Stanisław Piotrowicz zarzucił posłankom .N, że wtargnęły na jego (i posła Asta) spotkanie z Komisją Wenecką, z którego wcześniej wykluczono opozycję. Trzeba mieć tupet! - mówił. Posłanka Kamila Gasiuk-Pihowicz opowiada, jak to się odbyło. I jak jednak doszło do spotkania Komisji Weneckiej z opozycją. Piotrowiczowi nie pomógł nawet "telefon do przyjaciela"

W poniedziałek 12 września 2016 o 16.30 miało się odbyć w Sejmie spotkanie z Komisją Wenecką. Tak jak na dwa poprzednie tego typu  spotkania zaproszone były także kluby opozycyjne, o co zresztą prosiła Komisja.

Pismo Witolda Waszczykowskiego ws. wizyty Komisji Weneckiej
Pismo Witolda Waszczykowskiego ws. wizyty Komisji Weneckiej (kliknij, by zobaczyć całość)

Ale w południe ktoś (wedlug „Wyborczej” marszałek Marek Kuchciński) zmienił decyzję i Sejm reprezentowali już tylko dwaj posłowie PiS: Stanisław Piotrowicz i Marek Ast.

Piotrowicz zaczął już tłumaczyć przedstawicielom Komisji, dlaczego  sędziowie w Polsce „stoją po stronie Trybunału Konstytucyjnego a nie PiS” i chcą by „było, jak było”…. Nagle ktoś zapukał. Przedstawiciel kancelarii podszedł do drzwi, chwilę z kimś dyskutował.

Do sali weszły dwie posłanki Nowoczesnej: Kamila Gasiuk-Pihowicz i Joanna Scheuring Wielgus.

Piotrowicz: Incydent, zakłopotanie i tupet

Oto relacja posła Piotrowicza:  „W czasie spotkania z Komisją Wenecką doszło do incydentu. Panie posłanki Nowoczesnej wtargnęły do pomieszczenia, w którym toczyły się rozmowy i zakłóciły przebieg tych rozmów. Posłanki postawiły w zakłopotanie przedstawicieli Komisji, którzy jednak zgodzili się spotkać z opozycją. Komisja była zdumiona zachowaniem posłanek opozycji, bo sądzę, że do takich zdarzeń nie dochodzi w innych państwach.

A przecież nie stało nic na przeszkodzie, żeby panie kulturalnie umówiły się z przedstawicielami Komisji Weneckiej i zaprezentowały swoje stanowiska. Nie stało nic na przeszkodzie. To trzeba mieć rzeczywiście tupet, żeby postąpić tak, jak panie postąpiły” – mówił Piotrowicz TVN 24.

Gasiuk-Pihowicz: Nie było innej drogi. Chcieli nam zakneblować usta

Rzeczniczka klubu Nowoczesnej Kamila Gasiuk-Pihowicz w rozmowie z „Okiem” opowiada jak wyglądało to „wtargnięcie” na spotkanie z Komisją Wenecką:

W czwartek (8 września) zostaliśmy zaproszeni na poniedziałkowe spotkanie z Komisją Wenecką. Tak jak dwa poprzednie miało się odbywać z udziałem wszystkich sił politycznych,a także marszałków Sejmu i przewodniczących komisji sprawiedliwości i ustawodawczej.

Około 11 przyszła informacja, chyba to był telefon Lecha Czapli [szefa kancelarii Sejmu – red. ] do Ryszarda Petru, że spotkanie jest skasowane, wezmą w nim udział tylko przewodniczący komisji sprawiedliwosci Stanisław Piotrowicz i komisji ustawodawczej Marek Ast. Dwaj politycy PiS.



Około 13 napisaliśmy pismo do marszałka Sejmu (do wiadomości Komisji Weneckiej), że zwracamy się „jednak z prośbą o umożliwienie nam udziału w spotkaniu” i że „ograniczenie debaty tylko do jednej partii traktujemy  jako zamach na demokrację”.

Marszałek Marek Kuchciński nawet nie odpowiedział.

O 16 mieliśmy posiedzenie prezydium klubu Nowoczesnej i Katarzyna Lubnauer zaproponowała, by jednak iść na spotkanie z Komisją. Postanowiliśmy, że pójdziemy we dwie: ja i Joanna Scheuring Wielgus.

Czy byłam zdenerwowana? Powiem wprost, że tak. Ale nad taką, no jednak, niezręcznością sytuacji, górę wzięło poczucie odpowiedzialności. Zresztą szłyśmy tam z rzeczowymi argumentami. Jeżeli Komisja Wenecka ma poznać pełny obraz sytuacji, to nie ma innej drogi – pomyślałam.

Nie kontaktowaliśmy się z wtedy innymi klubami. Nie było zresztą czasu, ich spotkanie już trwało. W takich chwilach nie myśli się o formule, po prostu się działa. Wiedziałam jedno: trzeba przełamać monopol jednej partii, sprawa jest zbyt poważna, by pozwolić na kneblowanie nam ust.



Poszłyśmy na spotkanie. Zapukałam, weszłyśmy. Przedstawiłam się. Mówiliśmy po angielsku.

„Poznanie rzeczywistej sytuacji wokół Trybunału Konstytucyjnego i rzetelna debata wymaga obecności także opozycji – zwróciłam się do Komisji Weneckiej. – Tymczasem zaproszenie dla nas zostało odwołane. Prosiliśmy w piśmie do marszałka Sejmu, także do państwa wiadomości, o przywrócenie formuły spotkania. Niestety, nie dostaliśmy odpowiedzi”.

Pan poseł Piotrowicz najpierw się nie odzywał. Nie jestem pewna, czy rozumiał, co mówię, bo tłumaczenie zaczęło się dopiero po chwili.

Komisja wyraziła zdumienie formułą spotkania inną niż poprzednia. Zwłaszcza, że rano spotkali się z przedstawicielami Senatu i tam opozycja była zaproszona.

Poseł Piotrowicz powiedział, że nie wyobraża sobie mojego udziału w spotkaniu, bo to nie będzie merytoryczna rozmowa. Podkreślił, że ma mandat od marszałka Sejmu do udziału “w spotkaniu w formule tu obecnej”.

Odpowiedziałam, że ta personalna złośliwość nie ma uzasadnienia, jestem prawniczką, członkiem sejmowej komisji sprawiedliwości. Zwróciłam się do Komisji Weneckiej, że w tej sytuacji zapraszam ich w imieniu pani marszałek [Barbary Dolniak z Nowoczesnej – red.] na spotkanie z opozycją, by przedstawić nasz punkt widzenia.

Przedstawiciele Komisji Weneckiej powiedzieli, że chcą się naradzić.

I wtedy panowie Piotrowicz i Ast opuścili salę. Prawdopodobnie nie wiedzieli jak się zachować i potrzebny był „telefon do przyjaciela” po instrukcje.

Komisja podjęła decyzję, że skraca spotkanie i o 17.2o spotka się z nami. Ale panów Piotrowicza i Asta nie ma. Czas mija. W końcu ktoś z Komisji Weneckiej pyta, czy nie mogłabym ich zawołać. Na korytarzu znalazłam posła Asta, posła Piotrowicza nie było widać. “Niech czekają” – powiedział Ast. Powtórzyłam to Komisji.

Kiedy wrócili, pożegnałam się. Zawiadamiłam inne kluby. Na spotkaniu stawił się Krzysztof Brejza z Platformy Obywatelskiej, marszałek Barbara Dolniak, Joanna Scheuring-Wielgus i przedstawiciele MSZ.

Odpowiadaliśmy na pytania Komisji Weneckiej. Czy ostatnia ustawa o Trybunale jest konsensualna? Czy pracowano nad nią w spokoju? Czy była debata publiczna? Czy wyrok Trybunału z marca 2016  został obublikowany? Co w ustawie nie gra?

Rozmawialiśmy też o innych niepokojących próbach ograniczenia władzy sądowniczej, m.in. planowanej ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa i ustawie o ustroju sądów powszechnych.



„OKO.press”: i kto ma rację?

Obie relacje właściwie nie są sprzeczne, różnią się tylko ramą interpretacyjną. Poseł Piotrowicz mówi o naruszeniu porządku, który zarządził ktoś, kto postanowił anulować zaproszenie dla opozycji. Posłanka Pihowicz mówi o naruszeniu demokracji i obyczajów przestrzeganych poprzednio nawet w tym Sejmie.

Oboje posłowie zwracają uwagę na zdumienie przedstawicieli Komisji Weneckiej, ale zgoła inaczej widzą jego przyczyny.

Posłowi Piotrowiczowi można zwrócić uwagę, że gdy dziwi się, że opozycja po prostu nie umówiła się na spotkanie z Komisją Wenecką, bo „nic nie stało na przeszkodzie”, to jednak mija się z prawdą.

Na przeszkodzie stał ten, kto w ostatniej chwili skreślił nazwiska posłów opozycji ze spotkania o 16.30. Dlatego potrzebna była interwencja posłanek, która okazała się skuteczna.

Ostatecznie opozycja przedstawiła Komisji Weneckiej swój pogląd.


Dostęp do informacji o działaniach władz to Twoje prawo.
Wesprzyj OKO, by nadawało dalej.

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!