"Powiemy, gdzie są te punkty, w tej chwili nie do wyjaśnienia” - mówi Jarosław Kaczyński o katastrofie smoleńskiej. Za dwa miesiące 8, rocznica katastrofy. Prezes PiS i Antoni Macierewicz zapewniali, że do 10 kwietnia 2018 "dojdą do prawdy". Ale dowodów na zamach wciąż nie ma. Wygląda na to, że Kaczyński coraz mniej liczy na Macierewicza.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński otrzymał nagrodę 25-lecia „Gazety Polskiej”. Pośmiertnie nagrodzono również jego brata Lecha Kaczyńskiego, który 10 kwietnia 2010 roku zginął wraz z małżonką i 94 innymi osobami w katastrofie rządowego Tupolewa w Smoleńsku.

Po uroczystości wręczenia nagrody (6 lutego 2018) dziennikarka portalu „Gazety Polskiej” przeprowadziła z nim wywiad. Jest też pytanie na jakim etapie jest „zbliżanie się do prawdy” o katastrofie prezydenckiego Tu 154 pod Smoleńskiem.


Musimy czekać i nie możemy podejmować tutaj żadnych pochopnych decyzji. Lepiej powiedzieć, że pewnych rzeczy się nie da ustalić, niż ustalać je z ryzykiem błędu. Być może trzeba będzie nawet jeszcze lat, żeby być zupełnie pewnym, co się stało.

Jarosław Kaczyński, gala 25-lecia „Gazety Polskiej” - 06/02/2018

Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta


Kaczyński dystansuje sie od mitu smoleńskiego, ale go nie porzuca


„Ale sądzę też, że na 8. rocznicę będziemy mogli powiedzieć przynajmniej co wiemy, czego nie wiemy, gdzie są te punkty, które są w tej chwili nie do wyjaśnienia. Jedno wiemy na pewno: komisja Anodiny nie miała racji” – dodał prezes PiS.

To stopniowe wygaszania tematyki smoleńskiej w przekazie politycznym PiS. Przedsmak takiego stanowiska mieliśmy już kilka miesięcy temu jesienią 2017 roku.

„I będzie prawda […] Prawda, której dzisiaj jeszcze nie znamy, ja jej nie znam. Ale prawda! Albo stwierdzenie – dzisiaj, w tych okolicznościach, które mamy – tej prawdy do końca ustalić się nie da” – mówił Kaczyński 10 października 2017 na Krakowskim Przedmieściu podczas 90. miesięcznicy smoleńskiej.

Teraz prezes PiS odsuwa termin wyjaśnienia w daleką przyszłość: „być może trzeba będzie nawet jeszcze lat, żeby być zupełnie pewnym, co się stało”. Przy tak wysokim poparciu dla PiS w sondażach „paliwo smoleńskie” już nie jest tak potrzebne.



Twierdzenia bez pokrycia

Ostatni komunikat podkomisji smoleńskiej, którą powołał Antoni Macierewicz na samym początku swego urzędowania w MON, pojawił się kilka dni temu, 2 lutego 2018. I choć mówi się w nim o „przełomie w sprawie śmierci Prezydenta Polski w Rosji w 2010 roku”, to chyba już nikt – poza samą podkomisją i najwierniejszymi wyznawcami smoleńskimi – nie daje temu wiary.

„W styczniu 2018 roku, jeden z najbardziej znanych ekspertów śledczych katastrof lotniczych, Frank Taylor, upublicznił swoje wnioski stwierdzając, że bez wątpienia samolot został zniszczony w wyniku eksplozji, jakie miały miejsce najpierw w lewym skrzydle, a potem w kadłubie samolotu Tu154M w ostatnich sekundach lotu” – czytamy w komunikacie.

Zdaniem Taylora:

  1. lewe skrzydło samolotu zostało zniszczone w wyniku eksplozji wewnętrznej;
  2. eksplozja miała trzy źródła: skrzydło, slot, centropłat;
  3. brzoza nie miała wpływu na katastrofę.

Ale poza słowami Taylora żadnych potwierdzeń nie ma. Ani np. jakichś jego obliczeń lub innego materiału dowodowego, do którego mogliby się odnieść i ocenić inni eksperci.

Bombowy ekspert

Podkomisja dość jednostronnie prezentuje postać Taylora. Z komunikatu prasowego dowiadujemy się m.in., że ma 44 lata doświadczeń w badaniu katastrof lotniczych. Dostał też „prestiżową nagrodę imienia Jerome F. Ledere w uznaniu wieloletnich zasług na rzecz bezpieczeństwa w lotnictwie”. To również założyciel i pierwszy dyrektor Instytutu Lotnictwa na Uniwersytecie Cranfield.

Ale ze strony podkomisji nie dowiemy się, że Taylor już w 2015 roku mówił o zamachu w Smoleńsku. I to bez uprzedniego zapoznania się z wynikami prac Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego i dokumentacją katastrofy.

A na dodatek w latach 90. upierał się przy teorii zniszczenia przez bombę samolotu linii lotniczych Itavia, który w rzeczywistości w 1980 roku został przypadkowo zestrzelony przez włoska marynarkę wojenną. To nie jest najlepsza rekomendacja.



Flirt ze „smoleńską sektą”

Jednak dla podkomisji ważne jest, że Taylor zakwestionował „wnioski rosyjskiej komisji T. Anodiny”, czyli rosyjski raport MAK dotyczący katastrofy w Smoleńsku. Czy więc Jarosław Kaczyński mówiąc, że „jedno wiemy na pewno: komisja Anodiny nie miała racji” przychyla się do „bombowej” hipotezy Taylora? Nie wiadomo.

Podkomisja Macierewicza już tyle razy narażała się na śmieszność swoim działaniami i wypowiedziami, że zaufanie do jej nowych „ustaleń” wywołuje niewielkie zainteresowanie, najczęściej kilku dziennikarzy związanych z PiS portali. Ten brak zainteresowania jest też związany z dymisją Antoniego Macierewicza z rządu, także prawie wszyscy jego ludzie w MON też zostali zwolnieni. Słabnie też jego pozycja w PiS. Na tym etapie podsycana przez niego spiskowa „teoria smoleńska” nie jest już potrzebna.


Dziennikarz i publicysta. Członek zespołu redakcyjnego „Dzikiego Życia”. Jeśli czegoś nie pisze lub nie czyta, to najpewniej siedzi gdzieś w lesie. Instruktor sztuki przetrwania.
W OKO.press pisze o ekologii (w tym o działalności min. Szyszki) i dokonaniach komisji smoleńskiej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym