Powołana przez PiS nowa Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego, która ma usuwać z zawodu niepokornych sędziów, chce sama zdecydować czy zasiadający w niej sędziowie są legalni. W ten sposób chce ubiec orzeczenie „starego” SN, który rozpatruje wniosek o legalność jej składu. (Na zdjęciu Jan Majchrowski, członek Izby Dyscyplinarnej)

Nowopowołana przez PiS Izba Dyscyplinarna Sądu Najwyższego działa na specjalnych prawach i jest niezależna od I prezes SN Małgorzaty Gersdorf. Legalność wyboru jej członków przez nową KRS podważają zarówno teoretycy prawa, jak i konstytucjonaliści.

W dodatku Komisja Europejska ogłosiła, że wszczyna postępowanie o naruszenie unijnego prawa w związku z dyscyplinarkami wytaczanymi sędziom.

Izba Dyscyplinarna postanowiła wykonać ruch uprzedzający – chce sama stwierdzić, że jest legalna.

We wtorek, 2 kwietnia 2019, na rozprawie w tej Izbie trzyosobowy skład sędziowski na czele z sędzią Konradem Wytrykowskim zadał pytanie prawne do poszerzonego składu 7 sędziów tej Izby. Poszerzony skład ma dać odpowiedź na pytanie, czy sędziowie tej Izby zostali wybrani legalnie przez nową KRS. Pierwszy napisał o tym portal Prawo.pl.

Posiedzenie składu, który ma wydać orzeczenie w tej sprawie, wyznaczono w ekspresowym tempie, bo już na piątek, 5 kwietnia, choć uzasadnienie pytania prawnego miało być gotowe „dopiero” w czwartek. Teoretycznie sędziowie poszerzonego składu mają więc na przygotowania do posiedzenia niecałą dobę.

Odpowiedź na pytanie prawne ma dać skład: Tomasz Przesławski (przewodniczący), Małgorzata Bednarek (sprawozdawca sprawy), Paweł Czubik (sprawozdawca), Piotr Niedzielak, Adam Roch, Adam Tomczyński i Jacek Wygoda.

Można się spodziewać, że ten skład raczej nie zaneguje powołania sędziów Izby Dyscyplinarnej – w tym siebie – tylko da wywód o prawidłowości wyboru. Na podstawie takiego orzeczenia sędziowie tej Izby będą oddalali kolejne wnioski o ich wyłącznie ze spraw.

Ale nie tylko o to Izbie Dyscyplinarnej chodzi. Chce ubiec podobne postępowanie o stwierdzenie  legalności wyboru sędziów do Izby Dyscyplinarnej i Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych.

Wniosek w tej sprawie ma rozpoznać poszerzony skład „starych” Izb SN tj. Karnej i Cywilnej. Sędziowie i prawnicy mają bowiem zastrzeżenia czy sędziów dwóch nowych Izb wybrano legalnie.

Zarzuty dotyczą ogłoszenia przez prezydenta konkursu do tych Izb. Ogłoszenie ukazało się bez kontrasygnaty premiera. Kolejne zarzuty dotyczą nowej KRS, która opiniowała kandydatów na sędziów SN i wskazywała prezydentowi kogo ma powołać. Prawnicy podważają legalność obecnego składu KRS, bo sędziów do niej wybrano w niekonstytucyjny sposób. Wybrali ich posłowie z PiS i Kukiz’15.

Trzeci zarzut dotyczy zaś powołania sędziów dwóch nowych Izb przez prezydenta. Andrzej Duda zlekceważył bowiem orzeczenie NSA, które zamroziło powołania do czasu rozpoznania pytań prejudycjalnych o ważności decyzji KRS przez TSUE. OKO.press pisało o tym:

Orzeczenia poszerzonych składów „starego” SN nie zapadną w najbliższym czasie, bo te Izby mają dużo wcześniej wyznaczane terminy rozpraw i posiedzeń. Ponadto w nich nad ważnymi zagadnieniami prawnymi nie naradza się z dnia na dzień.

Izba Dyscyplinarna działa inaczej. Można się spodziewać, że nie będzie stosować orzeczeń „starych” Izb SN. Możliwe też, że będzie kontestować legalność orzeczenia TSUE, który bada zmiany wprowadzone przez PiS w polskim wymiarze sprawiedliwości.

Jest już tego zapowiedź. W ubiegłym tygodniu Zgromadzenie Izby Dyscyplinarnej wydało ostrą w wymowie uchwałę, w której zanegowano legalność procesu przed TSUE.

To nie koniec. Ruch wyprzedzający mający na celu potwierdzenie legalności wyboru sędziów do nowych Izb SN wykonał też skład sędziowski na czele z Kamilem Zaradkiewiczem, który zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego – zdominowanego przez sędziów wybranych przez PiS – by ten rozstrzygnął o tym, czy składy nowych Izb są legalne.

Wcześniej podobny ruch wykonała nowa KRS. Też wystąpiła do TK o wyrok potwierdzający jej legalność. I oczywiście TK ją potwierdził. Czy potrafi odmówić teraz Kamilowi Zaradkiewiczowi? Chyba nie.


Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press