Osiemnaścioro młodych ludzi z sześciu miejscowości zaparło się, że coś zmienią. Robią to metodycznie: strategia oparta na danych, konsultacje, negocjacje z władzami. I – oby! – wdrożenie
„My się tu uczymy, że świata nie zmienia się tak łatwo. Działanie publiczne to nie tylko konsultacje społeczne, kiedy przychodzi dużo osób i jest adrenalina. To także dużo ślęczenia w papierach. Ale realna zmiana zachodzi dzięki żmudnej pracy” – mówią nam ludzie z Fundacji Wspierania Wsi, która prowadzi projekt „Plan jest taki”. Sześć młodzieżowych ekip – z Obornik, Drawska Pomorskiego, Krosna, Gronowa Elbląskiego, Olsztynka i Pobiedzisk – zaparło się, że coś zmienią. Robią to porządnie – tak jak powinno się planować i wdrażać polityki publiczne: strategia oparta na danych, konsultacje, negocjacje z władzami.
"Nawet jeśli się od razu nie uda, osoby, które przeszły przez taki projekt demokratycznego podejmowania decyzji, spierania się i negocjowania ze strukturami władzy, będą znacznie lepiej rozumiały, na czym polega polityka i działanie społeczne. A wystarczy jedno posadzone na rynku drzewo, by zaczęła się zmiana – mówią liderzy projektu z Fundacji Wspierania Wsi. – Wystarczy kilka osób, bo za nimi pójdą kolejne.
Fascynujące jest przy tym, jak oni wyłapują przyczyny niedziałania polityk publicznych, które – wedle tego, co jest na papierze – powinny hulać".
Czego nie wiemy o Polsce? Jak się zmieniła i dzięki komu? Co wpływa na zmianę teraz? – teksty na ten temat znajdziecie w naszym cyklu POD RADAREM
Agnieszka Jędrzejczyk, OKO.press: Najpierw chciałabym zrozumieć, o co chodzi z tymi rynkami? W dwóch waszych planach na zmianę mowa jest właśnie o przeróbce rynku na taki, który nadaje się „do życia”.
Weronika Obst, Oborniki: Bo ten rynek to po prostu wielka, szara, betonowa płyta z kilkoma ławkami*.
Michał Walus, Krosno: Siedzenie na takim gorącym betonie jest po prostu uciążliwe.
Patrycja Karolczak, Oborniki: Uważamy, że rynek powinien być prawdziwym sercem miasta – jego wizytówką, miejscem spotkań i centrum życia społecznego. Dziś niestety nie pełni żadnej z tych ról.
Wiktoria Krężałek, Krosno: Chcemy, aby tu było więcej zieleni.
Wioletta Wiśniowska, Krosno: Przydałyby się wygodne miejscach do posiedzenia. Leżaki czy hamaki. Wyszło nam to w konsultacjach.
Jędrzej Godlewski, Fundacja Wspomagania Wsi: Zdaliśmy sobie w Fundacji sprawę, że wiele młodych osób, które właśnie kończą szkołę średnią i idą na studia, stają przed wyborem: wyjechać czy zostać. Część wyjeżdża nie dlatego, że chce, ale dlatego, że nie ma innego wyjścia. Mogliby zostać, gdyby wiedzieli, jak zmieniać to, co im się nie podoba.
Wioletta Wiśniowska, Krosno: My działamy, by mieć wpływ na to, co się dzieje w naszym mieście, żeby mieć satysfakcję z tego, że coś powstało dzięki naszym działaniom. Ważne jest dla nas poczucie, że przyczynimy się do zmian, które będą służyć mieszkańcom, ale przede wszystkim młodym ludziom.
Patrycja Bartylak, Fundacja Wspomagania Wsi: Sama pochodzę ze wsi w Wielkopolsce. Wyjechałam z niej już do liceum, bo na miejscu nie było dla mnie perspektyw rozwoju, a dojazd do większej miejscowości był trudny.
Weronika Obst, Oborniki: Idąc na studia, myślałam, czy nie przeprowadzić się do Poznania. Tyle że bardzo lubię nasze miasto, mam tu też znajomych. Tu chciałabym w przyszłości wychować swoje dzieci. Ale dziś nasz rynek to nie jest miejsce, na które wysłałabym dzieci. Chyba po prostu nie pozwoliłabym im wychodzić na miasto, bo tu nie jest bezpiecznie.
Jędrzej Godlewski: Wymyśliliśmy projekt, który nie ogranicza się do diagnozowania sytuacji i zbierania postulatów. Chodzi o to, by stworzyć i choć częściowo wdrożyć strategię rozwoju miejscowości. Nie jakąś gigantyczną, tylko w sprawach dla młodych najistotniejszych.
Patrycja Bartylak: Najpierw trzeba zrobić diagnozę – w oparciu o dane i opinie ludzi. Potem postawić cele: strategiczne i szczegółowe. Jeśli celem strategicznym jest dostosowanie rynku do potrzeb młodych, to celem szczegółowym będą różne propozycje zmian na rynku. A jeśli okaże się, że jest poprawa poczucia bezpieczeństwa, to cele strategiczne mogą być już zaskakująco różne.
Taką strategię należy skonsultować. Zespół z Krosna, który uznał, że kluczowa będzie zmiana funkcjonowania rynku, zebrał ponad 400 ankiet, czyli głosy 10 procent młodych w mieście. Efektem rocznej pracy jest dokument – 20-30 stron – który skierują do władz samorządowych.
Jędrzej Godlewski: Kolejnym krokiem jest wynegocjowanie dokumentu z władzami. Mierzalnym celem tego projektu jest, by strategie zostały formalnie przyjęte.
I tu zapewne następuje zderzenie się ze ścianą. W Polsce przecież dominuje pogląd, że jeśli władza została wybrana, to wie lepiej.
Jędrzej Godlewski: Niekoniecznie. Oczywiście to nie jest droga usiana różami. Po roku wspólnej pracy wszyscy rozumieją, że choć strategię napisać trudno, to ona jeszcze świata nie zmieni. Ale warto docenić każdą, nawet najmniejszą, zmianę.
Dominik Leszczyński, Drawsko Pomorskie: Byliśmy nawet trochę zaskoczeni, że politycy i urzędnicy chcieli się z nami spotykać. Oczywiście pojawiają się też problemy. Teraz chcemy doprowadzić do tego, żeby młodzieżowa rada powiatu wsparła naszą strategię, wyrażając swoje stanowisko w formie uchwały, ale od kilku miesięcy nie udało nam się zebrać kworum.
Dlaczego tych grup jest tylko sześć? Jeśli wierzycie, że metoda na strategie jest skuteczna, to czemu się ograniczać.
Patrycja Bartylak: Sześć grup to optymalna liczba, z jaką możemy obecnie pracować. Chętnych było dużo więcej, ale zależy nam na poznaniu ich i rzetelnej pracy z nimi. Przyjmowaliśmy też do projektu grupy, które mają już doświadczenie w aktywności społecznej – a nie tylko plany działania. Chcemy dać im narzędzia, by mogli iść dalej.
To nie stanie się od razu. Ale nasza fundacja działa prawie 40 lat i taka jest nasza perspektywa. Zresztą osoby, które z nami pracowały lata temu, są teraz lokalnymi liderami – jak Marek Klara z Podkarpacia.
Spotkałam go! Gdy szukałam odpowiedzi na pytanie, co sprawiło, że w 2023 roku tak znacząco wzrosła frekwencja wyborcza w całym kraju. Okazało się, że aktywność ludzi w sferze publicznej budowała się lokalnie wokół obrony sądów. Ale przede wszystkim – dzięki działaniom na rzecz swojej wspólnoty, lokalnej historii, kultury, tworzenia przestrzeni, gdzie się możemy spotkać.
Wszystkie sześć grup przygotowało już swoje projekty strategii.
Patrycja Bartylak: I są po konsultacjach społecznych.
Patrycja Karolczak, Oborniki: Zrobiliśmy badania ankietowe i konsultacje społeczne na rynku. Ludzie najczęściej wskazywali brak estetyki tego miejsca, brak infrastruktury, która sprzyjałaby spotkaniom. Że nie ma tu życia kulturalnego, a wydarzenia, które się odbywają, nie są wystarczające.
No to opowiedzmy o tych pomysłach. O strategiach z Obornik w Wielkopolsce i z Krosna na Podkarpaciu już było. W obu miastach to „Dostosowanie przestrzeni rynku do potrzeb młodzieży i zazielenienie go”. Zespół obornicki jako cel strategiczny postawił sobie też „rozwój transportu publicznego w gminie”.
Patrycja Bartylak: Ludzie z okolic Obornik mają trudny dojazd do szkoły średniej.
Weronika Obst, Oborniki: Jestem tego żywym przykładem. Mieszkam w małej wiosce i zanim zrobiłam prawo jazdy, nie miałam się jak stamtąd wydostać. O ile w podstawówce są busy szkolne, to potem musimy jeździć autobusami miejskimi. Choć podróż do szkoły zajmowała 10 minut, musiałam wyjeżdżać autobusem o siódmej i potem prawie godzinę czekać na zajęcia.
Są wsie, z których ludzie musieli wyjeżdżać o piątej na zajęcia na ósmą. Jeśli chodzi o powroty, no to ten sam przypadek. Miałam zajęcia do 14:00, musiałam czekać na autobus do godziny 17:00.
Patrycja Karolczak, Oborniki: Jesteśmy gminą miejsko-wiejską, mamy dużo małych wsi oddalonych od Obornik. Osoby, które tam mieszkają, nie są w stanie brać udziału w zajęciach pozalekcyjnych czy po prostu w życiu kulturalnym w mieście.
Na Pomorzu Zachodnim odległości między miejscowościami są szczególnie duże. W Drawsku Pomorskim w celach strategicznych grupy ten problem został ujęty jako „wsparcie rozwoju młodych osób w rozwoju ich zainteresowań”.
Jędrzej Godlewski: Młodzi, jeśli nie będą mieli możliwości na miejscu, wyjadą. Dorośli, którzy są na innym etapie życia, łatwo to przegapiają.
Akurat grupa z Drawska idzie podobną drogą, co ekipa z Obornik. Oni też zaczynali aktywność w młodzieżowej radzie miasta. Potem założyli swoje stowarzyszenie.
Dominik Leszczyński, Drawsko Pomorskie: Stowarzyszenie daje nam pewną wolność działania. Bo choć możliwości pozyskiwania dotacji jest sporo, to samorząd nie zawsze jest w stanie zorganizować coś „pod młodzież”.
Gronowo Elbląskie stawia sprawę inaczej, bo Elbląg jest od Gronowa niedaleko. Nie ma problemu z dojazdem.
Patrycja Bartylak: Ale oni chcą, żeby ich Gronowo też było miejscem do życia.
Tak jak w Drawsku mówią o dostępności oferty kulturalnej dla młodzieży. Chcą np. doprowadzić choćby do tego, by biblioteka publiczna nie była tylko dla dzieci i seniorów.
Jędrzej Godlewski: Doświadczenie zespołu z Gronowa Elbląskiego bierze się z pracy w młodzieżowej drużynie pożarniczej. I to jest coś niesamowitego z nimi być: gadamy, coś omawiamy. Nagle alarm i oni przełączają się w tryb absolutnej gotowości i wybiegają z pokoju.
Dla nich planowanie jest więc równoznaczne z działaniem. Pracują więc nad swoim dokumentem, ale już działają na rzecz realizacji celów, które sobie postawili.
Szymon Kottlenga, Gronowo Elbląskie: Sprawdziliśmy: dzieci i nastolatki stanowią jedną piątą mieszkańców gminy. A mamy tu tylko świetną drużynę pożarniczą. Poza tym teraz spędzamy czas na przystankach, stacjach kolejowych czy przy wiatach. Przeprowadziliśmy ankietę, w której wzięły udział 83 osoby. Blisko 35% z nas uważa, że w gminie brakuje miejsc do spotkań.
Chcemy zmienić te przypadkowe miejsca na bezpieczne, nowoczesne i dostępne przestrzenie, niezależnie od tego, czy ktoś mieszka w samym Gronowie, czy też w mniejszej miejscowości. Brakuje nam porządnych boisk, miejsca, gdzie można legalnie zrobić ognisko czy grilla z odrobiną prywatności. Planujemy stworzenie zadaszonej altany, w której moglibyśmy po prostu być sobą.
Chcemy profesjonalnej komunikacji na Instagramie czy TikToku z lepszą grafiką i treściami, które nas naprawdę zainteresują.
Teraz porozmawiajmy o tym, co w tych strategiach przejmuje najbardziej. O bezpieczeństwie. Wszystkie ekipy mówią to samo, choć różnymi słowami: ich miejscowości muszą się zmienić, bo nie są bezpieczne. Pijani zaczepiają rano (!) idących do szkoły, przemoc rówieśnicza jest czymś, z czym dorośli sobie nie radzą. Pomoc psychologiczna nie jest dostępna.
Patrycja Karolczak, Oborniki: Dużo osób wskazywało nam w konsultacjach, że nie czują się bezpiecznie na rynku, że raczej boją się tam przechodzić same po zmroku. Zebraliśmy głosy, że na rynku i w okolicach rynku powinna być wprowadzona prohibicja, żeby po prostu takim ryzykownym sytuacjom zapobiegać. Wskazywano na konieczność poprawy monitoringu miejskiego i oświetlenia.
Patrycja Bartylak: Naprawdę przerażające jest to, co słyszymy i obserwujemy: że także szkoła nie jest żadną bezpieczną przestrzenią.
Jędrzej Godlewski: Dużo jest problemów z przemocą rówieśniczą i z bardzo apatycznym podejściem do sprawy ze strony nauczycieli. To się zwykle zamyka w komentarzu: „Dobrze, to podajcie sobie ręce, powiedzcie “przepraszam”. A to załatwia problem na trzy godziny lekcyjne. Nie rozwiązuje sprawy dla osoby, która doświadcza przemocy w szkole.
Druga rzecz – w ramach projektu spotykamy się z ludźmi w całej Polsce, widzimy, jak bardzo nie daje rady pomoc psychologiczna i psychiatria dziecięca. Nie ma do kogo przyjść z historiami przemocy rówieśniczej, domowej, z różnymi naprawdę trudnymi doświadczeniami, od których chcą uciec albo przynajmniej je zwentylować.
To nie są odosobnione przypadki i to nie są pojedyncze osoby.
Grupa z Olsztynka ten problem zauważyła i zaproponowała – poza poprawą pomocy psychologicznej – poprawę dostępności infrastruktury sportowej
Jak im się to składa?
Jędrzej Godlewski: Tak właśnie jest, kiedy tworzysz strategię. Ustalasz, co jest do zmiany, a potem zastanawiasz się, jak do tej zmiany doprowadzić.
Patrycja Bartylak: To jest pokolenie, które rozumie wagę problemów psychicznych, ale wie też, jak trudno o pomoc poprosić. Więc z jednej strony zespół z Olsztynka rozpoznał sport jako sposób prewencji i profilaktyki. A z drugiej – pokazał znaczenie wsparcia psychologicznego, które przychodzi na czas.
Sprawdzili te założenia w konsultacjach. I wyszło im, że mają rację. Poprawa dostępu do infrastruktury sportowej i pomocy psychologicznej może poprawić sytuację w mieście.
A nie jest tak np. że w Olsztynku tej sportowej infrastruktury brakuje. Tyle że... miejsca dla młodzieży nie są otwarte w godzinach, w jakich mają być. Młodzi przychodzą, a tu zamknięte. Albo boisko jest otwarte, tylko siatki do gry nie ma. Albo boisko jest dostosowane do uprawiania kilku dyscyplin – więc można grać albo w koszykówkę, albo w tenisa.
Anastazja Adamus, Olsztynek: Tak, u nas jest infrastruktura sportowa, lecz wymaga modernizacji lub jest niedostępna, choć powinna być. Na przykład skatepark i orliki. Są zbyt wcześnie zamykane lub zbyt późno otwierane.
Szymon Kottlenga, Gronowo Elbląskie: Z ankiety wiemy, że 70 proc. z nas kocha sport. Ale nasze boiska mają betonową nawierzchnię, bez oświetlenia czy siatek bramkowych. Chcemy orlika z prawdziwego zdarzenia, skate parku i oświetlonych miejsc do gry w siatkówkę i koszykówkę.
Jędrzej Godlewski: Ktoś powie: a co za problem się umówić, że najpierw grają jedni, a potem grają drudzy? Ale jak się kończy szkołę po 14, ostatni autobus odjeżdża przed 17, to czasu na granie zostaje naprawdę mało...
Patrycja Bartylak: Podobnie jest z dostępnością pomocy psychologicznej. Olsztynek zainwestował w psychologów szkolnych. Ale młodzi – jak wyszło z konsultacji – obawiają się, że psycholog szkolny “podzieli” się ich problemami z nauczycielami. Krążą opowieści o takich przypadkach.
Jeśli więc samorząd ma się zastanawiać, jak zapewnić dobrostan psychiczny młodym, to powinien wziąć to pod uwagę.
Jędrzej Godlewski: Jeśli psychologiczny punkt dla młodzieży działa tylko w wybrane dni i tylko od 12 do 15, to ktoś, kto zrozumiał, że potrzebuje pomocy o godz. 18, już jej nie dostanie.
To nie są rzeczy, które naprawdę wymagają olbrzymich środków i czasu, żeby je rozwiązać.
Dominik Leszczyński, Drawsko Pomorskie: Na nasze konsultacje przyszło ponad 60 osób – praktycznie wszyscy mówili o problemie z pomocą psychologiczną dla młodzieży. I tylko jedna osoba uznała, że psycholog szkolny pomoże. Reszta wolałaby, żeby takiego wsparcia udzielały organizacje pozarządowe albo poradnia psychologiczno-pedagogiczna. Ludzie boją się po prostu, że to, co ich trapi, będzie poruszane na przykład z wychowawcą lub czasami – co może być jeszcze gorsze – z rodzicami.
To teraz opowiedzcie o ekipie z Pobiedzisk. Z ich strategii wynika, że największym problemem też jest brak bezpieczeństwa. Zagrożenie ze strony starszych, np. osób pod wpływem alkoholu, i przemoc rówieśnicza. Sposób, w jaki chcą to zmienić, jest zaskakujący. Chcą uratować swoje jezioro.
Jędrzej Godlewski: Po pierwsze – to jest pokolenie świadome także zmian klimatycznych.
Patrycja Bartylak: Tu chodzi o jezioro, naturalny zasób, który też trochę pełni funkcję rynku, miejsca spotkań. Ono ulega biologicznej degradacji z powodu rabunkowej eksploatacji wód w okolicy. Dlatego poziom wody w jeziorze opada. Na trawie stoi pomost, z którego można było kiedyś wchodzić do wody, teraz woda tu nie sięga. To się zdarzyło za życia tej grupy.
[caption id=„” align=„alignnone” width=„2560”] Grupa z Pobiedzisk – Filip i Kacper nad jeziorem Biezdruchowo. Fot. Jędrzej Godlewski.[/caption]
Jędrzej Godlewski: Zespół z Pobiedzisk nie zaczął jednak od jeziora. Zastanawiali się, jak poprawić bezpieczeństwo swojej miejscowości na różne sposoby. Sprawdzali np., co by dało wprowadzenie nocnej prohibicji. Okazało się – z danych z innych miejscowości – że to zmniejsza liczbę interwencji policji z powodu awantur. Tyle że nie zmniejsza napięć w grupie rówieśniczej.
Oni już wiedzą, że żeby mieć szansę na zmianę, trzeba się na czymś skupić. I wyszło im, że jezioro jest tym czymś. Woda ich kręci, są członkami stowarzyszenia działającego na rzecz bioróżnorodności i ochrony zasobów przyrodniczych. Dlatego uznali, że jeśli uratują jezioro, to to poprawi bezpieczeństwo w okolicy. Jezioro może być symbolem przyszłości Pobiedzisk.
Nie podpowiadaliście tego?
Patrycja Bartylak: Nie jesteśmy od tego. Ramy projektu są naprawdę bardzo szerokie. Bo oprócz samego rozwiązania ważne jest dojście do niego. Próby, porażki i ślepe zaułki.
W tym wszystkim chodzi też o ustalenie, co jest większą wartością: bycie samotnym wilkiem czy może jednak praca w grupie.
Czyli raport tak naprawdę z waszego projektu będzie interdyscyplinarnym zbiorem pomysłów i recept do wykorzystania w całej Polsce?
Patrycja Bartylak: Jesteśmy po pierwszym roku, a projekt trwa dwa lata. I jest to pilotaż. Wychodzimy z etapu tworzenia strategii i przechodzimy do zadania trudniejszego – przyjęcia jej i wdrożenia.
Jędrzej Godlewski: A poza tym chcemy pracować tak, by nie opuszczać tych społeczności, do których już weszliśmy. Bo tam tworzy się sieć współpracy – dzięki dorosłym wspierającym każdą grupę. Oni tam pracują, mają rodziny, są już zakorzenieni. A ponieważ współpracują z młodzieżą, tworzą pomosty. Przyjdą do nich kolejne młode osoby.
Chcielibyśmy ich zapraszać do kolejnego kroku: słuchajcie, przed wami była taka grupa, Wiktoria, Patrycja, Szymon, Wioletta, Weronika i Michał… Wykonali taką strategię, zrealizowali z niej te punkty, ale kilka zostało. Więc liczymy, że te strategie nie tylko będą dobre dla osób, które uczestniczą w tym projekcie, ale też dla ich rówieśników.
Członkowie zespołów będą zaś mogli powiedzieć, że to oni doprowadzili np. do posadzenia drzewa, które daje cień. Nie wymyśliłem tego – usłyszałem to od jednej z grup.
*Komentarze uczestników projektu powstały w toku autoryzowania rozmowy z Jędrzejem Godlewskim i Patrycją Bartylak. Ludzie dopisali do tekstu to, na czym im najbardziej zależy. Wcześniej OKO.press brało udział w Warszawie w warsztatach, w czasie których uczestnicy programu opowiadali o swoich strategiach zaproszonym gościom.
*Projekt „Plan jest taki” prowadzony jest przy wsparciu ambasady USA.
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)
Komentarze