Policjanci wynieśli do radiowozów co najmniej osiem osób protestujących w ramach zgromadzenia spontanicznego przed siedzibą PiS 24 lipca. Policja nie rozwiązała zgromadzenia, ale uznała, że używając megafonów zakłócili porządek publiczny i zastosowała art. 51 Kodeksu wykroczeń. Gdyby tak traktować zgromadzenia, dozwolone byłyby tylko marsze milczenia

„Kilka osób siedziało na chodniku, ale nie blokowali drogi. Ja stałem obok. Wynieśli ich za ręce i nogi, mnie wyprowadzili. Zabrali nam sprzęt nagłaśniający” – prosto z policyjnej furgonetki relacjonował OKO.press Arkadiusz Szczurek z Obywateli Solidarnie w Akcji. – „Wokół jest około 200 ludzi. Teraz przejeżdża srebrne auto premier Szydło” – rzucił na koniec.

Działo się to o godz. 14.30 przed siedzibą PiS  przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie. Po ogłoszeniu przez prezydenta weta wobec ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i o Sądzie Najwyższym prezes Kaczyński zwołał partyjną naradę.

W reakcji na tę informację protestujący pod Pałacem Prezydenckim przeszli na Nowogrodzką, by domagać się tam zawetowania także ustawy o ustroju sądów powszechnych.

Poprosiliśmy stołeczną komendę policji o wyjaśnienia powodu interwencji .

„Te osoby zostały wylegitymowane, ponieważ zakłócały porządek publiczny z dużą mocą poprzez używanie urządzeń nagłaśniających. Ktoś skarżył się, że to przeszkadza w pracy lub wypoczynku”

– tłumaczył OKO.press st. asp. Mariusz Mrozek. Jego zdaniem zgromadzenie spontaniczne, jakim jest protest na Nowogrodzkiej, nie pozwala zakłócać porządku ani zajmować jezdni. Według jego relacji policjanci bezskutecznie prosili o przyciszenie nagłośnienia, dlatego protestujący dostaną mandaty za naruszenie kodeksu wykroczeń (art. 51) lub policja skieruje do sądu wnioski o ich ukaranie.

“Ja żadnych próśb nie słyszałem – mówi OKO.press Szczurek. – A mandatów nie przyjmiemy. Nie zrobiliśmy niczego wbrew prawu”.

Ma rację, bo wbrew twierdzeniom policji, nie może ona karać za zbyt głośne protestowanie.

Było to zgromadzenie spontaniczne? Było!

Manifestacja na Nowogrodzkiej spełniała wszystkie kryteria zgromadzenia spontanicznego (art. 3 ust. 2. prawa o zgromadzeniach):

  • odbyła się “w związku z zaistniałym nagłym i niemożliwym do wcześniejszego przewidzenia wydarzeniem”, czyli niespodziewanym wetem prezydenta i zwołaniem pilnego spotkania PiS;
  • jest wydarzeniem “związanym ze sferą publiczną”, a dokładnie: z losem ustaw kluczowych dla ustroju sądownictwa;
  • zorganizowanie zgromadzenia “w innym terminie byłoby niecelowe lub mało istotne z punktu widzenia debaty publicznej” – jeśli protestujący chcieli zamanifestować swoje poglądy politykom obradujących przy Nowogrodzkiej, nie mogli przełożyć tego na następny dzień.

“Przesłanki są spełnione, w związku z tym nie można uczestników szykanować” – komentuje sprawę dla OKO.press Marcin Szwed, prawnik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

Powodowali poważne zagrożenie? Nie!

Przepisy dotyczące zgromadzeń spontanicznych pozwalają rozwiązywać je policji, gdy “powodują poważne zagrożenie bezpieczeństwa lub porządku publicznego”. Ale tutaj nie doszło do żadnego “poważnego zagrożenia”, a poza tym z takiego samego powodu można rozwiązać także zwykłe zgromadzenie. Nie ma więc podstaw do surowszego traktowania uczestników zgromadzeń spontanicznych.

Nawet gdyby policja miała podstawę do rozwiązania zgromadzenia na Nowogrodzkiej, karać protestujących za zakłócanie porządku mogłaby dopiero po jego rozwiązaniu.

Rzecz w tym, że policja zgromadzenia nie rozwiązała.

Kodeks wykroczeń (art. 51) zabrania zakłócać spokój “krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem”. Gdyby można stosować go wobec uczestników zgromadzeń, dozwolone byłyby tylko marsze milczenia.


Opłać abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym