Prawa autorskie: Wojtek Habdas / Agencja GazetaWojtek Habdas / Agencja Gazeta
14 lipca 2020

Jak wygrać następne wybory? Przekonać małe miasteczka. Analizujemy dane PKW

Duże miasta coraz bardziej odsuwają się od prezydenta Dudy, ale wieś pozostaje mu wierna. Dlatego kluczem do jego wygranej były mniejsze miasteczka. W gminach poniżej 20 tys. mieszkańców mieszka ponad połowa wyborców

Żyjemy w zupełnie innej rzeczywistości politycznej niż 5 lat temu. W maju 2015 roku PiS przechylał szalę na swoją korzyść po ośmiu latach rządów koalicji PO-PSL. Była to niespotykana wcześniej w historii III RP hegemonia polityczna.

Dziś PiS jest na drodze do powtórzenia tego wyczynu, ale z własnym prezydentem przez obie kadencje. Rząd PO-PSL współrządził w latach 2007-2010 z prezydentem z PiS.

Jesteśmy po prawie pięciu latach władzy Prawa i Sprawiedliwości. PiS ma swoje media, z TVP codziennie leje się prymitywna propaganda, prokuraturę kontroluje Zbigniew Ziobro, ale poziom życia setek tysięcy Polaków się poprawił. Jak zmieniło to wyborczą mapę?

Duże miasta uciekają od Dudy

Dużych miast to nie przekonuje. Tam Duda wypada zdecydowanie gorzej niż pięć lat temu. W 2015 roku spośród 30 największych miast w Polsce wygrał w siedmiu, 12 lipca 2020 – w czterech. To Radom, Rzeszów, Rybnik i Ruda Śląska. Tylko w Radomiu zdobył więcej niż 52 proc. głosów.

Tylko w pięciu największych miastach Duda poprawił swój wynik, zwykle nieznacznie i głównie na Śląsku (Radom, Zabrze, Bytom, Opole, Tychy). To odzwierciedlenie trwałego trendu – pięć lat temu Śląsk uważaliśmy za bastion PO. Dziś zdecydowanie silniejsze jest tam PiS i widać to nawet w niektórych dużych miastach.

Jednak ogólnie w dużych miastach prezydent Duda stracił w 30 największych średnio 3 pkt proc. w porównaniu to wyborów 2015. W 10 największych - już 5,4 pkt proc. Szczególnie dotkliwa może być utrata Lublina i Białegostoku - w 2015 roku Andrzej Duda pokonał tam Bronisława Komorowskiego przewagą ponad 10 pkt proc. Dziś zwycięża tam Rafał Trzaskowski, a Duda stracił 6,8 pkt proc.

Straty w niektórych miastach są tak duże, że mimo znacznie wyższej frekwencji Duda zdobył w nich mniej głosów niż pięć lat temu. Tak jest w Warszawie. Pięć lat temu było to 370 tys. głosów, wczoraj - 332 tys. Tak samo jest w Krakowie, Łodzi, Gdańsku, Lublinie.

Wieś niezmiennie na PiS

To znaczy, że PiS traci miasta coraz mocniej. Ale jest silny na wsi. To tam według exit poll IPSOS Andrzej Duda zebrał połowę swoich głosów, czyli ponad 5 milionów. Według tego samego badania na wsi Duda zbiera 63 proc. głosów.

A skoro na wsi mieszka 40 proc. Polaków, to przewaga Trzaskowskiego w dużych miastach nie wystarczy.

Ale to nic nowego. Pięć lat temu, według exit poll tej samej pracowni, Duda na wsi otrzymał 62 proc. głosów.

Natomiast badanie IPSOS nie odpowiada nam na pytanie, co się zmieniło. Kolejna kategoria to miasta do 50 tys. mieszkańców. I w tej grupie wygrywa już Trzaskowski. A co dzieje się w mniejszych miejscowościach?

Małe miasteczka - klucz do wyborów?

Aby przyjrzeć się dokładnie zmianom wyborczym w ostatnich pięciu latach, sprawdziliśmy, jak głosowały gminy miejskie między 10 a 20 tys. w ośmiu województwach „zachodnich”. To 35 miast „polski powiatowej”, o której tak często mówi PiS. Partia Kaczyńskiego starała się dowartościować mieszkających tam ludzi transferami socjalnymi i wizytami prezydenta Dudy.

Zobaczmy, jak zmieniały się w tych miastach głosy na Andrzeja Dudę:

W tych 35 miastach mieszka ponad pół miliona ludzi (518 tys.). To więc wciąż mały wycinek pełnego obrazu, ale dający wgląd, jak zmieniło się podejście małych miasteczek na zachodzie do PiS. Tylko w siedmiu Andrzej Duda wypadł gorzej niż w 2015 roku. w 27 poprawił wynik. Średnio – o 1,8 pkt proc.

Może się wydawać, że to niewiele. Ale w gminach od 10 do 20 tys. mieszkańców mamy 6 mln wyborców. W mniejszych – od 5 do 10 tys. – kolejne 6 mln. Łącznie, w gminach do 20 tys. osób mieszka 51,2 proc. uprawnionych do głosowania. W 39 największych miastach, czyli tych powyżej 100 tys. mieszkańców, mamy 23,8 proc. uprawnionych do głosowania.

Więc gdzie bardziej opłaca się łowić wyborców?

10 województw dla Trzaskowskiego

Może zaskakiwać, że PiS wygrał tym razem w zaledwie 6 województwach. Trzaskowski – w dziesięciu. Ale znów – to mylący podział. Z dwóch powodów.

Po pierwsze – na wschodzie i południu przewaga Dudy jest znacznie większa, w wielu gminach i powiatach przekracza 70 proc. Po drugie, co widzieliśmy już powyżej, duże miasta i prowincja głosują zupełnie inaczej. Na Mazowszu Trzaskowski wygrywa z 51,7 proc. głosów. Gdyby z tych wyników wyjąć Warszawę, Duda wygrywa ponad 10 pkt proc. z 55,2 proc.

W województwie opolskim bez Opola Duda wygrywa, chociaż zaledwie setką głosów. Jeśli w Wielkopolsce odliczyć głosy Poznaniaków, przewaga Trzaskowskiego z prawie 10 pkt proc. topnieje do trzech. Prawie dokładnie tak samo jest na Dolnym Śląsku.

Bez stolic województw, Trzaskowski bierze osiem województw. Jeśli na Śląsku odliczyć dwa największe miasta – Katowice i Częstochowę – tylko siedem. Jeśli to samo zrobimy w województwie kujawsko-pomorskim z Bydgoszczą i Toruniem – Trzaskowskiemu zostaje sześć województw.

Senat: remis

Druga tura wyborów prezydenckich jest specyficzna, bo mamy tylko dwóch kandydatów. Dlatego wyniki trudno porównuje się do np. wyborów sejmowych. Najbliżej jest tutaj do wyborów senackich, gdzie mamy jednomandatowe okręgi wyborcze. W każdym okręgu może być wprawdzie więcej niż dwóch kandydatów, ale w 2019 roku w zdecydowanej większości z nich dochodziło do walki między kandydatem PiS a wspólnym kandydatem opozycji. Pozostali kandydaci w większości zdobywali niewielki odsetek głosów.

Komentując wyniki wyborów prezydenckich, podobieństwo zauważył były marszałek Senatu z PiS Stanisław Karczewski. W Sygnałach Dnia w radiowej Jedynce powiedział:

„Można powiedzieć, że tutaj - oczywiście w przenośni - odbiliśmy Senat tym świetnym wynikiem pana prezydenta Andrzeja Dudy”.

To karkołomna teza. W wyborach prezydenckich i senackich wyborcy mają innych kandydatów i mogą się kierować innymi motywacjami. A przede wszystkim nie zgadza się to też z danymi. Użytkownik Twittera „Senat – pole bitwy” przeliczył wyniki wyborów prezydenckich na sto okręgów senackich. Okazuje się, że mamy tutaj idealny remis, 50:50.

I chociaż to lepszy wynik niż PiS osiągnął w październiku, to nie jest to „odbicie” Senatu. W pewnym sensie byłaby to więc porażka – przewaga kilkuset tysięcy głosów bez realnej przewagi w Senacie. Pokazuje to jednak, że jesteśmy politycznie w podobnym miejscu co w październiku 2019 roku. Ale dokładne wyniki drugiej tury wyborów prezydenckich pokazują, że w zupełnie innym niż pięć lat temu. Jeśli opozycja chce wrócić do władzy, ma trzy lata na wymyślenie sposobu na małe miasteczka.

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne