Po śmierci sędziego dublera z Trybunału Konstytucyjnego politycy PiS i media prorządowe mówią o „medialnej egzekucji”. Według nich winę za śmierć prof. Henryka Ciocha ponosi opozycja i media, które krytykowały, że został wybrany bezprawnie. Problem w tym, że miały rację - był wybrany bezprawnie

Prof. Henryk Cioch, prawnik, został wybrany przez posłów PiS do Trybunału Konstytucyjnego na miejsce zajęte przez sędziego powołanego przez Sejm poprzedniej kadencji. Został zaprzysiężony przez prezydenta Andrzeja Dudę niedługo po północy 3 grudnia 2015 roku. Zmarł nagle we własnym domu 20 grudnia 2017. Według doniesień mediów przyczyną śmierci był udar mózgu. Miał 66 lat.

Zastanawialiśmy się przez kilka dni w OKO.press, czy należy o tej sprawie pisać. Dobrze ugruntowany zwyczaj nakazuje mówić o zmarłych dobrze. Doszliśmy jednak do wniosku, że należy sprostować nieprawdy opowiadane przez polityków i działaczy PiS nad grobem sędziego. Obciążają bowiem nie samego prof. Ciocha, ale tych, którzy je opowiadali – czyli ludzi całkowicie i w stu procentach żywych.

W czasie pogrzebu prof. Ciocha 28 grudnia senator PiS Grzegorz Bierecki wygłosił wzruszające przemówienie. Według niego zmarły „poszedł do polityki jak na wojnę o Polskę”. Kluczowy fragment przemowy stawiał jednak – delikatnie rzecz ujmując – całą historię prof. Ciocha na głowie.

„Odszedł do Pana wykonując obowiązki niezwykle trudne, wymagające odpowiedzialności, osobistego poświecenia, wymagające bohaterstwa. Wykonując te obowiązki

codziennie narażał się na bojkot, ostracyzm, zerwanie stosunków towarzyskich, narażał się na śmierć cywilną. Ci, którzy chcieli mu ją zadać posługiwali się oszczerstwem i szyderstwem – by odebrać mu szacunek, zniszczyć jego godność ludzką.

Czy wychowawcy młodzieży, profesorowi, senatorowi, sędziemu Trybunału Konstytucyjnego, do wykonywania powierzonych mu zadań potrzebny jest szacunek? Czy odbieranie godności, poniżanie, ordynarne wyzwiska, przemysł pogardy są dopuszczalną częścią debaty publicznej? Czy dalej mamy wierzyć , że osoba publiczna, wrażliwa i szlachetna, musi znosić więcej?” – wołał senator Bierecki.

Przeanalizujmy tę wypowiedź zdanie po zdaniu. Senator Bierecki mówi najpierw, że  zmarły wykonywał „obowiązki wymagające odpowiedzialności” oraz „bohaterstwa”. Przypomnijmy, że ma na myśli dobrowolny udział zmarłego w demontażu Trybunału Konstytucyjnego, a więc i całego systemu rządów prawa w Polsce.

Jeszcze w październiku 2017 roku sędziowie Mariusz Muszyński i Henryk Cioch orzekli w Trybunale we własnej sprawie, że zostali wybrani w sposób prawidłowy – chociaż to prawidłowość wyboru poprzednich sędziów (jeszcze za rządów PO-PSL) została potwierdzona wcześniejszymi wyrokami TK. (Dokładnie tę sprawę opisywaliśmy tutaj.)

Po drugie, Grzegorz Bierecki przyznaje, że za to spotkał prof. Ciocha „ostracyzm” i że narażał się na „śmierć cywilną”. Mówi więc pośrednio, jaki jest stosunek środowiska prawniczego, w tym kolegów zmarłego z akademii, do przejmowania przez PiS Trybunału Konstytucyjnego. Ostracyzm jest bronią stosowaną wobec tych, którzy łamią społeczne reguły gry i zachowują się niegodnie.

Po trzecie, ubolewania senatora PiS – szefa SKOK-ów i jednego z głównych sponsorów prorządowych wydawnictw i portali – nad agresją w mediach, to Himalaje hipokryzji. Zaledwie kilka dni temu kontrolowany w części przez Biereckiego portal wPolityce.pl rozpętał niesłychanie brutalną nagonkę na europosłankę Różę Thun, wypominając jej m.in. niemieckie nazwisko oraz eksponując porównanie jej występu we francusko-niemieckim reportażu telewizyjnym o kryzysie demokracji w Polsce ze szmalcownictwem.

Media Biereckiego nie oburzały się także, kiedy na cmentarzu witano buczeniem Władysława Bartoszewskiego, bohatera wojennej i powojennej konspiracji, albo kiedy w czasie kampanii prezydenckiej 2015 roku nazywano Bronisława Komorowskiego „Komoruskim”.

„Czy odbieranie godności, poniżanie, ordynarne wyzwiska, przemysł pogardy są dopuszczalną częścią debaty publicznej?” – ubolewał Bierecki podczas pogrzebu prof. Ciocha, zupełnie jakby zapomniał, jak bardzo podporządkowane mu media oraz politycy i działacze PiS przyłożyły się, by wprowadzić do debaty publicznej takie zwyczaje traktowania przeciwników politycznych.

Nawiasem mówiąc, nazywanie kogoś „dublerem” – chociaż nieprzyjemne – należy do zupełnie innej ligi niż porównanie do szmalcownika. Biorąc pod uwagę rolę prof. Ciocha w demontażu Trybunału Konstytucyjnego, należy je uznać za wyjątkowo łagodne. Senator Bierecki żyje w świecie na opak i moralności Kalego, w którym demontaż rządów prawa jest walką o Polskę, a nawet drobne słowa krytyki są „poniżaniem”, nad którym wypada rozdzierać szaty. Tylko opozycję można znieważać bezkarnie – w jego mediach robi się to codziennie – i wtedy wszystko jest uczciwie oraz w porządku.

Oprócz senatora Biereckiego głos nad grobem prof. Ciocha zabrała także Julia Przyłębska, mianowana przez rząd PiS przewodnicząca Trybunału Konstytucyjnego. W liście odczytanym w czasie pogrzebu zwracała się do zmarłego:

Ciągle kochałeś ludzi, mimo że oni zapominali o twojej godności atakując cię bezpodstawnie.

W osobnym wywiadzie Przyłębska skarżyła się także na „niemerytoryczne ataki ad personam” oraz „nagonkę medialną” oraz apelowała o „wrażliwość i otwarcie na drugiego człowieka”. Mówiła, że prof. Cioch „wciąż musiał czytać w gazetach i słyszeć z ust polityków opozycji, że jest „dublerem”. Bardzo to przeżywał”.

Sęk w tym, że krytyka wobec prawników, którzy stali się narzędziami PiS służącymi do rozmontowywania demokracji w Polsce, jest całkowicie uzasadniona. Jest zadziwiające, jak szybko osoby, które brały w niej udział, stały się zdolne do przybierania pozy zranionej niewinności.

Sędzia Przyłębska weszła także w publiczną sprzeczkę z prof. Andrzejem Rzeplińskim, byłym szefem Trybunału. Najpierw zasugerowała, że działania Rzeplińskiego – który wytrwale i publicznie przypomina o bezprawnym wyborze „dublerów” – przyczyniły się do pogorszenia stanu zdrowia sędziego Ciocha. W programie „Onet Opinie” 3 stycznia odpowiedział na to Rzepliński:

„To kłamstwo. Pan profesor Cioch przeszedł udar mózgu, zanim został wybrany na urząd sędziego. Nie ujawnił tego, choć miał obowiązek poinformować o tym, że przeszedł udar. Otoczyliśmy opieką jego oraz żonę. Łączenie kogokolwiek z tym, że trzeci udar go zabił, jest nieuczciwe”.

Pani Przyłębska odpowiedziała na to w rozmowie z PAP, w której oświadczyła, że rodzina zmarłego jest „oburzona pomówieniami”.

„Jest to kolejny pozamerytoryczny atak na mnie, stało się to już niestety tradycją. Jeśli ktoś nie ma argumentów merytorycznych, to sięga często po argumenty nieprawdziwe ad personam. To zachowanie niegodne sędziego i profesora. Jakim trzeba być człowiekiem, aby atakować kogoś, kto nie żyje i nie może się już bronić?”

Otóż jest to znowu odwracanie kota ogonem: rzecz się nie tyczy zmarłego, ale Przyłębskiej – oraz jej kolegów z PiS. To oni są przedmiotem krytyki. Trudno także uznać krytykę za niemerytoryczną: zmiany w Trybunale Konstytucyjnym za nielegalne uznawały najważniejsze autorytety prawnicze w kraju, protestowały przeciwko nim środowiska prawnicze oraz krytykowała za to rząd PiS Unia Europejska. Wszyscy oni mają – jak przypominaliśmy w OKO.press wielokrotnie – bardzo konkretne argumenty. Łatwiej jest oczywiście udawać, że ich nie ma – i przedstawiać się (w mediach senatora Biereckiego, nie inaczej) jako biedna, skrzywdzona, niewinna ofiara.


Historyk i socjolog, profesor w Instytucie Studiów Politycznych PAN, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. Szkalował Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017).
W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym