0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: (Photo by JACK GUEZ / AFP)(Photo by JACK GUEZ ...

Członek gabinetu wojennego Beni Ganc ogłosił wczoraj, że opuszcza izraelski rząd. I chociaż jego siła w parlamencie to osiem mandatów w 120-osobowym Knesecie, to ruch ten wcale nie oznacza automatycznie przyspieszonych wyborów. Od wyborów parlamentarnych w listopadzie 2022 roku do 7 października 2023 roku Ganc był w opozycji. Gdy Izrael rozpoczął wojnę z Hamasem, Ganc i czterech innych polityków tamtejszego centrum weszło w skład gabinetu wojennego.

Po wczorajszym ruchu Ganca z tamtejszej piątki w rządzie nie został już nikt.

Nowe wybory? Nieprędko

Zdaniem Ganca to Netanjahu powstrzymuje dziś Izrael przed „prawdziwym zwycięstwem”. Ogłaszając swoją decyzję, Ganc zaapelował też o rozpisanie nowych wyborów.

Netanjahu z pewnością się na to nie zdecyduje – wciąż utrzymuje większość w Knesecie, ale znów wisi ona tylko i wyłącznie na łasce skrajnie prawicowych, antyarabskich partii. A te nie kryją, że chciałyby całkowitego zniszczenia Strefy Gazy i pełnego panowania Izraela nad Zachodnim Brzegiem.

Gdyby wybory odbyły się dziś, zwycięzcą byłby właśnie Ganc – jego blok mógłby zdobyć nawet około 30 miejsc w Knesecie. Według najnowszych sondaży Likud pod przywództwem Netanjahu otrzymałby około 20 miejsc (obecnie – 32). Premier nie zamierza jednak dać za wygraną.

Wyzwanie może go jednak czekać już dziś wieczorem. Kneset ma dziś głosować nad ustawą, która przywróciłaby pobór do wojska dla religijnych ultraortodoksów, którzy są z niego zwolnieni. Media donoszą, że minister obrony i przedstawiciel Likudu Joaw Galant zamierza głosować przeciwko ustawie – co może zostać uznane za rezygnację ze stanowiska, lub prowokację, by zostać z rządu wyrzuconym. Galant i Netanjahu coraz częściej publicznie wyrażają brak jedności w niektórych kwestiach – takich jak to, jak należy zaprojektować przyszłość Gazy z perspektywy Izraela.

Ultimatum Ganca

W maju Ganc ogłosił, że daje Netanjahu miesiąc, do 8 czerwca, na osiągnięcie sześciu strategicznych celów w Gazie. Wśród nich miało być pełne pokonanie Hamasu i ustanowienie międzynarodowej, cywilnej władzy nad Gazą. Jego rezygnacja nie jest więc w żaden sposób powiązana z wydarzeniami 8 czerwca w obozie dla uchodźców w Nusejrat (to obóz dla uchodźców z 1948 roku, dziś przypominający normalne miasto).

4 uwolnionych zakładników. Jakim kosztem?

Tego dnia Izraelczycy przeprowadzili tam akcję, w wyniku której udało się uwolnić czwórkę izraelskich zakładników, przetrzymywanych w mieszkaniach w obozie. Palestyńczycy podają, że w wyniku tej akcji zginęło aż 276 osób, a ponad 600 zostało rannych. Izraelczycy twierdzą, że śmierć poniosło „mniej niż 100 osób”. Żadna ze stron nie podaje, jaka część ofiar stanowią bojownicy. Biorąc jednak pod uwagę intensywność akcji i to, że miała miejsce w gęstym obszarze zabudowanym, jasne jest, że sporą część ofiar stanowiły osoby niewinne. Reporter agencji Associated Press donosił ze szpitala Męczenników Al Aksa o dziesiątkach ciał zabitych, w tym o ciele dziecka.

Izraelska armia w przypadku wielu poprzednich ataków na Gazę pokazała, że pomimo deklaracji, nie liczy się z tym, że jej akcje niosą za sobą dziesiątki, a czasem setki ofiar cywilnych. Znana jest stosowana przez izraelską armię doktryna Dahije (od nazwy dzielnicy Bejrutu, gdzie podczas wojny w 2006 roku mieściła się siedziba Hezbollahu), która pozwala żołnierzom równać z ziemią infrastrukturę cywilną, jeśli pomoże to osiągnąć cele wojenne. Wiąże się to też z ogromnymi stratami ludzkimi.

Przeczytaj także:

7 odbitych, 105 wymienionych

8 czerwca miała miejsce dopiero trzecia udana akcja odbicia zakładników. Chociaż to jeden z głównych celi wojny, Izraelowi przez osiem miesięcy jej trwania udawało się to rzadko. Raz też izraelscy żołnierze w wyniku tragicznej pomyłki zastrzelili trójkę izraelskich zakładników.

Więcej osób udało się uratować w wyniku wymiany zakładników na palestyńskich więźniów. Netanjahu nie jest jednak na poważnie zainteresowany negocjacjami. Chociaż po uwolnieniu powiedział w rozmowie telefonicznej jednej z zakładniczek, że „nie poddaliśmy się ani na sekundę”, to liczby jasno pokazują, która strategia jest skuteczniejsza: siedem osób udało się odbić, 105 wróciło do Izraela dzięki negocjacjom. Według Izraelczyków, w Gazie wciąż jest 77 żywych zakładników oraz 43 ciała zmarłych.

Izraelczycy nie przejmują się ofiarami w Gazie

Netanjahu preferuje jednak wojnę. Nawet jeśli minister Galant wyszedłby dziś z rządu – co wcale nie jest pewne – do nowych wyborów jeszcze daleko. A izraelska opinia publiczna przelewem krwi w Gazie się nie interesuje.

„Ludzie dotychczas nie przejmowali się liczbą ofiar, a media właściwie o tym nie mówią, więc nie spodziewam się, żeby zaczęli się tym przejmować teraz, akurat w trakcie operacji prowadzącej do uwolnienia zakładników. Tak jak widzieliśmy wcześniej, mamy izraelską opowieść o wojnie, i opowieść międzynarodową. Nie mają one ze sobą wiele wspólnego” – powiedziała 9 czerwca „Guardianowi” izraelska analityczka International Crisis Group, Mairav Zonszein.

Nie można wykluczyć, że premier Ganc byłby bardziej skłonny do negocjacji. Ale ostatecznie jest też byłym wojskowym, musi też odpowiadać przez izraelską opinią publiczną, która domaga się jednego – powrotu zakładników. Niestety, z której strony nie spojrzeć, wygląda na to, że rozlew krwi w Gazie może trwać jeszcze długo.

;

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze