"Polscy politycy i naukowcy często skarżą się, że świat ich nie rozumie. Jeśli tak faktycznie jest, to wystawa w Muzeum II Wojny jest dla nich szansą, żeby w końcu zostać zrozumianym. Każda zmiana w niej będzie skutkować zniszczeniem spójnej narracji" - ostrzega wybitny historyk Timothy Snyder. Ale wygląda na to, że PiS nie zamierza się cofnąć

We wtorek 24 stycznia sąd administracyjny zezwolił ministrowi kultury Piotrowi Glińskiemu na połączenie Muzeum II Wojny Światowej z praktycznie nieistniejącym Muzeum Westerplatte.

Dzień wcześniej wystawa główna – przygotowana przez twórców Muzeum z prof. Pawłem Machcewiczem na czele – została przedstawiona po raz pierwszy historykom i dziennikarzom. Prof. Machcewicz specjalista od historii PRL, m.in. autor monografii „poznańskiego czerwca” 1956 r. oraz Radia Wolna Europa, mówił, że chce pokazać wynik ośmiu lat pracy swego zespołu wspieranego przez wybitnych historyków z kraju i świata, zanim zostanie  przerobiona po przejęciu Muzeum przez PiS.

Już 1 lutego może do muzeum wejść pełnomocnik wicepremiera Glińskiego prof. Zbigniew Wawer. Czy zwolni obecną dyrekcję z prof. Pawłem Machcewiczem na czele, czy zamknie muzeum, by zmienić wystawę,  która od początku nie podoba się PiS?

„PiS działa według strategii spalonej ziemi, tak jakby od ich rządów zegar zaczął bić od nowa. To bolszewizm kulturalny” – komentował sytuację prezydent Gdańska Paweł Adamowicz.

Wśród gości pokazu 23 stycznia 2016 r. byli światowej sławy uczeni – m.in. specjalista od dziejów naszego regionu, profesor Uniwersytetu Yale Timothy Snyder.

Wystawa była ukończona w 75 proc., ale i tak zrobiła na zwiedzających ogromne wrażenie.

„Muzeów opowiadających o II wojnie światowej jest wiele, ale narracja wystawy w Gdańsku zupełnie zmienia sposób postrzegania wojny, takie muzeum to osiągnięcie cywilizacyjne” – mówił Snyder.

„Wystawa jest bardzo uniwersalna, ponieważ opowiada o losach ludności cywilnej na całym świecie, lecz równocześnie jest też bardzo polska, bo nie brakuje w niej żadnych najważniejszych wydarzeń związanych z wojenną historią Polski. Polscy politycy i naukowcy często skarżą się, że świat ich nie rozumie. Jeśli tak faktycznie jest, to wystawa w Muzeum II Wojny jest dla nich szansą, żeby w końcu zostać zrozumianym. Każda zmiana w niej będzie skutkować zniszczeniem spójnej narracji. Muzeum II Wojny nie może być ani bardziej militarne, ani opowiadać więcej o wojnie w 1939 r., ani skupiać się bardziej na losach Polaków. Dzięki temu, że wystawa ujmuje wojnę w sposób globalny, stawia Polskę i Gdańsk w centrum debaty o historii II wojny światowej” – ocenił Snyder.

W „Wyborczej” Roman Pawłowski pisał:

Wystawę otwiera i zamyka obraz ulicy. Tej z 1939 r., tuż przed wybuchem działań wojennych, z otwartymi jeszcze sklepami pełnymi towarów i tej z 1945 r., spalonej i opustoszałej, z radzieckim czołgiem stojącym na gruzach. (…) Stopiona wybuchem bomby atomowej porcelana z Hiroszimy, blaszany dziecięcy samochód wydobyty z ruin domu w Kaliszu zbombardowanego we wrześniu 1939, resztki dziecięcego wózka wydobyte z ruin warszawskiego getta, klucze, które Żydzi z Jedwabnego, zamordowani przez polskich sąsiadów, zabrali ze sobą w ostatnią drogę, dzwon ze statku „Wilhelm Gustloff” zatopionego przez radziecką łódź podwodną podczas ewakuacji Niemców. Na wystawie eksponatów jest 1,5 tys., a to tylko część z liczących 35 tys. obiektów zbiorów.

Gliński chce zamknąć Muzeum

Teraz wystawa i jej twórcy czekają na ruch ministra kultury. Jak na razie, nie widać by chciał się cofnąć przed wrogim przejęciem Muzeum. Resort Glińskiego w komunikacie napisał:

1 lutego 2017 roku zostanie utworzona państwowa instytucja kultury – Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Połączenie obu gdańskich placówek o zbliżonym profilu działalności pozwoli zoptymalizować koszty przeznaczane z budżetu państwa na ich funkcjonowanie oraz zwiększyć ich potencjał rozwojowy, a tym samym wzmocnić ich pozycję na muzealnej mapie Polski i świata.

Przypomnijmy, że dyrekcja muzeum polemizowała wielokrotnie z tą argumentacją: w momencie decyzji o połączeniu w marcu 2016 r. Muzeum Westerplatte nie miało nawet siedziby i zatrudniało kilka osób, a Muzeum II Wojny Światowej było już dużą placówką, której budowa była na ukończeniu.

Prof. Machcewicz: Będę bronił kształtu wystawy

Prof. Paweł Machcewicz w rozmowie z OKO.press opowiedział co zamierza.

  • – Kierownictwo muzeum nie dostało do tej pory żadnych informacji od Ministerstwa Kultury. „Nie wiemy, jak się to wszystko będzie odbywało”.
  • – Dotychczasowe Muzeum przestaje istnieć, powstaje nowa instytucja kultury. Żeby to się stało, minister musi powołać nowego dyrektora i nadać placówce nowy statut. Nic nie wiadomo.
  • – Pełnomocnik ministra Glińskiego prof. Zbigniew Wawer zażądał w grudniu, aby dyrekcja muzeum przekazała wszystkim pracownikom pismo, zapowiadające zmianę warunków pracy po przejściu do nowej instytucji. „Odmówiłem wykonania tego polecenia” – mówi prof. Machcewicz.
    Według niego byłoby to łamanie kodeksu pracy, który w przypadku łączenia instytucji gwarantuje pracownikom przechodzenie do nowej na dotychczasowych zasadach. Muzeum zawiadomiło o sprawie Państwową Inspekcję Pracy.
  • – W najbliższą sobotę blisko 2 tys. ludzi zobaczy wystawę – muzeum zorganizowało dzień otwarty.
  • – Wystawa jest cały czas montowana, niemal dzień i noc. Do 31 stycznia do północy prace będą trwały. Prawie wszystko będzie gotowe, może brakować pojedynczych podpisów i eksponatów.
  • – Muzeum będzie mogło być otwarte na przełomie lutego i marca.
  • – Prof. Machcewicz będzie bronił na podstawie praw autorskich kształtu wystawy. Można wjechać z buldożerami i zniszczyć wystawę za 50 mln. To jest prawo ministra. Ale nie ma prawa zmienić 20 proc. wystawy, które się nie podobają rządzącym.

Jak widać, dyrekcja muzeum się nie poddaje i zamierza utrudnić wicepremierowi Glińskiemu i jego podwładnym wprowadzanie zmian w wystawie.

Taki jest zapewne cel: politycy PiS wielokrotnie zarzucali muzeum „zbyt mało narodowy” punkt widzenia na wojnę (takie zarzuty pojawiły się np. w recenzji prof. Jana Żaryna, historyka i senatora PiS, z projektu wystawy).

Prof. Gliński walczył z dyrekcją Muzeum niemal od początku objęcia urzędu po wyborach 2015 r. Argumentacja ministerstwa ulegała też ewolucji. Politycy PiS najpierw mówili, że wizja historii muzeum nie jest zgodna z ich polityką historyczną (chociaż żaden z nich muzeum nie widział – nikt z rządzących nie przyszedł także 23 stycznia, chociaż byli zaproszeni).

Nie mogli po prostu zmienić dyrekcji muzeum, bo o tym decydowała Rada Powiernicza (złożona m.in. z wybitnych historyków), która murem stała za prof. Machcewiczem. Wtedy pojawiły się zarzuty o niegospodarność i zbyt wysokie koszty budowy (według ministerstwa o 90 mln złotych), a wicepremier Gliński zaczął przysyłać na teren budowy kolejne kontrole.

Kierownictwo muzeum broniło się umiejętnie, skarżąc decyzję ministra w sądzie i powołując się na wyniki kontroli NIK z grudnia 2015 r., która nie wykazała żadnych nieprawidłowości. Wicepremiera Glińskiego zirytowało to tak dalece, że na posiedzeniu Komisji Kultury w Senacie 26 października 2016 r. zarzucił NIK, że działała na polityczne zamówienie poprzedniego rządu.

Najprawdopodobniej więc 1 lutego do muzeum wkroczy pełnomocnik ministra, prof. Zbigniew Wawer z zespołem. Sprawa w sądzie będzie się toczyć dalej. Batalia o kształt wystawy dopiero się jednak rozpocznie.

31 stycznia demonstracje przed Muzeum organizuje pomorski KOD. –  Po raz kolejny sprzeciwimy się jego likwidacji  – mówi Maja Augustynek z KOD. – Sprzeciwiamy się cenzurze i wywieraniu nacisków politycznych na ludzi kultury i nauki.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym