W wielu krajach europejskich nie handluje się w niedzielę - twierdzi minister Rafalska. I ma rację.
Sklepy są nieczynne między innymi z szacunku dla praw pracowników, a nie tylko po to, żeby ludzie mogli chodzić do Kościoła

W marcu 2017 roku rząd zgodził się, że sprzedaż w niedziele należy ograniczyć, choć może nie aż tak, jak chce „Solidarność”, jej partnerzy i pół miliona osób, które podpisały się pod projektem obywatelskim. Proponowana ustawa stanowi, że

„Handel w niedziele w placówkach handlowych jest zakazany”.

Spór o handel w niedzielę jest „światopoglądowy” i „ideologiczny” – prowokują ministrę dziennikarze „Wprost” w wywiadzie zatytułowanym „Czuję się jak prymuska”:


To jest ideologia? Zatem ideologiczna jest konstytucja Niemiec zakazująca handlu w niedziele i święta. Ideologiczne są przepisy w Hiszpanii i wielu krajach Zachodu, gdzie w niedziele sklepy są zamknięte. Tylko w Polsce panuje "hulaj dusza, piekła nie ma"

Elżbieta Rafalska, Wprost - 24/04/2017

Wprost ">

08.02.2017 Fot . Kuba Atys / Agencja Gazeta


blisko prawdy. Blisko prawdy. To fakt: wiele krajów zakazuje handlu w niedzielę.


Minister Rafalska ma rację: Niemcy wpisali zakaz handlu w niedzielę do swojej konstytucji:

art. 139. Niedziela i uznane przez państwo dni świąteczne są ustawowo chronione jako dni wypoczynku od pracy i służące duchowemu doskonaleniu.

Ograniczenia handlu w niedzielę nie są w Europie niczym wyjątkowym, choć nie jest też tak, że są powszechne – obowiązują w 11 krajach:

  • niemal całkowity zakaz wprowadziły cztery kraje: Austria, Niemcy, Szwajcaria, Norwegia;
  • częściowy zakaz stosuje siedem krajów: Francja, Wielka Brytania, Belgia, Holandia, Grecja, Hiszpania, Luksemburg.

Mapę europejskich krajów, które stosują zakaz, można zobaczyć na stronie BiQdata.

Europejskie badania pokazują, że 54 proc. pracowników krajów Unii Europejskiej w 2015 roku pracowało przynajmniej w jeden weekend w miesiącu. Europejskie prawodawstwo kładzie nacisk na to, żeby pracownicy mieli „higieniczne warunki pracy” i zapewnioną możliwość odpoczynku, jednak zgodnie z wyrokiem Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z 1996 roku dniem wolnym nie musi być niedziela.

Jednocześnie od kilku lat kolejne kraje coraz bardziej rozluźniają przepisy dotyczące handlu, co znaczy, że coraz chętniej pozwalają na to, by w niedzielę sklepy były otwarte.

Jeden z głośniejszych przykładów to Francja. Kandydat na prezydenta w trwających wyborach, Emmanuel Macron, w 2015 roku jako minister finansów, wprowadził pakiet ustaw zwanych „prawem Macrona”. Ustawy zostały przepchnięte przez parlament bez głosowania, przy sprzeciwie partii rządzącej, czyli socjalistów. Macron zwiększył liczbę niedziel, w które można pracować, z pięciu do 12. We wszystkie niedziele sklepy nadal mogą być otwarte tylko w specjalnych strefach turystycznych.

W Polsce wolna amerykanka

Czy w Polsce handel w niedzielę nie jest regulowany, jak mówi ministra?

Obecnie Polki i Polacy w niedziele mogą pracować – i pracują. Zwłaszcza Polki – bowiem ponad 60 proc. osób zatrudnionych w centrach handlowych to kobiety, a w sklepach wielkopowierzchniowych i dyskontach – aż 80 proc. Zakazany jest jedynie handel w święta.

Za pracę w święto przysługuje dzień wolny (art. 15.11 kodeksu pracy). Jednak prawo to dotyczy jedynie osób zatrudnionych na umowę o pracę. Reszta często nie ma wyboru i musi pracować w niedziele. W badaniu Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi i Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” aż 93 proc. badanych uznało, że konieczność pracy w niedzielę jest uciążliwa.



Polskie związki zawodowe nie są zgodne w sprawie postulowanego zakazu pracy w niedzielę. Np. OPZZ proponuje, by pracujący w niedziele otrzymywali wyższe wynagrodzenie godzinowe.

Minister Rafalska broni rozwiązania: dwie niedziele w miesiącu wolne, dwie – pracujące. I spodziewa się, że zakaz zwiększy zatrudnienie i obroty w takich sektorach jak kultura, sport czy turystyka. Nie jest to założenie bezpodstawne.

Niedziele to nie tylko msze

Dziennikarze „Wprost” uznali zakaz handlu za rozwiązanie ideologiczne. Rafalska zdecydowanie zaprzeczyła. OKO.press przypuszcza, że doszło tu do nieporozumienia. Rozmówcy ministry założyli pewnie, że kieruje się ona względami religijnymi – ograniczenia handlu w niedzielę domaga się Kościół katolicki, a z zakazu wyłączone by były sklepy z dewocjonaliami.

Jednak nie tylko religia każe bronić takich ograniczeń. Można się go domagać ze względu na prawa kobiet, prawa pracowników lub interes małego biznesu.

Na stronie europejskiej agencji związkowej Eurofound możemy przeczytać: „Handel i praca w weekendy, a szczególnie w niedziele, podlegają wpływom historii, kultury, religii, względom społecznym i ekonomicznym”.

Pisaliśmy o tym w odpowiedzi na polemikę środowiska Leszka Balcerowicza z tekstem Kamila Fejfera. Prof. Balcerowicz i jego współpracownicy uznali za oczywiste, że ograniczenie sprzedaży w niedziele zmniejszy zatrudnienie, zwiększy bezrobocie i zahamuje rozwój dużych sieci handlowych. Autor OKO.press pisał wówczas, że skutki wprowadzenia takich regulacji wcale nie są oczywiste, a wyborem „zakazywać czy nie” kierują wartości, a nie matematyka:

„Problem w tym, że na gruncie empirycznym ten spór jest nie do rozstrzygnięcia, ponieważ nie dotyczy on faktów, ale politycznej praktyki”.



 

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Dumna z mazowiecko-podlaskich korzeni. W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.


Masz cynk?