15 września IPN i studio animacji Platige Image pokazały czterominutową animację streszczającą historię Polski. Jest martyrologiczna, bogoojczyźniana i przedstawia zmanipulowaną wizję naszej historii, w której szlachetni Polacy od 1939 do 1989 roku zajmują się wyłącznie walką z podłymi wrogami. Wyliczamy nadużycia i przekłamania

Film „Niezwyciężeni” zrodził się „z myślenia o edukacji” i po to, „żeby zachęcić młodych ludzi do poznawania historii, żeby te możliwości które posiada IPN przełożyć w sposób atrakcyjny dla nauczycieli i dla uczniów” – mówił odpowiedzialny za projekt z ramienia IPN Rafał Pękała.
Nad filmem pracowali specjaliści ze studia Platige Image i Juice – wielokrotnie nagradzanych, znanych polskich firm zajmujących się animacją cyfrową.
„Pracowało nad nim przez rok 50 osób: modelarze, animatorzy, reżyserzy dźwięku” – wyliczał Krzysztof Noworyta z Platige Image.

„Dostaliśmy zamówienie z IPN: «Panowie, potrzebujemy komunikatu, że nie dla wszystkich wojna skończyła się w 1945»” – mówił Noworyta. „Musieliśmy zawrzeć w 4 minutach animacji syntezę historii Polski ostatnich 50 lat. Kluczem było jedno słowo: opór, opór Polaków wobec dwóch okupantów, opór żołnierzy, cywilów, wszystkich grup społecznych”.
Film streszcza pół wieku polskiej historii, pokazując – w sposób pełen patosu – 32 symboliczne momenty i wydarzenia od 1939 roku. Zaczyna się od pokazania mapy II RP, którą z dwóch stron zalewają hitlerowskie Niemcy i Związek Radziecki. Polskiego żołnierza całkiem dosłownie zgniatają potem dwie animowane ściany – niemiecka i sowiecka.

Za pomocą tego typu obrazów zostało tam m.in. pokazane powstanie w getcie, powstanie warszawskie, Auschwitz, bitwa o Monte Cassino czy powstanie „Solidarności”.
W „Niezwyciężonych” widz znający dobrze dzieje Polski odnajdzie wiele historycznych postaci. Np. więzień siedzący na pryczy w Auschwitz ma numer obozowy rotmistrza Witolda Pileckiego, bohatera podziemia, który dobrowolnie dał się uwięzić w obozie – i później z niego uciekł, dostarczając dokładnych informacji o warunkach, które tam panują.

Przy alegorycznej scenie pokazującej mord w Katyniu – oficerowie NKWD strzelają w głowy polskim oficerom – klęczący na pierwszym planie oficer ma twarz gen. Mieczysława Smorawińskiego.

W innej alegorycznej scenie przed siedzącym na czymś w rodzaju tronu (przypominającym pomnik Lincolna z mauzoleum w Waszyngtonie) prezydentem USA Franklinem Delano Rooseveltem staje Jan Karski, kurier podziemia, dziś pamiętany głównie za informacje o holocauście, które dostarczył aliantom.
Film został wyprodukowany w wersji polskiej i angielskiej (pod tytułem „Unconquered”, co można przetłumaczyć jako „nie podbici” albo „niepokonani”). W wersji angielskiej filmu lektorem jest znany aktor Sean Bean (Ned Stark z „Gry o tron”).
„Niezwyciężeni” przeszli drobiazgową konsultację faktograficzną – w czasie produkcji np. zmieniono model czołgu, na którym pojawia się gen. Stanisław Maczek, dowódca polskiej dywizji pancernej na froncie zachodnim.

Kłopot z filmem polega na wizji przeszłości, którą przekazuje widzowi. („Bo chcemy pomóc zrozumieć współczesność, zainteresować historią, pokazać w interesujący sposób” — mówili autorzy na konferencji prasowej.)
Przejdźmy kolejno ścieżkę dialogową filmu – wyliczając nieprawdy, półprawdy i manipulacje.

1. „Ta wojna dla Polski potrwa pół wieku” – mówi lektor na początku. W całym filmie doszło do zrównania okupacji niemieckiej i PRL, który zresztą się właściwie nie pojawia. Konsekwentnie mówi się o dwóch okupantach, nazistowskim i komunistycznym. Jest to fundamentalny fałsz. PRL był państwem niesuwerennym i zależnym od Moskwy, ale rządzonym przez Polaków oraz cieszącym się międzynarodowym uznaniem. Działały w nim polskie uniwersytety, sądy i urzędy. Zrównywanie go z okupacją niemiecką – podczas której Niemcy popełnili ludobójstwo na Żydach i zamordowali setki tysięcy polskich obywateli innych narodowości – jest całkowitym nonsensem, obraźliwym dla każdego, kto ma odrobinę oleju w głowie (i nie pracuje w IPN).

2. „Odradzamy się jako armia i przebijamy na Zachód” — mówi lektor, opisując drogę armii gen. Andersa z ZSRR na Bliski Wschód. To „odrodzenie” było możliwe dzięki układowi Sikorski-Majski z 1941 roku, czyli porozumieniu ze Stalinem, a Armia Andersa nie „przebijała się” przez ZSRR, tylko została ewakuowana przez Morze Kaspijskie.

3. „To my zdobywamy Monte Cassino”. Jest to tylko część prawdy: w kolejnych bitwach o Monte Cassino brali udział żołnierze wielu armii sprzymierzonych, w tym np. służący w armii francuskiej Marokańczycy. Sukces II Korpusu gen. Andersa był częścią ofensywy sprzymierzonych. Krótko mówiąc: Polacy nie zdobyli Cassino sami. Nie umniejsza to ich bohaterstwa, ale przypisywanie sobie całej zasługi za wygraną jest nieuczciwe. Nie należy mieć też złudzeń, że ktokolwiek na Zachodzie się na taką interpretację nabierze.

4. „Ratujemy Żydów, choć grozi za to śmierć” – tym słowom towarzyszy scena, w której Irena Sendlerowa ratuje żydowskie dzieci. To znów tylko część prawdy. Wielu Polaków ratowało Żydów i rzeczywiście groziła za to śmierć, nawet jeśli często w praktyce tej kary nie stosowano. Jednak historycy specjalizujący się w badaniach nad Zagładą (tacy jak Barbara Engelking, Jan Grabowski czy Dariusz Libionka) odkrywają w ostatnich latach ogromne obszary kolaboracji z Niemcami, w tym znaczący udział polskich formacji mundurowych, takich jak „granatowa” policja czy straż pożarna. Trudno oszacować, czy Polacy częściej pomagali Żydom, czy częściej ich wydawali: w każdym razie przedstawianie Polaków wyłącznie jako tych, którzy z narażeniem życia ratowali Żydów, fałszuje historię i jest nieuczciwe. Nie można mówić o jednym, nie mówiąc o drugim: to dwie strony postaw tego samego społeczeństwa.

5. „To my pierwsi mówimy światu o Holocauście” – mówi lektor, pokazując scenę rozmowy Jana Karskiego z prezydentem USA. To nieprawda. Informacje o Holocauście płynęły na Zachód wieloma różnymi kanałami od kiedy zaczęła się Zagłada – a zaczęła się na dobre po inwazji Hitlera na ZSRR 22 czerwca 1941 roku, w tym m.in. poprzez środowiska żydowskie w państwach neutralnych. Dokładnie można o tym przeczytać w wywiadzie, który przeprowadziłem w 2014 roku z historykiem dr. Adamem Puławskim (tutaj). Zacytujmy:

„Informacje o Zagładzie spływały do Londynu od momentu, kiedy się zaczęła – a zaczęła się po wybuchu wojny sowiecko-niemieckiej 22 czerwca 1941 roku, półtora roku przed misją Jana Karskiego do Londynu.

Już parę tygodni po rozpoczęciu niemieckiej inwazji płynęły na Zachód informacje z różnych stron – kanałami polskimi, żydowskimi, przez państwa neutralne.

(…) Ze źródeł, które od kilku lat badam, wynika, że delegatura wysyła materiały o eksterminacji Żydów w drugiej połowie 1942 roku za pośrednictwem innych kurierów niż Karski. Najdobitniej potwierdza to depesza delegata z grudnia 1942 roku wysłana w odpowiedzi na depeszę z Londynu z października domagającą się najnowszych raportów. W takim rozumieniu misja Karskiego nie była związana z informowaniem o Zagładzie. Jego główną misją w 1942 roku w zamyśle jego zwierzchników, i to się potwierdza w źródłach, nie było informowanie o zagładzie Żydów, tylko przywiezienie do „polskiego Londynu” informacji o stosunkach panujących w konspiracji polskiej – pomiędzy AK i Delegaturą Rządu, partiami politycznymi itd.”.

6. „W podziękowaniu zostajemy zdradzeni. Sojusze się zmieniają” – w ten sposób film podsumowuje postawę aliantów zachodnich wobec Polski. W kolejnych konferencjach w Teheranie, Jałcie i Poczdamie zwycięskie mocarstwa przesądziły zmianę granic Polski i oddanie jej w sowiecką strefę wpływów. Nadużyciem jest jednak sugerowanie, że zachodni alianci – nie wywołując III wojny światowej – mogli wyrwać Polskę z objęć Stalina. To Armia Czerwona zajęła tereny RP w 1944 i 1945 roku, a Stalin ani nie zamierzał się z Polski wycofać, ani nie miał planu zezwolić na wolne wybory (które obiecał zachodnim aliantom).

7. „Papież daje nam nadzieję na wygraną. Strajki ogarniają Polskę” – tymi dwoma zdaniami film podsumowuje „Solidarność” i całą dekadę lat 80. O ile historycy zwykle uważają, że wizyta Jana Pawła II w Polsce w 1979 roku przygotowała grunt pod powstanie „Solidarności”, to wypada odnotować, że najważniejsza postać tej dekady – Lech Wałęsa, przywódca i symbol „S”, powszechnie znany na Zachodzie – w ogóle się nie pojawia na filmie. I to w filmie adresowanym też do zachodniego widza!

IPN i Platige Image spędzili więc rok nad projektem, który nie mówi prawdy o polskiej historii, i w którym przedstawia się Polskę jako Chrystusa Narodów, wiecznie cierpiącego, ale zawsze niepokonanego.

Zagranicą to naturalnie nikogo nie przekona. Gorzej, że film będą oglądały polskie dzieci w szkołach. Szkody wyrządzone młodym umysłom mogą okazać się niepowetowane.

Opłać abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym