Tysiące Polaków z formacji „granatowej” policji w czasie okupacji pomagało Niemcom mordować Żydów. Porządni obywatele, przedwojenni policjanci, masowo zachowywali się w czasie okupacji jak bestie. Ponurą historię tej formacji opisuje historyk prof. Jan Grabowski w nowej książce. To cios w rządową politykę historyczną

„Na posterunku”, nowa książka prof. Jana Grabowskiego, historyka z Uniwersytetu w Ottawie, to trudna lektura nawet dla czytelników dobrze znających ponurą historię Zagłady Żydów w Polsce.

Nie tylko dlatego, że na jej stronach znalazły się setki cytatów z dokumentów, opisujących historię ociekające niewyobrażalnym okrucieństwem i brutalnością. Także dlatego, że głównymi sprawcami są w niej Polacy – działający bardzo często z własnej inicjatywy. Normalni, przeciętni obywatele, którzy przed wojną służyli w policji łapiąc złodziei, w czasie wojny szybko zamieniali się w monstra.

To także przełomowa książka w trwającej od dekad debacie o zakresie zbiorowego współudziału społeczeństwa polskiego w Zagładzie. Prof. Grabowski pokazuje – w sposób niezbity, na podstawie bardzo szerokich badań archiwalnych – zaangażowanie przeciętnych polskich obywateli w mordowanie Żydów. To nie jest jedno Jedwabne. To są setki i tysiące zbrodni, zazwyczaj o mniejszej skali, ale nie mniej okrutnych.

Najważniejsze wnioski prof. Grabowskiego

Pierwszy: „granatowa” policja odegrała kluczową rolę w Zagładzie.

„Z rosnącym zdumieniem odkrywałem coraz to nowe wypadki rabunków, gwałtów, tortur i mordów, których dopuszczali się polscy policjanci na ukrywających się Żydach. Skala tego »współsprawstwa« była niesłychana – swoją wydajnością mordercy w granatowych mundurach potrafili dorównać kolegom, niemieckim żandarmom (…)”.

Drugi: polscy policjanci często mordowali Żydów, w tym swoich przedwojennych sąsiadów, w tajemnicy przed Niemcami.

Po wojnie często tłumaczyli, że robili to w odruchu solidarności z lokalnymi Polakami – na których mogły spaść niemieckie represje za ukrywanie Żydów. Grabowski: „Niemcy, bezpośredni przełożeni granatowych policjantów, najczęściej nie mieli najmniejszego pojęcia o mordach dokonywanych przez polskich podwładnych”. W praktyce chodziło często o łupy.

Trzeci: wielu morderców działało równocześnie w polskiej konspiracji. Nie widzieli żadnej sprzeczności między walką o wolną Polskę i mordowaniem Żydów.

Czwarty: polscy policjanci odegrali kluczową rolę w wyłapaniu Żydów ukrywających się po likwidacji gett latem i jesienią 1942 roku.

Niemców było zbyt niewielu, nie znali języka, często nie potrafili rozpoznać ukrywających się Żydów – podczas gdy polskiej policji udawało się to znakomicie.

Piąty: granatowi policjanci – a przez tę formację przewinęło się kilkanaście tys. polskich mężczyzn – nie byli marginesem społecznym!

Wielu z nich służyło w policji od lat 20. Byli szanowanymi obywatelami lokalnych społeczności, także po wojnie. Kiedy po wojnie stawiano ich przed sądem (nielicznych to dotknęło), w ich obronie petycje podpisywały setki sąsiadów!

Szósty: polscy policjanci odegrali kluczową rolę w izolowaniu Żydów w gettach.

Pilnowali ich wejść, brali od Żydów kolosalne łapówki, wreszcie – brali udział w likwidowaniu gett, czyli wysiedlaniu Żydów do obozów Zagłady (albo ich mordowaniu), przy okazji dopuszczając się strasznych zbrodni. Niekiedy w ogóle dokonywali „likwidacji” miejscowej wspólnoty żydowskiej własnymi siłami – na niemiecki sygnał.

Policja, potwory w mundurach

Dobrze udokumentowanych przypadków straszliwych zbrodni popełnionych przez Polaków w mundurach policji książka prof. Grabowskiego jest pełna. Relacje są przerażające: mówią o aktach okrutnych, wykonywanych bez żadnych skrupułów i śladów wyrzutów sumienia, często wobec przedwojennych sąsiadów.

Warto pamiętać, że tylko część polskich Żydów została zamordowana przez Niemców w obozach zagłady (takich jak Treblinka). Setki tysięcy zabito metodami tradycyjnymi, najczęściej strzałem w tył głowy, z bliskiego dystansu.

Oto trzy przykłady historii cytowanych przez prof. Grabowskiego.

2 listopada 1942 roku do Biłgoraja przyjechał leśniczy Jan Mikulski, który musiał wypłacić w banku pieniądze dla robotników leśnych. Stał się świadkiem likwidacji miejscowego getta. Zapisał:

„Na ulicach, wolnych placach i ogródkach leży wiele trupów kobiet i dzieci. Komendant polskiej policji Wiesiołowski, otoczony kilkudziesięciu dzieciakami w wieku od 6-12 lat przeszukuje podwórka, strychy, piwnice i komórki. Za każde znalezione [i] przyprowadzone dziecko żydowskie rozdaje polskim dzieciom landrynki. Małe żydowskie dzieci łapie za kark i strzela małokalibrowym pistoletem w głowę”.

W początku 1942 r.oku posterunkowy Lucjan Matusiak – z długim przedwojennym stażem – otrzymał awans na zastępcę komendanta posterunku w Łochowie. Podczas likwidacji getta w Łochowie-Baczkach nieopodal szybko nauczył się technik zbrodni od niemieckich żandarmów. Po kilku dniach polscy policjanci sami – tylko pod nadzorem Niemców – dokończyli mordowania miejscowych Żydów. Strzelali jednak tak niedokładnie, że żandarmi musieli dobijać poranionych Żydów.

Prof. Grabowski opisuje także sylwetki niektórych zabójców. Jednym z nich był Czesław Zander, urodzony pod Poznaniem, w policji od 1920 roku. W czasie wojny trafił do posterunku w Ciężkowicach (pomiędzy Tarnowem i Nowym Sączem).

Zander własnoręcznie zabił przynajmniej kilkanaścioro Żydów. Pięciu zabił np. na cmentarzu w Ciężkowicach. Wśród nich była kobieta, której – zacytujmy źródło – Zander „kazał klęknąć nad grobem. Kobieta ta bardzo błagała Zandra, że ma dzieci i że w ogóle nie jest winna. Wówczas Zander nic na to w ogóle uwagi nie zwrócił, kazał jej kożuch zdjąć, odwrócić się w drugą stronę. W tym czasie, kiedy kobieta się odwróciła, Zander strzelił do niej z krótkiej broni”.

Później jeden z miejscowych Polaków zeznał, że „po wykonaniu podobnych egzekucji Zander bardzo się cieszył i zaraz szedł na piwo”.

Czy policja była polska?

Gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że zachowały się także – bardzo nieliczne – świadectwa sytuacji, w których granatowi policjanci pomagali Żydom. Jest ich jednak bardzo niewiele: zaledwie garstka wobec setek przytoczonych przez historyka epizodów wyjątkowego okrucieństwa.

Świadkowie epoki – w tym Żydzi w czasie okupacji – nazywali policję granatową często „polską policją”. W czasie publicznej dyskusji nad książką „Dalej jest noc” w kwietniu 2018 roku historycy z IPN przekonywali, że „nie była to formacja państwa polskiego” (prawda, ponieważ powołali ją Niemcy po pokonaniu Polski w 1939 roku), a więc nie była to też „formacja polska”.

Kłopot w tym, że służyły w niej – na początku z przymusu, potem często dobrowolnie – tysiące Polaków. Oficerami też byli Polacy, chociaż oczywiście musieli słuchać niemieckich rozkazów. Zarówno posterunkowi, jak i oficerowie mieli często dekady stażu w przedwojennej policji.

Prof. Grabowski twierdzi, że polska policja nie tylko składała się w przytłaczającej większości z Polaków, ale też miała w praktyce dużą autonomię – policjanci pracowali często sami, a Niemców „w terenie” praktycznie nie było.

Nie przeszkadzało to „granatowym” policjantom tropić i mordować Żydów na własną rękę – i byli w tym przerażająco skuteczni.

Źródła, dokumenty, relacje

Książka, dodajmy, jest też niesłychanie starannie przygotowana pod względem źródłowym. Prof. Grabowski dotarł do licznych dokumentów z czasów okupacji – w tym np. księgi stacyjnej posterunku w Opocznie, unikalnego rejestru działań tamtejszych policjantów.

Cytuje setki relacji i wspomnień żydowskich, zeznań w powojennych procesach, dokumentów niemieckich. Na terenie Generalnego Gubernatorstwa działało w czasie okupacji ok. tysiąca posterunków policji polskiej.

W książce znalazły się udokumentowane przykłady zbrodni z aż 124 (!) posterunków z całego obszaru GG. To ogromna praca – trudno wyobrazić sobie dokładniejsze zbadanie tego tematu.

Cios w politykę historyczną PiS

Prof. Grabowski jest znanym i cenionym na świecie badaczem Zagłady. Jego książka ukaże się po angielsku i z pewnością przeczytają ją wszyscy specjaliści – oraz wielu zainteresowanych Zagładą nieprofesjonalistów.

IPN nie ma w ogóle specjalistów od tego zagadnienia o porównywalnej randze, a ponadto jego pracownicy traktowani są w świecie nauki jako urzędnicy państwa polskiego (którymi zresztą formalnie są), a nie niezależni badacze.

Książka prof. Grabowskiego to cios w samo serce rządowej polityki historycznej dotyczącej Zagłady. Teraz jej rzecznikom będzie jeszcze trudniej twierdzić, że polskie społeczeństwo w czasie wojny generalnie pomagało Żydom, a z Niemcami w Zagładzie współpracowały nieliczne jednostki.

Jan Grabowski, Na posterunku. Udział polskiej policji granatowej i kryminalnej w zagładzie Żydów, Czarne, Wołowiec 2020, s. 431. Premiera 25 marca.

 

OKO sprawdza, czy politycy mówią prawdę o historii.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Komentarze

    • TW Balbina

      Nie mniej ważne od ludobójstwa, na swoich polskich braciach i siostrach wyznania Mojżeszowego, była przyczyna, podglebie, wykreowania tej nienawiści wśród ludzi.Pierwsze skrzypce grała w sączeniu jadu w serca i umysły Polaków, Endecja wespół z Kościołem Katolickim, NSZ itd. Warto o tym pamiętać wobec bliźniaczych metod stosowanych obecnie przez te same środowiska lub o bliźniaczym rodowodzie.

      • Brat Maupy

        Dokładnie o tym samym pomyślałem: wszystko zaczyna się od słowa, od nienawiści. Pachnie podobnie, jak pisowska polityka szczucia jednych przeciw drugim. 🙁

      • Mateusz Głazowski

        Jestem pewien, że na Profesora znowu rzucą się "obrońcy dobrego imienia Polaków", tak jak miało to miejsce po publikacji pracy zbiorowej "Dalej jest noc". Przeczytałem to 2. tomowe dzieło i sądzę, że w tej pracy Profesora będą uszczegółowione opisy niektórych zbrodni.

  1. Krzysztof Skladanowski

    Co mnie zszokowało:
    Pewien sędzia w powojennych procesach: Gdybym skazał na śmierć wszystkich morderców Żydów, dokonałbym dzieła Hitlera, który chciał wymordować naród polski.

  2. Krzysztof Skladanowski

    Druga sprawa: Znajomy chciał mi przed śmiercią pokazać miejsce, gdzie Polacy na Białce mordowali Żydów uciekających na Węgry. Od tego czasu pojęcie Kurierzy Tatrzańscy jakoś przestało mi imponować

  3. Andrzej Dębski

    Polityka historyczna rządzących Polską, jak też wielu innych państw, (posiłkujących się naukowym autorytetem) jest przede wszystkim, polityką, a nie chęcią poznania prawdy. Przykład z powyższego tekstu: "Warto pamiętać, że tylko część polskich Żydów została zamordowana przez Niemców w obozach zagłady (takich jak Treblinka). Setki tysięcy zabito metodami tradycyjnymi, najczęściej strzałem w tył głowy, z bliskiego dystansu."

  4. Remigiusz Mikuta

    To w końcu ilu z 3 mln. polskich Żydów zabili Niemcy – przepraszam naziści – bez pomocy Polaków. Może Niemcy tylko grali głośno na fortepianie, żeby zagłuszyć strzały polskich oprawców.

    • Andrzej Sokołowski

      "Szanowny Panie Gestapo": ten nagłówek listu oddaje ponurą prawdę o powszechnym szmalcownictwie i bestialstwie w czasach wojny.
      Teraz dzięki pisowskim mediom szczującym na część Polaków tworzona jest nienawiść uruchamiająca podłość potomków "bohaterów" tamtych czasów.

    • Marta Kowalczyk

      Niemcy byli lepiej zorganizowani, ale granatowa policja nadrabiała gorliwością i przebiegłością…. Nie przypadkiem unikali ich również "bezpieczni" obywatele – ich łapówkarstwo i brak kręgosłupów moralnych było tajemnicą poliszynela…..

  5. Jacek Sygi

    Ilu ludzi służyło w policji granatowej? Ilu Żydów służyło w Policach żydowskich po gettach? Ile band kapusia źydowskich sprzedawało Żydów i Polaków do końca wojny! Nie lubię takich jednostronnych pozycji, francuska policja oficjalnie ładowała Żydów, Słowacy płacili Niemcom 500 Dm za każdego wywiezionego Żyda,

    • Mateusz Głazowski

      Książka jest o sytuacji Żydów w Polsce w czasie II WŚ. Dla zrozumienia czym byli policjanci żydowscy i jak ich traktowano polecam lekturę książki "Spowiedź", autor Calek Perechodnik. Kiedy wreszcie przyjdzie czas, że nie będziemy naszych, polskich przewinień przykrywali stwierdzeniem "A u was biją Murzynów".

  6. Konserwatywny Socjalista

    "Nie lubię takich jednostronnych pozycji, francuska policja oficjalnie ładowała Żydów, Słowacy "

    Co Pan chce dowieść? Że inni nie byli lepsi?

  7. Andrzej Maciejewicz

    Polski kundlizm z czasów IIWŚ znalazł naśladowców. Służba bezpieczeństwa, jako odnoga NKWD i wojskowa prokuratura z kuzynem prezesa na czele. Żołnierze wyklęci, księża współpracujący z bezpieką, ORMO, ZOMO. Co na to IPN i dlaczego tak wiele z tego jest gloryfikowane przez PiS?

  8. Zbigniew Drozd

    Rozumiem, że artykuł – tak jak sama książka – ma szokować i zmuszać nas do reinterpretacji holokaustu w Polsce. I tak, takie haniebne zjawiska miały miejsce. Szkoda tylko, że artykuł prezentuje tylko jedno badanie i nie pokazuje szerszego kontekstu – policja zabijała też (nie chcę wyrokować czy "też" czy "przede wszystkim) na rozkazy niemieckie, dziesiątki członków granatowej policji są na liście "Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata", nawet 30% policjantów bylo/wspólpracowało z AK.
    Koniec końców pytanie jest o skalę – niestety nagłówki typu "masowo mordowali" poniekąd zrównują granatową policję ("narzędzie" III Rzeszy) z samym organizatorem zagłady, czyli Niemcami, co wywołuje protest środowisk narodowych – i chyba trudno się temu dziwić.
    Brak jest próby zestawienia badania prof. Grabowskiego z badaniami innych renomowanych historyków zagadnienia takich jak Timothy Snyder, Gunnar Paulson (podaje, że liczba osób pomagających Żydom w Warszawie bardzo istotnie przewyższała liczbę szmalcowników), czy Szymona Datnera (którego badania wybiórczo przywołuje prof. Grabowski), którzy przedstawiają zgoła odmienne wnioski.
    Potrzebujemy platformy do wymiany poglądów i polemiki nad zagadnieniem – prof. Grabowski prezentuje skrajne, często kwestionowane lub naukowo niepoparte tezy (jak ta o 200 tys. Żydów zabitych przez Polaków po okupacji – https://www.facebook.com/kumoch/pos­­­ts/10156386291254917), a jego warszat jest często kwestionowany (http://ipn.gov.pl/download/1/24629­­­8/GontarczykGlaukopis36.pdf – tak, ten sam IPN, który autor artykułu stara się dyskredytować, jednak warto się zapoznać).
    Rolą opiniotwórczych mediów jak OKO lub GW powinno być tworzenie takiej platformy lub chociaż przedstawienie możliwie szerokiej gamy badań – niestety dostajemy jedynie jednostronną narrację i zamiast dyskusji mamy postępującą antagonizację grup społecznych.

    • Krzysztof Skladanowski

      Szacunkowa liczba 200 tysięcy zamordowanych Żydów odnosi się do okres po decyzji o likwidacji gett, czyli od akcji Reinhardt. Wbrew antysemickiej tezie o potulnym pójściu na rzeź (zaakceptowanej również przez samych Żydów), Żydzi jak tylko mogli, uciekali i bronili się przed śmiercią.

        • Krzysztof Skladanowski

          Ten fakt jest kluczowy do zrozumienia potworności czynów Polaków mordujących lub wydających Żydów. Z tego co wiem, wielu tłumaczyło się, sobie, innym, że przecież oni i tak szli do pieca. Otóż nie. To dzięki uczynności naszych przodków, oni tam lub w inny sposób trafiali na łono Abrahama.

      • Remigiusz Mikuta

        Ferdynand Goetel – Czas wojny
        rozdział X – Żydzi
        Exodus Żydów do getta odbywał się bez oporu i bez wysiłku ominięcia matni. Fatalistyczna bierność całego już chyba żydostwa wobec nadchodzącej zagłady nie ominęła i polskich Żydów. Za mury getta przenosili się narodowcy żydowscy, starzy tradycjonaliści z kahału. Żydzi spolonizowani, chasydzi, katolicy z przekonania czy dla korzyści, bezpaństwowcy, bogacze i biedni, inteligenci i prostacy. Jedynie nieliczni nie pozwolili się zamknąć w getcie. Trudno tu o jakiekolwiek cyfry, lecz liczba ukrytych w Warszawie Żydów nie przekraczała chyba tysiąca. Dzieje każdego z nich to osobna, tragiczna opowieść. Podobnie twierdziła Zofia Kossak – Szczucka oraz Józef Mackiewicz. Niepodobna, żeby wszyscy (i nie tylko oni) się mylili.

        • Krzysztof Skladanowski

          Nie rozróżniasz sytuacji pójścia do gett z sytuacją wywózki z tych gett. Pójście do getta stanowiło (o czym jest w żydowskich pamiętnikach) często schronienie przed agresją Polaków oraz obietnica jakiejś stabilizacji, czego nie można się było spodziewać w ukryciu po aryjskiej stronie. I oczywiście nikt, łącznie z Niemcami wówczas jeszcze nie wiedział jaki los czeka Żydów. Likwidacja zaś gett to był trudno ukrywany krok w mordowaniu tego narodu. Dwie kompletnie różne sytuacje, ale dla ludzi twojego pokroju to wsio rawno – byleby tylko można było pluć na parcha.

    • CIA FSB

      Oh, biedulko. Swiat jest taki zly dla ciebie. Nie ma uczciwej dyskusji bo wszyscy klamia i oczerniaja bohaterskich pisiokatofaszystowskich i ich zawsze prawde mowiacy IPN. Jednak prawda jest taka ze kiedy bys mial dowody na twoje klamstwa to bys je juz dawno wszystkim po uszach walil. Tak pozostanie stwierdzic ze jestes potocznym potomkiem szmalcownikow, niczym lepszy od nich!

        • CIA FSB

          Panskiej kultury klamstwa pod pretekstem dyskuji? Ale zalosne. Uzywajac media propagandy jako argument pan sie sam zdyskredytowal. Brakuje panu podstawowy poziom uczciwosci niezbedny do jakiejkolwiek dyskusji. Z klamca i manipulatorem nie ma sensu rozmawiac. Nawet wstydu pan nie ma. Nazwalem pana szmalcownikiem i brzydzi mie do pana wogule pisac ale ktos takim jak wy musi stawic czolo.

          • Zbigniew Drozd

            Proszę wziąć głęboki wdech i przeczytać swoje komentarze raz jeszcze… (i może przy okazji poprawić też błędy ortograficzne).
            Która część mojego komentarza to kłamstwo? Czym jest wspomniane medium (media?) propagandy?

    • Andrzej Maciejewicz

      Problem jest zbyt poważny i bolący, aby go oddawać do rozważania przez media. Nie ujmując im szczerych intencji. Od tego jest IPN i może by pan Drozd skierował swoje pretensje i propozycje do tej instytucji lub premiera. Podobno jest historykiem.

      • Zbigniew Drozd

        IPN i jego historycy do badań Grabowskiego niejednokrotnie się odnosili, więc nie czuję potrzeby kierowania tamże jakichkolwiek pretensji.
        Mój komentarz do artykułu jest taki, że ukazuje – jak sam piszesz – zbyt poważny i bolący temat w bardzo jednostronnym świetle, na podstawie jednego źródła, przy bezkrytycznym podejściu. Moim zdaniem odbiega to od standardów obiektywnego dziennikarstwa – a rozumiem, że OKO do takich standardów aspiruje.

        Polecam wszystkim zapoznać się chociażby z badaniami wspomnianych Snydera i Paulsona, żeby zrozumieć, że innych perspektyw na tematykę antysemitizmu w Polsce w czasach wojny nie brakuje.

    • Jan Helak

      Rzeczywiście szacuje się, że około 25-30% granatowych policjantów współpracowało z AK. Ale co do "dziesiątek" granatowych na liście Sprawiedliwych wśród Narodów Świata? Do 2008 r. odznaczono tym medalem dziewięciu funkcjonariuszy. Wiadomo też, że polskie podziemie, zarówno AK, jak i GL, prowadziło wiele akcji przeciwko granatowej policji (m. in. policjant, który wydał Niemcom rodzinę Ulmów, został zlikwidowany przez AK). Ale współpraca z AK nie oznacza wcale z automatu zasług w ratowaniu Żydów – bo niestety antysemityzm przed wojną był powszechny w Polsce. Bojownicy AK też nie byli od tej przypadłości wolni. Nawet mój dziadek, człowiek o szerokich horyzontach, który zaszczepił mi ciekawość świata, był Żydom niechętny (choć żydożercą trudno go nazwać). A jak już kiedyś pisałem, u dziadka w domu i u moich rodziców też przechowało się kilka przedwojennych popularnych kalendarzy katolickich, w których było sporo tekstów i dowcipów antysemickich, w stylu niedalekim od "Stürmera"… Wszystkie z późnych lat 30., kiedy na uczelniach wprowadzano getta ławkowe. Dlatego mnie jakoś nie zaskakuje artykuł taki jak powyżej.

      • Zbigniew Drozd

        Co do dziesiątek – oparłem się na zasłyszanej opinii – Google podpowiedział mi takie nazwiska "granatowych": Wacław Nowiński, Bronisław Marchlewicz (2004), Władysław Cieśla (1988), Franciszek Banaś (1980), Piotr Czechoński (1999), Jan Fakler (1974), Jan Kubicki (1976), Stanisław Śliżewski (2008), Władysław Szalek (1979), Grzegorz Czyżyk (2013), Michał Gerula (1995), Paweł Gołąbek (2001), Telesfor Hadrysiak (2007), Władysław Książek (1998), Stefan Matacz (2011), Stanisław Ratyński (1991).

        W kwestii punktu dot. AK – oczywiście zgoda – tam też nie brakowało osób o antysemickich poglądach. Bardziej chodziło mi tutaj jednak o to, że łatwo jest zero-jedynkowo podchodzić do badań nad tematyką tragedii takich jak II WŚ i generalizować dla całych grup i populacji. Wyobrażam sobie, że przynajmniej część z tych 20-30% współpracujących z AK nie była szmalcownikami lub antysemitami, a kolejna część – prezentowała bohaterskie zachowania (jak ci z listy Sprawiedliwych). Większość z nich zapewne też mniej lub bardziej przysłużyła się walkom o Polskę.

        • Jan Helak

          OK., ja sprawdzałem w Wikipedii, gdzie podano tylko dziewięć nazwisk – ale to i tak nadal razem szesnastu na 18 tys. No i ci, którzy nawet służąc okupantowi wykazali się odwagą i zwykłą ludzką przyzwoitością, nadal są w mniejszości. Ale oni zasługują na osobną monografię. Tymczasem wielu czytelnikom może się wydawać, że wszyscy granatowi nie współpracujący z AK (czyli większość – nie mniej niż 70%) tylko wykonywali ściśle rozkazy Niemców i nie wychodzili przed orkiestrę. No niestety, wychodzili, a o tym niewiele się mówiło. Tak więc wg mnie książka prof. Grabowskiego jest ważna, a ja być może ją sobie zamówię.

  9. Andrzej Maciejewicz

    Polacy nie czytają książek, nie rozumieją ich treści itd. Zadaniem właśnie IPN jest obiektywne i wielostronne przedstawienie historii. No i co z tego, skoro szefowie Instytutu są spadkobiercami najgorszychh tradycji tego narodu. Jest jedno wyjscie: samemu szukać odpowiedzi, ale czy będzie ona prawdą historyczną? PiS to nie tylko kretyni. Są tam ludzie, którzy poprzez niedopowiedzenia, fałszerstwa itp potrafią podsuwać oglupionemu narodowi "prawdę" jaka im (PiS-owi) jest potrzebna.

  10. Roman Mus

    Tak ogólnie, to wszystko przez Einsteina (też Żyd). Taki to wymyślił teorię względności i mamy teraz z tym kłopot. Wszystko zależy od punktu siedzenia. Ten art. omawia książkę i tak trzeba to przyjąć. Problem antysemityzmu nie wziął się ot tak za dotknięciem różdżki lub pstryknięciem palcami. Jest to proces długoletni z różnymi odcieniami i przesileniami. Wszystko zależy od poszczególnych ludzi i przyjętej przez nich ideologii. Wpływ pewnych sytuacji stresogennych oraz środowiska jest dodatkowym czynnikiem zwiększającym skrajne działania. W żadnym przypadku nie chcę (i nie będę) usprawiedliwiać jakichkolwiek działań złych. Ostatnio sam zaczynam skłaniać się do radykalnych (doktrynalnych) ocen i działań. Podobno, jak mówią niektórzy, na starość trzeba sobie coś usztywnić, jeśli nie można za bardzo tego, to chociaż jakiś pogląd. Polemika kto, co, kogo, ile jest, moim zdaniem, bezprzedmiotowa. Przypomina mi się stara gadka o tym jak dwie babcie prześcigają się, która jest bardziej chora i bierze więcej lekarstw. Inne stare powiedzenie brzmi: przysmradzał garnek saganowi, a oba smolą. I tak teraz widzę lekturę tych książek, jak by nie spojrzeć, o negatywnej działalności naszych przodków i bez wskazywania palcem huj jes huj (to z angielskiego – who is who). Najważniejszym działaniem literatury faktu jest rzetelność. Z tym jest coraz gorzej, bo im dalej wstecz, tym mniej bezpośrednich weryfikatorów tych tekstów i można wprowadzać dość swobodną interpretację, tym bardziej, gdy obecne społeczeństwo jest permanentnie manipulowane. Przeczytanie tekstu tylko z jednego źródła może spowodować niewłaściwą (niepełną…) ocenę przeszłych faktów i to nawet, gdy źródło jest wiarygodne. Tak widzę aktualnie problem naszej współczesnej tolerancji i oczywiście, miłości bliźniego – żeby go pokręciło, która jest wypadkową działań naszych przodków od czasów… ho, ho, a może wcześniejszych.

    • Krzysztof Skladanowski

      Piękny i długi tekst, więc czuję się w obowiązku się nad nim pochylić. Choć literki mi się mylą, gdyż pracuję nad opróżnieniem zapasów mojego baru. Nikt tego w obecnych czasach za mnie nie zrobi. Znajomy mojej mamy (nie powiem dokładnie lat, ale moja mama ma wiek przedwojenny, a on był znacznie od niej starszy, czego dowodem jest to, że już dawno umarł) ni z piernika, ni coś tam jeszcze, pewnego dnia zaproponował mi pokazanie miejsca na rzece Białce, gdzie mordowano Żydów uciekających na Węgry. Zignorowałem to, bo to było jeszcze przed Sąsiadami Grossa. Coś takiego przerastało moją wyobraźnię.

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!