0:00
0:00

0:00

Choć ostatnie sondaże przewidywały ponad 40-procentowe poparcie dla Zuzany Čaputovej (a jeden mówił nawet o poparciu przekraczającym 50 proc.), wśród wielu jej zwolenników przed samym głosowaniem czuć było sporą niepewność. Po pierwsze dlatego, że prawo słowackie zabrania publikacji sondaży na dwa tygodnie przed pierwszą turą wyborów prezydenckich, a na ostatniej prostej sporo jeszcze zdążyło się wydarzyć. Po drugie, ważne było nie tylko ile głosów popularna liberalna i zdecydowanie proeuropejska Zuzana Čaputová otrzyma, ale także z kim ewentualnie spotka się w drugiej turze.

Przedstawiciele bratysławskich elit dziennikarskich czy kulturalnych, które masowo poparły Čaputovą, w rozmowie ze mną studzili emocje. Bali się, że żyją w swojej bańce, a słowacka prowincja nie poprze rozwiedzionej kandydatki, matki dwóch córek, która przez długą część kampanii ukrywała nazwisko swojego partnera. Kobiety, która oficjalnie zadeklarowała się jako zwolenniczka małżeństw jednopłciowych i adopcji przez nie dzieci. Choć taka decyzja nie należy do kompetencji prezydenta państwa, który na Słowacji ma podobną władzę jak prezydent w Polsce, jej najważniejsi polityczni przeciwnicy próbowali zdyskredytować ją za tę wypowiedź w oczach raczej konserwatywnych Słowaków.

Silna skrajna prawica

Ostatecznie w sobotę w pierwszej turze wyborów prezydenckich na Słowacji do urn poszło 48,7 proc. uprawnionych. Zuzana Čaputová zdobyła 40,6 proc. W drugiej turze zmierzy się z Marošem Šefčovičem, który dostał 18,7 proc. głosów.

Ten ostatni to ceniony nie tylko na Słowacji, ale i w świecie dyplomata i urzędnik europejski. Obecnie pełni funkcję wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej ds. unii energetycznej. Proeuropejski kandydat, który otrzymał poparcie rządzącej partii Smer, zmuszony był szukać poparcia u konserwatywnych i populistycznych wyborców. Jego słaby wynik pokazuje, że łatka Smeru przeszkodziła mu w walce o głosy euroentuzjastycznych wyborów. Z kolei jego poglądy proeuropejskie zniechęciły wyborców populistycznych. Znalazł się w sytuacji bez wyjścia i nie wiadomo jak miałby z niej wybrnąć przez dwa najbliższe tygodnie, do drugiej tury.

Stąd też tak dobre wyniki skrajnej prawicy. Trzecie i czwarte miejsce w słowackich wyborach zajęli populistyczni i skrajnie prawicowi kandydaci. Poparł ich co czwarty głosujący. Słowacki prawnik Štefan Harabin, minister sprawiedliwości w pierwszym rządzie Roberta Fica (2006), dostał 14,4 proc. Neofaszysta Marian Kotleba, szef zasiadającej w słowackim parlamencie Ludowej Partii Nasza Słowacja, wielbiciel księdza Józefa Tisy (nieżyjącego od 1947 roku prezydenta faszystowskiego marionetkowego państwa uzależnionego od Hitlera) zebrał 10,4 proc.

Polska jak Słowacja?

Wiele wskazuje, że za dwa tygodnie Zuzana Čaputová stanie się pierwszą w historii słowacką prezydentką. Jej niezwykła polityczna historia może być inspirująca także i dla nas, przynajmniej z sześciu powodów.

1. Nie potrzebujemy odgrzewanych politycznych kotletów

Trudno to sobie dziś wyobrazić, ale jeszcze przed rokiem Zuzana Čaputová była nieznaną prawniczką. Jak tłumaczy mi Matúš Baňovič ze słowackiego tygodnika „Týždeň”, Čaputová to przede wszystkim długoletnia aktywistka i prawniczka. Zdając sobie sprawę, że z pozycji aktywistki niewiele zdziała, zaangażowała się w politykę i postanowiła powalczyć o fotel prezydenta.

Absolwentka Uniwersytetu Komeńskiego w Bratysławie już w trakcie studiów organizowała projekty na rzecz pokrzywdzonych społecznie, doświadczających przemocy i wykorzystywanych dzieci, ale nigdy wcześniej nie zaangażowała się politycznie. Dopiero w 2017 roku zaangażowała się w politykę i przystąpiła do partii Progresywna Słowacja, której została wiceprzewodniczącą. O tym, że zamierza kandydować na prezydentkę, poinformowała w maju 2018 r.

Polacy także odkryli, że prezydentem może zostać w zasadzie nieznany wcześniej polityk, z tym, że Andrzej Duda, w przeciwieństwie do Słowaczki, został kandydatem ważnej partii politycznej.

2. Dobra kandydatka kanapowej partii nie jest skazana na porażkę

Kiedy Čaputová ogłaszała swoją kandydaturę, partia, której była kandydatką, miała poparcie w granicach 3 proc. Żartowano, że popiera ją tylko „bratysławska kawiarnia” (to negatywne określenie bratysławskich liberalno-lewicowych elit, które rzekomo znad sojowego latte niewiele wiedzą o życiu i ciężkiej pracy prawdziwych Słowaków).

16 marca głos oddało na nią ponad 40 proc. Słowaków. W ostatnim lutowym sondażu firmy badawczej Focus Progresywna Słowacja cieszyła się poparciem 9,5 proc.

Zuzana Čaputová przekonała Słowaków swoją wcześniejszą aktywnością publiczną. Po studiach pracowała w dziale prawnym urzędu miejskiego w Pezinoku, położonym 23 kilometry od słowackiej stolicy, gdzie walczyła przeciwko powstaniu nielegalnego wysypiska śmieci. Protesty, na czele których stała Čaputová, wsparł Trybunał Sprawiedliwości UE oraz słowacki Sąd Najwyższy. Za działalność przeciwko wysypisku Čaputová otrzymała prestiżową Nagrodę Goldmanów, nazywaną Zielonym Noblem.

W roku 2017 Čaputová wraz ze stowarzyszeniem obywatelskim Via Iuris zaangażowała się w walkę z kontrowersyjnymi amnestiami, których w przeszłości udzielił Vladimír Mečiar. Złożyła w Radzie Narodowej petycję z podpisami 76 tysięcy osób, miesiąc później parlament zdecydował o odwołaniu amnestii. Według dziennika „Sme” była to największa akcja zbierania podpisów w historii Słowacji.

3. Nadzieja jest kobietą

Komentatorzy podkreślają, że Čaputovej pomogło, że jest charyzmatyczną polityczką. Świetnie przemawia, potrafi zahipnotyzować publiczność. Jej obecnym partnerem jest muzyk i fotograf Peter Konečný, który na ostatniej prostej zaangażował się w jej kampanię. „Oczarowała mnie swoją urodą i dostojeństwem. Zawsze była i jest człowiekiem, który siada do stołu i nagle ludzie zaczynają się zachowywać przyzwoicie. Choć sama nie do końca zdaje sobie z tego sprawę” - mówił Konečný słowackim mediom. Dodaje, że Čaputová jest bardzo rodzinna, a członkowie jej rodziny są mocno ze sobą związani. Nie ma między nimi wyraźnych podziałów międzypokoleniowych, nie mówi się dzieciom, żeby poszły się bawić, kiedy dorośli rozmawiają.

4. Warto się porozumieć

Ponad dwa tygodnie przed wyborami jeden z ich ówczesnych faworytów przedsiębiorca i naukowiec Robert Mistrík ogłosił swoją decyzję o wycofaniu się z wyścigu i wsparciu Čaputovej. To efekt ich wcześniejszego porozumienia, że kandydat z mniejszym poparciem przekaże glosy silniejszemu. Prawdopodobnie Mistrík, który we wcześniejszych sondażach górował nad prawniczką, na podstawie sondaży wiedział, że trend się zmienia i to Čaputová ma większe szanse na zwycięstwo.

5. Poparcie polityczne wykuwa się na ulicy

Nie byłoby kandydatki Čaputovej bez silnej chęci zmiany i wielkiej nadziei Słowaków. Tej nie byłoby bez wielkich ulicznych protestów, do których doszło na całej Słowacji po zabójstwie dziennikarza śledczego Jána Kuciaka i jego narzeczonej archeolożki Martiny Kušnírovej. Na ulice wyszło wtedy ponad 100 tys. Słowaków, upadł rząd. Co prawda Słowakom nie udało się doprowadzić do wcześniejszych wyborów parlamentarnych, ale powtarzające się protesty uliczne nie tylko doprowadziły do dymisji polityków, których wiązano (przynajmniej politycznie) ze sprawą Kuciaka, ale także wzmocniły proeuropejskie siły dążące do zmiany.

6. Nie ma co ukrywać liberalnych poglądów

Przykład Zuzany Čaputovej pokazuje, że nie ma co kluczyć i ukrywać swoich poglądów. Słowacka kandydatka otwarcie zadeklarowała swoje poglądy w kwestii LGBT, a na finiszu kampanii politycznej nie wzięła katolickiego ślubu. Okazuje się, że w kraju, gdzie rola Kościoła jest niemal równie ważna jak w Polsce, nie zaszkodziło to w zdobyciu 40 proc. głosów w pierwszej turze wyborów prezydenckich.

Druga tura słowackich wyborów prezydenckich odbędzie się w sobotę 30 marca.

;
Łukasz Grzesiczak

Dziennikarz, publicysta. Nakładem Wydawnictwa Poznańskiego ukazała się jego książka „Słowacja. Apacze, kosmos i haluszki”

Komentarze