12 grudnia 2020

Grozi nam wzrost temperatur o 3 stopnie. Katastrofa blisko, ale można jej uniknąć

Pomimo spadku emisji CO2 spowodowanego pandemią COVID-19, świat wciąż zmierza w kierunku wzrostu temperatury o 3 stopnie do końca wieku – taka jest konkluzja tegorocznego raportu ONZ „Emissions Gap”

Eksperci Programu Ochrony Środowiska ONZ (UN Environment Program) opublikowali 9 grudnia swój 11. już doroczny raport o skali emisji CO2.

Autorzy porównują deklarowaną przez poszczególne kraje redukcję gazów cieplarnianych, dzięki której można by nie dopuścić do wzrostu temperatury globu powyżej 1,5 C, z projekcją wzrostu wynikającą z aktualnego poziomu redukcji emisji. Ta luka jest właśnie pokazywana w raporcie.

Globalna emisja gazów cieplarnianych (Global Greenhouse Gas) w 2019 rosła nadal - wyemitowano 59 gigaton ekwiwalentu CO2 (CO2e to uniwersalna jednostka do pomiaru gazów cieplarnianych). Od 2010 emisja wzrastała o 1,4 proc. rocznie.

W tym roku – emisja była o około 7 procent niższa niż od 2019 roku. Nie jest to jednak zasługa starań na rzecz klimatu, a zahamowania gospodarki podczas pandemii COVID-19. Zmniejszyły się przede wszystkim emisje z transportu, co wynikało z ograniczeń w przemieszczaniu się.

Autorzy raportu podkreślają jednak, że sam jednoroczny spadek nie pomoże w walce z globalnym ociepleniem - dopiero utrzymanie tego trendu byłoby krokiem w dobrą stronę. To mogłoby być możliwe, jeśli państwa na całym świecie postawią na zieloną odbudowę po kryzysie.

Eksperci ONZ wymieniają kilka działań, dzięki którym ożywienie gospodarki byłoby przyjazne dla klimatu. W zaleceniach znalazło się m.in.:

  • wspieranie zielonych technologii, takich jak niskoemisyjny transport i budownictwo;
  • zalesianie i inne rozwiązania oparte na naturze;
  • wspieranie badań nad nowymi, zero emisyjnymi technologiami.

Według międzynarodowych ustaleń, zawartych w Porozumieniu Paryskim powinniśmy ograniczyć ocieplenie do 2 °C w porównaniu do epoki przedindustrialnej (chociaż naukowcy zalecają, by nie przekraczać poziomu 1,5 °C).

„Zielona odbudowa gospodarek po koronakryzysie może zmniejszyć emisje gazów cieplarnianych o 25 proc. w porównaniu do wcześniejszych wyliczeń dla 2030 roku” – piszą autorzy raportu. Jeśli to się uda, będziemy mieli szanse zahamować zmiany klimatu na względnie bezpiecznym poziomie.

Dlaczego względnie? Ocieplenie już przynosi negatywne skutki. Średnie temperatury są wyższe, topnieją lodowce, pogłębia się susza, znacznie częściej występują ekstremalne zjawiska pogodowe – huragany, pożary, nawalne deszcze, fale upałów. Eksperci ONZ podkreślają, że 2020 rok był jednym z najgorętszych w historii pomiarów. Przewidują, że ekstremalne temperatury i zjawiska mogą powtarzać się coraz częściej.

Kraje chcą być neutralne dla klimatu

„W momencie sporządzania raportu, 126 krajów, generujących 51 procent globalnej emisji gazów cieplarnianych, mają cele zero netto, które są formalnie przyjęte, ogłoszone lub rozważane” – czytamy w raporcie. „Cele zero netto” oznaczają zmniejszenie emisji i ich jednoczesną neutralizację – na przykład przez lasy.

W tej grupie są między innymi Chiny, dziś największy emitent gazów cieplarnianych na świecie. Xi Jinping, przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej, zapowiedział, że do 2060 kraj będzie neutralny klimatycznie – jednak do 2030 ma osiągnąć historyczny szczyt emisji i dopiero potem ma nastąpić szybka redukcja.

Korea Południowa, Kanada, RPA, Meksyk i Argentyna planują emisje zero netto już w 2050 roku.

Ten sam termin zapowiada również Unia Europejska, która obecnie, jeszcze liczona z Wielką Brytanią, znajduje się na trzecim miejscu największych globalnych emitentów. W piątek 11 grudnia Rada Europejska ogłosiła, że do 2030 roku emisje mają spaść o 55 proc. w porównaniu do 1990 roku. To o 15 proc. ambitniejszy cel niż do tej pory.

Eksperci dodają, że wiele zależy również od USA, które plasują się na drugim miejscu na świecie pod względem emisji. Zgodnie z zapowiedziami prezydenta-elekta Joe Bidena, USA mają stać się neutralne klimatycznie w ciągu najbliższych 30 lat. Pierwszego dnia jego kadencji USA ma wrócić do Porozumienia Paryskiego. Wystąpił z niego Donald Trump w listopadzie 2019 roku, a oficjalne usunięcie Stanów z listy sygnatariuszy nastąpiło rok później. Dokładnie dzień po wyborach w USA.

Rezygnując z samolotów i mięsa uratujemy klimat?

„Podobnie jak w ubiegłych latach, zwracamy szczególną uwagę na kraje G20, które odpowiadają za 78 proc. wszystkich globalnych emisji” – piszą autorzy raportu.

Przewidują, że w sumie kraje G20 spełnią wymogi postawione im na szczycie klimatycznym w Cancun w Meksyku w 2010 roku. Są to indywidualne wyliczenia dla każdego państwa, zakładające stopniową redukcję emisji.

Na razie wszystko wskazuje na to, że cele postawione w Cancun osiągnie siedem krajów i Unia Europejska z Wielką Brytanią (której cel to 20 proc. mniejsze emisje w 2020 roku w porównaniu do 1990). Pod znakiem zapytania są Stany Zjednoczone, które w tym roku miały obniżyć emisje o 17 proc. w porównaniu do 2005.

Gorzej wygląda sytuacja, jeśli popatrzymy na bardziej ambitne cele zapisane pięć lat później w Porozumieniu Paryskim. Co prawda 9 krajów, w tym UE liczona jako jedno państwo, jest „na dobrej drodze”. Ale cele dla całej grupy G20 na 2020 rok nie zostaną zrealizowane.

„Działania podejmowane na rzecz ochrony klimatu są skrajnie niewystarczające” – ocenia Marcin Popkiewicz z portalu „Nauka o Klimacie”. „Powszechna jest tendencja do robienia tego, co wygodne, »możliwe politycznie« i nie naruszające status quo. Przykład? Najbogatszy 1 proc. ludzi odpowiada za ponad dwukrotnie większe emisje CO2 niż uboższa połowa ludzkości. Nieproporcjonalnie dużo latają po świecie, pływają wielkimi jachtami, mieszkają w wielkich rezydencjach, jeżdżą wielkimi samochodami i na wiele innych sposobów zużywają astronomiczne ilości energii. W większości nie dlatego, że muszą. Nie ponoszą kosztów swoich emisji; są też ostatni w kolejce do poniesienia konsekwencji - te najbardziej dotykają ludzi w ubogich krajach, którzy emitują najmniej” – dodaje.

Tę tendencję również zauważają autorzy „Emissions Gap”, podkreślając, że nie uda nam się ograniczyć ocieplenia klimatu bez ograniczenia emisji wynikających ze stylu życia. 20 proc. z nich stanowią podróże.

Rezygnacja z jednego lotu samolotem na dużą odległość zmniejszy emisję na mieszkańca o 1,9 ton CO2e.

„Przeloty między krajami i transport międzynarodowy nie są objęte celami redukcji emisji składanymi przez kraje w ramach Porozumienia Paryskiego. Choć przy dotychczasowych trendach mogą zużyć 60-220 proc. całości dostępnego budżetu węglowego dla celu ograniczenia ocieplenia do 1,5°C. Utrzymywanie tego stanu rzeczy jest nie do pogodzenia z ochroną klimatu” – mówi Marcin Popkiewicz.

Ale emisje związane ze stylem życia to nie tylko dalekie podróże czy korzystanie z luksusowych dóbr. To również dostarczanie energii elektrycznej do domu czy jedzenie. Eksperci wyliczają, że energia z OZE w jednym gospodarstwie domowym to oszczędność 1,5 tony CO2e per capita.

Przejście na dietę wegetariańską – 0,5 CO2e na mieszkańca.

Dlaczego? Hodowla zwierząt to jeden z największych czynników, które przyspieszają zmiany klimatu. Szacuje się, że odpowiada za ok. 18 proc. antropogenicznych emisji gazów cieplarnianych.

„Rozdział dotyczący stylu życia podkreśla ważny problem, do tej pory jakby niezauważony przy ustalaniu polityki klimatycznej UE” – komentuje Bert Metz z European Climate Foundation, były współprzewodniczący Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu.

„Unia Europejska mogłaby zastosować zalecenia ONZ w procesie tworzenia pakietów strategicznych, mających zachęcić Europę do niskoemisyjnego stylu życia” – dodaje.

Piąta rocznica umowy klimatycznej

Raport „Emissions Gap” ukazał się po raz jedenasty. Został opublikowany na kilka dni przed piątą rocznicą podpisania Porozumienia Paryskiego, przypadającą 12 grudnia. Z tej okazji analitycy z ośrodka SYSTEMIQ wzięli na warsztat tę najważniejszą dotąd globalną umowę klimatyczną ONZ. Ich raport przynosi kilka optymistycznych wniosków:

  • do 2030 roku niskoemisyjne rozwiązania staną się konkurencyjną ofertą w sektorach odpowiadających za 70 proc. światowych emisji;
  • już w latach 20. czeka nas rozwój niskoemisyjnych technologii, które przyniosą nowe miejsca pracy;
  • kolejne kraje będą dążyły do wyzerowania emisji.

„Trzy główne założenia realizacji Porozumienia Paryskiego to niedopuszczenie do nadmiernego wzrostu średniej temperatury Ziemi – oznaczające konieczność zwiększenia tempa redukcji emisji, adaptację do zmian klimatu oraz finansowanie inwestycji zgodnych z poprzednimi dwoma celami” – mówi Lidia Wojtal, ekspertka think-tanku Agora Energiewende, i dodaje: „Polscy decydenci dopiero teraz zaczynają rozumieć, że te cele przekładają się bezpośrednio na tempo odchodzenia od węgla, ale i gazu w UE i Polsce. A także na brak możliwości dalszego finansowania inwestycji opartych o te paliwa”.

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne