Inwestycje w InPost ugrzęzną, jeśli firma nie otrzyma zastrzyku gotówki. Dlatego przejęcie spółki przez amerykański FedEx jest szansą, choć miliardowa transakcja nie oznacza nawiązania równorzędnej współpracy. To zwyczajne wchłonięcie mniejszej firmy przez światowego potentata
Znany z popularyzacji paczkomatów i zarządzany przez Rafała Brzoskę InPost ma zostać przejęty przez FedEx – giganta rynku przesyłek ze Stanów Zjednoczonych. Transakcja ma opiewać na 33 mld złotych. Na jej mocy większość udziałów przejmie FedEx, a ważnym udziałowcem będzie też dotychczasowy większościowy akcjonariusz firmy – czeski fundusz PPF. Zwiększy się też stan posiadania założyciela firmy, który zyska kilka procent udziałów i będzie miał kontrolę nad 16 proc. akcji. Wśród inwestorów pozostaje również amerykański fundusz Advent, obecny w InPoście od 2017 roku. Sam Brzoska patrzy w przyszłość z nadzieją – przede wszystkim na wzmocnienie pozycji międzynarodowej biznesu, który zbudował.
„Wspólnie wzmocnimy naszą sieć i dotrzemy do większej liczby konsumentów, oferując szybkie i elastyczne opcje dostaw oraz kontynuując jednocześnie redefinicję europejskiego sektora e-commerce” – napisał Brzoska w poście na platformie X. Jak stwierdził, najważniejsze, że wciąż będzie prezesem przedsiębiorstwa i zachowuje pełną kontrolę nad InPostem.
Niektórzy publicyści i politycy załamują ręce nad losem „polskiego czempiona” i sprzedażą spółki w obce ręce. Problem jednak w tym, że InPost od dawna nie jest spółką kontrolowaną przez polski kapitał, a bez doinwestowania mógłby mieć problemy z ekspansją na zagranicznych rynkach. Czy ta się uda? I czy InPost pozostanie InPostem? O to pytamy dr. Mateusza Chołodeckiego, eksperta rynku pocztowego.
OKO.press: Co myśleć o sytuacji wokół InPostu – czy globalny gigant właśnie połyka naszego polskiego czempiona, czy może chodzi o nawiązanie partnerstwa z większym podmiotem, który da InPostowi więcej możliwości?
Dr Mateusz Chołodecki: Tylko jedna narracja jest prawidłowa, inne to czysty PR i co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości. Od lat InPost nie jest spółką kontrolowaną przez polski kapitał. Rafał Brzoska zachował sobie około 10 procent akcji. W 2017 roku większościowy pakiet przejął fundusz inwestycyjny Advent, a później spółka InPost S.A., notowana na amsterdamskiej giełdzie, została zarejestrowana w Luksemburgu.
Przejęcie tego biznesu przez amerykańskiego giganta logistycznego FedEx tego nie zmieni, to nadal nie będzie spółka z większością polskiego kapitału. Do transakcji dojdzie, jeśli spełnione zostaną warunki stawiane przez holenderskie i unijne prawo, a na przejęcie InPostu przez FedEx zgodzi się 80 proc. akcjonariatu. Jeśli to się uda, to InPost S.A. z siedzibą w Luksemburgu zostanie zapewne wycofany z giełdy w Amsterdamie i stanie się spółką niepubliczną. Zmniejszy się więc transparentność działania spółki, która nie będzie musiała składać szczegółowych raportów o swojej działalności. Jeśli będziemy dowiadywać się czegoś o jej kondycji, to szczątkowo, poprzez raporty składane przez FedEx czy Advent w USA.
Czyli na drodze do tej transakcji mogą się pojawić przeszkody?
Pojawiają się informacje, że cena akcji InPostu, czyli 15,6 euro, jest oderwana od wyceny firmy, w przestrzeni medialnej słychać, że mniejszościowi udziałowcy mogą być niezadowoleni z takiej wyceny. Dlatego uzyskanie zgody od wymaganej liczby akcjonariuszy jest pierwszą przeszkodą. Drugą może być prawo ochrony konkurencji. Wewnątrz UE decydujący głos w tej sprawie należy do Komisji Europejskiej. InPost działa również w Wielkiej Brytanii, gdzie również może być potrzebna osobna zgoda.
Obserwując działanie Rafała Brzoski, można odnieść wrażenie, że niemal jednoosobowo kieruje działaniem firmy odpowiedzialnej za wielką polską innowację. Czy to złudzenie?
Rafał Brzoska jest przede wszystkim twórcą firmy Integer, działającej pod nazwą InPost. On wykorzystał rozwiązanie, które już funkcjonowało na rynku. Nie wymyślił automatów paczkowych, ale wdrożył ten pomysł w Polsce z bardzo dobrym rezultatem. Wiemy natomiast, że popadł w tarapaty finansowe, a to było powodem wycofania się z warszawskiej giełdy i sprzedaży udziałów funduszowi Advent w 2017 roku. Od tamtej pory Rafał Brzoska zachowuje niewielki, typowo managerski pakiet akcji, jest prezesem zarządu, jest odpowiedzialny za prowadzenie firmy, ale nie jest jej właścicielem. Co prawda w związku z transakcją z FedEksem ma zwiększyć się jego udział – do około 16 proc. akcji – ale mówienie o “InPoście Rafała Brzoski” jest uproszczeniem.
Brzoska nawet jako manager jest zależny od innych akcjonariuszy.
A ci akcjonariusze dysponują swoimi akcjami i mogą je zbywać. Fundusz Advent sprzedał niedawno większość z nich czeskiemu funduszowi inwestycyjnemu PPF, należącemu do rodziny Kellerów, który teraz może wyraźnie zarobić na sprzedaży swoich udziałów. Z publicznie dostępnych informacji wynika, że Kellerowie kupowali akcje InPostu za około 10 euro. Według ustaleń ich fundusz ma też pozostać udziałowcem mniejszościowym, a więc zarobi jeszcze więcej.
Czy będzie to się wiązało z jakimiś zmianami dla konsumentów? InPost będzie może bardziej międzynarodowy, będziemy mieć ułatwiony dostęp do innych rynków, w tym rynku amerykańskiego?
Najważniejsze, by zadać pytanie o to, dlaczego FedEx kupuje akcje InPostu. Rafał Brzoska odpowiedział na to w swoim komunikacie, dostępnym między innymi na platformie X. Powtarza w nim, że wejście FedEksu to możliwość rozwoju, nowych inwestycji. Dotychczasowy akcjonariat nie dawał gwarancji pokrycia wysokich kosztów dalszego rozwoju InPostu. Nie mówię tu o działaniu tej marki w Polsce, gdzie pozycja tej firmy jest niepodważalna, a o rozwoju na rynkach, gdzie automaty paczkowe nie są aż tak popularne. Akcjonariusze InPostu weszli co prawda na stabilny już rynek francuski, gdzie przejęli firmę Mondial Relay. W innych krajach rynki przesyłek oparte na automatach paczkowych najczęściej dopiero się budują. I rozumiem, że InPost potrzebuje bardzo wysokich nakładów na to, by rozwijać tam swoją działalność. Potężne środki potrzebne są chociażby na budowę rozpoznawalności marki – bo InPost próbuje budować rozpoznawalność, z wyjątkiem Francji, gdzie pozostano przy nazwie Mondial Relay.
Pytanie jednak, czy rozpoznawalny międzynarodowo FedEx będzie chciał nadal utrzymywać markę InPost we Włoszech, Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii? Pewnie będzie łatwiej działać tam pod bardziej znanym, amerykańskim szyldem.
Marka InPost zniknie też w Polsce?
Trudno powiedzieć coś z większą dozą pewności. Pewne jest jednak, że korporacjom zwykle zależy na tym, żeby ujednolicać różne aspekty swojej działalności. Znane są przypadki, w których z rynku znikały w takich sytuacjach bardzo znane marki, niedawno na rynku logistycznym DB Schneker został kupiony przez DSV i jego nazwa znika na rzecz DSV.
A czy coś jeszcze zmieni się dla polskiego konsumenta? W przewidywalnej perspektywie zapewne niewiele, by nie powiedzieć, że nic. InPost jest jedną z najlepszych firm kurierskich w Europie, np. jeśli chodzi o kwestie operacyjne, sprawność, szybkość dostaw. I pod tym względem nie należy spodziewać się dużych zmian ani na plus, ani na minus. W dalszym okresie możemy zyskać też nieco większy dostęp do przesyłek zagranicznych i przesyłek do innych państw europejskich.
A czy można się spodziewać otwarcia na rynek amerykański?
Tu możliwości są na razie ograniczone. Połowa przychodów FedExu to obrót B2B, czyli w przesyłkach pomiędzy przedsiębiorcami i innymi biznesami. W przypadku InPostu dominuje działanie B2C, czyli przesyłki między przedsiębiorcą a klientem oraz C2C, czyli pomiędzy prywatnymi osobami. Trudno w takiej sytuacji spodziewać się, że pomiędzy biznesem FedEksu w USA a działalnością w InPoście nastąpi od razu większa integracja.
Warto też powiedzieć, po co FedEx przejmuje udziały InPostu. Amerykanie kupują w ten sposób rozwiązania technologiczne, które są własnością InPostu.
Ale też pewnie know-how, z nadzieją, że jeśli dobrze poszło z nim w Polsce, to może się uda też gdzie indziej?
To sytuacja, którą można porównać do transakcji, w której producent ciężarówek przejmuje firmę produkującą samochody osobowe – nie po to, by zmienić profil swojej działalności, ale by poszerzyć ją o nowy produkt, który może przydać się na niektórych rynkach.
I FedEx będzie z rozwiązań InPostu korzystał, ale w ramach działalności swojej korporacji. Nie ma racjonalnego uzasadnienia, by mówić tutaj o połączeniu dwóch równorzędnych sobie firm. Dochodzi do przejęcia InPostu, co doprowadzi do faktycznego zastąpienia go przez amerykańską firmę, nawet jeśli marka przez jakiś czas przetrwa pod obecną nazwą.
Jeśli Amerykanie chcą szerzej zaistnieć na rynku dostaw ostatniej mili w Europie, to nie można było podjąć lepszej decyzji. Jednak nie ma szans, by skutecznie i na dużą skalę przenieść rozwiązanie automatów paczkowych do Stanów Zjednoczonych.
Dlaczego?
Każdy kraj jest inny i w każdym te dostawy wyglądają inaczej. Na przykład w Beneluksie, przez dobrze rozwiniętą sieć logistyczną, standardem są dostawy tego samego dnia. Rozwijając tam biznes, trzeba dostosować się do tych warunków.
W taki sam sposób trudno spodziewać się, że zawieziemy do Stanów Zjednoczonych automaty paczkowe, wyposażymy je w software, a Amerykanie oszaleją na ich punkcie. W USA standardem jest dostawa paczki pod drzwi. Do tego w polskiej koncepcji InPostu jest założenie, by automaty znajdowały się w odległości od 5 do 15 minut spaceru dla odbiorcy przesyłki. Dla nas to wygodne. W USA odbiorca przesyłki z reguły nie spaceruje, a po okolicy porusza się samochodem.
A czy w Polsce InPost może jeszcze się rozwinąć? Czy już osiągnął maksimum swoich możliwości?
Nie da się jeszcze bardziej na nim dominować, a FedEx nie przejął InPostu po to, by zwiększyć o kolejnych kilka procent udział tej marki w polskim rynku. On kupił wzorowo działającą w Polsce firmę, ale przede wszystkim jej know-how.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska, Radiu Kraków i Off Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl. Jeden ze współautorów podcastu "Drugi Rzut Oka". Interesuje się tematyką transformacji energetycznej, transportu publicznego, elektromobilności, w razie potrzeby również na posterunku przy tematach popkulturalnych. Mieszkaniec krakowskiej Mogiły, fan Eurowizji, miłośnik zespołów Scooter i Nine Inch Nails, najlepiej czujący się w Beskidach i przy bałtyckich wydmach.
Komentarze