„Są w Danii niemile widziani i muszą to odczuć”. Tak Inger Støjberg, duńska minister ds. integracji (na zdjęciu), zapowiedziała nowy projekt swojego rządu: umieszczenie 125 uchodźców tzw. niepożądanych, na wyspie Lindholm - aktualnie niezamieszkałej i skażonej. To kolejna z wielu politycznych decyzji otwarcie dyskryminujących „nieeuropejskich” imigrantów

„Jak do tego doszło? Danię, w której dorastałam, cechował humanitaryzm i otwartość. Równość była celem, a na problemy społeczne i przestępczość odpowiadano profesjonalnym wsparciem, programami resocjalizacji i edukacją” – zastanawia się Michala Bendixen z organizacji Refugee Welcome Denmark.

Dzisiaj Dania ma jedne z najsurowszych i najbardziej kontrowersyjnych praw migracyjnych. Prawicowy rząd poszedł niedawno o krok dalej zapowiadając nowy projekt: umieszczenie ponad setki niepożądanych imigrantów na wyspie Lindholm. Jak tylko uda się ją odkazić, bo dotychczas służyła jako miejsce do badań nad chorobami zwierząt.

„Ten projekt to symbol” – mówi OKO.press Ala Elczewska, psycholog, która w Danii od kilkudziesięciu lat pracuje z uchodźcami. Symbol i zwieńczenie 3 lat polityki wrogości nowego duńskiego rządu wobec „nie-zachodnich” imigrantów.

Gdzie się podziała duńska solidarność? Dla kogo zabraknie szczęścia w najszczęśliwszym kraju świata?

Wyspa strachu

Lindholm od dawna służy Duńczykom do izolowania niebezpieczeństw. Nikt tam nie mieszka, jest za to krematorium dla martwych świń i krów oraz laboratoria, w których badano choroby zakaźne zwierząt. Wyspa jest zawirusowana. Teraz ma posłużyć duńskiemu rządowi do „pozbycia się” nowego problemu –  osób, którym Dania odmawia statusu uchodźcy.

Zgodnie z rządowym planem, do 2021 roku wyspa zostanie oczyszczona z wirusów. Ma tam zamieszkać ok. 125 imigrantów, którym „ze względu na popełnione przestępstwa, obawy związane z bezpieczeństwem narodowym lub inne istotne powody odmówiono zezwolenia na pobyt na prawach uchodźcy, ale których nie można deportować do kraju pochodzenia ze względu na ryzyko złego traktowania” – napisano w rządowym oświadczeniu.

Wyspa ma prawie 7 hektarów i leży 3 km od najbliższego brzegu. „To nie będzie więzienie” – deklarował minister finansów. Ale imigranci będą musieli spędzać tam noc. Za niedopełnienie codziennego obowiązku zameldowania się na wyspie, grozi więzienie.

„Zamierzamy zminimalizować częstotliwość kursowania promów tak bardzo, jak to możliwe” – zadeklarował z kolei  Martin Henriksen, rzecznik Duńskiej Partii Ludowej ds. Imigracji. „Postaramy się, żeby wydostanie się z wyspy było drogie i uciążliwe”.

Zaprotestowała m.in. Michelle Bachelet, Wysoka Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka: „Widzieliśmy już negatywny wpływ takich polityk izolacji, tych praktyk nie powinno się powtarzać. Pozbawianie wolności, izolowanie i piętnowanie pogorszy tylko sytuację uchodźców” – komentowała 5 grudnia w Genewie.

„To współczesne barbarzyństwo” – mówi Mads Nygaard, współzałożyciel Przyjaznych Sąsiadów, duńskiej organizacji obywatelskiej, która pomaga uchodźcom.

Minister integracji je ciasto

“Dzisiaj uchwaliliśmy 50 restrykcji dla imigrantów. Trzeba to uczcić!”. Przy facebookowym wpisie z marca 2017 roku – zdjęcie: nad ciastem ozdobionym owocami, cyfrą 50 i duńska flagą uśmiecha się Inger Støjberg, minister ds. integracji.

Jedną z tych restrykcji był przepis pozwalający duńskiemu państwu przejmować część dobytku imigrantów ubiegających się o azyl, jeśli przekracza 1000 euro. Zarekwirowane pieniądze mają pójść na pokrycie kosztów pobytu.

„Minister do spraw integracyjnych robi absolutnie wszystko, żeby zniszczyć integrację imigrantów w tym kraju” – mówi OKO.press Ala Elczewska. „Nie dotyczy to zresztą tylko uchodźców, ale także łączenia rodzin”.

Dania ma od kilku lat najsurowsze zasady łączenia rodzin w Unii Europejskiej. Zgodnie z ustawą integracyjną, która weszła w życie w 2016 roku, wszystkie dzieci w wieku powyżej ośmiu lat, które przeprowadziły się do Danii, muszą przed uzyskaniem prawa do pobytu m.in. zostać ocenione pod kątem możliwości integracji.

Nie ma tygodnia, żeby w mediach nie pojawiła się historia deportowanych dzieci lub matek – imigrantek. Nie oszczędzono nawet Filipinki – matki dwumiesięcznego dziecka, mimo że jej mężem i ojcem dziecka był rodowity Duńczyk.

Populistyczna prawica płynie na fali uchodźców

Duńska polityka migracyjna uległa drastycznemu zaostrzeniu od kiedy w 2015 roku na fali kryzysu uchodźczego (w latach 2014- 2015 złożono 36 000 wniosków o azyl w Danii) do władzy doszła nacjonalistyczna partia Venstre.

Nowe wnioski o azyl w Danii złożone w latach 2009 – 2017. Źródło: http://refugees.dk

W koalicji z jeszcze radykalniejszą populistyczną Duńską Partią Ludową od lat podgrzewają anty-uchodźcze nastroje, wprowadzają prawa wycelowane w „nie-zachodnich” migrantów. „To nowe określenie służy jako eufemizm dla Muzułmanów” – tłumaczy Michala Bendixen.

Rząd Venstre ma już na swoim koncie zakaz noszenia burki z 2018 oraz radykalne obniżenie świadczeń socjalnych dla uchodźców i imigrantów. W lipcu 2018 roku wprowadzono szereg praw wymierzonych w mieszkańców ubogich dzielnic zdominowanych przez „nie-zachodnich” imigrantów.

Dzielnice nazywa się już oficjalnie „gettami”. Premier Lars Løkke Rasmussen mówi o nich też: „czarne plamy na mapie” lub „społeczeństwa równoległe”. „Pakiet dla getta” (ghetto package) zakłada m. in., że:

  • wyroki za przestępstwa popełnione na terenach getta są dwa razy wyższe niż popełnione poza nim;
  • całe rodziny mogą stracić dach nad głową, jeśli jedno z dzieci popełni przestępstwo;
  • dzieci z getta powyżej roku życia mają być obowiązkowo oddzielane od rodzin na 25 godzin tygodniowo (nie wliczając drzemek), żeby uczestniczyć w obowiązkowych zajęciach z „duńskich wartości” (poza nauką duńskiego, m.in. o tradycji Świąt i Wielkanocy).

„Dla tych partii, tak jak dla wielu innych populistycznych partii w Europie, kwestia migracji jest podstawą istnienia. Więc starają się ciągle ten temat podgrzewać” – tłumaczy OKO.press szwedzka dziennikarka Ingrid Thörnqvist. „Wiele skandynawskich krajów zaczęło podejmować kwestię uregulowania migracji, ale żadne w tak drastyczny sposób jak Dania”.

Brakuje woli politycznej

„Pojawiają się różne argumenty – migranci zabiorą nam pracę, mieszkania, migranci nie zintegrują się – to wszystko słyszeliśmy także my, 50 lat temu, kiedy po Marcu ’68 wyemigrowaliśmy z Polski do Danii. A dla tych migrantów jest w Danii praca, brakuje tylko woli politycznej”- mówi Elczewska.

Z danych Banku Światowego wynika, że Dania radziła już sobie z większą liczbą uchodźców.

Liczba uchodźców w Danii (1990 – 2017). Źródło: https://data.worldbank.org/indicator/SM.POP.REFG
Ilu uchodźców przyjęła Dania i skąd pochodzili? (1956 – 2014) Dane: refugees.dk

Uchodźcy napływali do Danii dużymi falami przynajmniej od lat 50. „Zaczęło się od Węgrów w 1956 roku. Potem, w 1968 byliśmy my – polscy Żydzi. Po nas Wietnamczycy, w końcu także Bośniacy w latach 90. Wszystkie te grupy czekało bardzo ciepłe przyjęcie. I praca.

Ale mam wrażenie, że w stosunku do pierwszej fali muzułmańskich uchodźców z Palestyny w latach 80. stosunek był zupełnie inny, niż w przypadku poprzednich fal imigrantów” – mówi Ala Elczewska.

„Zostawiono ich samym sobie. Często zdarzało się, że ani ojcowie ani matki nie pracowali, kultywowali martyrologię uchodźstwa. W domu nierzadko panowała przemoc. To odbiło się na dzieciach. Córki poradziły sobie świetnie, przeważnie zdobywały wykształcenie. Ale synowie, szukając wspólnoty i siły, wpadali nierzadko w przestępczość”.

Praca jest bardzo ważna dla rodzin uchodźczych. Pozwala na integrację, niezależność, pomaga zapobiegać zjawisku wtórnej traumy, która odbija się na rodzinie. „Jeśli ludzie po traumatycznych przejściach, jak tortury, nie mają po co wyjść z domu – wtedy to właśnie tam zagęszcza się cała ich trauma” – mówi Elczewska.

„W latach 90 do Danii – w czasie wojny na Bałkanach – przybyli uchodźcy z Bośni. Przyjęto ich z otwartymi ramionami” – mówi Elczewska. Była dla nich praca, mieszkania, świetnie się dzięki temu zintegrowali. „Wielu zostało, część nawet nie starała się o obywatelstwo, bo czuli się tutaj bezpiecznie. Ale po zmianie władzy w 2015 wszyscy się boją”.

Dziś o pracę w zawodzie migrantom spoza UE jest trudno. „Zaczynają teraz w Danii od zera – nie bierze się pod uwagę kim byli w swoim kraju, co robili, gdzie pracowali. Brakuje nam lekarzy, a uchodźcy, którzy mają wykształcenie lekarskie i w swoich krajach pracowali w szpitalach, nie mają szans, żeby pracować w zawodzie. Wysyła się ich na praktyki do domu starców. Inżynierowie, których też brakuje, są wysyłani do sprzątania, albo innych fizycznych prac”.

Mało wśród nas bohaterów

„Duńskie media serwują wizję całkowitej porażki integracji migrantów w społeczeństwo duńskie. Tak naprawdę, jest lepiej niż kiedykolwiek: w zeszłym roku liczba zatrudnionych nowoprzybyłych uchodźców wzrosła do 60 proc. Stary wzorzec życia z pomocy socjalnej i niemówienia po duńsku szybko zanika: druga generacja jest o wiele mobilniejsza społecznie” – pisze Michala Bendixen.

Również statystyki policyjne pokazują radykalny spadek przestępczości. Pod koniec 2017 wskazywano też, że uchodźcy wypełnili lukę na rynku pracy, którą powstała wskutek malejącej liczby imigrantów z UE.

Michala Bendixen uważa, że Duńczycy mają przyjazne nastawienie do napotykanych imigrantów. Nie zdarzają się akty agresji czy wrogości. „To paradoks w Danii: wroga polityka rządowa pozornie popierana przez większość, połączona z pozytywnym nastawieniem do indywidualnych imigrantów, których spotyka się na co dzień” – pisze.

„Kupują marchewkę taniej u znajomego sklepikarza z Iranu, ale nie staną w jego obronie. Jak spojrzymy na historię świata – to tak było zawsze, chociażby z Żydami”.

„Obserwuję to, co dzieje się dzisiaj w Danii i jakbym miała déjà vu. Przypomina mi się Polska z 1968 roku. Rozgrywki polityczne, w których nie mówi się o ludziach, tylko o jakichś groźnych grupach. Te ustawy odczłowieczają migrantów” – mówi OKO. press Ala Elczewska.

„Populistyczny ruch, który zalewa całą Europę umie zagrać na strachu – operuje symbolami, dyskryminuje i uciska całe grupy społeczne. We wszelkich tego rodzaju ruchach nie ma racjonalności, bo operuje się strachem, a ludzie są na strach bardzo podatni.

Duńczyk, który sam nie zna wielu uchodźców, pochłania to, co mówią w mediach, na surowo. Nie pamięta, że przecież ten Ali, u którego kupuje rzodkiewkę, jest ok. Działa prosty psychologiczny mechanizm – autorytet, a politycy za taki uchodzą, mówi, że ktoś jest zły, my tej osoby nie znamy, ale wierzymy. Ludzkość ma stosunkowo mało bohaterów”.

Ale jednak są. „Istnieje duży rozziew między tym, co robi rząd, a działaniami ruchów obywatelskich pomagających uchodźcom” – mówi Elczewska. Jednym z takich ruchów są Przyjaźni Sąsiedzi. W ramach prężnie działających lokalnych sieci organizują spotkania, pomagają załatwić nocleg, ubrania, podstawowy sprzęt.

10 grudnia 2018 w Kopenhadze zorganizowali protest przeciwko rządowej polityce izolacji niechcianych uchodźców. Datę wybrano nieprzypadkowo. Tysiące Duńczyków solidarnym protestem uczciło 70. rocznicę przyjęcia przez ONZ Uniwersalnej Deklaracji Praw Człowieka.


Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym