W 2010 roku praktyką było ignorowanie części postanowień przyjętej rok wcześniej instrukcji przewożenia najważniejszych osób w państwie. Dlatego Kancelaria premiera Donalda Tuska nie brała - choć powinna - udziału w organizacji lotu Lecha Kaczyńskiego wraz z delegacją na obchody 70. rocznicy zbrodni katyńskiej.

Temat katastrofy smoleńskiej jest jednym z największych siedlisk kłamstw, półprawd, manipulacji i przemilczeń w polskiej debacie publicznej. Dlatego zajmując się tym tematem w OKO.press postanowiliśmy każdemu szczegółowi poświęcić osobny tekst, aby nie mieszać wątków.



Kancelaria premiera nie uczestniczyła w organizacji lotu prezydenta [Lecha Kaczyńskiego do Smoleńska].

Tomasz Arabski, zeznania przed sądem - 12/08/2016

fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


blisko prawdy. Blisko prawdy. Kancelaria nie uczestniczyła, choć powinna uczestniczyć.


Tomasz Arabski jest jednym z najczęściej wymienianych przez PiS – obok Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego – odpowiedzialnych za katastrofę smoleńską. Rzeczywiście, rola kancelarii premiera w organizacji lotu była – zgodnie z wypowiedzią Arabskiego – żadna.

Wynikało to nie z przepisów, a z praktyki ich stosowania – ograniczając swoją rolę, kancelaria premiera unikała konfliktów z drugim ośrodkiem władzy. Kancelaria prezydenta z tego skwapliwie korzystała. Wszystkie te zaniechania i przekroczenia nie były jednak przyczynami katastrofy w Smoleńsku.

Instrukcja HEAD

W 2010 roku kwestie organizacji lotów najważniejszych osób w państwie regulowała „Instrukcja organizacji lotów statków powietrznych o statusie HEAD” z 2009 roku – dokument ten został w 2012 roku całościowo znowelizowany przez Tomasza Siemoniaka.

Zgodnie z instrukcją uprawnienie do złożenia zapotrzebowania na lot statku powietrznego o statusie HEAD mieli szefowie kancelarii: prezydenta, premiera, Sejmu i Senatu. Co ważne, w powstawaniu instrukcji HEAD brali udział przedstawiciele wszystkich wymienionych kancelarii, o czym świadczą ich podpisy pod projektem dokumentu.

Zgodnie z Instrukcją HEAD najpierw zamawiający kierował zapotrzebowanie do koordynatora (szefa kancelarii premiera, w 2010 był nim Tomasz Arabski), który kierował zamówienie do BOR, 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego oraz do Dowództwa Sił Powietrznych. Praktyka wyglądała jednak zupełnie inaczej.

Ludzie prezydenta wyręczają ludzi premiera

Choć zgodnie z instrukcją zamawiający 3 i 9 kwietnia przesłał do koordynatora w Kancelarii Premiera zapotrzebowanie na transport prezydenckiej delegacji do Smoleńska w dniu 10 kwietnia 2010 roku, to niezgodnie z instrukcją natomiast pismo to skierował również do BOR i 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego.

Niezgodna z instrukcją była również treść zapotrzebowania wysłanego przez kancelarię prezydenta – nie określono w niej m.in. liczby osób w delegacji, a zgodnie z instrukcją HEAD zapotrzebowanie powinno zawierać szczegółowe informacje dotyczące lotu: typ samolotu lub samolotów, daty i godziny planowanych startów i lądowań, określony powinien być dysponent statku powietrznego, liczba pasażerów oraz ilość i rodzaj przewożonych ładunków.

Niezgodnie z instrukcją Tomasz Arabski (obowiązki z jego pełnomocnictwa wykonywało dwoje urzędników KPRM) nie złożył zamówienia. W Kancelarii Premiera uznano, że skoro Kancelaria Prezydenta zapotrzebowanie skierowała również do BOR i 36. Specpułku, instytucje te są powiadomione o planowanym locie. Była to wówczas praktyka – rolą koordynatora transportu lotniczego – na mocy instrukcji HEAD był nim Szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów; w 2010 r. to stanowisko pełnił Tomasz Arabski – była nie tyle rzeczywista organizacja lotów, co sprawdzanie, czy mogą one zostać bezkonfliktowo zrealizowane.



Awantura o samolot

Powołując się na te ustalenia, prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie zarzutu niedopełnienia obowiązków podczas organizacji obu wizyt w Smoleńsku – w działaniach urzędników kancelarii prezydenta i premiera nie stwierdzono niedopełnienia obowiązków lub przekroczenia uprawnień, które miałyby bezpośredni wpływ na zaistnienie wypadku.

Mimo to, zgodnie z literą prawa, to koordynator w kancelarii premiera powinien zlecić wykonanie lotu. By to zrobić, musiałaby wskazać Pałacowi Prezydenckiemu wady złożonego zapotrzebowania – nie było w nim m.in. liczby osób w delegacji oraz przewożonych towarów. Takie zachowanie byłoby jednak bezczelnością – przed 7 kwietnia, gdy w Smoleńsku był Donald Tusk, zamówienia KPRM również nie zawierały wszystkich wymaganych danych.

Nieformalną przyczyną zachowawczej postawy kancelarii premiera oraz ekspansywnej kancelarii prezydenta był głośny konfliktu z 2008 roku, gdy rząd Donalda Tuska nie udostępnił Lechowi Kaczyńskiemu samolotu na szczyt Unii Europejskiej w Brukseli. Kancelaria Prezydenta zorganizowała wówczas lot samodzielnie i Kaczyński poleciał wyczarterowaną maszyną. Tusk nazwał nawet „awanturę o samolot” swoim największym błędem w 2008 roku. Zrobił to rok przed rozpoczęciem przygotowań do obchodów 70. rocznicy mordu katyńskiego.


Abonament na wolność słowa

Socjolog, publicysta. Publikuje na łamach Gazety Wyborczej. Doktorant w ISNS UW.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press