0:00
Prawa autorskie: AFPAFP
14 lipca 2022

Gaz - trzeci front Putina. Brak wznowienia dostaw do Niemiec to „opcja atomowa” Kremla

Putin prowadzi wojnę na trzy fronty. Pierwszy - najważniejszy - to trwająca już 140 dni wojna w Ukrainie. Drugi to kraje Południa narażone na klęskę głodu z powodu rosyjskiej blokady eksportu ukraińskich zbóż. Trzeci jest w Europie, która z niepokojem patrzy na zbliżające się jesień i zimę

Wydrukuj

Od dwóch dni trwa próba generalna: Rosjanie wstrzymali dostawy przez podmorski gazociąg Nord Stream 1, oficjalnie w ramach rutynowej dorocznej przerwy w eksploatacji. Oficjalnie prace przy gazociągu mają potrwać do 21 lipca, ale Unia Europejska (z Niemcami na czele) nie dowierza Putinowi i obawia się, że konserwacja może się wydłużyć np. pod pretekstem „wykrycia” usterek, które trzeba będzie „usuwać” dla bezpieczeństwa dostaw.

Gazowa broń atomowa Putina

Obawy nie są bezzasadne. Po wybuchu wojny w Ukrainie Gazprom porzucił pozory, że rosyjski gaz to tylko biznes i odciął lub ograniczył dostawy gazu do 12 państw Unii w ramach politycznego odwetu za sankcje i dość zgodną postawę Zachodu wobec agresji i zbrodni wojennych dokonywanych przez Putina na Ukrainie.

Brak wznowienia dostaw do Niemiec to „opcja atomowa” Kremla ze względu na skalę uzależnienia największej gospodarki UE od rosyjskiego gazu i efekt tsunami, jaki może mieć niemiecka recesja w innych krajach, w tym w Polsce.

Bez rosyjskiego gazu niemiecki przemysł stanie wobec konieczności ograniczenia produkcji, a rządy republik federalnych oraz lokalne samorządy mogą być zmuszone do reglamentacji paliwa. Niemiecka i światowa prasa już teraz opisują niebywałe środki przedsiębrane, by zmniejszyć zużycie gazu: zamykane są baseny, wyznaczane godziny dostępności ciepłej wody (sic!), a Związek Miast Niemieckich apeluje o odcięcie ciepłej wody w budynkach użyteczności publicznej. Wiadomości te przywodzą na myśl raczej połowę lat 40. ubiegłego wieku, niż czasy współczesne.

Nastroje w Niemczech najlepiej opisują słowa wicekanclerza Roberta Habecka, który wizję odcięcia dostaw rosyjskiego gazu nazwał „scenariuszem koszmaru.” Ale nie tylko Niemcy spodziewają się najgorszego. „Przygotujmy się na całkowite odcięcie rosyjskiego gazu. To dzisiaj najbardziej prawdopodobna opcja” – to zeszłotygodniowa wypowiedź francuskiego ministra gospodarki Bruna Le Maire.

Jeszcze przed wstrzymaniem dostaw przez Nord Stream 1, brukselski think-tank ekonomiczny Breugel ostrzegał o „dużym ryzyku, że Rosja odetnie wszystkie dostawy do UE przed zimą, jeśli uzna to za strategicznie korzystne”. A to możliwe, bo – to znów dane sprzed wstrzymania dostaw przez Nord Stream 1 – ubytki energii nawet przy obniżonych dostawach idą w setki terawatogodzin:

  • Niemcom Rosja zakręciła gaz warty 369 TWh,
  • Włochom - 280 TWh
  • i Francji - 117 TWh.
  • Po całkowitym odcięciu Polski od dostaw przez gazociąg jamalski, ubyło nam 98 TWh.

Przyszły tydzień powinien przynieść aktualizację danych, lecz już teraz wiadomo, że pokażą one pogarszającą się sytuację.

Uderzyć rosyjskim gazem w …Rosję

Ewentualne wstrzymanie dostaw przez Nord Stream 1 wybiegające poza podany wcześniej do wiadomości czas prac utrzymaniowych, to problem nie tylko Niemiec, ale także Francji, Włoch i Austrii, zaopatrujących się przez podmorski gazociąg, oraz praktycznie całej Unii.

Dlaczego? To paradoks, ale rosyjski gaz jest kluczowy dla unijnego planu przygotowania zapasów „błękitnego paliwa” na zimę – „rosyjską zimę”, jaką chce wywołać w Europie Putin. Sławny politolog Iwan Krastew w wywiadzie dla "Politico Europe" powiedział 13 lipca: „Sroga rosyjska zima powstrzymała Napoleona [w 1812 roku]. Sroga rosyjska zima w 1941 roku powstrzymała Hitlera. Teraz pomysł [Putina] polega na tym, aby podobnie srogą zimę wywołać w Europie”.

Oczywiście UE nie siedzi i nie czeka na putinowskie mrozy. Trwa wyścig z czasem, by zapełnić magazyny do poziomu 80 proc. do końca września.

Choć na razie trwa lato i zapotrzebowanie na gaz w UE jest w sezonowym dołku, jesienno-zimowy wzrost popytu na gaz zacznie się już za nieco ponad dwa miesiące – i tyle czasu mają kraje UE na uzupełnienie zapasów oraz przygotowanie społeczeństw i biznesu na ograniczenia konsumpcji. Jest już pierwsza duża ofiara – niemiecki gigant gazowy, firma Uniper, ostrzegł niedawno, że w tym roku może ponieść straty rzędu 10 mld euro i poprosił rząd niemiecki o zapewnienie płynności.

UE zawarła kilka dni temu umowę na większe dostawy gaz rurociągami z Norwegii, a także zabiega o zwiększenie dostaw gazu skroplonego (LNG) z Kataru i USA. Pech – a może sabotaż? – chciał, że dostawy ze Stanów Zjednoczonych znacznie ucierpiały na skutek wybuchu w terminalu LNG w mieście Freeport, odpowiadającego za ok. 15-20 proc. amerykańskiego eksportu LNG. Incydent w Teksasie może mieć także wpływ na dostawy z innych terminali, które teraz będą przechodzić inspekcje pod kątem bezpieczeństwa.

W magazynach hula wiatr

Zapełnianie magazynów idzie więc mozolnie. Na poziomie UE magazyny wypełnione są zaledwie w 62 proc. Poziom 80 proc. osiąga bądź przekracza tylko trzy kraje – Portugalia, Polska i Dania. Między 70 a 80 proc. znajdują się tylko Czechy, Hiszpania i Szwecja. Pozostałe kraje zdołały jak dotąd zgromadzić poniżej 70 proc pojemności magazynów, w tym Niemcy i Włochy po niemal 65 proc. i Francja ponad 68 proc. Na najniższym poziomie znajdują się Bułgaria i Chorwacja – odpowiednio prawie 39 i prawie 38 proc.

W ramach planu „Oszczędzajmy gaz, by mieć bezpieczną zimę” (Save gas for a safe winter) Bruksela planuje również zwrócić się do państw członkowskich, by te wprowadziły zarządzanie popytem na gaz poprzez wypłacanie rekompensat firmom, które zdecydują się ograniczyć zużycie gazu i/lub przejść na alternatywne źródła energii.

„W ciągu ostatniego roku dostawy rosyjskiego gazu wyraźnie spadły w wyniku celowej próby wykorzystania energii jako broni politycznej. Nie ma powodu, by sądzić, że ten trend się zmieni. Szereg sygnałów wskazuje raczej na prawdopodobne pogorszenie perspektyw dostaw gazu”

– czytamy w przygotowanej przez Komisję Europejską propozycji.

„Analiza Komisji pokazuje, że umiarkowana, podjęta odpowiednio wcześniej i rozciągnięta w czasie redukcja zapotrzebowania na gaz ziemny byłaby znacznie mniej kosztowna niż konieczność drastycznego ograniczenia zapotrzebowania nagle i bez odpowiedniego przygotowania” – dodaje Komisja.

Według KE Unia jest w stanie zmniejszyć zapotrzebowanie na gaz o 25-60 mld metrów sześciennych, z czego ok. 11 mld. byłoby skutkiem zmniejszenia popytu w sektorze przemysłowym, kolejne ok. 11 mld z oszczędności na ogrzewaniu i chłodzeniu, a od 4 do nawet 40 mld na skutek zmniejszenia zużycia gazu w sektorze energii elektrycznej. KE może rozważyć także wprowadzenie maksymalnej ceny na rosyjski gaz, pozbawiając w ten sposób Rosjan narzędzia manipulacji rynkiem.

„Wpisanie maksymalnych cen do rozporządzenia rynkowego – uniknięto by w ten sposób długiej debaty w Parlamencie Europejskim - miałoby uzmysłowić Rosjanom, że jeśli przesadzą z windowaniem cen, to Unia sięgnie po cenę maksymalną i gazowa bonanza się skończy. Problem polega na tym, że wyznaczenie cen maksymalnych może dać Rosjanom pretekst do całkowitego odcięcia gazu jeszcze przed zimą” – napisał w analizie portal Wysokie Napięcie.

Deutsche Wirtschaft a sprawa polska

Ewentualne racjonowanie gazu za Odrą uderzy rykoszetem w polską gospodarkę, silnie powiązaną z niemiecką. Przykładowo według niedawnej analizy banku Credit Agricole, spadek produkcji w niektórych segmentach niemieckiej gospodarki - szczególnie narażone są tu produkcja metali i metalowych wyrobów gotowych, przemysł chemiczny, czy produkcja papieru - wystąpi Niemczech w IV kw. bieżącego roku i potrwa do I kw. 2023 roku.

„Skala szoku będzie uzależniona od warunków meteorologicznych w trakcie sezonu grzewczego oraz działań pomocowych podejmowanych przez rząd niemiecki. Przerwy w dostawach gazu mogą przyczynić się do spadku aktywności również w innych krajach (np. Włochy, Austria), co potęgowałoby skalę negatywnego wstrząsu na tempo wzrostu gospodarczego w Polsce” – piszą ekonomiści Credit Agricole, podkreślając, że aż 36 proc. całkowitego zużycia energii w niemieckim przemyśle pochodzi z gazu.

Na dodatek branże charakteryzują się różną wrażliwością na ograniczenia czy przerwy w dostawach gazu. W niektórych branżach przetwórstwa „substytucja gazu nie jest możliwa z uwagi na specyfikę procesu technologicznego. Służy on bowiem jako surowiec w procesie produkcji (np. branża chemiczna) czy paliwo zasilające urządzenia (np. branża metalurgiczna). Dla tych branż zakłócenia w dostawach gazu wiązałyby się z dużym spadkiem produkcji” – czytamy w analizie.

Łącznie w ramach efektów bezpośrednich i pośrednich „szok gazowy” w Niemczech przyczyniłby się do znaczącego spadku produkcji w Polsce w branżach takich, jak:

  • produkcja metali,
  • górnictwo surowców nieenergetycznych,
  • produkcja chemikaliów i wyrobów chemicznych,
  • produkcja papieru i wyrobów z papieru
  • czy w usługach dla górnictwa i wydobywania.

„Szacujemy, że <<szok gazowy>> obniży średnioroczną dynamikę PKB w Polsce o 0,4 pkt. proc. w 2022 r. i o 0,3 pkt. proc. w 2023 r.” – wskazują analitycy Credit Agricole.

Racjonowanie gazu w Niemczech redukuje też polskie możliwości tzw. rewersu na gazociągu jamalskim, czyli import gazu z zachodu (choć jest to nadal gaz pochodzenia rosyjskiego).

Niemniej, ze względu na niemal 100-procentowe wypełnienie naszych magazynów oraz mające nastąpić na przełomie roku de facto pełne uniezależnienie się Polski od Gazpromu, naszemu krajowi (raczej) nie grozi „scenariusz koszmaru” wicekanclerza Habecka.

Po tym, jak Gazprom zerwał kontrakt na dostawy gazu do Polski, rosyjski gaz ma być zastąpiony przez norweski, tłoczony przez kończony właśnie gazociąg Baltic Pipe, który w tym roku ma dostarczyć 5 mld metrów sześciennych gazu, a więc ok. połowy wartości kontraktu z Gazpromem. Od 2023 gazociąg ma już pracować w pełni – przesyłając do Polski 10 mld metrów sześciennych gazu.

Niemniej będzie drogo. Polska importuje większość gazu, a ten – jeśli Putin zdecyduje się pójść na całość – będzie coraz droższy. Już teraz ceny gazu z dostawą na sierpień-grudzień przekraczają 180 euro za MWh. To wzrost o 114 proc w ciągu miesiąca i prawie 760 proc. rok do roku. Ceny zbliżają się już do poziomu 200 euro/MWh, czyli szczytu tuż po rozpoczęciu wojny w Ukrainie.

Chodzi o wzmocnienie nacisku na Ukrainę

Działania Rosji obliczone są na rozbicie jedności UE w sprawie napastniczej wojny Kremla w Ukrainie. Na razie wszystko wygląda jeszcze spokojnie, ale po wakacjach Ukraina może znaleźć się pod presją zawarcia pokoju za wszelką cenę, gdy miliony zachodnioeuropejskich wyborców odczuje w praktyce, czym jest reglamentacja ciepłej wody, ciepła i gdy recesja doprowadzi do wzrostu bezrobocia.

A przecież gaz to tylko jeden z czynników kryzysowych, jakich może dostarczyć Europa w końcówce roku. „Drugi front” Putina – a więc żywność, a właściwie głód spowodowany jej brakiem – może spowodować napięcia związane z migracją do Europy, gdzie – to kolejny czynnik ryzyka – napędzane przez zmiany klimatyczne fale upałów mogą obniżyć tegoroczne zbiory. Do tego kolejna fala Covid-19.

„Zobaczymy znaczną presję, by Europejczycy powiedzieli: »Zatrzymajmy wojnę«” – wieszczy Krastew w „Politico Europe”. A to z kolei będzie – jak wielokrotnie mówił prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski – odebrane w Moskwie wyłącznie jako „przejaw słabości”.

Udostępnij:

Wojciech Kość

W OKO.press pisze głównie o kryzysie klimatycznym i ochronie środowiska. Publikuje także relacje z Polski w mediach anglojęzycznych: Politico Europe, IntelliNews, czy Notes from Poland.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne