Kaczyński twierdzi, że dzisiejsza opozycja chciała narzucić Polsce przymusowe przyjęcie znacznej liczby uchodźców (których nazywa też imigrantami). Naprawdę rząd PO-PSL był uchodźcom niechętny i sabotował unijną politykę rozdzielania ich między kraje członkowskie


Politycy dzisiejszej opozycji nie tak dawno twierdzili, że Polska jest w stanie przyjąć każdą liczbę uchodźców. (...) chcieli narzucić nam przymusowe przyjęcie imigrantów.

Jarosław Kaczyński, spot PiS - 07/05/2016

Fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


fałsz. Fałsz. To właśnie Platforma wynegocjowała dobrowolność decyzji.


W spocie PiS, który od 7 maja 2016 krąży po internecie, Jarosław Kaczyński twierdzi, 1. że według polityków dzisiejszej opozycji Polska mogłaby przyjąć dowolną liczbę uchodźców oraz 2. że kiedy rządzili chcieli narzucić “nam” przymusowe przyjęcie “imigrantów”. Potwierdzeniem mają być wypowiedzi opozycji, ale są one ogólnikowe. Sławomir Neumann (PO) zwraca uwagę, że nie każdy uchodźca to terrorysta, Władysław Kosiniak-Kamysz (PSL) przypomina, że Polska doświadczyła solidarności od innych krajów w stanie wojennym, a Barbara Nowacka (Inicjatywa Polska) mówi, że powinniśmy przyjąć uchodźców „na miarę naszych możliwości”.

Decyzję o przyjmowaniu uchodźców podejmował rząd PO-PSL. Gabinet premier Kopacz konsekwentnie dążył do zmniejszenia liczby osób, które Polska miałaby przyjąć zgodnie z ustaleniami Unii Europejskiej. Premier podkreślała, że „Polska nie zgodzi się na automatyzm tak zwanych kwot uchodźców”.

O tym, że „jako kraj jesteśmy przygotowani właściwie na każdą liczbę”, powiedział we wrześniu 2015 r. rzecznik rządu, Cezary Tomczyk. Miał na myśli to, że państwo polskie poradziłoby sobie z „każdą liczbą” uchodźców, ale podkreślał, że trwają negocjacje z UE, w których Polska stawia swoje warunki.

Kaczyński sugeruje, że rząd PO-PSL z własnej inicjatywy dążył do przyjęcia uchodźców – podczas gdy gabinet Kopacz systematycznie próbował tego uniknąć. Mylące jest też stwierdzenie, że chodzi o problem „imigrantów” – chodzi o uchodźców, czyli osoby, które ucierpiały w wyniku konfliktu w Syrii i Iraku.

„Oko” przyznaje dyzmę za odwracanie prawdy i dodatkowo matołka za pomylenie „imigrantów” z „uchodźcami”.

  • Kliknij, by przeczytać więcej

    „Oko” sprawdza dwa twierdzenia Jarosława Kaczyńskiego: 1. politycy dzisiejszej opozycji „nie tak dawno” twierdzili, że Polska jest w stanie przyjąć każdą liczbę uchodźców; 2. ci sami politycy chcieli „narzucić” Polakom przymusowe przyjęcie imigrantów.

    Oba twierdzenia są fałszywe.

    Każdą liczbę? W gorącej debacie na temat uchodźców wypowiedzi polityków opozycji pokazanych w spocie PiS są stonowane. Sławomir Neumann tłumaczył, że nie każdy uchodźca to terrorysta, a różnorodność kulturowa jest wartością, zaś Władysław Kosiniak-Kamysz przypominał, że Polska w stanie wojennym otrzymała pomoc i teraz powinna wykazać solidarność. Z kolei Barbara Nowacka mówiła, że Polska powinna przyjąć uchodźców „na miarę naszych możliwości i w miarę tego, co możemy zapewnić”.

    Rząd PO-PSL konsekwentnie dążył do zmniejszenia liczby uchodźców, których Polska miała przyjąć zgodnie z ustaleniami podjętymi przez Unię Europejską. Spór w Unii Europejskiej ciągnął się przez wiele miesięcy.

    8 września 2015 r. premier Kopacz mówiła, że Polska przyjmie 2 tys. uchodźców.

    Na konferencji prasowej wraz z Ministrą Spraw Wewnętrznych Teresą Piotrowską 14 września 2015 r. dodała, że „Polska nie zgodzi się na automatyzm w kwestii tak zwanych kwot uchodźców”. Odnosiło się to do zarzutów ówczesnej opozycji (przede wszystkim PiS, także ruchu Kukiza), która twierdziła, że polski rząd nie będzie miał wpływu na ostateczną liczbę przyjmowanych uchodźców, a decyzje podejmie Bruksela.

    Początkowo Bruksela oczekiwała, że Polska przyjmie ok. 2 tys. uchodźców, a kiedy kryzys się nasilił w październiku 2015 roku, oczekiwana kwota wzrosła do ok. 10-12 tys.

    W orędziu telewizyjnym 20 września 2015 r. Kopacz oświadczyła, że przyjętych migrantów będzie „z całą pewnością mniej, niż w latach 90., gdy Polska przyjęła ponad 80 tys. uchodźców z Czeczenii (…) Dziś już nawet o tym nie pamiętamy”.

    18 września 2015 r. rzecznik rządu PO-PSL Cezary Tomczyk udzielił wywiadu, w którym powiedział: „Jako kraj jesteśmy przygotowani właściwie na każdą liczbę”. Sens tej wypowiedzi był jednak zupełnie inny niż to, co stwierdził Kaczyński. Oto większy fragment wywiadu z Tomczykiem:

    „– Ilu uchodźców jesteśmy w stanie przyjąć?

    – Jako kraj jesteśmy przygotowani…

    – Na co?

    – …jako kraj jesteśmy przygotowani właściwie na każdą liczbę.

    – Na każdą? Czyli na 50 tysięcy też jesteśmy przygotowani?

    – Jako kraj jesteśmy przygotowani – chodzi o to, żeby podział uchodźców w Europie był sprawiedliwy, chodzi o to, żeby zostały spełnione nasze warunki (…) O liczbach będziemy rozmawiać dopiero wtedy, kiedy będą spełnione nasze warunki, a nie wcześniej”.

    Sens wypowiedzi Tomczyka jest oczywisty – wprawdzie państwo polskie poradziłoby sobie z „każdą liczbą” uchodźców, ale negocjacje dotyczą znacznie mniejszych kwot i to dopiero po spełnieniu warunków, które stawia polska strona. Zwrot miał więc charakter retoryczny i w żadnym wypadku nie można uznawać go za stanowisko rządowe.

    Chcieli nam narzucić? W drugim twierdzeniu Kaczyńskiego („chcieli narzucić nam przymusowe przyjęcie imigrantów”) w zasadzie każdy element budzi wątpliwości.

    Po pierwsze, czasownik „chcieli” sugeruje, że rząd PO-PSL z własnej inicjatywy dążył do przyjęcia uchodźców – podczas gdy systematycznie próbował tego uniknąć.

    Po drugie, zaimek osobowy „nam” sugeruje podział na „nas” i „ich”: nie wiadomo, o jakich „nas” i „onych” chodzi. Wyborców PiS? Wszystkich Polaków? Polacy byli podzieleni w sprawie uchodźców, ale nie wszyscy byli przeciw ich przyjmowaniu. Trudno też mówić o „narzucaniu” – rząd raczej się wahał, lawirował, nie podejmował decyzji.

    Po trzecie, wyrażenie „przymusowe” sugeruje, że Polska została do czegoś zmuszona – podczas gdy kwoty stanowiły przedmiot negocjacji w Unii Europejskiej, której Polska jest pełnoprawnym członkiem i bierze udział w podejmowaniu wspólnych decyzji.

    Po czwarte, Unia Europejska próbowała rozwiązać problem uchodźców, a nie imigrantów. Chodzi o osoby, które ucierpiały w wyniku konfliktu w Syrii i Iraku.

    W świetle prawa międzynarodowego podział na uchodźców i migrantów jest zasadniczy: uchodźca to osoba, która opuszcza miejsce zamieszkania z powodu prześladowań lub konfliktu zbrojnego – tak jak uchodźcy z Syrii. Sytuację prawną uchodźców reguluje m. in. Konwencja dotycząca statusu uchodźców” z 1951 r. Polska tę konwencję ratyfikowała i jest związana jej postanowieniami. Migranci (w tym imigranci) opuszczają miejsce zamieszkania nie z powodu konieczności ratowania życia, ale z innych przyczyn (chęć polepszenia standardu życia, uzyskania lepszej edukacji, z powodów rodzinnych etc.).

OKO liczy uchodźców. I rozlicza polityków.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Współzałożyciel, członek zarządu i analityk Fundacji Kaleckiego. Prawnik i Kulturoznawca, absolwent MISH UW. Współpracownik i doradca ds. międzynarodowych Instytutu Myśli Demokratycznej powołanego przez Roberta Biedronia. Publikował też m.in. w Gazecie Wyborczej, Krytyce Politycznej, Przekroju, Newsweeku, Kulturze Liberalnej, Res Publice Nowej.


Komentarze

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press