22 kwietnia 2019

Polska w ogonie innowacyjności UE. A Morawiecki na to, że jesteśmy europejską Doliną Krzemową

Miliardy dotacji dla przedsiębiorstw nie przełożyły się na innowacyjność, alarmuje NIK. 1,9 mln zł dopłaty dano nawet dyskotece. Za mało przeznaczamy za to na naukę, badania i rozwój. Dlatego daleko nam do Czechów i Słoweńców, a „Doliną Krzemową UE”, jak nazwał nas premier Mateusz Morawiecki w Fox Business, jeszcze długo nie zostaniemy

„Stajemy się swego rodzaju Doliną Krzemową Unii Europejskiej” – 17 kwietnia 2019 obwieścił dumnie premier Mateusz Morawiecki w 5-minutowym wywiadzie dla amerykańskiej stacji telewizyjnej Fox Business. Powołał się na wyniki konkursu dla programistów, w którym studenci z Polski zajęli dwa miejsca w pierwszej szóstce.

Porównanie naszego kraju amerykańską „Doliną Krzemową” (krystaliczny krzem jest jednym z głównych budulców komputerowych układów scalonych) w rejonie San Francisco, gdzie swoje siedziby mają m.in. Apple, Google (Alphabet), Facebook, HP, Intel, Netflix i Tesla, zaowocowało serią absurdystcznych żartów w rodzimych mediach społecznościowych.

Kto zatem ma rację – premier czy głos ludu? Najlepiej przyjrzeć się mierzalnym wynikom polskiej innowacyjności. A te niestety nie są imponujące.

Chcemy być innowacyjni...

„Innowacja” to słowo-wytrych, coraz bardziej wyprane ze znaczenia. Słownikowa definicja, czyli „wprowadzenie czegoś nowego; też: rzecz nowo wprowadzona” (za PWN) pozwala na tak swobodne operowanie tym hasłem. W exposé premiera Mateusza Morawieckiego pojawia się w różnych formach cztery razy, Beaty Szydło – pięć, a program PiS z 2014 roku wymienia je na 166 stronach 24-krotnie (jak się okazuje, innowacyjne mogą być nawet… cele polityki zagranicznej).

„Stajemy się swego rodzaju Doliną Krzemową Unii Europejskiej”
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz
Fox Business,17 kwietnia 2019

Nawet w terminologii ekonomicznej nie ma jednego przyjętego objaśnienia. „To, co jest wspólne dla wszystkich definicji innowacji, to opisanie jej jako aktywności przedsiębiorstw w obszarze wprowadzania nowości (nowych rozwiązań) w różnych obszarach ich działalności” – informuje strona Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. A zatem za innowacyjną gospodarkę można uznać taką, która sprzyja tego rodzaju aktywności i z niej korzysta.

...ale nam nie wychodzi

Polska pod tym względem wypada bardzo niekorzystnie. W raporcie Europejskiego Rankingu Innowacyjności za (publikowanego z inicjatywy Komisjo Europejskiej) za rok 2018, zajmujemy niechlubne czwarte miejsce od końca, z poziomem innowacyjności na poziomie 57 proc. średniej UE. Słabiej wypadają tylko Chorwacja, Bułgaria i Rumunia, a liderami w naszym regionie są Słowenia i Czechy. Na plus nasz kraj wybija się jedynie pod względem populacji z wyższym wykształceniem (choć jeśli chodzi o doktoraty, jest słabo), wydatki firm na innowacje niezwiązane z badaniami, liczby rejestrowanych projektów (ale nie patentów) i wzrost zatrudnienia w innowacyjnych sektorach.

Na wykresie i mapie kolorem pomarańczowym zaznaczono skromnych innowatorów, żółtym – przeciętnych, jasno zielonym –mocnych, a ciemno zielonym – liderów innowacji.

Żadnego z polskich nie ma także na liście 50 najbardziej innowacyjnych miast prowadzonej od 2007 roku przez firmę 2thinknow, która bada przede wszystkim zasoby kulturalne, infrastrukturę i sieci biznesowe. Prawdziwa Dolina Krzemowa zajmuje trzecie miejsce, za Tokio i Londynem. Fakt, że żaden z byłych satelitów Związku Radzieckiego nie zdobył miejsca na liście stanowi niewielkie pocieszenie.

Utalentowani programiści, o których mówi Morawiecki, z pewnością znajdą intratne zatrudnienie, jednak raczej nie przyczyni się to budowy potęgi polskiej gospodarki. Brakuje bowiem polskich dużych przedsiębiorstw w sektorze najnowszych technologii. Istnieją w zasadzie dwa: rozwijające się w całym regionie Allegro oraz CD Projekt, studio gier komputerowych odpowiedzialne za międzynarodowy sukces Wiedźmina III. Spośród firm informatycznych pod względem zysków w Europie wybijają się też Asseco i Comarch. Jednak na utalentowanych inżynierów polują giganci w rodzaju Facebooka czy Google, oferując im często stawki i możliwości nie do odrzucenia.

Za mało nauki w budżecie

Jak zostać innowacyjnym państwem w międzynarodowym krajobrazie, gdzie każde państwo chciałoby się wybić? Nie ma jednej odpowiedzi, ale kluczem są nakłady na naukę. W 2004 r., kiedy na czoło światowej innowacyjności wysuwały się Irlandia i Korea Płd., Bank Światowy podkreślał, że to zasługa inwestycji w naukę poczynionych w następstwie rozwoju – odpowiednio – obsługi międzynarodowego kapitału i rozwoju rodzimych konglomeratów. Polsce radził wtedy, aby również inwestowała w bazę naukową – w obliczu braku prywatnego kapitału miał to robić rząd.

Polska nie zastosowała się do tych rad w wystarczający sposób. W 2004 roku nakład budżetowy na naukę wynosił 0,31 proc. PKB – w 2018 roku było to zaledwie 0,14 punktu procentowego więcej. „Premier Morawiecki jeszcze kilkanaście dni temu mówił o tym, że budżet jest w znakomitej sytuacji, że dzisiaj jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej” – mówił przy uchwalaniu ustawy budżetowej Włodzimierz Nykiel z Platformy Obywatelskiej. „Myślę, że czas, by zastanowić się nad tym, jak powinny wyglądać w tym zakresie te sfery, które na tym skorzystają i myślę, że nauka jest tą sferą, która powinna na tym istotnie skorzystać”.

Nie skorzystała, choć w czasach „zielonej wyspy” nie korzystała również.

Raport NIK: 1,9 mln zł dotacji na „innowacyjną” dyskotekę

Sama silna nauka nie wystarczy. Potrzebna jest też stymulacja dla przedsiębiorstw, aby mogły i chciały z jej dorobku korzystać. Niestety, zarówno podczas rządów PO-PSL, jak i PiS, odbywało się to poprzez nieroztropne zalewanie sektora prywatnego gotówką. Sposób, w jaki w latach 2011-2016 spożytkowano 15 mld złotych, ostro skrytykowała Najwyższa Izba Kontroli, która 11 kwietnia przedstawiła swój raport członkom sejmowej Komisji Cyfryzacji, Innowacyjności i Nowoczesnych Technologii.

„Zyskują jak dotąd jedynie przedsiębiorstwa, których projekty zakwalifikowały się do programów – poprawia się ich kondycja ekonomiczna oraz wzrasta produkcja. Wciąż nie udaje się natomiast stworzenie i wypromowanie projektów o nowatorskim charakterze” – pisze NIK. Wskazuje na paradoksy sposobach oceny innowacyjności, w wyniku których 1,9 mln zł dotacji na „zainstalowanie nowoczesnych urządzeń technicznych” jako projektu na skalę światową otrzymała małopolska dyskoteka. „Kryteria oceny wniosków oraz sposób ich oceny stwarzały ryzyko, że

projekt o dużym potencjale innowacyjności może nie zostać uwzględniony ze względu na to, że nie spełnia jednego z mniej istotnych podkryteriów” – alarmuje NIK.
  • Zdefiniowanie priorytetowych celów państwa w zakresie promocji określonych rodzajów innowacji;
  • powiązanie poszczególnych programów wsparcia dla innowacyjnych przedsiębiorców z regionalno-branżowymi specjalizacjami;
  • wsparcie dla małych i średnich przedsiębiorstw, które powinny mieć odpowiedni udział w udzielanej pomocy (obecne zasady preferują duże podmioty, posiadać zdolność do prowadzenia własnych badań rozwojowych oraz korzystania z wielu instrumentów wsparcia;
  • ustalenie kryteriów dofinansowania w sposób zapewniający możliwość wykreowania najnowocześniejszych technologii lub produktów, a także zwiększanie przez beneficjentów skali działalności.

Ogółem w wydatkach na badania i rozwój, zarówno nakłady państwowe, jak i ze strony biznesu, należą do najniższych w Europie. Główni innowatorzy z naszego regionu – Słowenia i Czechy – są pod tym względem dużo wyżej. Póki taki stan rzeczy się nie zmieni, Polska będzie doliną, ale na wykresach innowacyjności.

Udostępnij:

Maciek Piasecki

Maciek Piasecki (1988) – studiował historię sztuki i dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim, praktykował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej w Londynie. W OKO.press relacjonuje na żywo protesty i sprawy sądowe aktywistów. W 2020 r. relacjonował demokratyczny zryw w Białorusi. Stypendysta programu bezpieczeństwa cyfrowego Internews.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne