Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: AFPAFP

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

W trzecim dniu wojny nie widzimy żadnych sygnałów spowolnienia działań militarnych z obu stron. Przeciwnie, wojna z każdym dniem eskaluje.

Iran kontynuuje ataki na kraje Zatoki Perskiej. W pierwszym dniu wojny można było podejrzewać, że chodzi o uderzenia w amerykańskie bazy i cele na terenie tych krajów, a rakiety i drony spadające na hotele czy inne cele cywilne to pomyłki, zagubione rakiety czy odłamki z zestrzelonych pocisków.

Dzisiaj widać, że część z tych ataków ma inny charakter – Iran faktycznie z dużą intensywnością atakuje kraje Zatoki, w tym np. cele związane z produkcją energii – ropy czy gazu.

Uzasadnienie dla takich ataków najprawdopodobniej jest proste: siać zniszczenie, stale podnosić koszt prowadzenia wojny, przymusić arabskie kraje Zatoki, by zwróciły się do USA, aby Amerykanie chcieli jak najszybciej zakończyć wojnę.

Zniszczenia w Zatoce

W większości spraw arabskie monarchie w Zatoce i Iran to rywale ze sprzecznymi interesami. Ale część tych interesów się też pokrywa, a są sprawy, w których oba kraje mogą pragmatycznie pracować razem. Agresywna postawa Iranu może zniszczyć te stosunki na wiele lat do przodu.

A także zwiększa ryzyko, że kraje te ostatecznie poczują się zmuszone, by włączyć się do wojny i wspomóc amerykańsko-izraelskie ataki. Na razie tego nie robią, ale de facto w wojnę są wciągnięte – muszą intensywnie korzystać z własnej obrony przeciwlotniczej. Katar ogłosił dzisiaj, że zestrzelił dwa irańskie myśliwce. Chaos wojny prowadzi też do sytuacji, gdy obrona przeciwlotnicza działa zbyt pochopnie. Okazało się bowiem, że trzy zestrzelone amerykańskie samoloty F-15 zostały przez pomyłkę trafione przez Kuwejtczyków.

Uderzenia w infrastrukturę energetyczną to też próba pokazania, że koszt prowadzenia tej wojny będzie ponosił cały świat. Dziś irański atak dronowy unieruchomił rafinerię Ras Tanura, największy zakład saudyjskiego Aramco, największej spółki paliwowej na świecie. Ras Tanura odpowiada za przerób ponad 550 tys. baryłek ropy dziennie. Iran uderzył też w instalacje wydobywcze katarskiej spółki QatarEnergy, która w konsekwencji wstrzymała produkcję LNG. A to natychmiast podniosło ceny gazu w Europie.

Przeczytaj także:

Jeśli jednak wojna będzie się przeciągać, taktyka ta może się obrócić przeciwko Iranowi. Zakłócenia w handlu przez Zatokę Perską mogą też poważnie zaszkodzić Irańczykom. W zeszłym roku niemal połowa zboża importowanego tym kanałem trafiała do Iranu.

Na razie nie ma jednak mowy o spowolnieniu. W ciągu dwóch pierwszych dni Iran wystrzelił w kierunku pięciu krajów Zatoki (Oman jest z tej statystyki wyłączony, bo niemal nie ucierpiał) ponad 1200 pocisków. Najwięcej w stronę Zjednoczonych Emiratów Arabskich – ponad 500 dronów i 165 rakiet.

Większość pocisków wystrzelonych w kraje Zatoki to faktycznie drony. Te są stosunkowo tanie. A Amerykanie i ich sojusznicy, chcąc się przed nimi bronić, korzystają ze znacznie droższych pocisków przechwytujących.

Hezbollah i Izrael

Odpryskiem wojny w Iranie jest też kolejna konfrontacja Izraela z Hezbollahem.

Grupa wystrzeliła dziś pierwsze rakiety w stronę Izraela od zawieszenia broni w listopadzie 2024 roku. Hezbollah ogłosił, że jego ataki na Izrael to odpowiedź na zabicie Alego Chameneiego, a także próba „obrony Libanu i jego mieszkańców”.

Tego zdania nie podzielają władze kraju.

„Ogłaszamy zakaz działalności militarnej dla Hezbollahu i ograniczamy jego rolę w sferze politycznej” – ogłosił dziś premier Libanu Nawaf Salam.

Ataki grupy na Izrael po rozpoczęciu izraelsko-amerykańskiej wojny w Iranie premier nazwał nielegalnymi. I nakazał grupie złożenie broni.

Premier Salam zastrzega, że prawo do działań militarnych z terenu Libanu ma tylko libańska armia i potępia obecne uderzenia Hezbollahu na Izrael. Izrael zapowiedział dużą ofensywę i ogłosił, że jednym z jego celów jest sekretarz generalny Hezbollahu Naim Kasem.

Konflikt między Izraelem a Hezbollahem zelżał w 2025 roku po konflikcie z jesieni 2024 roku i zabiciu poprzedniego, wieloletniego sekretarza generalnego Hasana Nasrallaha. Hezbollah wyszedł z tej rundy walk znacznie osłabiony. Libańska grupa jest ważnym sojusznikiem Iranu i częścią jego Osi Oporu – grupy organizacji sprzeciwiających się izraelsko-amerykańskiej dominacji na Bliskim Wschodzie.

Hezbollah to grupa szyicka, co zbliża ją ideologicznie do Republiki Islamskiej. Iran był od początku istnienia grupy jego najważniejszym sponsorem. Hezbollah zachowuje pewną niezależność operacyjną, ale jednocześnie od zawsze współpracuje blisko z Iranem i jest jego sojusznikiem. Jest też siłą polityczną – obecnie posiada 15 miejsc w 128-osobowym parlamencie.

Hezbollah jest dziś jednak znacznie osłabiony. Irańczycy w ostatnich latach wielokrotnie się przekonali, że ich Oś Oporu nie jest skutecznym narzędziem w sprzeciwianiu się Izraelowi i USA.

W dzisiejszej sytuacji wciągnięcie Izraela w konflikt może się dla Hezbollahu okazać decyzją samobójczą.

Izraelsko-amerykańskie ataki

Izrael i USA dalej intensywnie ostrzeliwują Iran. Według Institute for the Study of War do dzisiejszego poranka połączone siły uderzyły w dwa tysiące celów na terenie Iranu. Wspólnie oba kraje osiągnęły pełną przewagę w powietrzu nad Teheranem.

Przekłada się to na uderzenia w liczne cele w mieście. Wczoraj Izraelczycy, podobnie jak w czerwcu 2025 roku uderzyli w siedzibę kanału irańskiej telewizji państwowej IRIB TV2. Amerykańsko-izraelskie pociski uszkodziły też znajdujący się tuż obok szpital Gandhiego – świadkowie twierdzą, że rakiety uderzyły w sam szpital. Placówka została ewakuowana. Szczęśliwie nie wiemy nic o ofiarach śmiertelnych. Najpewniej to siedziba telewizji była celem ataku. Budynek szpitala ucierpiał jednak bardzo poważnie.

View post on Twitter

Jedno z uderzeń uszkodziło też znajdujący się na liście światowego dziedzictwa UNESCO Pałac Golestan.

View post on Twitter

To jeden z najbardziej znanych zabytków Iranu – bogato zdobiony pałac królewski dynastii Kadżarów, która przeniosła stolicę do Teheranu pod koniec XVIII wieku.

Dyplomacja umarła

Donald Trump twierdzi natomiast, że „duża fala” ataków ma dopiero nadejść. Tak powiedział dziś w krótkim wywiadzie dla stacji CNN. Powiedział w nim też, że zaskoczyła go skala irańskich ataków na kraje Zatoki Perskiej. Oraz że nie chce, by wojna trwała zbyt długo – jego zdaniem plan jest taki, by były to cztery tygodnie, choć jednocześnie dodał, że chwilowo armia jest nieco do przodu względem planu.

Nie doprecyzował jednak, co sprawi, że wojna się zakończy. Na razie nie ma mowy o rozmowach z Iranem, choć Trump wyrażał na nie nadzieję jeszcze wczoraj wieczorem. W poniedziałek rano możliwość rozmów odrzucił Ali Laridżani – przewodniczący Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, jeden z najważniejszych – a być może w tym momencie najważniejszy – polityków Iranu.

Chwilowo Iran podjął walkę na wyniszczenie. I nie zamierza się wycofywać.

Iran nie ma jeszcze nowego przywódcy. W sieci pojawiła się informacja, że Alireza Arafi, jeden z trzech członków tymczasowej rady przywódczej i jeden z faworytów do zastąpienia Alego Chameneiego, zginął w ataku tuż po objęciu nowej, przejściowej funkcji. Jeden z tweetów z taką informacją osiągnął zasięg powyżej 7 mln wyświetleń, pojawiły się też artykuły w niektórych mediach. Informacja była zupełnie fałszywa.

Wciąż nie wiemy, kiedy wybrany zostanie nowy przywódca, ale jeśli wydarzy się to zgodnie z konstytucyjnymi procedurami oraz z zapowiedziami irańskich polityków, nazwisko następcy Chameneiego możemy poznać nawet jutro.

Późnym popołudniem w poniedziałek 2 marca najnowsze oficjalne liczby ofiar z poszczególnych miejsc to:

  • 555 ofiar śmiertelnych w Iranie,
  • 12 w Izraelu,
  • 13 w Libanie,
  • 6 w krajach Zatoki Perskiej,
  • 4 żołnierzy amerykańskich.
;
Na zdjęciu Jakub Szymczak
Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.

Komentarze