Powtarzanie „ja jako prezydent”, także w komiczno-ceremonialnej wersji „z mojego jako prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej ramienia” ma Andrzejowi Dudzie dodawać majestatu, a także upewniać samego prezydenta, że jest prezydentem. Robi wrażenie formy nadmiernej, ostentacyjnej, podszytej niepewnością. Aż komicznej, bo sama siebie nie jest pewna

Przy okazji analizy wystąpienia Andrzeja Dudy, w którym uzasadnił podpisanie ustaw edukacyjnych, rzuciła się „Oku” w oko pewna skłonność językowa prezydenta, na pozór błaha. Ale jak mówili historycy szkoły Annales, często fakty drobne więcej potrafią powiedzieć niż sążniste dokumenty, a psychoanalitycy odkryli wartość poznawczą przejęzyczeń.

Otóż w niedługim w końcu wystąpieniu – liczącym 66 zdań – prezydent Andrzej Duda aż osiem razy użył określenia „ja jako Prezydent Rzeczpospolitej”, co zostało zapisane z odpowiednio dużych liter na stronie prezydent.pl.

Zaczyna niby oficjalnie jako Prezydent RP:

Decyzję, na którą ja, jako Prezydent Rzeczypospolitej, miałem konstytucyjne 21 dni”,

ale potem, jako prezydent RP dokonuje kilku osobistych wyznań:

„nie będę ukrywał: był to dla mnie jako Prezydenta Rzeczypospolitej trudny czas, a zarazem pracowity”

a także

„słowa zwątpienia, a również protesty dotarły również i do mnie jako Prezydenta Rzeczypospolitej”.

a także

„jako prezydent mam tutaj wielkie oczekiwania”.

Także jako prezydent RP umieszcza się w jednym szeregu z rodzicami, co świadczy o demokratyzmie Dudy jako prezydenta

„rodzice bardzo chcą, tak samo zresztą jak i ja, Prezydent Rzeczypospolitej, aby ten system funkcjonował dobrze”.

Czasem Duda jako prezydent przywołuje ulubiony zwrot, by uniknąć dwuznaczności:

„Zwracam tutaj szczególną uwagę na dzieci, bo one są przede wszystkim przedmiotem mojego ogromnego zainteresowania jako Prezydenta”.

Duda jako prezydent podkreśla też, że to, co dla wielu nauczycieli (zwłaszcza gimnazjów), rodziców i dzieci jest końcem świata, dla niego ledwie początkiem:

„dla mnie jako Prezydenta Rzeczypospolitej ta sprawa nie kończy się absolutnie. Dla mnie ona na tym podpisie w zasadzie się zaczyna”.

Na koniec przemówienia okazuje się, że ramię Andrzeja Dudy też jest „jakoprezydenckie”

„powołuję pana profesora Andrzeja Waśko, który z mojego ramienia jako Prezydenta Rzeczypospolitej będzie współpracował z Ministerstwem Edukacji Narodowej”.

Pompowanie prezydenckiego balona

Powtarzanie tego ceremonialnego zwrotu ma dodać Andrzejowi Dudzie powagi, której nie dała mu jego własna biografia, ani dotychczasowy sposób sprawowania prezydentury, na który lud koderski wynalazł słowo „marionetka”.

Powtarzanie przed Dudę jako prezydenta, że jest prezydentem służy wznoszeniu wieży własnego poczucia wartości. Z tych samych powodów Duda często mówi o sobie w trzeciej osobie, zwłaszcza, gdy na wiecu chce pokazać, że jest silny i nikogo a także niczego się nie boi:

„Prezydent nie boi się kalumni ludzi odstawionych od stołków!”.

Także w wywiadach wyraża się o sobie uroczyście: „prezydent Andrzej Duda nie będzie siedział pod żyrandolem”. 

Jest w przemówieniach Dudy, jakiś rodzaj autentycznej żarliwości, co bezspornie jest ich siłą, nawet jeżeli zawartość intelektualna bywa mizerna, a tok wywodu gubi się.
Jak pisał Gombrowicz: „Gdy człowiek jest podniecony, kocha własne podniecenie, podnieca się nim i wszystko poza tym już nie jest dla niego życiem”.

Ale wyczuwa się w tym raczej słabość i niepewność Dudy jako prezydenta (jak redaktor naczelny zaczyna powtarzać, że to on jest redaktorem naczelnym, to znaczy, że jego pozycja jest niepewna).

Prezydent jest bardzo duży, ogromny

W tym samym przemówieniu Duda jako prezydent ośmiokrotnie użył formuły „nie mam żadnych wątpliwości”, 14 razy używał słowa „bardzo”.

W mowie Dudy jako prezydenta wszystko, co go dotyczy jest „duże”, „bardzo duże”, a nawet „ogromne”:

  • „jest przedmiotem mojego ogromnego zainteresowania jako Prezydenta;
  • „Chciałbym, ogromnie chciałbym, aby polski system edukacyjny kształcił dobrze;
  • „Jest zatem moją ogromną troską, aby potencjał polskich nauczycieli był jak najlepiej wykorzystywany;
  • Moją ogromną troską jest, aby nauczyciele gimnazjalni…

Mniejsza tutaj o to, czego dotyczą te „ogromne troski” prezydenta i co nie budzi jego „żadnych wątpliwości” – to OKO.press analizuje w innych tekstach.

Tutaj Duda jako prezydent zainteresował nas jako casus językowy, jako forma, forma w sensie Gombrowiczowskim, czyli „sposób wyrażania siebie, gesty, czyny, mówienie, decyzje..”.

„O, potęga Formy! Ona sprawia, że powstaje w nas coś, co nie jest z nas. Lekceważąc ją nie zdołacie nigdy pojąć głupoty, zła, zbrodni – pisał Gombrowicz w „Ferdydurke”. – Ona rządzi naszymi najdrobniejszymi odruchami”.

Prezydencka forma Dudy robi wrażenie nadmiernej, przesadzonej, ostentacyjnej, ale podszytej niepewnością. Aż komicznej, bo sama siebie nie jest pewna.

Abonament na wolność słowa:


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym