Minister środowiska Jan Szyszko poparł wniosek o przekazanie prawie 300 tys. zł z funduszu ochrony środowiska na studia podyplomowe w szkole o. Tadeusza Rydzyka. Zajęcia na kierunku, który ma dostać wsparcie, prowadzą Jan Szyszko i jego córka – Katarzyna, a ćwiczenia terenowe odbywają się w ich stodole

Bianka Mikołajewska otrzymała nagrodę Grand Press Dziennikarka Roku 2016 i – wraz z Konradem Szczygłem – była za ten tekst nominowana w kategorii News Roku, w której OKO.press również zdobyło nagrodę.


Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu ubiega się o dofinansowanie studiów podyplomowych „Polityka ochrony środowiska – ekologia i zarządzanie” z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Warunkiem wsparcia jest pozytywna opinia ministra środowiska. Toruńska placówka o taką opinię wystąpiła w czerwcu br.

W piśmie do ministra Jana Szyszki – do którego dotarł portal OKO.press – rektor uczelni o. Zdzisław Klafka przekonywał: „Biorąc pod uwagę (…) dobór wysoko wykwalifikowanej kadry wykładowców i ekspertów, możemy zapewnić aktualność i wysoki poziom przekazywanej słuchaczom wiedzy”. Minister Szyszko parafował pismo, dopisując: „akceptacja”. 28 czerwca z jego upoważnienia wiceminister Sławomir Mazurek wydał pozytywną opinię dotyczącą „zasadności realizacji przedsięwzięcia ubiegającego się o dofinansowanie” z NFOŚ.

Biorąc pod uwagę opinie resortu, Fundusz ocenił wnioski WSKSiM i dziewięciu innych uczelni zabiegających o wsparcie. Kilka dni temu opublikował listę „wniosków rekomendowanych do dofinansowania”. Znalazło się na niej sześć placówek – w tym szkoła o. Rydzyka. Roczne koszty związane z organizacją studiów ekologicznych wyceniła na 408 tys. zł. Stara się o najwyższe dofinansowanie, jakie może dostać z NFOŚ uczelnia niepubliczna – 70 proc. kosztów, czyli 285,6 tys. zł. Jeśli dopełni wszystkich formalności, w ciągu kilku tygodni powinna podpisać umowę z Funduszem.


grandpress


Kadra o. Rydzyka

Kierunek, o którego dofinansowanie ubiega się WSKSiM, działa od 2014 r. Studia są jednoroczne, niestacjonarne. Za rok nauki trzeba zapłacić 3,4 tys. zł. Jednym z warunków przyjęcia jest przedstawienie opinii proboszcza. W umowach z uczelnią studenci zobowiązują się do złożenia ślubowania kończącego się słowami „Tak mi dopomóż Bóg”.

Jednym prowadzących zajęcia ze studentami jest… Jan Szyszko. Na liście wykładowców zamieszczonej na stronie internetowej WSKSiM przy jego nazwisku zamieszczono notkę: „ekologia, entomologia, ochrona lasu, zoologia leśna, poseł na Sejm V, VI i VII kadencji, minister środowiska”.

Szyszko jako minister rekomendował więc państwowemu Funduszowi dofinansowanie studiów, których sam jest wykładowcą.

Tuczno-fot.-arch.-WSKSiM-2
Jan Szyszko podczas warsztatów terenowych ze studentami Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu Fot. WSKSiM

W kadrze naukowej kierunku jest także córka ministra Katarzyna Szyszko-Podgórska. W 2014 r. kandydowała w wyborach samorządowych z listy PiS. WSKSiM pisze o niej na stronie internetowej: „architekt krajobrazu, ekolog, kierownik Samodzielnej Pracowni Oceny i Wyceny Zasobów Przyrodniczych”.

Przez wiele lat Jan Szyszko był dyrektorem takiej pracowni w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego; niedawno przeszedł na emeryturę. Ale – jak dowiedzieliśmy się na SGGW – jego córka nigdy nie była zatrudniona w tej jednostce, a tym bardziej nie była jej szefową. Zapytaliśmy więc rzecznika prasowego WSKSiM: czy na tej uczelni uruchomiono bliźniaczą pracownię i kierownictwo powierzono Katarzynie Szyszko-Podgórskiej? Nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Wykładowcami „ekologii i zarządzania” w WSKSiM są również Konrad Tomaszewski – krewny Jarosława Kaczyńskiego, dyrektor Lasów Państwowych i posłanka PiS Krystyna Pawłowicz.

Minister środowiska Jan Szyszko i dyrektor Lasów Państwowych Konrad Tomaszewski. Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Jan Szyszko, minister środowiska i Konrad Tomaszewski, dyrektor Lasów Państwowych fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Stowarzyszenie Szyszki

Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej rekrutuje w tej chwili studentów „ekologii i zarządzania” na kolejny rok. Na stronie internetowej uczelni można znaleźć program nauczania. Po „pełne informacje” na temat programu i zajęć terenowych szkoła odsyła jednak na stronę internetową www.ekorozwoj.pl. Portal należy do Stowarzyszenia na rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski.

Organizacja powstała w maju 2000 r. Jej prezesem jest… Jan Szyszko.

Stowarzyszenie propaguje ideę „kompensacji przyrodniczej”. To od lat konik naukowy Szyszki. W uproszczeniu chodzi o to, że człowiek ma prawo ingerować w środowisko naturalne i wprowadzać w nim nawet daleko idące zmiany, pod warunkiem, że straty rekompensuje w innym miejscu. Na przykład, jeśli jest taka potrzeba, można wybudować drogę przez Dolinę Rospudy, ale wycięcie lasu powinno się zrekompensować, sadząc drzewa w innym miejscu. Ekolodzy na koncepcji Szyszki nie zostawiają suchej nitki: przekonują, że nie da się odtworzyć zniszczonych ekosystemów, zmusić zwierząt, by przeniosły się ze swoich naturalnych siedlisk do „sadzeniaków”.

Członkiem zarządu Stowarzyszenia na rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski jest Artur Michalski – wiceprezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, wieloletni współpracownik Jana Szyszki. W latach 1999–2001, gdy Szyszko był  wiceministrem ochrony środowiska w rządzie AWS i Pełnomocnikiem Rządu ds. Konwencji Klimatycznej ONZ, Michalski został jego doradcą. Za poprzednich rządów PiS, gdy Szyszko był ministrem środowiska, Michalski pełnił funkcję jego doradcy i szefa gabinetu politycznego; a w 2006 r., dzięki poparciu Szyszki objął po raz pierwszy fotel wiceprezesa NFOŚ. Po wygranej PiS w ostatnich wyborach ponownie został wiceszefem Funduszu.

ARTUR MICHALSKI , JAN SZYSZKO FOT. BARTOSZ BOBKOWSKI / AGENCJA GAZETA
Minister Jan Szyszko i Cezary Michalski, wiceprezes NFOŚ (na zdjęciu w 2008 r.) Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

NFOŚ dofinansuje więc prawdopodobnie studia w szkole o. Rydzyka, w których organizację zaangażowane jest stowarzyszenie związane z wiceprezesem Funduszu. Gdy zapytaliśmy o to rzecznika NFOŚ, odpowiedział nam, że „w demokratycznym państwie prawa – zgodnie z Konstytucją RP – każdy obywatel ma prawo być zrzeszony w dowolnym stowarzyszeniu”.

W zarządzie Stowarzyszenia na rzecz Zrównoważonego Rozwoju zasiada także od wielu lat wspomniany Konrad Tomaszewski. A w komisji rewizyjnej – Paweł Sałek, pełnomocnik rządu ds. polityki klimatycznej, absolwent uczelni Rydzyka i doktorant w pracowni SGGW, której szefem był przez lata Jan Szyszko.

Stodoła czy stacja badawcza

Z programu podyplomowych studiów „ekologia i zarządzanie” w WSKSiM wynika, że wykłady odbywają się w siedzibie uczelni w Toruniu, a ćwiczenia i zajęcia terenowe – „na powierzchniach badawczo-dydaktycznych i w salach wykładowych Terenowej Stacji Badawczej D&B” w Tucznie. To prywatna własność ministra Jana Szyszki.

„Powierzchnie badawczo-dydaktyczne”, z których korzystają studenci WSKSiM, to należące do Szyszki lasy i łąki – o powierzchni blisko 170 ha. Budynek, w którym odbywają się zajęcia ze studentami, Szyszko od 11 lat opisuje w swoich oświadczeniach majątkowych jako „stodołę” dostosowaną do celów laboratoryjno-mieszkalnych.

"Stodoła" albo Terenowa Stacja Badawcza Jana Szyszki
„Stodoła” albo Terenowa Stacja Badawcza ministra Jana Szyszki fot. Google

Kilka tygodni temu o kłopotach ministra z wyceną tego majątku pisał w tygodniku „Newsweek” Wojciech Cieśla. Polityk od lat, konsekwentnie, nie podaje bowiem w oświadczeniach majątkowych aktualnej wyceny działek (wymienia ceny zakupu z początku lat 90., sprzed dewaluacji złotówki), a budynku nie wycenia wcale. W oświadczeniu z 2016 r. podał tylko, że w 2014 r. stodoła została wyremontowana.

Jak pisał należący do imperium o. Rydzyka „Nasz Dziennik”, Szyszko od lat 80. „nieprzerwanie prowadzi badania” w Tucznie, obserwując „procesy przyrodnicze na terenach zdegradowanych działalnością rolniczą, a także sukcesje na terenach leśnych”. Swoją posiadłość nazwał Terenową Stacją Badawczą D&B.

Stodoła nie jest jednak nigdzie zarejestrowana oficjalnie jako jednostka badawcza. Rzecznik ministerstwa środowiska Jacek Krzemiński tłumaczył „Newsweekowi”, że jest to „znane w wielu ośrodkach naukowych na świecie, gospodarstwo domowe profesora Jana Szyszki”.

Gdy Szyszko był szefem pracowni w SGGW, do Tuczna zaczęli przyjeżdżać na badania naukowcy i studenci tej uczelni. Od kilku lat na zajęcia przyjeżdżają tam również studenci szkoły Rydzyka.

Minister nie odpowiedział na pytania OKO.press, na jakich zasadach udostępnia swoje nieruchomości toruńskiej uczelni. I czy on lub Stowarzyszenie na rzecz Zrównoważonego Rozwoju Polski, pobiera z tego tytułu jakieś opłaty od WSKSiM. Milczy na ten temat również sama uczelnia.

Na pytanie o to, w jakim charakterze minister Szyszko brał latem udział w zajęciach terenowych ze studentami toruńskiej uczelni, biuro prasowe resortu odpowiedziało nam, że „Pan prof. dr hab. Jan Szyszko przebywał w Tucznie jako profesor, Minister Środowiska i właściciel prywatnej nieruchomości – w swoim gospodarstwie domowym”.


Pomóż nam prowadzić śledztwa dziennikarskie


Powtórka z historii

W piśmie z czerwca br. skierowanym do ministra Jana Szyszki, rektor WSKSiM o. Zdzisław Klafka pisał, że uczelnia ma „wieloletnie doświadczenie” w prowadzeniu studiów z zakresu ochrony środowiska i organizacji konferencji naukowych związanych z tą dziedziną nauki.

Minister zapewne doskonale o tym pamięta. To za jego sprawą uczelnia o. Rydzyka uruchomiła bowiem przed laty pierwszy taki kierunek – „Kompensację przyrodniczą”.

Za poprzednich rządów PiS, w październiku 2007 r., podczas inauguracji roku akademickiego w WSKSiM, Szyszko zapowiedział, że uczelnia otrzyma wsparcie finansowe z NFOŚ. Podobnie jak dzisiaj, przyznanie dotacji zależało od pozytywnej opinii ministra środowiska. Ministrem był wówczas Jan Szyszko. A wiceprezesem Funduszu – Artur Michalski.

Tuż przed wyborami parlamentarnymi Szyszko wydał pozytywną rekomendację dla nowego kierunku studiów w WSKSiM. A krótko po wyborach zarząd NFOŚ  podpisał umowę z uczelnią Rydzyka, przyznając jej ponad 1,2 mln zł dofinansowania.

Parę miesięcy później „Dziennik” ujawnił, że Szyszko opiniując pozytywnie studia na WSKSiM „miał w tym swój interes”. We wniosku o dotację, na liście wykładowców, uczelnia wymieniła jako pierwsze jego nazwisko. Za jeden wykład miał dostawać ponad 600 zł.

Po publikacji „Dziennika”, Szyszko przekonywał, że nie będzie pracował w toruńskiej szkole. „To dla mnie zaszczyt, że uczelnia uwzględniła mnie jako osobę, która mogłaby pomóc we wspieraniu studentów. (…) nie zamierzam jednak zmieniać pracy ponieważ mam już stałą pensję i posadę. Mam nadzieję, że autor artykułu, który ukazał się w „Dzienniku” poniesie konsekwencje” – mówił podczas specjalnie zwołanej konferencji prasowej.

Z oświadczeń majątkowych składanych przez Szyszkę w późniejszych latach wynika jednak, że dość regularnie otrzymywał pieniądze z WSKSiM – głównie z tytułu praw autorskich. W latach 2008- 14 zarobił w ten sposób łącznie 56,6 tys. zł.

Przez te wszystkie lata Szyszko był częstym gościem i ulubieńcem mediów należących do imperium o. Tadeusza Rydzyka. W publikacjach „Naszego Dziennika” określany był jako „wybitny fachowiec, zawsze świetnie przygotowany do dyskusji”, który „ma odwagę nazwać rzeczy po imieniu i dążyć do realizacji celów”.



Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym