Na wsparcie in vitro z miejskiej kasy mogą liczyć mieszkanki Warszawy, Gdańska, Sosnowca. 28 grudnia in vitro przyjęli radni ze Słupska. Po zamknięciu rządowego programu z czasów PO minister Radziwiłł nie zrobił nic, by pomóc niepłodnym parom. A dzieci z programu Tuska i Kopacz ciągle się rodzą

Władze Słupska zdecydowały, że w ciągu najbliższych czterech lat miasto dofinansuje procedurę in vitro dla 178 par. Na posiedzeniu 28 grudnia 2017 15 radnych było za, sześciu przeciw, zaś dwóch nie pojawiło się na głosowaniu. Wykonanie uchwały powierzono prezydentowi miasta Robertowi Biedroniowi. Pierwsze pary będą mogły skorzystać z pomocy urzędu miasta najprawdopodobniej w połowie 2018 roku.

Słupsk to kolejne miasto, które w ten sposób zareagowało na przerwanie przez rząd PiS rządowego programu in vitro, uruchomionego przez rząd PO-PSL.

Radziwiłł i jego króliki

Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł obiecywał, że zamiast tego zaproponuje nowy program „wsparcia zdrowia prokreacyjnego”. Jak na razie największym jego osiągnięciem jest filmik propagandowy namawiający Polaków, by wzięli przykład… z królików.

„Chcesz poznać nasz sekret? Po pierwsze dużo się ruszamy. Po drugie zdrowo jemy. Jeśli chcesz kiedyś zostać rodzicem, weź przykład z królików. Wiem, co mówię, ojciec miał nas 63” – przekonuje w spocie Ministerstwa Zdrowia wielki tata-królik. Plakaty rozwieszone w całej Polsce informują: „Nie skacz z kwiatka na kwiatek… bo prędzej dokicasz się lekarza niż królicznej rodziny”.

Na reklamach rozrodczości królików eksperci nie zostawili suchej nitki. W listopadzie 2017 minister Radziwiłł kolejny raz zapowiedział wielki program: „Zwracam uwagę na to, że w ogóle cały program prokreacyjny nie polega tylko na emisji filmów, ale również na pojawianiu się rzetelnej informacji na odpowiednich portalach, które za chwilę będą odpalone, które informują o tym, jak na poważnie zmierzyć się z różnymi aspektami zdrowia prokreacyjnego. To będzie edukacja kadr medycznych, lekarzy i pielęgniarek, także edukacja w szkołach. W pakiecie jest również cały program zdrowia prokreacyjnego realizowany poprzez diagnostykę i leczenie problemów z płodnością, które będzie odbywało się w 16 regionalnych ośrodkach”. Minister zastrzega: „One właściwie już funkcjonują”.

Gdy minister mówił te słowa, 16 ośrodków jeszcze nie zostało wybranych w konkursie. Konkurs rozstrzygnięto dopiero 21 listopada 2017. Cały projekt ministerstwa znajduje się tutaj. Być może zdrowie prokreacyjne Polaków będzie miało się lepiej, gdy program wreszcie ruszy. Jednak do dziś jest w fazie przygotowań i nie przyniósł jeszcze żadnych efektów.

Tymczasem urodziło się już 8395 dzieci z in vitro

Ministerstwo Zdrowia poinformowało 13 listopada 2017, że w wyniku rządowego programu in vitro, który trwał od 1 lipca 2014 do 30 czerwca 2016 za czasów premiera Tuska i premier Kopacz, urodziło się w Polsce łącznie 8395 dzieci, z tego:

  • w 2014 – 1079 dzieci;
  • w 2015 – 3046 dzieci;
  • w 2016 – 2580 dzieci;
  • w 2017 – 1689 dzieci.

Informację ministerstwa zdrowia opublikował na twitterze Rafał Mundry, ekonomista z Wrocławia, który o wystąpił o nią do resortu ministra Radziwiłła w ramach dostępu do informacji publicznej.

Choć Konstanty Radziwiłł zastopował program, dzieci rodzą się nadal z zamrożonych zarodków, przy czym rodzice nie płacą za ich transfer (wszczepienie), ponoszą tylko niewielką opłatę za ich przechowywanie.

Jak powiedziała OKO.press dr Katarzyna Kozioł, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii, dzieci z rządowego programu urodzi się jeszcze dużo. Według danych ministerstwa zdrowia, jakie dostała dr Kozioł, 28 lipca 2017 było ich  7947. Skoro 13 listopada ich liczba wzrosła do 8395 – to oznacza, że w trzy i pół miesiąca urodziło się 448 dzieci.

Zdaniem dr Kozioł ostateczna liczba dzieci z rządowego in vitro przekroczy 10 tysięcy. W warszawskiej klinice nOvum, którą dr Kozioł współprowadzi, czekają zamrożone zarodki „kilkuset, może nawet 1000 par” z rządowego programu.

Które miasta już przyjęły program in vitro

28 grudnia 2017 radni ze Słupska przegłosowali program na lata 2018-2022. Skorzysta z niego 178 par.

8 czerwca 2017 Rada Warszawy przegłosowała projekt dofinansowujący in vitro. Za było 35 radnych, przeciw 23, nikt się nie wstrzymał. Roczny budżet projektu to aż 10 mln zł. Projektodawcy ocenili, że z programu skorzysta ok. 2,5 tys. par. Na jeden transfer (próbę in vitro) miasto przeznacza 5 tys., resztę (ok. 1,2 tys.) dopłacą same pary. Wymogi medyczne sprawiają, że para może rocznie podjąć dwie próby.

Program został pozytywnie zaopiniowany przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.

5 czerwca radni w Gdańsku przegłosowali (po raz drugi) program dofinansowania in vitro dla mieszkańców. Wcześniejszą uchwałę unieważnił wojewoda pomorski – powodem miał był brak opinii Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Opinia dotarła, więc rada zajęła się tematem jeszcze raz.

W 2017 roku Gdańsk przeznaczył na ten cel około 700 tys. zł. W kolejnych latach będzie to 1,1 mln rocznie. To wystarczy na ok. 200 procedur in vitro co roku. Każda para ma prawo do trzech procedur i może uzyskać 5 tys. dofinansowania do każdej z nich.



Jako pierwsze miasto na dofinansowanie zabiegów in vitro zdecydowała się Częstochowa. Tam program trwa już od 2012 roku. Gdy Ministerstwo Zdrowia zakończyło program wsparcia dla par z problemem niepłodności, Częstochowa zwiększyła kwotę dofinansowania i zmieniła warunki udziału w programie. Skorzystać z niego będą mogły nie tylko małżeństwa, ale także związki nieformalne. W 2016 roku (edycja 2015-2017) miasto wydało na in vitro 160 tys. zł.

Z procedury skorzystały 24 pary, a ich efektem jest 10 ciąż (w tym jedna bliźniacza). W 2017 roku na realizację programu zabezpieczono w budżecie 150 tys. zł, co wystarczy na pomoc dla 30 par.

W połowie 2016 roku rada miejska w Łodzi także przyjęła uchwałę o dofinansowaniu zabiegów in vitro dla par (niekoniecznie małżeństw). Program przyjęty na lata 2016-2020 będzie kosztował rocznie 1 mln zł (w 2016 roku 65 tys.). Pary mogą otrzymać maksymalnie 5 tys. zł dofinansowania do każdej próby zapłodnienia pozaustrojowego. Mogą wykonać trzy takie próby.

Do tej pory „w ramach” programu powstało 51 ciąż (na razie urodziło się z nich troje dzieci, w tym bliźniaki). Ponad 200 par zostało objętych procedurą.

W listopadzie 2016 roku program dofinansowania in vitro na lata 2017-2020 przyjęto w Sosnowcu. Rocznie program będzie kosztował 200 tys. zł i wspomoże 40 par. Za wcześnie jeszcze mówić o efektach programu.



W styczniu 2017 roku miejskie in vitro przeszło też w Poznaniu. Zaplanowano, że program będzie działać od lipca 2017 do końca 2020 roku. Rocznie kosztować będzie 1,9 mln zł i skorzysta z niego 367 par.

W marcu 2017 roku na in vitro zdecydował Szczecinek. Miasto wyda na program 100 tys. zł rocznie (do 2019 r.).

…a które miasta projekty odrzuciły

W Rzeszowie, Katowicach i w Toruniu wnioski Nowoczesnej przepadły bez żadnej dyskusji. W Krakowie 11 stycznia rada miejska, po trzygodzinnej dyskusji, odrzuciła wniosek dwoma głosami (21 do 19). W lutym 2017 roku projekt odrzucili radni Opola i Wrocławia. W Szczecinie radni zagłosowali za programem dofinansowania, ale prezydent zablokował program.

Nietypowa jest historia in vitro w Bydgoszczy. W marcu 2017 radni przegłosowali przyjęcie programu dofinansowania procedury dla par z niepłodnością, mimo, że dzień wcześniej swój wykład na temat „mrozaków” wygłosiła tam ekspertka MEN ds. wychowania seksualnego Urszula Dudziak. Pisaliśmy o tym tutaj.

Jednak już w maju wojewoda kujawsko-pomorski Mikołaj Bogdanowicz, uchylił uchwałę rady miasta. Radni zaskarżyli decyzję do sądu administracyjnego. We wrześniu WSA przyznał rację wojewodzie. Programu in vitro na razie w Bydgoszczy nie ma.

Naprotechnologia też będzie – na razie tylko na Mazowszu

Przeciwnicy in vitro forsują w zamian tzw. naprotechnologię – to skrót od angielskiego terminu „Natural Procreative Technology”. Popierana przez Kościół katolicki oparta jest na obserwacji i utrzymywaniu w zdrowiu układu rozrodczego kobiet. Jest adresowana do pacjentów, których niepłodność jest uleczalna. Nie będą to więc kobiety z niewydolnością jajników, niedrożnością jajowodów.

Negatywną opinię o naprotechnologii wydała Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Oceniając projekt naprotechnologii dla województwa mazowieckiego, w kwietniu 2016 Agencja napisała: „Główną przesłanką za negatywna opinią Prezesa Agencji jest fakt, że naprotechnologia nie stanowi opcji terapeutycznej dla osób borykających się z problemem niepłodności, zwłaszcza w przypadkach, gdy niepłodność ta jest związana ze zmianami fizjologicznymi w obrębie narządów rodnych kobiety lub niepłodnością męską.

Naprotechnologia jako metoda opierająca się na naturalnej regulacji poczęcia może stanowić metodę wspomagająca rozród u par, u których wykluczono niepłodność związaną z czynnikami fizjologicznymi”.

Co więcej, „zakłada się, że do programu włączane będą pary ze stwierdzoną niepłodnością po niepowodzeniu wcześniejszego leczenia. Jednak ostatni etap programu zakłada badanie przyczyn tej niepłodności. Podjęcie takich działań w przedstawionej kolejności wydaje się być niezasadne i nielogiczne”.

Mimo tej oceny marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik (PSL) ogłosił w grudniu 2016 kolejny konkurs na na realizację „Programu wsparcia leczenia niepłodności mieszkańców województwa metodą naprotechnologii na lata 2017-2019”. W lutym 2017 roku konkurs wygrał Mazowiecki Szpital Bródnowski. W latach 2017-19 z programu ma skorzystać ok. 120 par – kobiety w wieku 18-40 i mężczyźni w wieku 18-65. Urząd przeznaczył na ten cel 300 tys. zł.


Zostań w domu. Myj ręce. Dbaj o innych.
OKO.press pilnuje zdrowia Polek i Polaków.

Sekretarz redakcji OKO.press. Socjolożka i antropolożka po ISNS UW, tworzyła i koordynowała projekty społeczne w organizacjach pozarządowych (m.in. Humanity in Action Polska), prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/ek (m.in. PAH, CEO, Amnesty International), publikowała w „Res Publice Nowej”. W OKO.press pisze o prawach kobiet i Kościele katolickim.


Masz cynk?