05 października 2016

Jackowski kontra kobiety. Kto jest mięsem armatnim w "wojnie aborcyjnej"

Senator Jan Maria Jackowski (PiS) żałuje tysięcy kobiet, które myślały, że walczą o swoje prawa, a naprawdę były jedynie mięsem armatnim w rozpętanej przez lewicę wojnie. A może to właśnie senator jest w kłopocie: z jednej strony jest Kościół katolicki, wspierany przez Jackowskiego, z drugiej - prezes PiS i słupki poparcia

Jesteśmy świadkami próby wzniecenia tzw. wojny aborcyjnej przez środowiska opozycyjne i lewicowo- liberalne. (...) kobiety, które korzystają ze swojego prawa do protestowania, są wykorzystywane jako mięso armatnie do działań o charakterze politycznym.
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz
"wPolityce",03 października 2016
Obydwa zdania senatora są nieprawdziwe. W przypadku pierwszej tezy - kto rozpoczął wojnę - wystarczy sprawdzić, kto pierwszy złożył w Sejmie projekt ustawy.

"Wojny" nie wywołały środowiska lewicowe i liberalne. Komitet Inicjatywy Ustawodawczej "Stop aborcji", który zebrał podpisy i ostatecznie złożył w Sejmie projekt ustawy zaostrzającej przepisy, został zarejestrowany jako pierwszy - 6 kwietnia 2016r.

Dopiero w odpowiedzi na te działania powstał Komitet Inicjatywy Ustawodawczej "Ratujmy kobiety" (zarejestrowany 11 maja 2016 r.), który zebrał podpisy pod projektem ustawy liberalizującej przepisy. 5 lipca 2016 r. projekt "Stop aborcji" był już w Sejmie, podczas gdy "Ratujmy kobiety" dopiero zbierał podpisy. Rejestracja zbiegła się w czasie z komunikatem Prezydium Konferencji Episkopatu Polski z 30 marca, odczytanym w kościołach 3 kwietnia 2016 r. Biskupi pisali w nim:

"W kwestii ochrony życia nienarodzonych nie można poprzestać na obecnym kompromisie wyrażonym w ustawie z 7 stycznia 1993 roku.

Stąd w roku Jubileuszu 1050. Chrztu Polski zwracamy się do wszystkich ludzi dobrej woli, do osób wierzących i niewierzących, aby podjęli działania mające na celu pełną prawną ochronę życia nienarodzonych."

Trudno zatem utrzymywać, by to środowiska lewicowe i liberalne rozpoczęły trwający dziś konflikt o zmianę prawa aborcyjnego.

Przeczytaj także:

Kto jest czyim mięsem armatnim?

Z 230 posłów PiS obecnych na sali 23 września 2016 r. wszyscy zagłosowali za skierowaniem projektu zaostrzającego przepisy antyaborcyjne do komisji. Z 226 posłów PiS głosujących w sprawie projektu liberalizującego przepisy 176 głosowało za odrzuceniem go w pierwszym czytaniu.

"Wojnę aborcyjną" rozpoczęło zatem Ordo Iuris, ale kontynuują ją posłowie i posłanki PiS, głosując za jednym z projektów.

To wywołało sprzeciw - według oficjalnych danych policji ok. 100 tys. osób demonstrowało podczas 143 zgromadzeń w całej Polsce. Inne źródła, np. warszawski Ratusz, podają, że w Warszawie w demonstracjach wzięło udział 30 tysięcy osób, czyli blisko dwa razy więcej, niż podaje policja (17.tys.).

Gigantyczny zasięg #CzarnyProtest miał w Internecie. Serwis "Polityka w Sieci" podał, że informacje o nim miał zasięg większy, niż liczba obywateli Polski.

View post on Twitter

Biorąc pod uwagę, ilu uczestników do tej pory udało się zgromadzić na demonstracjach o prawa kobiet, manipulacja lewicowych środowisk jest mało możliwa. Do tej pory w samej Warszawie manifa gromadziła do 3 tys. osób, a najczęściej było ich mniej: od 1-2 tys.

W pozostałych kilku miastach demonstracje były zdecydowanie mniej liczne. Wynika z tego, że Polacy i Polki nie byli do tej pory mobilizowani przez na hasła walki o prawa kobiet.

Udostępnij:

Magdalena Chrzczonowicz

Wicenaczelna OKO.press, redaktorka, dziennikarka. W OKO.press od początku, pisze o prawach człowieka (ostatnio prawach uchodźców i uchodźczyń), prawach reprodukcyjnych, Kościele katolickim i polityce.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne