W orędziu przed Zgromadzeniem Narodowym – połączonymi izbami Sejmu i Senatu – prezydent Andrzej Duda przedstawił swoją wizję historii Polski. W dużej mierze jest rozbieżna z polityką historyczną i ideologią PiS

Pretekstem do wygłoszenia przez Dudę przemówienia o historii i państwie była 150. rocznica urodzin Józefa Piłsudskiego. Orędzie prezydenta można obejrzeć tutaj i przeczytać tutaj.

Od pierwszych zdań było jasne, że Duda poświęcił temu przemówieniu bardzo wiele uwagi i że jest ono dla niego ważnym wystąpieniem programowym.

Prezydent mówił o historii jak umiarkowany konserwatysta – ale równocześnie jak polityk, który bardzo stara się stanąć ponad partyjnymi podziałami. W historii sprzed wieku (w przyszłym roku przypada stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości po zaborach, w czym Piłsudski odegrał kluczową rolę) Duda szukał analogii do chwili obecnej i lekcji dla współczesnych polityków. Na zakończenie odniósł się bezpośrednio do teraźniejszości – przedstawiając się jako polityk bliski poglądom prawicy, ale bardziej umiarkowany, odpowiedzialny i pozbawiony zacietrzewienia często okazywanego przez partię, z której się wywodzi.

Co powiedział Duda?

Najpierw – cytując przemówienie Lecha Kaczyńskiego z 2009 roku – powiedział, że najważniejszą wartością dla Polaków jest państwo. Stulecie odzyskania niepodległości ma być dla niego cezurą – odrzuceniem mentalnego dziedzictwa dwóch stuleci wypełnionych narodowymi klęskami i niepowodzeniami (z nielicznymi wyjątkami).

„Jubileusz stulecia odzyskania niepodległości to czas ostatecznego odrzucenia niewiary we własną wartość i własne siły. W związku z tym odrzućmy wpajany nam od lat fałszywy wstyd dotyczący naszej narodowej historii i tożsamości”.

Ten fragment jest żywo wyjęty z retoryki PiS, a cytat z Kaczyńskiego można odczytywać jako deklarację lojalności. Nie wiadomo, kto miał „wpajać nam od lat fałszywy wstyd”. To zarzut, który PiS nieustannie wytacza wobec tych nurtów ideowych, z którymi się nie zgadza.

Potem jednak coś się zmienia. Duda apeluje o jedność – co przystoi prezydentowi, reprezentującemu formalnie wszystkich Polaków – i wygłasza apoteozę państwa polskiego:

„Polska – wiecznie młoda i zniewalająco piękna, groźna, ale i pełna majestatu – wciąż budzi w nas nowe siły i zdolności, dumę i odwagę, wielkie idee i żywe uczucia. Wzrasta razem z nami. Jest silna naszą siłą i naszymi sukcesami.

Opiekę nad tym skarbem przekażemy kiedyś naszym dzieciom i wnukom. Dlatego nie tylko nie możemy go roztrwonić, wręcz przeciwnie, powinniśmy go stanowczo pomnażać”.

Polska jest zatem dla Dudy „skarbem”, który przekazują sobie kolejne pokolenia Polaków. W tej wizji Polacy nie są właścicielami państwa polskiego: sprawują nad nim tylko opiekę (dosłownie!), a każdy z nas powinien się podporządkować tej dziejowej misji. Państwo dla Dudy nie jest więc wspólnotą polskich obywateli, ale czymś większym i ważniejszym od nich, niemal fizycznie istniejącym. To bardzo radykalne politycznie (i filozoficznie) stanowisko, bardzo bliskie przedwojennej retoryce piłsudczyków oraz sanacji. Oni również budowali kult państwa – w odróżnieniu od nacjonalistycznej prawicy narodowej, której głównym punktem odniesienia był Naród, koniecznie pisany wielką literą.

To „państwowe” podejście widać wyraźnie w składzie galerii bohaterów narodowych, których wyliczeniu poświęcona była główna część orędzia.

Oto oni:

  • Józef Piłsudski (były socjalista, współtwórca państwa polskiego);
  • Ignacy Jan Paderewski (pianista o poglądach bliskich Narodowej Demokracji, premier rządu RP, ambasador sprawy polskiej w USA);
  • Ignacy Daszyński, socjalista, przywódca Polskiej Partii Socjalistycznej, współtwórca ustawodawstwa socjalnego II RP;
  • Roman Dmowski, ojciec nowoczesnego nacjonalizmu polskiego, twórca antysemickiej ideologii polskiej prawicy;
  • Wincenty Witos, przywódca prawicowej części ruchu ludowego;
  • Wojciech Korfanty, chrześcijański demokrata, bardzo ważny polityk polski ze Śląska.

Prezydent Duda nie wspomniał, że Piłsudski (w młodości) i Daszyński (przez całe życie) byli socjalistami. Nie potępił także antysemityzmu, który był fundamentem ideologii Dmowskiego i jego obsesją. Wszyscy ci bohaterowie byli w realnym życiu politycznym śmiertelnie skłóceni. Dmowski i Piłsudski nie znosili się tak bardzo, że byli ze sobą w stanie zawrzeć zawieszenie broni tylko w dwóch momentach największego zagrożenia kraju – w czasie konferencji w Wersalu i walk o granice (1918-1919) oraz podczas ofensywy bolszewików na Warszawę latem 1920 roku. Nawet wówczas to zawieszenie broni było podszyte nieufnością, a endecka prasa bezwzględnie atakowała Piłsudskiego – zarzucając mu m.in., że jest bolszewickim agentem – kiedy Tuchaczewski podchodził pod stolicę odrodzonej Polski.

Duda zrobił z tych wszystkich postaci świętych, którzy wspólnie pracowali dla dobra ojczyzny. Z Piłsudskiego zacytował fragment wypowiedzi (jeden z wielu na ten temat), w którym Marszałek narzekał na skłócenie Polaków.

Potem prezydent znów apelował o jedność – i mówił o zadaniach dla polityki polskiej na najbliższe lata. Złożył deklarację o przynależności Polski do NATO i Unii Europejskiej jako fundamentach polskiej polityki. W orędziu znalazło się miejsce na zawoalowaną krytykę dyplomacji Waszczykowskiego oraz armii Macierewicza („Musimy też postawić na jakość i skuteczność służb dyplomatycznych oraz instytucji je wspomagających” – mówił Duda, co można odbierać jako sugestię, że teraz te służby skuteczne nie są). Mówił o potrzebie silnych instytucji, sprawnych sądów (co jest paradoksalne, biorąc pod uwagę rolę Dudy w demontażu niezależności sądownictwa) oraz poszanowaniu wolności obywatelskich.

Na zakończenie wrócił do ideologicznego wykładu:

„Ducha narodu łatwo zatruć fałszywą ideologią. Komunizm, nazizm, kosmopolityzm czy nihilistyczna negacja chrześcijańskiego systemu wartości niszczą łączącą nas delikatną więź kulturową.

Zaciemniane, zafałszowywane pojęcia wprowadzają chaos w nasz kod kulturowy. Utrudniają nam wewnętrzną komunikację. Ideologie wprowadzają wrogość między społeczności, powodują rozpad wspólnot.

Usiłują postawić się na szczycie hierarchii wartości, odsuwając na dalszy plan naturalne, odwieczne dążenia i aspiracje człowieka”.

To deklaracja konserwatyzmu: „nihilistyczna negacja chrześcijańskiego systemu wartości” to oczywisty sygnał, podobnie jak okrzyk „Boże, błogosław Polsce wolnej, suwerennej i niepodległej” na końcu.

Takie deklaracje mogą się nie podobać, ale warto dostrzec pozytywne elementy wystąpienia Dudy.

  • mówił o potrzebie poszanowania praw obywatelskich;
  • mówił o pozostaniu Polski w Unii Europejskiej i NATO;
  • uznawał równorzędność różnych nurtów politycznych w odzyskaniu przez Polskę niepodległości;
  • apelował o poszanowanie politycznego przeciwnika i mniej destrukcyjny sposób prowadzenia sporów politycznych.

Duda pokazał się jako chrześcijański konserwatysta, ale także prezydent z ponadpartyjnymi ambicjami. To odsuwa go od PiS – i przemówienie przed Zgromadzeniem Narodowym można odczytywać jako kolejny krok na jego drodze ku rozstaniu z partią prezesa Kaczyńskiego.


Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym