"Nie chcę napędzać wojny politycznej i powielać schematów", "Nie ufam PO, N. i PiS - nie podoba mi się ich wojenka". Poprosiliśmy ludzi młodych, żeby opowiedzieli na kogo głosują i jakie są ich motywacje. Wyłania się obraz pokolenia zmęczonego duopolem i dużymi partiami. Młodzi wierzą w bezpartyjnych, lokalnych działaczy

Frekwencja wśród wyborców w wieku 18-29 lat wyniosła w wyborach samorządowych zaledwie 37 proc.  Zwróciliśmy się z prośbą do osób poniżej 30. roku życia o napisanie w kilku zdaniach na kogo głosowali, dlaczego głosowali oraz dlaczego nie głosowali. Podobną prośbę zamieściliśmy na facebookowej grupie dyskusyjnej „Jak będzie w akapie?„.

„Głosuję, ale się z tego nie cieszę”

W wiadomościach, które dostaliśmy, potwierdza się tendencja widoczna w wynikach exit polls. Przede wszystkim młodzi są zmęczeni wojną między PiS i Koalicją Obywatelską. Zdarza im się głosować na te ugrupowania (17 proc. uprawnionych do głosowania), ale zdecydowanie rzadziej niż starszym wyborcom.

Gdy już to robią, to ich powody mogą zaskoczyć pokolenie ich rodziców.

KO uchodzi wśród młodych za ugrupowanie konserwatywne.

Dla jednych to zaleta – kojarzy się ze spokojem, stabilnością, doświadczeniem. Dla innych – ogromna wada, którą są w stanie zignorować na poczet walki z autorytarnym PiS-em. Strach ten jest jednak wyraźnie słabszy, niż w starszych grupach wiekowych.

Nasze odezwy nie trafiły niestety do młodego elektoratu prawicowego. Poparcie dla PiS-u w tej grupie wyniosło 23,3 proc. (wśród głosujących). To więcej niż poparcie dla Koalicji Obywatelskiej (18,7 proc.). Zaskoczeniem był PSL z wynikiem 17,6 proc. poparcia wśród tej grupy.

Z listów, jakie otrzymało OKO.press wynika, że PSL postrzegany był jako alternatywa dla duopolu. Część z piszących wskazywała również na korzystne wystąpienia medialne takich polityków jak Jakub Stefaniak, czy Władysław Kosiniak-Kamysz. Publikujemy wybór listów i komentarzy.

Maja

„Głosuję w każdych wyborach, odkąd tylko mam taką możliwość. Teraz ma to dla mnie szczególne znaczenie, ponieważ urodziłam się, w przeciwieństwie od moich rodziców czy starszych znajomych, w wolnym kraju. I mam poczucie, że ktoś chce mi tę wolność zabrać.

Zawsze wychodziłam z założenia, że lepiej urodzić się ślepym niż oślepnąć, bo wtedy nawet nie wiesz co tracisz. Z wolnością mam podobnie.

Polityką interesuję się od pierwszych rządów PiSu – moja mama jest pielęgniarką i nigdy jej wtedy nie było w domu, bo całe dnie przesiadywała na strajkach. Zawsze zdawałam sobie pytania „dlaczego” i w tym wypadku również tak było.

Na fali protestów w sprawie reformy sądownictwa postanowiłam zostać jednym z członków założycieli Stowarzyszenia Młodzi2017. Tak samo jak większość ludzi w moim wieku oczywiście mam dosyć duopolu, jednak zdaję sobie sprawę, że tylko stając się częścią głosującego elektoratu mogę wpływać na jakość i kierunek działań partii politycznych. Nikt nie będzie walczył o głos kogoś, kto koniec końców to nie odda, prawda?

Głosując w tych wyborach postawiłam na Koalicję Obywatelską – generalnie nie są to może moi wymarzeni kandydaci, ale przynajmniej wiedzą jak zarządzać budżetem, co jest szczególnie istotne w polityce lokalnej”.

Robert, 21 lat

„Na KO głosowałem przede wszystkim dlatego, że popieram ich w polityce ogólnopolskiej. Ale także dlatego, że podobał mi się program Rafała Trzaskowskiego i, wbrew temu co powtarzali do znudzenia różnej maści komentatorzy, uważam, że jego kampania była całkiem udana. Natomiast moi znajomi głosowali zupełnie różnie, ale podejrzewam, że większość jednak nie głosowała”.

Adrian, 24 lata

W liście do OKO.press określił się jako chadek, dlatego z pełnym przekonaniem („należę do tzw. żelaznego elektoratu”) oddał swój głos na Koalicję Obywatelską. Zdaniem Adriana najważniejsze cechy polityka to rozsądek, doświadczenie i umiejętność godnego reprezentowania na arenie międzynarodowej. W kwestiach obietnic przejawia się to „realnym do zrealizowania programem”.

Oto cały jego list.

Piszę do Państwa w nawiązaniu do artykułu dotyczącego frekwencji osób po dwudziestce na wyborach samorządowych i prośby umieszczonej na końcu. Ja należałem i należeć będę do tej grupy która odda głos podczas nadchodzącej II tury, ponieważ w moim mieście, jeszcze nie doszło do rozstrzygnięcia, co do wyboru prezydenta miasta.

Swój głos oddałem na przedstawicieli KO, z tytułu moich poglądów politycznych. Niedługo przed osiągnięciem pełnoletności zacząłem interesować się polityką i oddaje swoje głosu podczas każdych wyborów i referendów.

Jakiś czas starałem się określić swoją tożsamość społeczno-polityczną, którą ostatecznie określam jako chadecką i z tego względu zdecydowałem się popierać tego typu ugrupowania, ale staram się również patrzeć indywidualnie na kandydatów. Przez tych kilka czy kilkanaście lat odkąd interesuję się polityką na każdym szczeblu nauczyłem się też w miarę uważnie obserwować zachowania i postawy polityków, dlatego gdy widzę po danym polityku, że chce on działać dla dobra ogółu to otrzymuje on mój głos, zaś gdy widzę, że zależy mu wyłącznie na zdobyciu określonego stanowiska to nie głosuję na niego, nawet jeśli jest z ugrupowania zgodnego z moimi poglądami.

Można powiedzieć, że zaliczam się do tzw. żelaznego elektoratu, choć bywam też krytyczny względem swoich faworytów. Niektórzy przez taką deklarację mogliby stwierdzić, że nie myślę samodzielnie, ale ja uważam, że takie określenie swojego stanowiska pozwala potem łatwiej podjąć decyzję przez wrzuceniem karty do urny.

Mojego głosu nie otrzymują ci, którzy obiecają fajne rzeczy, które niekoniecznie spełnią, ale ci, co obiecują rzeczy realne i pożyteczne. Nawet, jeśli nie są to „petardy”.

Dopóki będę żył to będę chodził na wybory, bo zależy mi na tym, żeby decydować o tym, kto mnie będzie reprezentować w danej jednostce administracyjnej, a także na tym, aby ważne funkcje sprawowały osoby odpowiedzialne i chcące działać na rzecz zwykłych ludzi.

Jest to z mojego punktu widzenia jeden z przejawów patriotyzmu z mojej strony, bo chcę aby u steru mojej ojczyzny stali ludzie rozsądni i którzy nie zawstydzą mnie m.in. na arenie międzynarodowej. Udział w wyborach to moje prawo, ale dla mnie również obowiązek, dlatego chodziłem, chodzę i będę chodził na wybory do samego końca swoich dni.

Bartosz

„Jestem również zwolennikiem wybierania w takich wyborach działaczy ruchów lokalnych, którzy przy podejmowaniu decyzji mogą kierować się przede wszystkim rozsądkiem, a nie interesami partyjnymi. Zagłosowałem jednak na Koalicję Obywatelską.

Była to też trudna decyzja ze względu na brak afektywnego związku z PO i .N, oraz moje ogromne problemy z identyfikacją z tym ruchem. Jestem liberałem, szukam polityków postępowych, a konserwatywna PO jest mi bardzo odległa.

Zagłosowałem, bo chciałem zamanifestować, że zależy mi na Polsce. Ważne było dla mnie wskazanie już teraz kierunku, w którym moim zdaniem Polska powinna iść, swego rodzaju okazanie szacunku liberalnej demokracji i sprzeciwienie się niszczeniu państwa prawa, oraz tępej propagandzie opcji rządzącej. Obawiałem się, że jeśli z oddaniem głosu będę zwlekał do przyszłorocznych wyborów, PiS może „odjechać” reszcie stawki zbyt mocno i całkowicie zdominować scenę polityczną.

Nie głosując mógłbym mieć czyste sumienie – decydowanie o losach swojego podwórka zostawiłbym ludziom po nim teraz chodzącym. Ale jednocześnie, jako osoba uprawniona do oddania głosu, legitymizowałbym działania obecnej władzy. I to nie tylko tej na poziomie lokalnym”.

Dość „duopolu”, „wojenek”

Większość autorek i autorów wiadomości, które dostaliśmy, deklarowała poparcie w wyborach kandydatów i kandydatek niezależnych, bezpartyjnych. Czasem byli to członkowie rodziny, znajomi, lub szanowani nauczyciele, częściej jednak – osoby, które kojarzyli z działalności lokalnej.

Większość z piszących wskazywała też, że niechęć do PiS i KO bierze się z ich agresywnej retoryki, z kreowania podziału, zmuszania wyborców do opowiedzenia się po jednej ze stron.

Pojawiały się również głosy, że żadne z tych ugrupowań nie ma propozycji dla młodych, których głównym zmartwieniem jest niestabilne zatrudnienie („KOD nie rozumie problemu śmieciówek”).

Młodzi rozczarowani są liderami dużych partii. Wytykają ich wtopy wizerunkowe, nieumiejętnie prowadzone kampanie. A przede wszystkim – kurczowe trzymanie się władzy. Tu przykładem był Grzegorz Schetyna i Ryszard Petru.

Jako argument za głosowaniem na działaczy niezależnych wskazywano również „niezagrożoną pozycję KO” w regionie. Wybór bezpartyjnych aktywistów okazuje się więc często „przywilejem” w sytuacji, gdy nie trzeba się bać PiS-u. Jedno jest jednak pewne – młodzi mają dość głosowania na „mniejsze zło”.

Julia, 26 lat

„Głosowałam na działaczy lokalnych, a do sejmiku na partię Razem (…) Mam znajomą, która dużo udostępnia postulatów tej partii, gdyż sama w niej działa i podoba mi się, że dużo mówią o prawach pracownika, prawach kobiet i mniejszości wszelkiego rodzaju, a ponadto uznałam, ze wystarczy już głosowania na »mniejsze zło« w postaci PO, która swoimi działaniami raczej zniechęca”.

Maja, która głosowała w wyborach do rad dzielnicy i sejmiku na Koalicję Obywatelską (z rozsądku), w wyborach prezydenckich wsparła już kandydatkę niezależną:

„W wyborach prezydenta Warszawy mój głos powędrował jednak do Justyny Glusman – była, w mojej opinii, najbardziej kompetentną kandydatką na to stanowisko i nie jest związana z żadną z głównych partii.

Cieszy mnie, że wygrał Trzaskowski, a raczej to w jakim stopniu zdeklasował Jakiego, jednak oddając na niego głos byłabym nie fair w stosunku do siebie.

Nie chcę napędzać wojny politycznej i powielać schematów, tylko zmieniać jakość sceny politycznej na nowszą i lepszą„.

Gabriela, 19 lat

„Wybory samorządowe były pierwszymi, w których mogłam brać czynny udział. Podczas nich zagłosowałam na kw Lewica Buduje. Nie chciałam być częścią tego niekończącego się koła „PiS lub PO”, stąd mój wybór i go nie żałuję.

Mogę również coś powiedzieć o moich znajomych, bo rozmawiam z nimi o polityce. Moja koleżanka ze Stęszewa, lat 18, opowiadała mi, że ona by zagłosować bardzo chciała, ale u nich byli tylko kandydaci z PiS i PSL i wydaje mi się, że to spory problem właśnie w takich mniejszych gminach.

Poza tym, jako młodzi dorośli studiujemy zaocznie, często w innych miastach niż jesteśmy zameldowani. Władza nam też zapewniła śmieciówki, więc tacy, co sobie dorabiają w weekendy (a jak wiemy w gastro jest pełno studenciaków i ogólnie ludzi młodych) nie mogli sobie pozwolić na wzięcie wolnego.

Mam wrażenie (czytając właśnie te wszystkie apele KOD-u do młodych), że to starsze pokolenie w ogóle sobie nie zdaje z tego sprawy”.

Maciej

„Głosowałem bo kumpel kandydował, z perspektywy czasu nie poszedłbym ponownie: przez kolejkę do komisji na całość zeszła mi ~godzina, a miałem tonę obowiązków i generalnie lepszych rzeczy do robienia; nikt z kandydujących nie budził mojego zaufania, nie zaprezentował programu który by mnie satysfakcjonował; nawet jeśli ich wybiorę, nie mam pewności czy nie tyle zrealizują obietnice wyborcze, co będą działać zgodnie z zapowiadaną linią (…)

Na pewno nie pójdę do drugiej tury, nie chcę żeby którykolwiek z tych kandydatów był prezydentem, a jedyny argument jaki słyszę od przekonujących mnie znajomych to  »idź zagłosuj na A żeby B nie wygrał« – szkoda mojego czasu na takie rzeczy”.

Jakub

„Głosowałem na lokalnego niezależnego kandydata na wójta swojej gminy i jego ludzi do rady gminy. Do powiatu i sejmiku województwa zagłosowałem na kandydatów z listu Koalicji Obywatelskiej. Do sejmiku tylko 1 raczył wywiesić swój plakat w moich okolicach, stąd go znałem i sprawdziłem.

Głosowałem na nich, ponieważ mają moim zdaniem poglądy jak najbardziej odpowiadające moim. Do Sejmiku zastanawiałem się jeszcze nad kandydatami listy Dutkiewicza dla Dolnego Śląska, jednak żadnego z jego kandydatów mnie nie »kupił«”.

Tymek, 19 lat

„W Gdyni wybór na prezydenta był mocno okrojony  – obecny (bezpartyjny), SLD, Razem, PiS i były współpracownik obecnego (też bezpartyjny) – Zmuda-Trzebiatowski. Mój głos poszedł na ostatniego, bo razem ze swoim komitetem zapowiedział zmiany i byłby powiewem świeżości.

Na radnego głosowałem też na gościa z ich komitetu – w sporej części zdecydowała kontrola konta na FB i to, że jako jedyny przyszedł z reklamą osobiście do naszego mieszkania. Ogółem tylko ten komitet mi pasował – SLD i Razem odrzuciłem z powodu silnie lewicowych poglądów, PO.N i PiS przez to, że im nie ufam, a do tego nie podoba mi się ich wojenka.

Do tego doszło zaklejanie plakatów innych kandydatów (…) Lista z sejmików mnie zaskoczyła i postanowiłem zagłosować na kogoś z PSL, bo wydają się rozsądną alternatywą oraz bardzo spodobał mi się występ Stefaniaka w debacie na prezydenta Waw”.

Piotr, 18 lat

„Na prezydenta głosowałem na lokalnego, bezpartyjnego kandydata, bo w sumie pozycji obecnego prezydenta z KO nic nie zagraża. Do rady miasta i sejmiku wojewódzkiego głosowałem na KO, chociaż początkowo chciałem na ŚPR, ale ostatecznie zrezygnowałem, bo zwątpiłem w ich wejście do sejmiku. Zastanawiałem się nad SLD jeszcze, ale dopóki lewica się nie zjednoczy nie mam zamiaru na nią głosować”.

Michał

„Wróciłem 300 km do domu, głosowałem przeciw PiS i Koalicji Obywatelskiej – czyli niezrzeszeni i jeden Razemek”.


Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o polityce i mediach. Prowadzi relacje LIVE w mediach społecznościowych.


Masz cynk?