Konstytucja dla Nauki 2.0 trafia pod obrady rządu. W dalszym ciągu jest to projekt, który osłabia samorządność społeczności akademickiej i stawia w zamian na zarządzanie uczelniami przez quasi-biznesowe rady i wszechmocnych rektorów

W najbliższy wtorek Konstytucja dla Nauki 2.0 Jarosława Gowina trafi pod obrady rządu. Pomimo krytyki, z którą spotkała się pierwsza wersja ustawy, zmiany w nowym projekcie są głównie kosmetyczne. Ustawa w dalej zakłada osłabienie ciał kolegialnych i zmniejszenie autonomii uczelni.

Trzy zarzuty

Pierwsza wersja ustawy, zaprezentowana 19 września 2017 roku, spotkała się z krytyką z różnych stron, w tym środowisk akademickich, ale także czołowych polityków PiS. Zarzuty środowiska akademickiego wobec pierwszej wersji ustawy dotyczyły:

  • negatywnego wpływu proponowanych rozwiązań na autonomię uczelni, a konkretnie zbyt dużych uprawnień rad uczelni (nominowanie kandydatów na rektorów, ustalanie strategii uczelni), które w połowie mają się składać z osób spoza uczelni;
  • przekazywania zbyt dużej władzy w ręce rektora (ustalanie struktury organizacyjnej uczelni, tworzenie wydziałów i powoływanie dziekanów);
  • oraz pogłębienia nierówności między mniejszymi uczelniami regionalnymi a dużymi uczelniami w wielkich miastach.

Krytykowano także konkretne zapisy, takie jak: ustanawianie anonimowych recenzji prac habilitacyjnych i doktoranckich, możliwość likwidowania kierunków studiów przez ministra oraz wyjątkowo kontrowersyjny przepis mówiący o rozwiązaniu stosunku pracy między pracownikiem akademickim a uczelnią w przypadku prowadzenia wobec pracownika postępowania karnego. Ten ostatni przepis w efekcie oznaczał, że to prokuratura decydowałaby o tym, kto jest zatrudniony na uczelni, a kto nie.

Kilka drobnych zmian i dużo retuszu

Jarosław Gowin oznajmił, że pod presją środowiska akademickiego ministerstwo wycofało się z pomysłu anonimowych recenzji. Z ustawy zniknęły również pomysły, by automatycznie zwalniać pracowników, wobec których toczy się postępowanie karne.

Pozostałe zmiany są kosmetyczne. Zapis pozwalający ministrowi zamykać kierunki otrzymał nieco łagodniejsze brzmienie: jest mowa o „cofaniu pozwolenia na prowadzenie kierunku”.

W przypadku trzech generalnych zarzutów sprawy wyglądają podobnie.

„Monitorowanie” zamiast „nadzoru”

Po pierwsze, zgodnie z nowym projektem rady uczelni nie będą ciałami „nadzorczymi” tylko „monitorującymi”. Minister podczas prezentacji zapewniał, że nie jest to jedynie zmiana semantyczna, ale w projekcie zapisano, że „monitorowanie gospodarki finansowej uczelni” polega na „opiniowaniu planu rzeczowo-finansowego”, „zatwierdzaniu sprawozdania z realizacji planu rzeczowo-finansowego”, oraz „zatwierdzaniu sprawozdania finansowego”. Więc raczej to jest uprawnienie kontrolne.

Kompetencje rad rozszerzono, a nie zawężono

Według pierwszej wersji projektu, rady uczelni miały nominować kandydatów na rektorów, ale sam wybór rektora pozostawał w rękach kolegium elektorów. Teraz rada bezpośrednio może wybierać rektora, jeśli taki zapis znajdzie się w statucie uczelni.

Minister powiedział, że tę zmianę wprowadził na wniosek Komitetu Polityki Naukowej – ciała doradczego Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego – i uzasadniał ją poważnym traktowaniem autonomii uczelni.

Rektor nadal wszechmocny

Po drugie, władza rektora nie została ograniczona: to on tworzy wydziały i decyduje o obsadzie stanowisk kierowniczych – choć w niektórych przypadkach musi uzgadniać to z samorządem studenckim. Dodatkowo, w przepisach dotyczących okresowych ocen pracowników akademickich, których zasady ustala rektor, nie przewidziano procedur odwoławczych od ocen negatywnych, choć na ten problem zwracali uwagę krytycy wrześniowego projektu ustawy.

Regionalne uczelnie pod kreską

Po trzecie, mimo że minister Gowin przedstawił program „Regionalnej inicjatywy doskonałości” jako wyjście naprzeciw obawom mniejszych uczelni, obecny projekt utrzymuje krytykowany podział – na uczelnie, które mogą stawać do konkursu o status uczelni badawczej i tzw. uczelnie regionalne.

Obecnie, według ministra Gowina, kryteria uprawniające do startu w konkursie o status uczelni badawczej spełnia 15 uczelni. Zwycięzców konkursu będzie 10 – uczelnie te otrzymają subwencje zwiększone o przynajmniej 10 procent.

Uczelnie regionalne natomiast będą mogły się starać o granty z programu „Regionalna inicjatywa doskonałości”, na które w sumie zostanie przeznaczone 100 mln zł rocznie. Jednorazowy grant będzie wynosił 3 mln zł.

Można podejrzewać, że system ten będzie pogłębiał różnice pomiędzy uczelniami większymi a regionalnymi.


Dziennikarz, politolog, pisze doktorat z nauk politycznych na nowojorskiej New School for Social Research. Absolwent Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego i Nauk Politycznych na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie. Stypendysta Flubrighta. Autor książki „Odczarowanie. Z artystami o narkotykach rozmawia Jan Smoleński”. Członek Zespołu Krytyki Politycznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym