Ostre wypowiedzi przedstawicieli Komisji Europejskiej i jej polityka wobec kryzysu wywołanego napływem uchodźców mogły wpłynąć na wynik głosowania. Ale nikt nie jest w stanie powiedzieć, czy przeważyły szalę


Nie ulega wątpliwości, że przez kilka ostatnich miesięcy Komisja Europejska pod wodzą Jeana-Claude'a Junckera naprawdę się mocno „napracowała”, żeby ich zachęcić do opuszczenia UE.

Zbigniew Kuźmiuk, Felieton dla „Naszego Dziennika” - 20/06/2016

Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta


Półprawda. Komisja mogła się przyczynić do Brexitu.


Jeszcze przed brytyjskim referendum europoseł PiS Zbigniew Kuźmiuk napisał w felietonie w „Naszym Dzienniku”, że za ewentualny sukces przeciwników Unii w Wielkiej Brytanii będzie współodpowiedzialna Komisja Europejska.

Pisał m.in.:

Jednym z najbardziej spektakularnych posunięć KE w tym zakresie była „szalona” propozycja, aby karać kraje UE za nieprzyjmowanie imigrantów. KE zaproponowała tzw. mechanizm korekcyjny do zasad dublińskich regulujących funkcjonowanie strefy z Schengen. Zakłada on wprowadzenie stałego systemu dystrybucji imigrantów, który byłby uruchamiany w sytuacji kryzysowej (…) Gdyby jednak jakiś kraj nie chciał przyjmować odpowiedniej liczby imigrantów wynikającej z tego algorytmu, to może on odstąpić na jeden rok od udziału w ich relokacji, jednak musiałby zapłacić 250 tysięcy euro za każdego z nich.

Kuźmiuk może mieć trochę racji. Kwestie migracji (nie tylko uchodźcy z Bliskiego Wschodu i Afryki) odegrały znaczącą rolę w kampanii przed referendum. W marcu 2016 r. okazało się, że napływ migrantów netto do Wielkiej Brytanii w ciągu poprzednich miesięcy wyniósł 333 tys. Aż 184 tys., najwięcej w historii, przyjechało z Unii Europejskiej – co oznacza, że rząd brytyjski nie mógł zablokować ich przyjazdu. Od wielu miesięcy zwolennicy Brexitu (tacy jak były burmistrz Londynu Boris Johnson) przypominali premierowi Cameronowi jego obietnicę, że zmniejszy poziom migracji do 100 tys. osób rocznie bez wychodzenia z Unii. Cytowali także statystyki, według których ponad jedna czwarta matek urodzonych w Wielkiej Brytanii dzieci sama urodziła się poza wyspami.

Na dumę narodową Brytyjczyków mogły też podziałać komentarze Jean-Claude’a Junckera. W wywiadzie dla „Le Monde” 20 maja 2016 powiedział m.in. że w razie Brexitu Wielka Brytania „będzie musiała przyzwyczaić się, że jest traktowana jako kraj trzeciorzędny” oraz „dezerterzy nie będą witani z powrotem z otwartymi ramionami”. 22 czerwca 2016 r. oświadczył, że nie przewiduje żadnej renegocjacji traktatów z Wielką Brytanią, która dostała już od Unii wszystko to, co Unia mogła jej dać („Out is out”). Podważyło to zapewnienia Camerona, który przekonywał wyborców, że w razie głosu za pozostaniem w Unii będzie dążył do renegocjacji zasad funkcjonowania Wielkiej Brytanii w Unii na korzystniejsze. Obie wypowiedzi zostały odebrane jako groźby i wykorzystane przez zwolenników Brexit.

O wyniku referendum przesądziły najprawdopodobniej różne czynniki, nie tylko komisja i Juncker, dlatego oceniamy wypowiedź jako półprawdę.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Lubisz nas?

Powiedz o tym innym