W nocy z 7 na 8 stycznia czasu irackiego Irańczycy wystrzelili 15 rakiet w stronę dwóch baz, w których znajdują się żołnierze Amerykańscy. To odpowiedź na zabicie przez Amerykanów irańskiego generała Sulejmaniego. Otwarta wojna? Deeskalacja jest jeszcze możliwa. Wszystko zależy od decyzji Donalda Trumpa

Iran zapowiadał zemstę i właśnie jej dokonał. W nocy wysłał rakiety w stronę dwóch amerykańskich baz w Iraku: al-Asad i Erbil.

Wszyscy komentatorzy zgodnie zapowiadali, że odpowiedź nadejdzie. Irańczycy postanowili uderzyć już dzień po pogrzebie generała Sulejmaniego w jego rodzinnym mieście Kerman.

Dalsze losy zależą od odpowiedzi Amerykanów. Wiele wskazuje na to, że mogą się oni powstrzymać od pójścia w otwartą wojnę z Iranem.

Rakiety w stronę dwóch baz

Co dokładnie wydarzyło się dziś w nocy?

Irańczycy wysłali pociski w stronę dwóch baz wojskowych w Iraku, w których znajdują się wojska międzynarodowej koalicji walczącej z Państwem Islamskim: al-Asad w prowincji Anbar i Erbil w irackim Kurdystanie.

Według rzecznika amerykańskiej armii Irańczycy wystrzelili 15 rakiet: 10 trafiło w bazę al-Asad, jedna w bazę w Erbilu, cztery chybiły.

Amerykanie twierdzą na razie, że nie ma żadnych amerykańskich ofiar ataku. Niepotwierdzone na razie informacje mówią o zabitych Irakijczykach. Iraccy politycy mogą bać się mówić o nich otwarcie, bo musieliby zająć oficjalne stanowisko wobec irańskiego ostrzału. Niemniej, ostatecznie Irakijczycy wydali oświadczenie, że żadnych ofiar nie ma. Al-Asad jest bazą iracką, która jedynie gości żołnierzy koalicji.

Polskie Ministerstwo Obrony Narodowej oświadczyło już, że żaden z polskich żołnierzy w Iraku nie ucierpiał. Podobnie postąpili już także Duńczycy, Australijczycy, Niemcy i wszyscy inni, którzy mają wojskowych w bazie al-Asad.

Irańczycy z kolei twierdzą, że ataki zabiły aż 80 amerykańskich żołnierzy. To Prawie na pewno nieprawda. Może to być jednak informacja tylko na potrzeby wewnętrzne. Wybieg, aby wyjść z twarzą z konfliktu.

Strażnicy Rewolucji grożą

Iranista Jakub Gajda przetłumaczył na swoim profilu twitterowym treść oświadczenia Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Napisane jest ostrym, konfrontacyjnym językiem:

„Ostrzegamy Wielkiego Szatana, okrutny i arogancki reżim amerykański, że jakiekolwiek dalsze odwety lub inne ruchy spowodują bardziej bolesną i okrutną reakcję. Rządy państw sprzymierzonych ze Stanami Zjednoczonymi, które użyczyły swoich baz terrorystycznej armii tego kraju, zostaną ostrzeżone, że każde terytorium, bez względu na pochodzenie wrogich i agresywnych działań przeciwko Islamskiej Republice Iranu, zostanie zaatakowane. W żadnym wypadku nie uważamy syjonistycznego reżimu w tych zbrodniach za odrębny od amerykańskiego przestępczego reżimu. Wzywamy naród amerykański do odwołania amerykańskich żołnierzy z regionu, aby zapobiegł dalszym ofiarom i nie pozwalał, aby życie jego żołnierzy było zagrożone przez rosnącą nienawiść do nieludzkiego reżimu Stanów Zjednoczonych”.

Rzecznik prasowy Strażników Rewolucji powiedział też, że operacja została wykonana o dokładnie tym samym czasie, co atak na Sulejmaniego. Kryptonim akcji to „Operacja Męczennik Kassem Sulejmani”.

Odpowiedź Trumpa i Zarifa

Donald Trump odpowiedział na Twitterze około godziny 5 czasu polskiego:

„Wszystko w porządku! Pociski zostały wysłane z Iranu w stronę dwóch amerykańskich baz w Iraku. Sprawdzamy teraz co zotało zniszczone i czy ktoś zginął. Na razie jest dobrze! Mamy zdecydowanie najpotężniejszą i najlepiej wyposażoną armię na świecie!”.

Zapowiedział też, że rano w Waszyngtonie wystosuje oświadczenie na ten temat.

Irańczycy też wykorzystują w wojnie informacyjnej Twittera. Said Dżalili, były główny irański negocjator atomowy za prezydentury Mahmuda Ahmadineżada, wrzucił zaraz po ataku na Twittera zdjęcie irańskiej flagi. To ironiczne nawiązanie do reakcji amerykańskiego prezydenta na atak na Sulejmaniego 3 stycznia. Trump zrobił dokładnie to samo, oczywiście z flagą amerykańską.

Oświadczenie Trumpa nie jest ostre, pozostawia pole do deeskalacji. Podobnie jest z oświadczeniem irańskiego Ministra Spraw Zagranicznych, Mohammada Dżawada Zarifa:

„Iran podjął proporcjonalną odpowiedź w samoobronie w ramach artykuły 51 Karty Narodów Zjednoczonych, atakując bazy, z których tchórzowski atak na naszych obywateli i oficjeli został przeprowadzony.

Iran nie chce eskalacji wojny, ale będzie się bronił przeciwko wszelkiej agresji”.

W stronę deeskalacji?

Oba oświadczenia są stonowane. Nie ma w nich nawoływania do walki. Oba pozostawiają furtkę na dalsze akcje wojenne, ale nie wykluczają dalszego konfliktu. Wszystko zależy teraz od odpowiedzi Amerykanów.

„New York Times” powołując się na dwa źródła bliskie Strażnikom Rewolucji, pisze, że jeśli USA nie odpowiedzą, Iran pójdzie w stronę deeskalacji.

Sekretarz Stanu Mike Pompeo rozmawiał już z Masudem Barzanim, premierem autonomicznego irackiego Kurdystanu, w którym znajduje się jedna z baz zaatakowanych w nocy przez Iran. Barzani sugerował Pompeo wyjścia w strone deeskalacji.

Dodatkowo Iranem wstrząsnęła dziś w nocy jeszcze jedna wiadomość. Pod Teheranem spadł na ziemię ukraiński samolot z ponad 160 osobami na pokładzie. Najpewniej wszyscy pasażerowie nie żyją. Nie wiemy jednak, czy to wydarzenie ma jakikolwiek związek z atakami na bazy w Iraku.

Najpewniej nie – samolot spadł prawie pięć godzin później, zaraz po starcie.

OKO pilnuje,
żeby Polska nie wyszła z Europy.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce.


Komentarze

Masz cynk?