Olga Tokarczuk w mowie noblowskiej mówiła o „porządkowaniu w czasie informacji, ustalaniu ich związków z przeszłością, teraźniejszością i przyszłością, układaniem w kategorie przyczyny i skutku". Omówiła hipotezę o związku odkrycia Ameryki przez Kolumba z małą epoką lodowcową od końca XVI w. w Europie i potopem szwedzkim. Ekspert uważa, że mogło być inaczej

„Całe życie fascynują mnie wzajemne sieci powiązań i wpływów, których najczęściej nie jesteśmy świadomi, lecz odkrywamy je przypadkiem, jako zadziwiające zbiegi okoliczności, zbieżności losu. (…) Fascynuje mnie kojarzenie faktów, szukanie porządków” – mówiła Olga Tokarczuk w Sztokholmie 7 grudnia. Całą mowę noblowską możesz przeczytać tutaj:

Fragment wystąpienia podkreślający „zadziwiające zbiegi okoliczności” poświęciła oddalonym w czasie skutkom wyprawy Krzysztofa Kolumba. Zniszczenie cywilizacji Inków i Azteków, i śmierć – w wyniku zbrodni i chorób –  56 mln z blisko 60 mln. rdzennych Amerykanów, doprowadziło m.in. do tego, że

prawie 60 mln hektarów uprawnej ziemi zamieniło się w dżunglę. Roślinność regenerując się pochłonęła ogromne ilości dwutlenku węgla przez co osłabł efekt cieplarniany, to zaś obniżyło globalną temperaturę ziemi.

Tyle Tokarczuk. Wybitny ekspert od klimatu, Marcin Popkiewicz ma nieco inne zdanie. Kładzie nacisk nie tyle na rolę Ziemian, co aktywność Słońca. Wspomina też o wulkanach, XIV wiecznej dżumie i słodkiej wodzie w oceanach.

Aktualizacja: Przyrodnik i dziennikarz Adam Wajrak, po przeczytaniu tego tekstu, przysłał wsparcie dla Olgi Tokarczuk. Jego zdaniem, powołała sie na najnowsze hipotezy i prosił o zamieszczenie linku do wyników tych badań.

Oto najnowsze doniesienia w „Quarterly Science Review” nr. 207 z 2019 roku autorstwa Alexandra Kocha i współpracowników.

Earth system impacts of the European arrival and Great Dying in the
Americas after 1492

Tokarczuk: wyprawa Kolumba i najazd Szwecji na Polskę

Oto cały fragment mowy noblowskiej o skutkach odkrycia Ameryki: „Przyjrzyjmy się pewnemu momentowi w historii świata. Jest to dzień, kiedy od nabrzeża portu Palos w Hiszpanii, 3 sierpnia 1492 roku, odbija nieduża karawela o nazwie »Santa Maria«. Dowodzi nią Krzysztof Kolumb.

Świeci słońce, po nabrzeżu kręcą się jeszcze marynarze, a robotnicy portowi ładują na statek ostatnie skrzynie z prowiantem. Jest gorąco, ale wiejący z zachodu lekki wietrzyk ratuje żegnające rodziny przed zasłabnięciem. Mewy przechadzają się uroczyście po rampie, uważnie śledząc poczynania człowieka.

Ten moment, który teraz widzimy poprzez czas, doprowadził do śmierci 56 mln z blisko 60 mln. rdzennych Amerykanów.

Ich populacja stanowiła wtedy około 10 proc. całej ludności ziemi. Europejczycy nieświadomie przywieźli ze sobą śmiertelne prezenty – choroby i bakterie, na które rodowici mieszkańcy Ameryki nie byli odporni.

Do tego doszło bezpardonowe niewolenie i zabijanie. Zagłada trwała latami i zmieniła kraj. Tam, gdzie kiedyś rosła fasola i kukurydza, ziemniaki i pomidory, na nawadniane w wyrafinowany sposób pola uprawne wróciła dzika roślinność.

Prawie 60 mln hektarów uprawnej ziemi z biegiem lat zamieniło się w dżunglę. Roślinność regenerując się pochłonęła ogromne ilości dwutlenku węgla przez co osłabł efekt cieplarniany, to zaś obniżyło globalną temperaturę ziemi.

Jest to jedna z wielu naukowych hipotez wyjaśniających nastanie małej epoki lodowej w Europie, która pod koniec XVI w. przyniosła długotrwałe ochłodzenie klimatu. Mała epoka lodowa odmieniła gospodarkę Europy.

W ciągu następnych dekad mroźne i długie zimy, chłodne lata i intensywne opady zmniejszyły wydajność tradycyjnych form rolnictwa.

W Europie Zachodniej małe rodzinne gospodarstwa, produkujące żywność na własne potrzeby, okazały się niewydajne. Nastąpiły fale głodu i konieczność specjalizacji produkcji. Anglia czy Holandia, najbardziej dotknięte ochłodzeniem, nie mogąc związać swojej gospodarki z rolnictwem, zaczęły rozwijać handel i przemysł.

Zagrożenie sztormami skłoniło Holendrów do osuszania polderów i przekształcania stref podmokłych i płytkich stref morskich w ląd. Przesunięcie na południe zasięgu występowania dorszy, katastrofalne dla Skandynawii, okazało się korzystne dla Anglii i Holandii. Dzięki temu państwa te zaczęły wyrastać na potęgi morskie i handlowe.

Znaczące ochłodzenie, szczególnie dotkliwie było odczuwane tutaj, w krajach skandynawskich. Urwała się łączność z zieloną Grenlandią i Islandią, surowe zimy zmniejszyły zbiory i zapanowały lata głodu i niedostatki.

Szwecja zwróciła więc łakomy wzrok na południe, wdając się w wojny z Polską, zwłaszcza, że zamarzł Bałtyk przez co łatwo było się przezeń przeprawić armii i angażując się w wojnę 30-letnią w Europie.

Wysiłki naukowców próbujących lepiej zrozumieć naszą rzeczywistość, ukazują ją jako wzajemnie spójną i gęstą powiązaną sieć wpływów. To już nie tylko słynny efekt motyla, który, jak wiemy, polega na tym, że minimalne zmiany w warunkach początkowych jakiegoś procesu mogą dać w przyszłości kolosalne i nieobliczalne rezultaty, ale nieskończona ilość motyli i ich skrzydeł ciągle w ruchu, potężna fala życia, która wędruje poprzez czas.

Odkrycia efektu motyla kończy, według mnie, epokę niezachwianej ludzkiej wiary we własną sprawczość, zdolność kontroli, a tym samym poczucie supremacji w świecie. Nie odbiera to człowiekowi jego mocy, jako budowniczego, zdobywcy i wynalazcy, uzmysławia jednak, że rzeczywistość jest bardziej skomplikowana niż mogło się człowiekowi zdawać i że on jest małą cząstką tych procesów”.

Tyle noblistka. Czy to jedyna hipoteza (Tokarczuk podkreśla, że to hipoteza) tłumacząca zmiany klimatu w Europie w XVI i XVII wieku?

Marcin Popkiewicz:  Jedna z hipotez, ale są lepsze

OKO.press zwróciło się o komentarz do Marcina Popkiewicza z portalu naukaoklimacie.pl.

Jego zdaniem to, co powiedziała Olga Tokarczuk, można potraktować jako „jedną z wielu naukowych hipotez wyjaśniających nastanie małej epoki lodowej w Europie”, tak jak sama zresztą mówi w swoim wystąpieniu.

Jednak nie jest to hipoteza najbardziej prawdopodobna.

Na początku XV wieku stężenie CO2 w atmosferze wynosiło ~283 ppm, w ciągu tego stulecia zmniejszyło się do ok. 275 ppm, czyli spadło o 7-8 ppm.

O ile spadek stężenia CO2 w XV wieku faktycznie wiąże się z zalesieniami w Ameryce (oraz w Europie w wyniku dżumy, a także w wyniku zmian praktyk rolniczych w tym okresie), to wpływ takiego spadku na klimat globalny nie byłby duży.

Dla porównania, obecnie stężenie CO2 wynosi ~410 ppm i o te 7-8 ppm rośnie co trzy lata.

Mała epoka lodowa w Europie była związana głównie ze spadkiem aktywności słonecznej, podwyższoną aktywnością wulkaniczną (aerozole siarczanowe blokujące dopływ energii słonecznej), być może też osłabieniem cyrkulacji termohalinowej.

Pisaliśmy o tym m.in. w https://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/mit-ociepla-sie-bo-wychodzimy-z-malej-epoki-lodowej-42)

Poniżej fragment tego tekstu z naukaoklimacie.

Co spowodowało małą epokę lodową?

W poszukiwaniu przyczyn ochłodzenia klimatu między XVI i XIX wiekiem naukowcy zbadali historię najważniejszych naturalnych czynników kształtujących klimat: aktywności słonecznej i wulkanicznej oraz oceanicznego obiegu ciepła.

400 lat obserwacji plam słonecznych

Rysunek 1. Wykres pokazujący 400 lat obserwacji plam słonecznych, będących miernikiem aktywności Słońca. Wyraźnie widoczny jest 11-letni cykl aktywności słonecznej. Liczba plam jest dobrze skorelowana z aktywnością i mocą Słońca – im więcej plam, tym więcej energii Ziemia otrzymuje od Słońca. Źródło: www.globalwarmingart.com

Aktywność słoneczną można mierzyć zarówno liczbą plam na Słońcu, jak i tzw. danych proxy, czyli pośrednich wskaźników – wielkości, o których wiemy, że zależą od aktywności słonecznej. Jedną z nich jest zawartość izotopu berylu 10Be w odwiertach lądolodów Grenlandii i Antarktydy. 10Be jest produkowany w atmosferze przez promieniowanie kosmiczne pochodzenia pozasłonecznego. Strumień cząstek tego promieniowania jest największy w okresach minimum aktywności Słońca – gdy słabnie jego pole magnetyczne, które osłania Ziemię i stanowi przeszkodę dla promieniowania kosmicznego. Im aktywniejsze jest Słońce, tym skuteczniej jego magnetosfera osłania nasz układ. W konsekwencji, im większa jest aktywność słoneczna, tym mniej promieniowania pozasłonecznego dociera do Ziemi i tym mniej powstaje 10Be. Tak więc na podstawie koncentracji 10Be w glebie czy rdzeniach lodowych można określić okresy wzmożonej aktywności słonecznej.

Krzywe aktywności słonecznej

Rysunek 2: Aktywność słoneczna w ciągu ostatnich 600 lat, mierzona liczbą plam na Słońcu i zawartością 10Be w kolejnych warstwach rdzenia lodowego z Grenlandii (jednostka 104 atomów na gram lodu, ta skala jest na wykresie odwrócona). Źródło: www.globalwarmingart.com

W podobny sposób promieniowanie słoneczne wpływa na koncentracje izotopu węgla 14C, który powstaje w górnych warstwach atmosfery Ziemi w wyniku oddziaływania promieniowania kosmicznego z azotem 14N. Gdy aktywność słoneczna maleje, powstaje więcej izotopu 14C, który, przewędrowawszy do niższych obszarów atmosfery, odkłada się m.in. w rocznych przyrostach drzew.

Badając materiał biologiczny pochodzący ze znanego okresu, możemy wyznaczyć „zapisaną” w nim aktywność słoneczną. Rysunek 3 przedstawia wykres aktywności Słońca odzwierciedlonej w zawartości węgla 14C w szczątkach roślinnych w ciągu ostatniego tysiąclecia, do roku 1950.

Węgiel radioaktywny, zawartość

Rysunek 3: Zawartość węgla radioaktywnego w szczątkach roślinnych 14C w trakcie ostatniego tysiąclecia. Maksima i minima wykresu odpowiadają odpowiednio maksimom i minimom aktywności słonecznej.

Już na pierwszy rzut oka widać, że zmiany aktywności Słońca bardzo dobrze korespondują ze zmianami temperatury na Ziemi.

Zarówno „średniowieczne ocieplenie klimatu” w IX-XIII wieku, jak i „mała epoka lodowcowa” w XVI – XIX wieku oraz ocieplenie w XX wieku są skorelowane z aktywnością Słońca.

Również jeśli spojrzeć na wykres ujmujący łącznie temperaturę, aktywność słoneczną i zawartość dwutlenku węgla w atmosferze w ostatnich 150 latach, widać wysoką korelację pomiędzy zmianami aktywności Słońca i temperaturą. Tu sceptycy wobec „efektu cieplarnianego” mają rację –

klimatem Ziemi, na przestrzeni stuleci, sterował dopływ energii ze Słońca. Ale tylko do czasu. Wzrost temperatury do końca lat 50. XX wieku można wyjaśnić wzrostem aktywności Słońca. Jednak od tego czasu ta aktywność maleje, a temperatura mimo to coraz szybciej wzrasta (rys. 4).

Tak więc aktywność Słońca przez wieki sterowała klimatem Ziemi, ale od około 50 lat klimat zaczęły kształtować również inne czynniki, w szczególności wyższa koncentracja gazów cieplarnianych w atmosferze. Wszelkie podkreślenia wcześniejszej korelacji pomiędzy aktywnością słoneczną a temperaturą Ziemi jedynie uwypuklają fakt, że ta korelacja znikła w latach 70. XX wieku.

: Roczne zmiany globalnych temperatur

Rysunek 4: Roczne zmiany globalnych temperatur (cienka jasnoczerwona linia) z 11-letnią średnią ruchomą (gruba linia ciemnoczerwona). Temperatura z NASA GISS. Roczne Całkowite Napromieniowanie Słoneczne (Total Soral Irradiance – TSI) (cienka jasnoniebieska linia) z 11-letnią średnią ruchomą (gruba ciemnoniebieska linia). Rekonstrukcja promieniowania na podstawie raportu IPCC (Krivova i in., 2010Ball i in., 2012Yeo i in., 2014), poprawione i uzupełnione o najnowsze pomiary z projektu SORCE/TIM przez G. Koppa (Kopp 2014).

Chociaż spadek aktywności słonecznej koreluje z wystąpieniem małej epoki lodowcowej, to są również inne czynniki, które mogły mieć wkład w tę zmianę klimatu:

  • aktywność wulkaniczna była w tym okresie duża, a współczesne badania wskazują, że erupcje wulkanów mogą powodować nawet kilkuletnie, silne ochłodzenie klimatu (Crowley i in. 2000);
  •  oceaniczny „pas transmisyjny” – cyrkulacja termohalinowa – mógł zwolnić, w związku z dużymi ilościami słodkiej wody wprowadzonej do oceanu np. w rejonie lądolodu grenlandzkiego, w wyniku topnienia lodów we wcześniejszym okresie średniowiecznego ocieplenia (Broecker 2000); spowodowałoby to spowolnienie transportu energii na obszar północnego Atlantyku i regionalne ochłodzenie na przyległych terenach;
  • nagły spadek zaludnienia Europy spowodowany epidemią dżumy mógł spowodować zmniejszenie powierzchni obszarów rolniczych i ich powtórne zalesienie, prowadzące do spadku ilości CO2 w atmosferze (Ruddiman 2003).
Piszemy o wydarzeniach sezonu. Kulturalnie.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Redaktor w OKO.press. Inżynier elektronik, który lubi redagować. Kiedyś konstruował układy scalone (cztery patenty), w 1989 roku zajął się pisaniem i redagowaniem tekstów w „Gazecie Wyborczej”. W latach 80. pomagał w produkcji i dystrybucji „Tygodnika Mazowsze” i w prowadzeniu podziemnej Wszechnicy „Solidarności”. Biegle zna pięć języków, trzy – biernie. Kolekcjonuje wiedzę na każdy temat. Jego tekst „Zabić żubra” rozpoczął jeden z najgłośniejszych cykli w OKO.press.


Komentarze

  1. Adam Patrzyk

    Bardzo fajna glossa do wykładu Tokarczuk, tym bardziej że zapewne mało kto wcześniej słyszał o hipotezie przywołanej przez naszą noblistkę i mogła ta teoria padająca z ust pisarki wywołać pewną konsternację. Tokarczuk ciut przekłamała nie mówiąc, że jest to hipoteza dotycząca nie przyczyny, lecz współprzyczyny pojawienia się małej epoki lodowcowej. Nie zaznaczyła też – podobnie jak autor tekstu – że jest autorstwa geochemików z Uniwersytetu Stanforda. Mimo to był to dość spektakularny przykład występowania współzależności w świecie. Tokarczuk przyczyniła się w ten sposób zapewne do popularyzacji tej teorii, a także do większego zainteresowania przyczynami ocieplenia klimatu. Artykuł świetnie wspiera tezę o destrukcyjnym wpływie człowieka. Nigdy za dużo takich wyjaśnień przy tej liczbie głąbów negacjonistów.

  2. Momo Olejnik

    "przysłał wsparcie" – przecież Popkiewicz nie zakwestionował tego, co powiedziała Tokarczuk. Podała jedną z hipotez, on się skłania do innej. Obie przyczyny (aktywność słońca i podbicie Ameryki) mogły zajść jednocześnie, prowadząc do efektu synergii.
    Angielskie badania są z tego roku, więc jeszcze trzeba będzie poczekać na opinię większości naukowców. I w takich przypadkach nigdy nie będziemy mieć 100% pewności co do przyczyn, bo mamy dostęp tylko do częściowych informacji i na tej podstawie tworzy się hipotezy.
    Ale trzeba przyznać, że historia o zagładzie milionów istnień w wyniku przybicia jednego statku do nowego kontynentu jest znacznie bardziej "medialna" w kontekście katastrofy klimatycznej.

  3. Anonimowy nie-hejter

    Ciekawy artykuł.

    Zauważyłem, że jedna rzecz nie została tu całkiem wyjaśniona: na rysunku 2. widać, że wzrost ilości plam słonecznych spowolnił od lat 50. XX w. ale wzrost koncentracji 10Be – nie. (Poza tym: link do źródła wykresu nie działa) Z drugiej strony, całkowite promieniowanie słoneczne w tym okresie malało (rys. 4). Skąd więc ta nadwyżka 10Be w ostatnich latach?

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press