentowała w „Wyborczej”:  „Każde prześladowania zaczynają się tak samo: najpierw lista podejrzanych, potem wyodrębnienie i napiętnowanie, na koniec eksterminacja, która w tym przypadku może oznaczać żądanie zamknięcia kierunków studiów lub zwolnienia pracowników. Trzeba to zatrzymać teraz, stawiając opór”.

Fundacja Życie i Rodzina

Fundacja Życie i Rodzina powstała latem 2016 w Warszawie.

Niemal codziennie organizuje gdzieś w Polsce pikiety antyaborcyjne, podczas których wolontariusze prezentują zdjęcia porozrywanych na kawałki i straszliwie zakrwawionych płodów. Na stronie internetowej Fundacji można podziwiać pomysłowe akcje, np. 14 stycznia [2017] w Wiśle, gdzie „odbyła się I seria konkursowa zawodów w skokach narciarskich. Tłum kibiców przyjeżdżających z różnych stron kraju miał okazję zobaczyć nie tylko sportowe zmagania zawodników, ale również poznać prawdę na temat aborcji”.

W lecie organizowali też  mobilną „wystawę” pod hasłem „STOP Dewiacji”, z której można się było dowiedzieć, że „pedofilia wiąże się z homoseksualizmem” i „Homoseksualizm = wczesna śmierć”. Jak informuje Fundacja zdarzają się kontr-akcje, np. w Kielcach „początkowo lewicowi aktywiści ograniczali się do zasłaniania wystawy transparentami (…) w nocy, zwolennicy promocji zboczeń posunęli się o bezpośredniej dewastacji wystawy, bazgrząc na niej farbą antyklerykalne hasła”.

zrzut-ekranu-2016-10-10-o-18-03-52

W zarządzie fundacji zasiada Kaja Godek, zagorzała przeciwniczka „ideologii gender”. Jak mówi

„tzw. edukatorzy seksualni to absolwenci gender studies”, a „promotorzy gender nie wahają się skrzywdzić dziecka, byle upowszechniać swoją ideologię”.

Kaja Godek uczestniczyła też w październiku 2016 w konferencji Paula Camerona. W polskim Sejmie wygłosił on wykład „Wzrost homoseksualizmu u nastolatków w USA oraz dane z polski w międzynarodowym badaniu nad wykorzystywaniem seksualnym dzieci”. Przedstawiany w Polsce jako badacz, Cameron został w USA usunięty z amerykańskich towarzystw naukowych za szerzenie pseudonaukowej homofobii.

W Ameryce podobna inicjatywa

Argumentacja Kai Godek, a także sam pomysł publikowania listy profesorów przypomina „OKO.press” amerykańską inicjatywę „Professor Watch List”.

Lista, opublikowana 21 listopada 2016, czyli dwa tygodnie po zwycięstwie Trumpa w wyborach prezydenckich, zawiera około 200 nazwisk i zdjęć „niebezpiecznych profesorów”. Chodzi o zidentyfikowanie tych, którzy „dyskryminują konserwatywnych studentów” i głoszą „antyamerykańską, lewicową propagandę”. Czyli głównie wykładowców biologii ewolucyjnej, gender studies i filozofii.

Stronę stworzyła grupa młodych radykalnych konserwatystów – Turning Point – która ma swoje oddziały na ponad 300 kampusach w Stanach Zjednoczonych. Odbiorcy mogą dosyłać własne typy nieprawomyślnych profesorów. W pierwszym miesiącu stronę odwiedziło  500 tys. osób.

Rzecznik organizacji, Matt Lamb, tłumaczył brytyjskiemu „The Guardian”, że lista  jedynie kompiluje powszechnie dostępne informacje „w sposób przyjazny dla czytelników”. Podkreśla, że nie ma na niej żadnego „wezwania do działania”.

„To piękny przykład wolności słowa – powiedział Lamb „New York Timesowi”. – Korzystnie z wolności słowa, by wywoływać do tablicy ludzi, którzy nadużywają władzy, zwykło się nazywać dziennikarstwem. Po prostu korzystamy z praw wynikających z pierwszej poprawki do konstytucji [która zakazuje ograniczania wolności wyznania, słowa i prasy]”.

Lista ma zdaniem Lamba pomóc rodzicom i studentom dokonać wyboru uczelni, a sponsorom – ułatwić decyzję, kogo dofinansować.

Niebezpieczni profesorowie, czyli kto

Na liście jest m.in. wybitny etyk Peter Singer – za obronę praw zwierząt i prawa do przerywania ciąży. Jest Olga Perez Stable Cox – za nazwanie Donalda Trumpa „białym supremacjonistą”.

Jest profesor biologii ewolucyjnej z uniwersytetu Berkley, Richard Symanski – za wypowiedzi nawołujące do ograniczenia dostępu do broni. Profesor informuje, że kiedy nagranie z jego wykładu znalazło się w sieci, zaczął dostawać pogróżki – w tym groźby śmierci.

Profesor religioznawstwa, Anthea Butler, gdy odkryła na liście swoje nazwisko, napisała w artykule dla „The Guardian”:

„Jako profesorka, która bada konserwatywne chrześcijaństwo i politykę, jestem więcej niż świadoma faktycznego znaczenia i celu tej listy. Ma nie tylko zdemaskować profesorów, została stworzona, by uciszyć i oczernić”.

George Yancy, filozof z uniwersytetu Emory, został opisany jako “czarnoskóry profesor, który wzywa białych Amerykanów, by zauważyli w sobie rasistowską truciznę, którą są zainfekowani”.

Brakuje mnie na liście

W artykule dla “The New York Timesa” Yancy porównuje listę do:

  • makkartyzmu – kampanii amerykańskich konserwatystów z lat 1950-1954, którzy – na czele z senatorem Josephem McCarthym – tropili komunistów i szpiegów wśród polityków, artystów i innych osób publicznych;
  • Cointelpro – tajnego programu FBI z lat 50. i 60., który infiltrował organizacje polityczne;

Niektórzy próbują walczyć ze stroną jej własną bronią: dopisując do listy takie „niebezpieczne” postaci jak Jezus. Powstała też inicjatywa 100 pracowników Uniwersytetu Notre Dame, którzy domagają się, by ich umieścić na liście.

Założyciel strony, 21-letni Charlie Kirk, jest uważany za wschodzącą gwiazdę Partii Republikańskiej. Podczas konwencji Republikanów w Cleveland w lipcu 2016 przekonywał, że jest młodsza i bardziej zróżnicowana pod względem etnicznym i genderowym partia niż Demokraci:


"Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
OKO pisze o edukacji. Wesprzyj nas.

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press