Wpływowi w PiS intelektualiści - historyk prof. Andrzej Nowak, poeta Jarosław Marek Rymkiewicz - napisali list do prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Proszą, żeby wpłynął na Jarosława Gowina, któremu zarzucają „zagrażanie wolności myśli naukowej”. Tłumaczymy, o co chodzi i analizujemy treść listu

Autorem listu – którego treść opublikowały 23 grudnia m.in. „Gazeta Wyborcza” oraz „Rzeczpospolita” – jest prof. Andrzej Nowak, specjalista od historii Rosji, autor wydawanej właśnie wielotomowej historii Polski (pierwszy tom ukazał się w 2014 roku, dzieło jest obliczone na 10 lub 11 tomów). Prof. Nowak jest jednym z najbardziej wpływowych intelektualistów na prawicy, m.in. redaktorem naczelnym pisma „Arcana” (1995-2012), ważnego dla prawicy w trudnych dla niej latach 90. 

Pod listem prof. Nowaka podpisała się grupa naukowców – w większości bliskich prawicy. Na pierwszym miejscu figuruje Jarosław Marek Rymkiewicz, emerytowany profesor w Instytucie Badań Literackich PAN. Jest także prof. Wojciech Roszkowski, historyk, europoseł PiS, czy prof. Wojciech Polak, historyk z Torunia, działacz Porozumienia Centrum od 1990 roku, obecnie przewodniczący Kolegium IPN.

Wśród sygnatariuszy są także osoby związane z Komitetem Kryzysowym Humanistyki Polskiej, z założenia apolitycznym, ale raczej odległym od PiS.

Prof. Nowak apeluje do prezesa PiS o to, aby powstrzymał wejście w życie jednego z kluczowych elementów zmian w nauce wymyślonych przez zespół Jarosława Gowina.

Jest to protest przeciwko przygotowywanej przez ministerstwo liście wydawnictw naukowych, które będą wydawały publikacje uznawane przez ministerstwo za naukę. 

Dlaczego to kluczowy element zmian wprowadzonych przez Gowina? 

Dorobek to punkty

Dorobek każdego naukowca jest wyceniany w punktach, które otrzymuje się za publikacje. Ministerstwo przygotowuje listy czasopism naukowych, polskich i zagranicznych, wraz z wyceną punktową za publikacje w nich tekstów naukowych (proces ten wzbudza wiele protestów i kontrowersji). 

W wielu dyscyplinach, zwłaszcza humanistycznych, główną częścią dorobku naukowca są książki, a nie artykuły w czasopismach naukowych. Trzeba za nie przyznawać w jakiś sposób punkty. 

Jak było przed Gowinem?

Od czasu reform minister nauki w pierwszym rządzie PO-PSL prof. Barbary Kudryckiej system oceniania monografii był prosty, ale zdaniem wielu humanistów krzywdzący: za książkę dostawało się 25 punktów. To mniej, niż za artykuł w prestiżowym czasopiśmie zagranicznym, za który można było dostać np. 40 punktów, i niewiele więcej niż za artykuł w dobrym czasopiśmie polskim, za który dostawało się np. 15 punktów.   

Reforma Gowina miała to zmienić, a minister obiecywał „dowartościowanie monografii”. Żeby jednak nie punktować w ten sam sposób (czyli wysoko) słabych i wybitnych książek, autorzy reformy wybrali wyjście, które pozornie tylko było dobre — postanowili zrobić listę wydawnictw, które ich zdaniem gwarantują wysoki poziom wydawniczy.

Projekt tej listy OKO.press widziało kilka miesięcy temu (a może był to projekt projektu, pokazano nam go nieoficjalnie). Były na niej niemal wyłącznie wydawnictwa międzynarodowe oraz kilkanaście polskich, przede wszystkim wydawnictwa uniwersyteckie.

Przeciwko temu protestują sygnatariusze listu. Zacytujmy prof. Nowaka:

„Nie będzie naukowego »zbawienia« poza tą listą, to jest nie będzie punktów dla uczonego, a w ślad za tym dla jego placówki naukowej, jeśli nowa książka czy artykuł nie zostaną opublikowane w miejscu potwierdzonym pieczątka ministerialnego urzędu”.

Sygnatariusze zauważają, że wartościowe książki ukazują się w różnych miejscach — i dotyczą także tematów, które są bardzo polskie i lokalne, a więc mało interesujące dla zagranicznych wydawców.

Prof. Nowak: „Wiem, że rola humanisty-historyka nie ogranicza się do publikowania w tzw. prestiżowych wydawnictwach zagranicznych tekstów przeznaczonych dla garstki kolegów-specjalistów. To jest także rola społeczna, związana ze środowiskiem kulturowym, z jego duchowym dziedzictwem, z językiem, z jego specyfiką, która nie zawsze da się wyrazić w przekładzie na aktualny żargon naukowej biurokracji i punkty przyznawane przez kontrolerów Naukowego Postępu”.

Od nazbieranych punktów zależy ocena jednostki naukowej – i wielkość przyznanych jej funduszy.

Ta sama książka raz zero, raz 100 pkt

Prof. Nowak ma rację o tyle, że w istocie system ministerialnych ocen nie sprawdza w żadnym stopniu jakości naukowej publikacji, za które przyznaje punkty.

System dzieli czasopisma i wydawnictwa na lepsze i gorsze, a potem milcząco zakłada, że książka opublikowana w wydawnictwie Uniwersytetu Warszawskiego jest warta 80 punktów, a ta sama książka wydana np. w komercyjnym „Znaku” — dokładnie zero punktów.

W „Znaku” którym publikuje wielu znanych historyków, np. prof. Andrzej Friszke czy prof. Marcin Zaremba. Książka zmuszonego do odejścia z IPN historyka dr. Adama Puławskiego (o którym pisaliśmy wielokrotnie) ukaże się w wydawnictwie „Biblioteka Rocznika Chełmskiego”. Z punktu widzenia ministerstwa nie będzie miała żadnej wartości naukowej. 

Protesty profesury w sprawie listy wydawnictw narastały już od kilku dni. 20 grudnia na antenie „Radia Maryja” mówił o tym prof. Grzegorz Kucharczyk, historyk z Instytutu Historii PAN. Wcześniej alarmował o tym „Nasz Dziennik”.

„To zupełna aberracja”

Prof. Kucharczyk: „Mamy do czynienia z niebezpieczną sytuacją – nie poziom merytoryczny książki będzie decydował o naukowości, tylko miejsce, gdzie będzie wydana. Jest to zupełna aberracja. Jak rozmawiam z naukowcami z Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii czy Stanów Zjednoczonych, to oni łapią się za głowę, jak słyszą, że ma być jakiś ministerialny spis wydawnictw, bo w swoich krajach o czymś takim nie słyszeli”.

Jeszcze przed publikacją listu prof. Nowaka ministerstwo nauki rozpoczęło rakiem wycofywać się ze swoich wcześniejszych projektów. W radiowej „Trójce” 20 grudnia wicepremier Gowin mówił już zupełnie co innego niż wcześniej. 

Według Gowina powstająca obecnie w ministerstwie lista wydawnictw naukowych „będzie obejmowała setki wydawnictw polskich, w tym z definicji wszystkie wydawnictwa akademickie i setki wydawnictw międzynarodowych”.

Wiceminister Piotr Mueller zapowiedział natomiast, że „każda instytucja będzie mogła raz na cztery lata (do 30 września ostatniego roku ewaluacji) zgłosić 5 monografii w danej dyscyplinie spoza listy wydawnictw”. Będą one ocenione przez ekspertów. 

Naukowcy mają prawo podchodzić do tych zapowiedzi nieufnie. Na stronie wydawnictwa „Biały Kruk” – w którym swoją historię Polski publikuje prof. Andrzej Nowak – opisano próby kontaktu wydawcy z ministerstwem nauki. Zacytujmy:

„Na wysłane trzykrotnie do Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego zapytanie mailowe: jakie są kryteria wyboru na listę, kto znajdzie się na niej, a kto nie, oraz czy można zgłosić się do listy wydawnictw, odpowiedzi nie otrzymaliśmy. Za pierwszym i drugim razem wcale, za trzecim – przyszło lakoniczne stwierdzenie, że jeżeli nie jesteśmy rektorami szkół wyższych, musimy się »liczyć się z koniecznością długiego oczekiwania na odpowiedź«. Tak wyglądają konsultacje społeczne w wykonaniu MNiSW”.

Nie jest więc bez znaczenia, że protestujący naukowcy nie skierowali listu do wicepremiera Gowina, ale zwrócili się od razu wyżej — do prezesa Jarosława Kaczyńskiego. To jednoznaczny wyraz wotum nieufności wobec ministra nauki.

Jarosław Gowin stale powołuje się na pełne poparcie Jarosława Kaczyńskiego dla swojej reformy. Teraz się dowie, jak jest naprawdę.


Dostęp do informacji o działaniach władz to Twoje prawo.
Wesprzyj OKO, by nadawało dalej.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press